Jakub pomyślał, że nic tak nie postarza, jak rozpacz.
Może powinien być bardziej ostrożny. ale samotność, podobnie jak pośpiech, bywa najgorszym doradcą.
Bo emocje, bracie są przeszkodą. Jak żaluzje dla światła, jak tama dla rzeki.
Tylko ty jesteś zdolny znaleźć swoją odpowiedź na to pytanie, bo sądzę, że każdy tę odpowiedź ma inną.
Zobaczysz to co najważniejsze. To co masz zobaczyć. Zawsze, wszędzie, gdziekolwiek będziesz, cokolwiek byś myślał, czegokolwiek byś się bał, będziesz to widzieć.
By czuć się szczęśliwym z kimś innym, trzeba się najpierw czuć szczęśliwym ze sobą. Tylko słabi ludzie nie potrafią być sami.
- Wiem, że mogę uratować Emilię. Mój dom...
- Twój dom! - krzyknęła i roześmiała się głośno. - Twój dom to ciągły strach przed śmiercią. Twój dom jest zbudowany z egoizmu i pychy. Twój dom cię zgubił, głupolu. Dom, z którego tu dotarłeś, nie był twoim domem. Nie zbudował go twój kochany dziadziuś z babcią, jak ci powiedzieli. Oni ten dom odnaleźli, a twój dziadek nie mówił ci całej prawdy. Ty zas dales się złapać w pułapkę jak głupiec.
Wewnątrz było ciemno i duszno, a gdy żona miewała koszmary, Jakubowi zdawało się, że ta niepokojąca atmosfera jeszcze się zagęszcza. Jakby przez jej łapczywe chwytanie ustami powietrza zaczynało brakować go dla niego.
- Niepotrzebna nam nadzieja? A wiara owszem? Czym więc różni się twoim zdaniem wiara od nadziei?
Uniósł strzelbę, celując.
Trzymała dziecko przy sobie i nie spuszczała oczu z Daniela.
Dopiero teraz przypomniał sobie słowa Amadei:
Nie czuj lęku.
Usłyszał śpiew ptaków.
Obraz zaczął mu się powoli rozmywać i tracić ostrość.
Poczuł, jak słabnie.
Chciał pociągnąć za spust.
Ale samotność, zupełnie jak pośpiech, bywa najgorszym doradcą.
Dzisiaj wyjątkowo piszę ten pamiętnik przed wzięciem prysznica, a nie po nim, jak to mam w zwyczaju. Pot, brud i ziemia z piaskiem oblepiają mi czoło i policzki, ale specjalnie mi to nie przeszkadza. Zresztą woda jest lodowata, odkąd padł centralny piec, i zamiast otulać do snu, pompuje w moje serce adrenalinę, której mam dość i bez tego. Ogrzewam się tylko w salonie przy kominku w przerwach od pracy i wtedy, gdy idę spać. Na zewnątrz musi panować ziąb, chyba zbliża się zima i chłód wraz z wiatrem przenika przez te stare mury. Czuję podskórnie, jak szron z wolna pokrywa szyby, tak jakby osiadał też na mojej duszy. Choć dokładam do kotła węgiel, który tu został, kaloryfery dają tylko odrobinę ciepła. Powinienem je odpowietrzyć, ale ciągle jakoś zapominam.