cytaty z książek autora "Joanna Wtulich"
Lepiej, żebyś dobrze się ukrył, bo cię znajdę i wypatroszę jak karpia na wigilijny stół.
Niech każdy zajmie się tym, co wychodzi mu najlepiej. Ja będę pilnować porządku, a one niech gotują.
Co w nim było takiego, że z jednej strony go nienawidziła i obwiniała za złamanie życia, a z drugiej strony fascynował ją i sprawiał, że czuła w całym ciele przyjemne mrowienie, że chciała, by jej dotykał i całował.
Bo prawdziwa miłość nie polega na szukaniu, ale jest tym, co odnalezione. Nie jest obietnicą, tylko jej spełnieniem. Prawdziwa miłość jest niepozorna, ale bez niej nie ma fajerwerków...
To, że ktoś jest przystojny i miły, nie oznacza, że nie może być złodziejem.
Weź tu myśl o Wigilii, jak na zewnątrz jesień średniowiecza.
(...)człowieka poznaje się dopiero po tym, jak postępuje, natomiast charaktery hartują się w ogniu kuźni, jaką jest życie".
Bo te rodziny bywały tak samo kalekie i nieudolne jak ich odpowiedniki z Pragi. Tyle tylko, że wszystko tu było na pokaz piękne, pachnące nowością, ubrane w modne ciuchy, przesłodzone i okraszone snobizmem oraz pewnością, że jest się kimś wyjątkowym.
Czasem Grzegorz zastanawiał się, jakim cudem wybrał na żonę tę kobietę. Nie przypominała ani jego matki, ani nikogo stąd. Ciekawa, bezpośrednia, miała nieustanną potrzebę uzewnętrzniania swoich myśli, obaw i pragnień. Słowa z łatwością płynęły z jej ust szerokim potokiem. Po części zagłuszały to, co w nim tkwiło. Z czasem do tego przywykł, ale nigdy nie pojął, jak tak można żyć z myślami na wierzchu.
Przesączanie, syczenie, staczanie się. I kapanie. Kropla za kroplą zbiera się, puchnie, pęcznieje, aż odrywa się i pikuje, odmierzając kolejną sekundę. Potem szum. Wciska się w uszy, drąży skomplikowane korytarze i dociera do mózgu. Wwierca się w niego z precyzją igły neurochirurga.
Las zamarł. Cisza i bezruch sączyły się z sekundy w sekundę, aż niebo pękło z trzaskiem, który odbijał się od szczytów gór i wędrował z dołu ku górze. Zerwał się i wystrzelił z wody w stronę brzegu. Rozejrzał się zdyszany, ale dziewczynki już nie było.
Starsza aspirant Mrówka marzyła skrycie o tym, by ścigać groźnych przestępców, najlepiej straszliwych zwyrodnialców, a ta chęć była, jak się szybko okazało, zaraźliwa.
Człowiek jest z wody. Dlatego każdy z osobna i wszyscy razem jesteśmy tacy miękcy, delikatni, płynni, ulotni. Dlatego przelewamy się przez to życie, przez ten świat. Pojawiamy się jak strumień wody nie wiadomo skąd i parujemy, wysychamy stopniowo, kurczymy się w sobie, bo ubywa z nas tych boskich cząstek. Aż znikamy, gdy zabraknie wilgoci w ciele.
Czasem człowiekowi takie drobne kłamstwa płynące z serca i mające pocieszyć dają więcej niż wszystkie pieniądze i zaszczyty świata. Mogą tchnąć nadzieją, nawet fałszywą, ale jednak dającą siłę do życia".
Idziesz drogą, którą podążały i podążają wszystkie kobiety. Nie jesteś ani wyjątkowa, ani pokrzywdzona bardziej niż pozostałe. Kobieta zawsze jest sama. Jeśli nawet tkwi przy niej mężczyzna, to nie urodzi on za ciebie, nie wykarmi, nie zajmie się dzieckiem i cię nie zastąpi. Kobieta może wdziać spodnie, może robić to, co mężczyzna, ale mężczyzna nie może zrobić tego, co potrafimy tylko my. Nie da życia. Wybudować dom może każdy, zdobyć jedzenie może każdy, nawet zabić może każdy, ale nie każdy da życie. Zapamiętaj to, żyj i rób, co do ciebie należy, a wszystko się ułoży.
Nie obchodzą mnie twoje komplikacje. Obchodzi mnie forsa. Będzie forsa, będzie rozmowa.
(...) z wolnością jest tak, że jeśli my sami jej sobie nie weźmiemy, jeśli o nią nie zawalczymy, nie poniesiemy dla niej ofiary, to nijak nie możemy o niej mówić, czy chociażby marzyć, a z pewnością jej nie docenimy.
Ludzka nienawiść jest jak beczka prochu. Wystarczy iskra i eksplozji nic nie powstrzyma".
(...)pomoc staje się niekiedy sposobem na połechtanie ego. Na pokazanie swej wyższości. Tymczasem pomoc nie ma na celu czerpania profitów, choćby w postaci wdzięczności. Powinna płynąć z serca, a nie z kalkulacji zysków czy strat".
(...) wolność to nie sterowanie łodzią tam, gdzie się chce, ale unoszenie się na życiowych falach i dopasowywanie do najbardziej niespodziewanych wydarzeń, z pewną dozą zaufania we własne umiejętności, bo poza nimi na nic więcej nie mamy wpływu.
Nienawiść nie potrzebuje wzniosłych powodów. Najczęściej wystarczą jej drobiazgi i byle pretekst".
Jednostajny, męczą cy szum powinien uspokajać, a wypełnia strachem pęczniejącym aż do paniki. Rzeki krwi roznoszą po ciele kolejne dawki adrenaliny, docierają do serca, które przyspiesza i wybija nerwowy rytm, napędzając strumienie rozpędzonych płynów. Mózg dostaje mniej tlenu. Nie jest najważniejszym organem.
Ja ci mówię, że jest poważne przestępstwo, a ty mi kulinarne rewolucje wspominasz.
Dziś już nie zaśnie. Słony, metaliczny smak strachu w ustach był jak trucizna zatruwająca krwiobieg, która odpędza sen. Dziś już na pewno nie zaśnie.
Woda jest wszędzie, we wszystkim, a wszystko jest w wodzie. Woda jest kosmosem, jest myślą, przyczyną i skutkiem. Łączy się i dzieli. Miesza się, wędruje pod wpływem ciepła i zatrzymuje, zastyga od zimna. Jej drobiny lecą w górę, jeśli są wystarczająco małe i ciepłe, albo spadają ku ziemi, gdy stają się zbyt ciężkie, by utrzymać się na powierzchni życia. Elastyczna, staje się tym, w co zostanie zebrana.
Woda może niszczyć, ale życie bez niej nie istnieje. Bo woda może zabijać. Jej masy mogą zalewać, topić, niszczyć, zmiatać z powierzchni ziemi, niwelować, czyścić, usuwać, unicestwiać. A wystarczy jej tyle, ile zmieści się w dłoniach, by zalać płuca, zamknąć dostęp tlenu, odebrać życie.
O matko i córko z którego bądź kościoła! Jak tu zimno!
Zawsze zastanawiała się, po co ludzie budują zmarłym te, jak je nazywali, pomniki. Betonowali grobowce, izolowali ciała od wody. Jakby to mogło powstrzymać przemiany, które się w nim dokonywały. Z czasem zrozumiała, że powody są dwa.
Ulewa trwała ledwie kilka minut. Tyle, ile zajęło księdzu pożegnanie nieboszczyka. Zawstydzeni, głównie obcy ludzie ze wzrokiem wbitym w ziemię podchodzili do Grzegorza, mamrotali sztywną formułkę kondolencji i szybko znikali za cmentarną bramą.
Grzegorz się wzdrygnął. To miejsce źle na niego działało, bo przyjechał ledwie dwa dni temu, a już zaczynał widzieć rzeczy i ludzi jak przez wypukłą soczewkę, w zniekształceniu spowodowanym wspomnieniami.