11 września 1929
Cóż to był za dzień, wczoraj i dzisiaj!
Wczoraj: w południe do Wrocławia. Po drodze półżywy ze zmęczenia zasnąłem. Przyjazd. [...] KPD urządziła przeciwko mnie nigdy dotąd niespotykaną krwawą i terrorystyczną awanturę. „Łajdak, szubrawiec, morderca!”. To tylko najłagodniejsze określenia.
Sala została zamknięta przez policję o godz. 7.30 [po południu]. Na zewnątrz stało jeszcze ponad 1000 osób. Właśnie chciałem rozpocząć przemówienie, kiedy doręczono mi telegram: „Monachium godz. 10.10. Hitler zginął przed chwilą w wypadku. Pańska obecność w Monachium pilnie pożądana. Alfred Rosenberg”. Zrobiło mi się nagle ciemno przed oczami. Straciłem wszelką zdolność odczuwania. Wstrząsnął mną spazm płaczu. Widzę przed sobą chaos.
Stoję zupełnie sam przed obcymi ludźmi. Poruszam się w ponurej samotności. I odczuwam ciężar, który do teraz jeszcze mnie przygniata.
Zgromadzonymi wstrząsnęła treść ujawnionego telegramu.
Wyjść! Sufit wali mi się na głowę. Na zewnątrz rozmowa z Monachium. Pół godziny najbardziej potwornego oczekiwania. Najgorszy okres w moim życiu.
Monachium: serce zamarło mi w piersi. „Jeszcze przed półgodziną widzieliśmy Hitlera. To wszystko szwindel!”. Nie umiem się cieszyć. Patrzę przed siebie osłupiałym wzrokiem niczym szaleniec.
Jeszcze pół godziny sprawdzania na poczcie. Telegram jest sfałszowany.
11 września 1929
Cóż to był za dzień, wczoraj i dzisiaj!
Wczoraj: w południe do Wrocławia. Po drodze półżywy ze zmęczenia zasnął...
Rozwiń
Zwiń