„Bezmyślne bredzenie jakiegoś krakowskiego skryby”. List Lema do Dyrektora Centrali Paliw Płynnych

LubimyCzytać
19.05.2021

Nie każdy wie, że Stanisław Lem był prawdziwym mistrzem pisania listów. Pisane piękną polszczyzną godną króla Jana Sobieskiego i jego wylewnych epistoł do Królowej Marysieńki, skrzyły się poczuciem humoru, ostrą jak brzytwa ironią i nieobjętym jak kosmos dystansem do rzeczywistości. Przykładem może służyć choćby niepublikowany nigdy wcześniej list Stanisława Lema do Dyrektora Centrali Paliw Płynnych w Krakowie z 1962 roku. 

„Bezmyślne bredzenie jakiegoś krakowskiego skryby”. List Lema do Dyrektora Centrali Paliw Płynnych

Do historii przeszły słynne „listy rozwodowe”, pisane przez Stanisława Lema, wysyłane znajomym w reakcji na zgrzyty i zawody w relacjach. Oznaczały najczęściej jednostronne i wieloletnie wypowiedzenie stosunków, a niektóre z nich otrzymały bliskie Lemowi osoby, w tym przyjaciele i znawcy jego twórczości. Salwy śmiechu wzbudził opublikowany przez dziennikarza Błażeja Torańskiego list autora Solaris z 1981 roku do ZUS, w którym uniesiony honorem Lem odmówił wpłacania składek na ubezpieczenie społeczne. Była to reakcja na pismo, w którym państwowi urzędnicy uznali, że Lemowi nie przysługują świadczenia emerytalne, ponieważ nie ma wystarczających dowodów na to, że pisarz... prowadzi działalność twórczą.

Reklama

W 2021 roku będzie miała miejsce premiera nowej książki Wojciecha Orlińskiego pt. „Lem w PRL-u”, w której autor pierwszej polskiej biografii Stanisława Lema przygląda się kulisom niezwykłej popularności, jaką cieszył się krakowski pisarz w szarej rzeczywistości Polski Ludowej. Dzięki uprzejmości autora i Wydawnictwa Literackiego prezentujemy niepublikowany nigdy wcześniej list Stanisława Lema do Dyrektora Centrali Paliw Płynnych w Krakowie z 1962 roku. 

W koncertowo sparodiowanym stylu staropolskiej supliki o protekcję u możnowładcy autor opisuje z nieskrywanym żalem i zgryźliwością perypetie, jakich doświadczył podczas wizyty na Stacji Obsługi kierowców w Nowym Targu. Wiosna tamtego roku była równie kapryśna jak obecna. Ataku czerwcowej śnieżycy nie wytrzymał bolid pisarza, którego wielką prywatną pasją – o czym również nie każdy wie – były samochody.

Pozdrawiamy wszystkich skazanych na dobre relacje z mechanikami!

Książka „Lem w PRL-u” ukaże się jesienią pod patronatem Krakowa Miasta Literatury UNESCO.

Niepublikowany list Stanisława Lema do Dyrektora Centrali Paliw Płynnych w Krakowie, 1962 r.

Zakopane, dn. 9 czerwca 1962

Do Dyrektora Centrali Paliw Płynnych w Krakowie

PODANIE

Szanowny Panie Dyrektorze!

Przebywając, w czasie srogich śnieżyc czerwcowych, w Domu Pracy Literatów w Zakopanem, stwierdziłem, po ukazaniu się słońca, że samochód mój, parkujący pod gołym niebem, znajduje się w opłakanym stanie. Rdza, błoto i brak smarów skłoniły mię do szukania pomocy w jednej ze stacji obsługi, tym bardziej, że miałem w pamięci doskonałą i czułą opiekę, jaką nad tymże samochodem w dniach FIS-u roztoczyła nowotarska Stacja Obsługi. W samym Zakopanem wszystkie stacje okazały się nieczynne, udałem się tedy skrzypiącym i chromającym wehikułem do Nowego Targu, wczesnym rankiem 8 czerwca, aby zająć skromnie miejsce w kolejce aut. Przyjął mnie sam kierownik stacji, z niewypowiedzianą grzecznością zapisał skrupulatnie wszystkie zlecenia, podał mi dokładny termin ukończenia prac, a nawet zapytywał, czy nie podrzuci mnie do Nowego Targu jakimś okolicznościowym autem. Wzruszony tym nadmiarem uprzejmości, podziękowałem i udałem się pieszo do Nowego Targu, aby po umówionym czasie wrócić na stację. Jakież było moje zdziwienie, gdym ujrzał mego zardzewiałego nieboszczyka dokładnie w takim samym stanie, jak przedtem, oczekującego daremnie pomocy. Ponieważ, kiedym przyjechał, na stacji znajdował się jeden tylko samochód i kierownik zapewniał mnie, że do prac przystąpi niezwłocznie, poprosiłem go o wyjaśnienia. Kierownik, z jednaką uprzejmością, opowiedział mi wówczas krótką lecz treściwą baśń o jakiejś samotnej pani /zapewne uroczej/, która przed chwilą właśnie opuściła stację, trafiwszy do niej z poważnym defektem, a że była w drodze, cała załoga rzuciła się na jej ratunek. Ja jednak, oślepiony niewybaczalną głupotą, zamiast pokornie podziękować na tak zręcznie wymyśloną historyjkę, jak ostatni idiota rozglądałem się po hali i widząc na stanowiskach roboczych taksówki nowotarskie, które przybyły na stację dobrą godzinę po mnie, jak również dwie inne, również nowotarskie taksówki, już ślicznie umyte, których przedtem na stacji nie było, w przystępie jakiegoś zamroczenia zażądałem książki zażaleń, którą podano mi z wyszukaną grzecznością, powściągając chichoty. Wpisawszy się do książki, odjechałem mym kulejącym trupem, od którego odpadały kawałki rdzy i zaschniętego błota, a ochłonąwszy, pojąłem rozmiary nieszczęścia, w które wpakowałem się własnymi rękami.

Jest przecież jasne, że tak poważne i prawe słowa człowieka tak godnego zaufania, tak grzecznego, jak kierownik S.O. w Nowym Targu, obracają w niwecz bezmyślne bredzenie jakiegoś krakowskiego skryby i jego bezwstydne pretensje, i że rację miał P. Kierownik, a nie ja. Zamiast szukać ukojenia w jego miłych słowach, zastępujących jakże skutecznie czyny /które jeszcze popsułyby mu stosunki z nowotarskimi taksówkarzami/, wpisałem do książki zażaleń skargę, którą P. Kierownik odeprze jednym pociągnięciem pióra, jak brudną muchę. Wprawdzie obiecuję solennie P. Dyrektorowi omijać w dużym promieniu nowotarską Stację Obsługi, ale obawiam się, że przecież jakiś wypadek zmusi mnie kiedyś do szukania jej pomocy, i co wtedy? Dlatego zwracam się do Pana Dyrektora w tym podaniu z gorącą prośbą, o protekcję u P. Kierownika nowotarskiej Stacji. Może zlituje się Pan nade mną i w mym imieniu przeprosi Kierownika, jak również przyczyni się Pan do poprawienia stosunków pomiędzy mną a tym możnym człowiekiem. Może będzie Pan mógł nawet udzielić mu jakiegoś pisma polecającego, które przekreśli jego zrozumiałą i usprawiedliwioną niechęć? A jeśli Pan uczynić tego nie może, to czy nie powinienem zwrócić się w tej sprawie z błaganiem do Ministerstwa, albo jeszcze wyżej? Przecież, jeśli nic się nie da zrobić, będę żył w bezustannym lęku. Przecież Kierownik w przyszłości na pewno nie będzie opowiadał mi uprzejmie bajeczek, ale, jak się należy, weźmie mnie, gdy pojawię się w progach stacji, za kark i wyrzuci za drzwi, jako pętaka, który nie poznał się na jego delikatnym obejściu z klientem najbardziej nawet przypadkowym i byle jakim, w przeciwieństwie do solidnych, zacnych właścicieli nowotarskich taksówek!

Oczekując Pana odpowiedzi z całym poważaniem, pozostaję

Stanisław Lem, Zakopane

Dom Pracy Literatów

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Szus 30.05.2021 13:11
Czytelnik

" (...) w przystępie jakiegoś zamroczenia zażądałem książki zażaleń, którą podano mi z wyszukaną grzecznością, powściągając chichoty."

Czyste złoto :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Sija 22.05.2021 18:31
Czytelnik

Ja też chcę protekcję u Kierownika :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Virgo13 22.05.2021 13:52
Czytelnik

Pierwszorzędne :).

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Reklama
Nikamo 22.05.2021 11:46
Czytelnik

"Bredzenie krakowskiego skryby" w mistrzowskim wykonaniu!

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
LubimyCzytać 18.05.2021 14:50
Czytelnik

Zapraszamy do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd