cytaty z książek autora "Camille Kouchner"
Twierdzi, że wychowanie nie polega na przekazywaniu. "Moja Camillou, kim ja jestem, by chcieć ci cokolwiek przekazywać? Piekło to inni, prawda?".
Mówiła, że trzeba ze sobą rozmawiać, że telewizja jest oknem na świat, a wolność - najwyższą wartością. Mogłam robić wszystko dopóty, dopóki pozostawałam odpowiedzialna. A pozostawałam odpowiedzialna, dopóki próbowałam zrozumieć. Zrozumieć wszystko, wszystkich, bezustannie.
Nawet maluchy muszą umieć się wysłowić. Muszą rozumieć, że krzyki są wyrazem przekonań, że nie ma się czego bać. Muszą rozumieć, że trzeba zabierać głos. Nauczyć się dobierać słowa niczym broń do walki. Na wszystkie tematy. Nauczyć się, jak nie okazywać strachu. Zyskiwać przewagę w rozmowie, cały czas i niezależnie od punktu widzenia. Zawsze rozwijać swoją myśl, zajmować stanowisko i ponosić konsekwencje. W wieku siedmiu, piętnastu i czterdziestu lat. Te buntownicze kolacje, kolacje intelektualistów, są dla każdego z dzieci szkołą; uczymy się w niej retoryki, ale także, niekiedy, doświadczamy głęboko panicznego strachu przed starciem.
To rodzice zamykają usta dzieciom.
Thiago był snem, który miał mnie oddalić od rzeczywistości.
Poczucie winy jest jak wąż. Czekamy, aż podniesie łeb pod wpływem pewnych bodźców, ale nigdy nie wiemy, kiedy podpełznie i nas sparaliżuje.. Karczuje własną drogę, przeciera szlaki. Poczucie winy wsiąkło we mnie jak trucizna i wkrótce zajęło całą przestrzeń w moim mózgu i sercu.
Poczucie winy przesuwa się z przedmiotu na przedmiot. Zakłada różne maski i sprawia, że żałujemy wszystkiego i niczego.
Poczucie winy zalewa głównie pamięć. Wymazuje daty i porzuca ofiarę w ciemności.
Od tamtego dnia za każdym razem, gdy nadchodzi spokój, ja czekam na dramat. Wydarzy się gdzieś, wkrótce. Dramat, który w mgnieniu oka, w ułamku sekundy, na zawsze zmieni rzeczywistość. Dramat, który o nic nie pyta i niczego nie wyjaśnia. Dramat, do którego musisz przywyknąć, bo nie masz na niego wpływu. Dramat utraconego oddechu, życia, które na zawsze się zmienia, uciszonego śmiechu, poronionego szczęścia.
W głębi duszy czuję się zagubiona. Słowa uwalnia się po to, by lepiej zrozumieć drugiego człowieka, tak? By wszystko sobie mówić, by zawsze rozmawiać; chodzi w tym o prawdę, o bliskość. O bycie bliżej samego siebie i tych, których kochamy. Skoro tyle rozmawiamy, skoro nie chcemy zastygać w pozach, to chyba po to, by móc wyrazić strach, poczucie winy, czułość albo samotność, a czasem także smutek, prawda?
Piszę te słowa po wielu latach. Piszę: "Moja matka umarła", lecz w tym konkretnym momencie nie czuję jej braku. Owszem, mam ściśnięte gardło i do oczu napływają mi łzy, ale świadomość, że mi ją wyrwano, jest nierealna.
W małym, sterylnym pomieszczeniu, gdzie po raz ostatni dotykam skóry swojej mamy, tli się jeszcze powolne życie. Gilles, brat matki, i Cecile, jego ukochana, są z nami, by w milczeniu domknąć czas. Bierzemy się pod ręce. Powietrze gęstnieje. Pokoik jest za mały dla pięciorga dzieci i dwójki rozbitków. Gałązka mimozy w trumnie. Znużony pracownik pyta nas: "Jak rozumiem, mimoza odchodzi z szanowną panią...".
Ode mnie - nikogo. Nigdzie żadnych przyjaciół. Nie zdążyłam ich poinformować. Opowiedzieć o swoim smutku i strachu, o ogniu w sercu i o lodzie w kościach. O zawrocie głowy, jaki mnie czeka, o koszmarnym zejściu w dół cmentarnej alei, napotykaniu spojrzeń ludzi, których tak kochałam, a którzy się odsunęli. Skąd miałam to wiedzieć? Matkę chowa się tylko raz.
Przymus jest dziedziczny, ale sukces - nie zawsze.
Śmiałyśmy się z ciągłego napięcia pomiędzy koniecznością buntu a łagodnością kontemplacji. Wszystko jest źródłem uciechy. Nawet to, co trudne.
Wychowywać to znaczy pozwalać na zadawanie pytań, prowokować krytykę, otwierać na wybory. A do tego wystarczy wiara w siebie, nic więcej.
Z pogrzebu matki zapamiętam kwiaty, które były wszędzie, i ludzi, których przez długi czas kochałam. Z pogrzebu matki zapamiętam ludzi, którzy stali daleko, lecz nie podeszli. Ludzi z dzieciństwa, z Południa, patchworkową rodzinę. Naszą familia grande.