cytaty z książek autora "Sławomir Poleszak"
Obok represji wielki wpływ na decyzje o pozostaniu lub powrocie do konspiracji miało aresztowanie szesnastu. Według Korbońskiego doszło wówczas do wybuchu „rozpaczy i wściekłości”.Ocenę tę potwierdzają wspomnienia partyzantów z różnych części Polski. Zdaniem Antoniego Hedy „Szarego” – dowódcy AK z Kielecczyzny – punktem przełomowym było to, co zrobiono z szesnastoma.
Okazało się bowiem, że można porwać ludzi, którzy przez całą okupację organizowali walkę przeciwko Niemcom, wywieźć ich z Polski, postawić przed sądem sowieckim i oskarżyć o kolaborację z Niemcami – wszystko to czyniąc otwarcie przy milczeniu świata zachodniego. Sowieci pokazali Polakom, kto jest panem sytuacji; dowiedli, że nie muszą się liczyć ani z polską, ani międzynarodową opinią publiczną. Filarem, na którym opiera się społeczny opór przeciwko dyktaturom, jest wiara w możliwość zmian, nadzieja na zwycięstwo. Porwanie i proces moskiewski filar ten mocno nadkruszyły.
Akowcy(...) po wojnie nie tyle pozostali w podziemiu, ile do niego wrócili, czy precyzyjniej – zostali do niego wepchnięci przez terror bezpieki i Sowietów.
Jednocześnie ludzi pomagającym partyzantom i ich najbliższych krewnych zatrzymywano i poddawano torturom, ich dobytek konfiskowano, a domy palono. Prześladowania służyły temu, by złamać solidarność lokalnej społeczności. Chłopi mieli się bać represji komunistów bardziej niż leśnych czy oskarżeń o zdradę ze strony sąsiadów.
Afiszowanie się narodowych radykałów kontaktami z Gestapo byłoby śmiertelnym zagrożeniem dla ich reputacji. By Polski Legion Narodowy był wiarygodny w oczach Polaków, musiał powstać jako pozornie autonomiczna względem Niemców inicjatywa. Jak miał powiedzieć jeden z gestapowców: „Londyn miał AK, Moskwa – AL, wobec czego Radom starać się musiał o stworzenie «własnej» organizacji podziemnej”.
Pod koniec 1946 roku przedwyborcza machina propagandy i terroru pracowała na najwyższych obrotach. W wielu okręgach wyborczych ludowcom nie pozwolono wystawić własnych kandydatów, a szereg działaczy PSL aresztowano pod byle pretekstem. UB, MO i wojsko wspierały kandydatów bloku i prześladowały ludowców. W fabrykach, urzędach, szkołach i na uniwersytetach odbywały się obowiązkowe wiece poparcia dla komunistów. 200 tys. agitatorów ruszyło do polskich mieszkań i chałup. Na ludzi odmawiających otwarcia im drzwi spadały represje. Rządzący starali się złamać przeciwników przez manifestacje siły i obezwładnić nachalną propagandą. Władze demonstrowały wszechmoc i sprawność w walce z wszelkimi „wrogami”. Elementem tej strategii było aresztowanie tuż przed wyborami członków III ZG WiN i pokazowy proces I Zarządu. W dniu wyborów powszechnie łamano zasadę tajności głosowania, zmuszając ludzi, by wrzucali kartki do urny jawnie, w obecności aktywistów partyjnych. W zakładach pracy i jednostkach wojskowych głosowano pod okiem przełożonych i dowódców. Zmieniono sens słowa „wybory”. Zamiast aktu wolnej woli znaczyło ono przymus poparcia władzy.
Polacy mieli zrozumieć, że wszelki opór wobec wszechmocnej, totalnej, bezwzględnej władzy nie ma sensu. Ludzie mający wątpliwości lub starający się nie angażować w życie polityczne – nie mówiąc o otwartych przeciwnikach – by uniknąć represji, musieli publicznie demonstrować poparcie dla komunistów. Zadanie tak pomyślanych wyborów polegało na zabiciu nadziei. Bez niej zaś masowy opór jest niemożliwy. Według oficjalnych danych 80% oddanych głosów padło na listę bloku, na PSL zaś jedynie 10%. Komuniści ogłosili się bezapelacyjnymi zwycięzcami. Gwałt wyborczy przyniósł zamierzony efekt. W opinii zagranicznych obserwatorów wśród Polaków dominować zaczęły przygnębienie, apatia i rezygnacja. Ostatnim gwoździem do trumny, w której złożono zmarłą nadzieję, był brak stanowczej reakcji ze strony zachodniego świata.
Nie chodzi tu o zwykłe przystosowanie się do sytuacji lub rezygnację z oporu spowodowaną skalą i nieuchronnością terroru. Proponowana przez podziemną gazetę strategia zakładała manifestowanie poparcia dla budowanego przez komunistów państwa przy jednoczesnej sekretnej lojalności wobec wartości narodowych. Gdy szanse na legalizację zmalały do zera i jasne się stało, że linia niezłomnych jest skazana na klęskę, niektórzy działacze narodowi zaczęli poszukiwać „trzeciej drogi”. Ceną za udział w życiu politycznym byłoby rozdwojenie jaźni polegające na publicznym i głośnym głoszeniu wartości, których w sferze prywatnej się nie akceptuje. W Zniewolonym umyśle Czesław Miłosz postawę taką opisał i nazwał „Ketmanem narodowym”.
WiN i NZW stanowiły swe przeciwieństwo. Twórcy i przywódcy WiN to oficerowie usiłujący przekształcić AK w organizację społeczno-polityczną. Byli oni żołnierzami, którzy próbowali złożyć broń i zmienić wojskowy mundur na cywilny garnitur polityka. NZW zaś to organizacja wojskowa stworzona i kontrolowana przez doświadczonych polityków SN. W ich myśleniu siła zbrojna stanowiła instrument potrzebny do osiągania celów partyjnych. Narodowe Zjednoczenie Wojskowe miało zastąpić rozwiązaną AK i otworzyć endekom drogę do utworzenia Katolickiego Państwa Narodu Polskiego.
I cóż panie poruczniku [...] pan będzie inżynierem, będzie się uczyć i żyć, a mnie przyjdzie zdechnąć w lesie" (Wołyniak).
Bezpieka starała się odciąć leśnych od ich zaplecza. W trakcie operacji przeciw partyzantom ubecy i kabewiacy przeszukiwali podejrzane obejścia, celowo niszcząc przy tym dobytek. Aresztowali też osoby podejrzewane o sprzyjanie podziemiu. W przypadku schwytania partyzantów żywcem zmuszano miejscowych do uczestnictwa w procesach pokazowych. Rodziny osób skazanych za pomoc partyzantom karano przepadkiem mienia. Terror miał na celu zniechęcenie gospodarzy do podziemia i złamanie ducha oporu.
Po styczniowym przesunięciu się frontu na zachód wszechobecność czerwonoarmistów nie paraliżowała już podziemia. Topnienie śniegów i pojawienie się liści na drzewach sprawiło, że ukrywający się mogli opuścić kryjówki w domach, oborach i stodołach. W marcu i kwietniu 1945 roku we wschodniej Polsce pęd do lasu nabrał masowego charakteru. Jak grzyby po deszczu pojawiały się kolejne oddziały partyzanckie. Najwięcej na Lubelszczyźnie – aż 49 (1900–2400 partyzantów), niewiele mniej, bo 46 na Białostocczyźnie (1100–2300 partyzantów), w Rzeszowskiem zaś 40 (3600–3900 partyzantów). W Polsce w oddziałach leśnych w 1945 roku służyło łącznie 13–17 tys. ludzi[61]. W trzech wymienionych wschodnich województwach było łącznie więcej partyzantów niż w czternastu pozostałych.