-
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać357 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Tylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Pakt dla czytelnictwa czy kolejna ściema?
(Fot. Piotr Waniorek - Żelazna Studio)
Rząd się obudził i zamierza zainwestować 1 mld zł w rozwój czytelnictwa. Mam nadzieję, że te pieniądze nie zostaną przejedzone. Niestety dla mediów ważniejsze od tej informacji jest to, czy Grzegorz Schetyna przegra regionalne wybory lub kto został nowym trenerem reprezentacji piłkarskiej.
Nie ma o czym dyskutować? Nie warto? A może jednak tak, bo wyrzucić pieniądze w błoto nie jest trudno, za to zagospodarować je z pomysłem i perspektywicznie już dużo gorzej. Grzegorz Gauden, szef Instytutu Książki, powiedział przy tej okazji, że warto walczyć o każdy punkt procentowy wzrostu, słusznie zauważając, że jeśli nie będziemy czytać, to skończymy na montowaniu lodówek do końca istnienia Polski. Pełna zgoda. Ale czy tę walkę widać? Czy ktoś „na górze” protestuje na zachowania telewizji publicznej, na działania mediów coraz rzadziej piszących/mówiących o literaturze, niepublikujących już prawie jej próbek, niestarających się edukować, informować i tworzyć dobrej atmosfery dla rynku książki? Czy ktoś zwraca uwagę na beznadziejny poziom naszego szkolnictwa i ogromne braki w promocji literatury i czytelnictwa w szkołach?
Zakupy praw do ważnych książek, by je publikować w sieci, i zwiększenie nakładów na biblioteki z pewnością się przydadzą, ale – do licha – może eksperci wymyślą coś naprawdę kreatywnego, coś, co rzeczywiście powstrzyma postępujący upadek całego rynku książki.
Oto trzy moje proste pomysły dla decydentów:
Zmuście tzw. publiczną telewizję, żeby w porze największej oglądalności emitowała nowoczesny, dobrze zrobiony w atrakcyjnej oprawie program o nowościach książkowych. Nie o literaturze XIX wieku, nie o wieszczach i mistykach, tylko o literaturze współczesnej, także popularnej. Nie nudne gadanie, deklamowanie i narzekanie, tylko program dostosowany formułą do obecnych standardów (nawet jeśli ich nie lubimy). Nie możecie „zmusić”? To co możecie? Do kogo należy telewizja publiczna, jeśli nie do was? Co to za telewizja publiczna, której wartość edukacyjna jest obecnie żadna albo co najwyżej marna, a misja pozostaje jedynie słowem wytrychem dla uzasadnienia ograbiania ludzi płacących abonament?
Zorganizujcie duży, poważny konkurs literacki dla nowych, wartościowych pisarzy, debiutantów. Konkurs, w którym można będzie nadsyłać także maszynopisy niewydane. Dajcie nadzieję i szansę dziesiątkom, a może tysiącom ludzi, którzy nie mają gdzie wysyłać swoich tekstów, a kochają pisać (choć nie zawsze potrafią), ale wśród których może być nowy... no właśnie, kto? Zmuście publiczną telewizję, żeby była patronem takiego WYDARZENIA i je nagłaśniała. Szukajcie w nim talentów, mogących zaistnieć nie tylko w Polsce, ale i za granicą, a zwycięzcę wydajcie porządnie, w dużym nakładzie, z odpowiednią promocją. Pokażcie, że warto pisać (a zarazem czytać, bo kto nie czyta, prawie na pewno nie potrafi pisać), bo tak też można osiągnąć sukces, za którym tak współcześnie gonimy. Taka inwestycja szybko się zwróci. Nie można? Za trudne? Kto to będzie oceniał i kto decydował? Pewnie, że pytań i wątpliwości jest dużo, ale jak się nie chce, to nie można. Z tego miliarda wystarczy wyciągnąć ułamek procenta na taką rzecz i się da. Zrozumcie wreszcie, że we współczesnej chorej rzeczywistości liczą się działania z pompą, dobrze zorganizowane i nagłośnione wydarzenia, a nie – za przeproszeniem - puszczenie bąka o miliardziku dla bibliotek i znajomych królika. Przecież ta wiadomość o tym miliardzie powinna być na pierwszych stronach gazet i czołówkach telewizyjnych wiadomości. I byłaby, gdybyście umieli ją zaprezentować.
Zmieńcie gruntownie ten chory system edukacji, który jest absolutnie niekreatywny, nudny, nieciekawy i kompletnie odrzucający dla młodych ludzi - młodzieży oczekującej na lekcjach traktowania po partnersku, a nie wciskania programowego kitu. Wprowadźcie do tego programu (skoro wszystko musi być programowe) języka polskiego obowiązek dla nauczycieli omawiania na lekcjach współczesnych książek, a nie tylko lektur. Niech choć jedna lekcja w miesiącu będzie poświęcona nowościom wydawniczym, głośnym książkom, nawet literackim kontrowersjom, powieściom zakazanym, innym niż te, o których przeczytają w podręcznikach. Ciekaw jestem, ilu polonistów przy okazji przyznania Nobla dla Alice Munro czy Nike dla Joanny Bator poświęciło im jedną lekcję? No ilu? Jeśli wszyscy, to przepraszam. Niech dzieciaki poczują, że ktoś chce wysłuchać ich zdania, porozmawiać po partnersku, dać im szansę wymyślenia czegoś, a nie tylko odtwarzania w kółko tego samego. Niech poczują, że obcują z czymś wyjątkowym i intrygującym. Może wtedy uznają, że warto też samemu coś przeczytać, a nie tylko to, co nakazane i co im obrzydza literaturę.
Takie pomysły można mnożyć, można mówić o podatkach, cenach książek, promocji, wspieraniu twórców i rynku, reklamach, tłumaczeniach i wsparciu dla wydań zagranicznych, setkach innych działań, które można zrobić. Ale zróbcie chociaż to, a efekt będzie widoczny. A Wy co sądzicie? Znów jestem niepoprawnym, utopijnym kretynem?
Mariusz Zielke – dziennikarz śledczy i pisarz. Przez 10 lat pracował w "Pulsie Biznesu", gdzie zajmował się tematyką ekonomiczną. W 2005 r. za ściganie giełdowych zmów i przekrętów dostał nagrodę Grand Press w kategorii "dziennikarstwo śledcze". W 2012 wydał Wyrok, kryminał opisujący powiązania świata biznesu, mediów i polityki. W październiku 2013 miała miejsce premiera jego książki Formacja trójkąta wydanej pod patronatem LC.
komentarze [19]
Ma Pan kilka wartych uwagi pomysłów, nawet wybierając z nich jeden zapewne osiągnęłoby się więcej niż dzięki kilku programom napisanym przez miłościwie nam panujących, których wyobraźnia dawno zabłądziła na pustyni.
Najbardziej chwytliwa wydała mi się idea "medialnie uatrakcyjnionego" konkursu dla debiutantów - jako czegoś, co nie tylko przykuje na chwilę wlepione w ekran oczy telewidzów, ale przynajmniej część z nich zaktywizuje twórczo. Z drugiej strony można mieć obawy co do tego, czy aby taka inicjatywa w obecnych warunkach nie skończy się tak: organizatorzy przy dźwiękach fanfar wysuną na piedestał utwory wpisujące się w obecną narrację medialną ciągniętą na smyczy przez struktury władzy, bo - nie oszukujmy się - telewizja publiczna daleko już odbiegłszy od pojęcia niezależności we własnej misji nie stanie się z dnia na dzień niezależnym organizatorem/patronem wydarzeń kulturalnych.
Być może najlepsze, co hojni rozdawcy miliarda złotych mogą zrobić dla czytelnictwa i dla kultury szerzej, to zostawić je w spokoju - bo jak się czegoś dotkną, to zepsują. Już samo cofnięcie VAT-u na książki dałoby przyduszonym wydawnictwom nieco oddechu.
Ale to tylko mój pesymizm, a idealizm zawsze jakąś tam moc sprawczą posiada.
Ma Pan kilka wartych uwagi pomysłów, nawet wybierając z nich jeden zapewne osiągnęłoby się więcej niż dzięki kilku programom napisanym przez miłościwie nam panujących, których wyobraźnia dawno zabłądziła na pustyni.
Najbardziej chwytliwa wydała mi się idea "medialnie uatrakcyjnionego" konkursu dla debiutantów - jako czegoś, co nie tylko przykuje na chwilę wlepione w ekran...
Przede wszystkim: dofinansowanie wydawnictw, aby obniżyć ceny książek w księgarniach. W czasach PRL-u takie dofinansowania były, a nawet nie dofinansowania, to złe określenie, bo przecież wszystko było państwowe. W każdym razie - w byle którym kiosku można było zakupić książkę (na przykład klasykę literatury), choćby format kieszonkowy, za małe pieniądze. Teraz do księgarni bez 30-40 zł nie ma po co iść. Osoba czytająca - wyda tyle na książkę. Ale osoba, która stroni od książek - nie; a może właśnie, gdyby cena była niższa, przekonałaby się i z jakąś książką wyszła z księgarni? To oczywiście tylko część tego problemu, jakim jest brak czytelnictwa, ale wg mnie część zasadnicza.
Przede wszystkim: dofinansowanie wydawnictw, aby obniżyć ceny książek w księgarniach. W czasach PRL-u takie dofinansowania były, a nawet nie dofinansowania, to złe określenie, bo przecież wszystko było państwowe. W każdym razie - w byle którym kiosku można było zakupić książkę (na przykład klasykę literatury), choćby format kieszonkowy, za małe pieniądze. Teraz do księgarni...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTak samo było w latach 90-tych z tego co pamiętam.
Tak samo było w latach 90-tych z tego co pamiętam.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jarosław: Mój chrześniak(8 lat), gdy się nudził, na propozycję, żeby coś przeczytał - odpowiedział, że książki są dla dziwaków.
Coraz częściej słyszę podobne głosy, a czytanie jest dla dzieci karą i nudą. Wolą patrzeć w ścianę, niż poczytać.
Jarosław: Mój chrześniak(8 lat), gdy się nudził, na propozycję, żeby coś przeczytał - odpowiedział, że książki są dla dziwaków.
Coraz częściej słyszę podobne głosy, a czytanie jest dla dzieci karą i nudą. Wolą patrzeć w ścianę, niż poczytać.
Jarosław: Mój chrześniak(8 lat), gdy się nudził, na propozycję, żeby coś przeczytał - odpowiedział, że książki są dla dziwaków.
A ja kiedyś przeczytałem na forum młodzieżowym pytanie czy jest coś takiego jak wypożyczalnia video tylko z książkami....
Jarosław: Mój chrześniak(8 lat), gdy się nudził, na propozycję, żeby coś przeczytał - odpowiedział, że książki są dla dziwaków.
A ja kiedyś przeczytałem na forum młodzieżowym pytanie czy jest coś takiego jak wypożyczalnia video tylko z książkami....
Ja bardzo rzadko oglądam tv poza wybranymi programami i przyznam, że tych o książkach też nie. Ale za to czytam. Myślę jednak, że docieranie do osób, które przed tv spędzają po kilka godzin dziennie, w porze największej oglądalności, to dobry pomysł. Coś w stylu "słowa pisanego na niedzielę", które np. mogłoby zawierać rekomendację jakiejś ciekawej książki, dla różnych grup potencjalnych czytelników. Żeby książka nie kojarzyła się wyłącznie z "Krzyżakami" z podstawówki. Bo obawiam się, że wielu Polaków ostatnio miało w rękach właśnie coś takiego. I nawet nie wiedzą, że jak się dobrze trafi, to może wciągnąć "na amen".
Ja bardzo rzadko oglądam tv poza wybranymi programami i przyznam, że tych o książkach też nie. Ale za to czytam. Myślę jednak, że docieranie do osób, które przed tv spędzają po kilka godzin dziennie, w porze największej oglądalności, to dobry pomysł. Coś w stylu "słowa pisanego na niedzielę", które np. mogłoby zawierać rekomendację jakiejś ciekawej książki, dla różnych grup...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Niestety nie mamy co liczyć na taki cud, bo media schodzą na psy od jakiś dwóch dekad. Telewizja jest tak szmirowata, że dociera tylko do ludzi pustych niezainteresowanych i prostackich. Poziom programów jest coraz niższy, wszędzie pełno bełkotu i wulgaryzmów. Słowo "zaje....." stanęło na poziomie normalnej wypowiedzi. I to jest straszne... To jest postępujące debilowacenie narodu polskiego. Poziom edukacji jest coraz niższy, coraz węższy, coraz bardziej nastawiony na automatyzację myślenia. Chcieliśmy wolność, o wolność walczyli nasi bohaterowie. Chcieliśmy być wolni i mówic co chcemy? Teraz możemy mówić co chcemy, ale nie mamy nic mądrego do powiedzenia. Jak to możliwe, że za czasów komuny społeczeństwo było bardziej wyedukowane niż dziś... kto mi to wytłumaczy?
Ja mam dwoje dzieci. Poszły do pierwszej klasy i gdy pomyslę, że mają być takimi samymi ignorantami jak większość ludzi z którymi się na codzień spotykam, to opadają mi ręce. Czytajmy, zarażajmy znajomych czytaniem, mówmy im, że to wstyd nie czytać... niech zaczną myśleć, niech zaczną żyć, a nie wegetować przed telewizorami.
Ja wszystkim mówię, że mam 7 letnie bliźnięta, pracuję na 1,5 etatu i sprzątam 100 metrowy dom i czytam od zawsze... choć nie oglądam telewizji. Każdy wybiera to co chce, jeden wybiera talentshowy typu kto szybciej pokroi chomika na wizji, inny ogląda trudne sprawy, a inny czyta.
Ja sama zaraziłam manią czytania już dwie osoby. I cieszę się z tego.
Niestety nie mamy co liczyć na taki cud, bo media schodzą na psy od jakiś dwóch dekad. Telewizja jest tak szmirowata, że dociera tylko do ludzi pustych niezainteresowanych i prostackich. Poziom programów jest coraz niższy, wszędzie pełno bełkotu i wulgaryzmów. Słowo "zaje....." stanęło na poziomie normalnej wypowiedzi. I to jest straszne... To jest postępujące debilowacenie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMój chrześniak(8 lat), gdy się nudził, na propozycję, żeby coś przeczytał - odpowiedział, że książki są dla dziwaków.
Mój chrześniak(8 lat), gdy się nudził, na propozycję, żeby coś przeczytał - odpowiedział, że książki są dla dziwaków.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKto, oprócz autora artykułu, był na konferencji prasowej? Czy były media? Programy o książkach znikają, także z mediów papierowych. Specjaliści od wizerunku odradzają kandydatom na ważne funkcje państwowe fotografowania się na tle regału z książkami. Panie premierze, jak żyć?!
Kto, oprócz autora artykułu, był na konferencji prasowej? Czy były media? Programy o książkach znikają, także z mediów papierowych. Specjaliści od wizerunku odradzają kandydatom na ważne funkcje państwowe fotografowania się na tle regału z książkami. Panie premierze, jak żyć?!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNiestety, ten kto czyta staje się mądry. Zmienia się jego postrzeganie świata. Nie daje się "złapać" na wędkę polityczków z pierwszych stron gazet. On myśli. A myslących ludzi zawsze się bano. Bo nimi nie można sterować, im nie mozna wmówić, że białe to czarne i vice versa...Więc z tej perspektywy patrząc. Ani władzy na Wiejskiej, ani Panom/iom w niby publicznej Tv nie będzie zależało by zmieniać na lepsze.
Niestety, ten kto czyta staje się mądry. Zmienia się jego postrzeganie świata. Nie daje się "złapać" na wędkę polityczków z pierwszych stron gazet. On myśli. A myslących ludzi zawsze się bano. Bo nimi nie można sterować, im nie mozna wmówić, że białe to czarne i vice versa...Więc z tej perspektywy patrząc. Ani władzy na Wiejskiej, ani Panom/iom w niby publicznej Tv nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
"Zmuście tzw. publiczną telewizję, żeby w porze największej oglądalności emitowała nowoczesny, dobrze zrobiony w atrakcyjnej oprawie program o nowościach książkowych"
Był kiedyś taki program - nie tylko o książkach, ale o popkulturze ogólnie (niestety, tytułu nie pomnę, to z 10 lat temu było). W każdym odcinku swoje miejsce dostawała książka, gra, wydarzenie kulturalne, czasem film i krótki wywiad z popularnym twórcą (najbardziej pamiętam odcinek, którego leitmotivem było podkładanie głosu, czyli dubbing i lektorzy - gościem była Krystyna Czubówna). Matko, jak mi się to świetnie oglądało! Leciało koło 17.00, niestety, tylko kilka miesięcy. Pewnie, najnowszy serial o niczym z pewnością miał większą oglądalność, ale czy naprawdę poświęcenie pół godziny czasu antenowego dla telewizji MISYJNEJ to aż tak wiele?
Pewnie, można tego typu programy upychać na TCP kultura po 23.00. Tylko że tam, gdzie są naprawdę potrzebne, czyli na wsiach i małych miejscowościach, TVP Kultura po prostu nie dochodzi. I potem znowu mamy sytuację, gdy program jest tak głęboko ukryty, że nawet najbardziej zainteresowani nie mogą do niego dotrzeć, a telewizja rozkłada rączki i mówi: "No przecież próbowaliśmy".
"Zmuście tzw. publiczną telewizję, żeby w porze największej oglądalności emitowała nowoczesny, dobrze zrobiony w atrakcyjnej oprawie program o nowościach książkowych"
Był kiedyś taki program - nie tylko o książkach, ale o popkulturze ogólnie (niestety, tytułu nie pomnę, to z 10 lat temu było). W każdym odcinku swoje miejsce dostawała książka, gra, wydarzenie kulturalne,...
Podpisuję się również pod tym, co napisał tomsn. Jakkolwiek podoba mi się bardzo pomysł z wielkim konkursem (ale tu również - wolałabym, by zajęło się tym porządne wydawnictwo, a nie państwo), bo przykre jest to, jak z każdej strony chce się wycyckać początkujących pisarzy. Nagrody w większości konkursów są na tyle nieatrakcyjne, że ciężko się w cokolwiek zaangażować. Na rynku zaś powstaje coraz więcej pseudo wydawnictw żerujących na pisarzach młodych i zdesperowanych, by zobaczyć się na papierze. Akceptują wszystko jak leci, wydają w malutkim nakładzie, nie robią żadnej promocji, a nierzadko każą podpisywać niekorzystne umowy, a nawet dopłacać do interesu.
Podpisuję się również pod tym, co napisał tomsn. Jakkolwiek podoba mi się bardzo pomysł z wielkim konkursem (ale tu również - wolałabym, by zajęło się tym porządne wydawnictwo, a nie państwo), bo przykre jest to, jak z każdej strony chce się wycyckać początkujących pisarzy. Nagrody w większości konkursów są na tyle nieatrakcyjne, że ciężko się w cokolwiek zaangażować. Na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mądre słowa. w pełni popieram.
Tak trzymaj Mariusz. warto dbać o takie "krople" co prawda, ale długoterminowe krople drążą skały.
Mnie tez boli, że w szkole taka sztampa zniechecajaca do czytania. Wiem co mówię, bo moje dzieci sie uczą.
Czarek
Mądre słowa. w pełni popieram.
Tak trzymaj Mariusz. warto dbać o takie "krople" co prawda, ale długoterminowe krople drążą skały.
Mnie tez boli, że w szkole taka sztampa zniechecajaca do czytania. Wiem co mówię, bo moje dzieci sie uczą.
Czarek
kolejna ściema rządu. dlaczego rządzący nie zrobią czegoś, żeby młodzi, wykształceni i czytający ludzie nie musieli wyjeżdżać z kraju, bo tu nie stać ich na godne życie? mnóstwo moich znajomych, którzy ukończyli studia, w tym ja, zostało zmuszonych do emigracji zarobkowej.
czasem mam wrażenie, że cała ta polityka jest po to, żeby pozbyć się mądrych ludzi, bo "głupkami" za przeproszeniem łatwiej się rządzi. jestem ciekawa jakie książki i czy w ogóle czytają nasi "zapracowani" parlamentarzyści.
bo w moim przekonaniu nie czytają, bo czytanie uwrażliwia na drugiego człowieka, a oni jakąś szczególną wrażliwością i kulturą osobistą się nie odznaczają.
kolejna ściema rządu. dlaczego rządzący nie zrobią czegoś, żeby młodzi, wykształceni i czytający ludzie nie musieli wyjeżdżać z kraju, bo tu nie stać ich na godne życie? mnóstwo moich znajomych, którzy ukończyli studia, w tym ja, zostało zmuszonych do emigracji zarobkowej.
czasem mam wrażenie, że cała ta polityka jest po to, żeby pozbyć się mądrych ludzi, bo "głupkami" za...
Bardzo mądry głos poprzednika - po co dotować? Uważam, że najlepiej jak firmy prywatne zajmą się czytelnictwem jako formą biznesu. Wydawcy niech dojrzale promują książki, zajmą się efektywnym marketingiem.
A kasę na "czytelnictwo" przeznaczmy na dobrą edukację.
Bardzo mądry głos poprzednika - po co dotować? Uważam, że najlepiej jak firmy prywatne zajmą się czytelnictwem jako formą biznesu. Wydawcy niech dojrzale promują książki, zajmą się efektywnym marketingiem.
A kasę na "czytelnictwo" przeznaczmy na dobrą edukację.
Państwo nie powinno w ogóle dopłacać do promowania czytelnictwa, będą to zmarnowane pieniądze podatników. Owszem, należy promować kanon, jednak niech tym zajmują się fundacje prywatne.
Ingerencja państwa w czytelnictwo powinna sie zakończyć na szkole. Może dopłaty do podręczników literatury, albo wręcz kupowanie dzieciom lektur?
Mariuszu - pomysły fajne, szczególnie ten o konkursie dla pisarzy. Jednak, jak zwykle, gdy idzie o edukację, Wasze pomysły są dość dziwaczne i bez sensu. Ile jeszcze skarg wysłucham/przeczytam na lektury kanoniczne?
Państwo nie powinno w ogóle dopłacać do promowania czytelnictwa, będą to zmarnowane pieniądze podatników. Owszem, należy promować kanon, jednak niech tym zajmują się fundacje prywatne.
Ingerencja państwa w czytelnictwo powinna sie zakończyć na szkole. Może dopłaty do podręczników literatury, albo wręcz kupowanie dzieciom lektur?
Mariuszu - pomysły fajne, szczególnie ten o...
Tja... też mam wrażenie, że ta kasa idzie w jakiś niebyt. Wystarczy popatrzeć jakie projekty dofinansowuje ministerstwo w ramach "promocji czytelnictwa"... Szkoda słów. I epatowanie wydawaniem miliardów na "biblioteki"...
Jestem ciekawa czy ten nasz Minister Kultury zna ten serwis. Może jakby mu sypnął kasy, to nareszcie coś pożytecznego by zrobił, bo to jest ciekawe miejsce promujące czytanie.
Panie Mariuszu - mrzonki - wydamy miliony na akcje "Nie czytasz, nie idę", które zupełnie nie zmienią stosunku Polaków do książek. A system edukacji będzie leżał, bo im więcej kasy, tym więcej ludzi, którzy chcą ją dla siebie... A nie dla idei.
Tja... też mam wrażenie, że ta kasa idzie w jakiś niebyt. Wystarczy popatrzeć jakie projekty dofinansowuje ministerstwo w ramach "promocji czytelnictwa"... Szkoda słów. I epatowanie wydawaniem miliardów na "biblioteki"...
Jestem ciekawa czy ten nasz Minister Kultury zna ten serwis. Może jakby mu sypnął kasy, to nareszcie coś pożytecznego by zrobił, bo to jest ciekawe...
Kolejna ściema, tym razem pod tytułem: "Jak zarobić i stworzyć posady dla znajomych przy pięknie brzmiącym haśle walki z niskim czytelnictwem?"
Kolejna ściema, tym razem pod tytułem: "Jak zarobić i stworzyć posady dla znajomych przy pięknie brzmiącym haśle walki z niskim czytelnictwem?"
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZapraszam do dyskusji.
Zapraszam do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam