„Nie chciałam, by wydano mnie za wcześnie”: rozmowa z Jagą Moder, autorką „Sądnego dnia”

Sonia  Miniewicz Sonia Miniewicz
07.06.2024

W internecie jest już osobą rozpoznawalną – prowadzi popularny profil na Instagramie, a teraz ruszyła na podbój branży literackiej. Jej debiutancka powieść „Sądny dzień” pełna jest nawiązań do naszych rodzimych legend oraz podań i otwiera przed czytelnikiem drzwi do świata, który tylko pozornie wydaje się znajomy. Z Jagą Moder rozmawiamy o polskim folklorze i literaturze fantasy – a także podpytujemy o jej ulubione miejsca na urbex. Z rozmowy dowiecie się również, jak potoczą się dalsze losy legendysty Sambora i Blanki, a także co właściwie oznacza „legendysta”.

„Nie chciałam, by wydano mnie za wcześnie”: rozmowa z Jagą Moder, autorką „Sądnego dnia”

[Opis: Wydawnictwo Fabryka Słów] Blanka do niedawna prowadziła całkiem normalne życie: dysfunkcyjna rodzina, studia, próby wchodzenia w dorosłość na własnych zasadach. Wszystko zmienia zaginięcie jej młodszego brata. Pchana desperacką potrzebą działania, dziewczyna zawiera bardzo ryzykowny pakt i wkracza do świata, którego istnienia nigdy nie podejrzewała.

Ramię w ramię z człowiekiem, od którego powinna uciekać jak najdalej, twarzą w twarz z ożywionymi legendami, pozna najgorsze bestie o wyglądzie aniołów i dobre dusze o potwornych obliczach. I choćby z całych sił chciała zapomnieć o tym, co widziała, jest już za późno. Nie ma odwrotu.

Wywiad z Jagą Moder, autorką powieści „Sądny dzień”

Sonia Miniewicz: W internecie działasz jako Legendystka – na swoim profilu na Instagramie polecasz przeczytane książki, ale przede wszystkim przybliżasz swoim obserwatorom rozmaite legendy, opowiadasz o wierzeniach i folklorze. Skąd pomysł na taki profil? Z jakich źródeł czerpiesz wiedzę na te tematy?

Jaga Moder: Od zawsze fascynowały mnie mity, baśnie i legendy. Uwielbiałam czające się w nich tajemnice – niezwykłości, dzięki którym świat wydaje się mniej szary i oczywisty. Przez całe dzieciństwo zaczytywałam się w książkach pokroju „U złotego źródła”. Później było zresztą podobnie. To w sumie naturalne, że pewnego dnia pomyślałam: „A może by tak zacząć opowiadać o tym online? Na pewno istnieją gdzieś ludzie, których też do takiej tematyki ciągnie”. I tak właśnie powstała Legendystka – internetowa bajarka, która przekazuje historie odnalezione w starych książkach, leksykonach i opracowaniach etnologów.

Przez lata publikowałaś swoją literacką twórczość w internecie, a w 2010 roku w czasopiśmie „Science Fiction, Fantasy i Horror” ukazało się twoje opowiadanie. Na debiutancką powieść, „Sądny dzień”, czekaliśmy więc ładnych parę lat. To historia wynikająca z twoich zainteresowań, zainspirowana legendami, pełna znanych nam postaci i potworów. Od dawna nosiłaś się z zamiarem stworzenia dłuższej formy literackiej?

No jasne! Prawdę mówiąc, na swoim koncie mam już kilka książek, ale żadna nie ujrzy światła dziennego. Ich treść na zawsze pozostanie moim sekretem. Mogę tylko zdradzić, że pierwszą napisałam w podstawówce – liczy sobie aż kilkaset stron! Kolejne popełniłam w gimnazjum i liceum. Wiedziałam jednak, że to tylko trening. Podskórnie czułam, że żadna z tych opowieści nie nadaje się do publikacji – że potrzeba mi lepszego warsztatu, lepszych historii, no i lepszego zrozumienia świata. Nie chciałam, by wydano mnie za wcześnie. Bałam się falstartu.

„Kilkaset lat temu legendy stały się prawdą. Ożyły. I chociaż prawie nikt w to nie wierzy, żyją do dziś”. Dlatego do gry wkracza Sambor Fogiel, legendysta, który, jak sam mówi, „usuwa legendy z tego świata. Szybko i prawie bezboleśnie”. Przybliżysz nam etymologię tego słowa? I opowiesz, jak to się stało, że powołałaś do życia Sambora?

„Legendysta” to tak naprawdę bardzo stare słowo. Określano nim zawód, który łączył w sobie obowiązki kronikarza i znawcy fantastycznych – a dla naszych przodków całkowicie prawdopodobnych – historii. Można więc powiedzieć, że legendystami nazywano ludzi mających pełną władzę nad opowieścią. A to przecież całkiem spora moc! Uznałam, że warto wykorzystać to słowo, a zawartą w nim metaforę przekuć w prawdziwą umiejętność.

Sambor powstał w trakcie pandemii. Miałam już w głowie luźny koncept – wiedziałam, że chcę napisać historię osadzoną w świecie, w którym legendy żyją pośród ludzi. Brakowało mi jedynie postaci obarczonych sensownymi konfliktami. Pamiętam, że byłam wtedy na urlopie w Arłamowie i wybrałam się na spacer do lasu. Właśnie tam, gdzieś na zarośniętej ścieżce, czekał na mnie pierwszy bohater. Był ponury, milczący i zapamiętały w gniewie. Może i nie miał jeszcze imienia, ale konflikt, z którym szedł w parze, wydał mi się strzałem w dziesiątkę. Zwłaszcza w połączeniu z problemami drugiej wymyślonej przeze mnie bohaterki, czyli Blanki.

Teo, młodszy brat Blanki, znika podczas wycieczki do Osówki w Górach Sowich. To miejsce będące tematem licznych dyskusji, nie wiadomo do końca, co faktycznie miało się tam znajdować. „Historykom nigdy nie udało się ustalić, po co w Osówce wybudowano aż tak wielki kompleks z ogromnym systemem korytarzy i hal. To, co działo się w podziemnym mieście, pozostało tajemnicą”, piszesz, opowiadając własną wersję historii. Stworzyłaś alternatywną wizję naszego świata, zgrabnie mieszając fakty z fikcją. A czy zdarzyło się, że podczas researchu do książki trafiłaś na informację, która wydała ci się wręcz niemożliwa do uwierzenia i kompletnie cię zaskoczyła?

Mam tendencję do głębokiego researchu, więc tak – często odkrywam różne dziwnostki. Rzecz w tym, że jeśli coś naprawdę rozłoży mnie na łopatki, wplatam to w narrację lub fabułę. I tam właśnie można znaleźć większość zaskakujących faktów, jakie wpadły mi w oko.

Twoi bohaterowie nie próżnują, a los rzuca ich w najróżniejsze zakątki naszego kraju – oprócz wspomnianej Osówki piszesz chociażby o Babim Dole na Kaszubach. Udało ci się odwiedzić miejsca, do których zaglądają twoje postacie? Czy któreś z nich wywarło na tobie niezapomniane wrażenie, wyjątkowo rozbudziło wyobraźnię?

Staram się nie pisać o miejscach, których nie odwiedziłam. Przed stworzeniem sceny, której akcja toczy się w jakimś obiekcie czy wiosce, wybieram się na location scouting. Wtedy łatwiej oddać panującą gdzieś atmosferę, wyłapać zapachy, dźwięki czy elementy, które nie są widoczne np. na zdjęciach z internetu. Często zabieram ze sobą towarzyszy, bo sporo miejscówek z moich opowieści to opuszczone budynki.

Jedną z najbardziej niesamowitych lokacji, jakie odwiedziłam na potrzeby „Sądnego dnia”, jest pewien kościółek. Pojechałam go oglądać z przyjaciółką, Olgą. I całe szczęście, bo podróż przeobraziła się w quest rodem z RPG-a. (śmiech) O mały włos, a zgubiłybyśmy się pod wieczór w sercu lasu, z wariującą nawigacją i rozoranym podwoziem. W takich chwilach dobrze mieć przy sobie kompana! Mimo wszystko było warto – wnętrze kościółka zaparło nam dech w piersiach.

„Sądny dzień” kończy się w taki sposób, że kontynuacja wydaje się oczywistością. Pracujesz już nad kolejnymi częściami uniwersum legendysty? Na ile książek zaplanowałaś swój cykl – i czego możemy się spodziewać w przyszłości?

Tak, prace nad tomem drugim – ostatnim – są już mocno zaawansowane. Opisana w nim historia zmusi Blankę i Sambora do podjęcia kilku potwornie trudnych decyzji. Zaprowadzi ich też m.in. w najmroczniejsze zakamarki dark webu i do prosektorium.

Po tomie drugim planuję stworzyć zbiór opowiadań. Jego treść skupi się na legendach zagranicznych, w tym malajskich, brytyjskich i szwajcarskich. Sambor i Blanka będą, rzecz jasna, na pokładzie.

W „Sądnym dniu” pojawiają się ilustracje Przemysława Truścińskiego. Czy jako autorka współpracowałaś w jakiś sposób z ilustratorem, rozmawialiście o koncepcjach, czy też zawierzyłaś mu całkowicie i pozwoliłaś, by przelał na papier swoje wizje?

Znamy się z Trustem od ładnych paru lat i oboje jesteśmy bardzo otwartymi osobami. Dużo rozmawialiśmy o „Sądnym dniu” i jego bohaterach – Przemek zadawał mi różne pytania, dawał sugestie, byliśmy też na wspólnej „wizji lokalnej” w czynszówce Blanki. Ogólnie jednak nie chciałam, by tworzył ilustracje pod moje dyktando. Zależało mi na jego wyobraźni i jego stylu – ciekawiło mnie, jak Trust widzi ten świat. A widzi go niesamowicie.

Cudze chwalicie, swego nie znacie… Można odnieść wrażenie, że od dzieciństwa jesteśmy karmieni mitami i legendami obcych kultur, a co zaskakujące, młodzi ludzie często nie znają historii ze swojego podwórka. A przecież nie są one wcale mniej intrygujące, co udowadniasz „Sądnym dniem”. Jak to wyglądało w twoim przypadku – czy od najmłodszych lat miałaś styczność z polskim folklorem, legendami i bestiariuszem? Któraś z historii lub postaci wyjątkowo zapadła ci w pamięć i do dziś darzysz ją sentymentem?

Właściwie to aż do gimnazjum miałam styczność jedynie z polskimi legendami i mitologią grecką. Ta druga wydawała mi się jednak mniej ciekawa. Brakowało w niej tajemnicy, o której wspominałam na samym początku. Może dlatego z biegiem lat czułam się z naszymi klechdami coraz bardziej związana. Do moich ulubionych zawsze należała opowieść o weselnikach zamienionych w wilki. Mam też duży sentyment do śpiących rycerzy, bo kocham góry. Każda z tych legend kojarzy mi się z konkretnymi wspomnieniami z dzieciństwa, więc może dlatego tak bardzo je lubię.

Polskim autorom fantasy stawia się wiele zarzutów – głównie o seksizm, popadanie w schematyzm czy prawicowość. Sama chętnie sięgasz po książki naszych rodzimych pisarzy tworzących ten gatunek? Jakie jest twoje zdanie na temat polskiej fantastyki?

Staram się czytać polską fantastykę, by wiedzieć, co w trawie piszczy. W ostatnim czasie dużo się zmienia – na rynku pojawia się coraz więcej młodych autorek i autorów. Odnoszę wrażenie, że ich książki są przez czytelników przyjmowane z ogromnym entuzjazmem i – przynajmniej w mojej bańce informacyjnej – cieszą się popularnością. Oprócz tego mamy przecież Hardą Hordę, Aleksandrę Seligę czy Katarzynę Berenikę Miszczuk, której publikacje okazały się tak wielkim sukcesem, że aż założyła własne wydawnictwo. Wszystko to napawa ogromnym optymizmem.

Wśród swoich zainteresowań wymieniasz urbex, czyli eksplorowanie opuszczonych budynków. Opowiesz nam o tym coś więcej? Wiem, że urbexowicze niechętnie dzielą się swoimi odkryciami, ale może zdradzisz nam – bez podawania lokalizacji – jakie miejsce zrobiło na tobie największe wrażenie?

Poza wspomnianym kościółkiem byłam jeszcze w co najmniej pięciu budynkach, których nigdy nie zapomnę. Większość została już wyburzona lub wyremontowana, więc mogę powiedzieć o nich nieco więcej.

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie Zakłady Fakora – byliśmy tam ze znajomymi najpierw o północy, a potem o świcie. Za pierwszym razem w halach panowała taka ciemność i cisza, że aż robiło się duszno. Uznaliśmy więc, że wrócimy za dnia. Zakłady okazały się miejscem pełnym starych dokumentów, plakietek i sprzętów, do jednego z budynków wdzierała się natura. Spotkaliśmy tam przemiłą panią złomiarkę – do tej pory wspominam pogaduszki pośród gruzu i pierwszych promieni słońca.

Drugim obiektem, który mocno zapisał się w mojej pamięci, była podmiejska dyskoteka „La Bocca”. Miała ściany o cyrkowych kolorach i dziwaczne zdobienia w kształcie wykrzywionych twarzy. Zdążyłam ją odwiedzić trzy razy, nim została zrównana z ziemią. Ostatnia wizyta zaserwowała mi uroczą niespodziankę – po wnętrzach na parterze przechadzała się sarenka.

O autorce

Jaga Moder - urodzona 20 kwietnia 1989 r. absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego. Zadebiutowała w 2010 r. opowiadaniem ”Mak, Konwalia, Dziki Bez” opublikowanym na łamach czasopisma Science Fiction Fantasy i Horror. Przez wiele lat zamieszczała swoje teksty na kultowym portalu Gildia Miłośników Fantastyki. Były wśród nich m.in. „Zaświaty” - opowiadanie w odcinkach, które doczekało się całkiem sporego grona fanów.

W dzieciństwie namiętnie oglądała filmy z Indianą Jonesem, więc, co oczywiste, marzyła o tym, by zostać archeologiem. Na szczęście w czasie którychś wakacji napisała swój pierwszy tekst o pewnej szalonej mamie, którą ciągle trzeba było wyciągać z tarapatów i ostatecznie to jednak pisanie zostało z nią na zawsze. Po zakochaniu się w mitach i legendach odkryła także fantastykę (dzięki „Uczniowi” J.V. Jones) i to już całkowicie ukształtowało jej pisarską drogę. A także czytelniczy gust, bo do dziś uważa, że „Krzyżacy” byliby znacznie ciekawsi, gdyby Sienkiewicz wprowadził do całej historii smoki.

W wolnym czasie lubi odwiedzać klimatyczne miejsca (najbardziej kocha Szwajcarię i angielskie miasteczko Glastonbury, skąd pochodzą też jej ukochane perfumy), urbexować, grać w gry video i kupować świeczki sojowe (to jej najnowsza obsesja). Podejrzewa, że wśród przodków ma wilkołaka, bo jest uczulona na większość owoców, warzyw i zbóż, więc drogą eliminacji za podstawę jej wyżywienia robi stek. Ponoć widuje się ją nocami, jak biega z kataną po łódzkich osiedlach i poluje na mantikory. Jest to totalna bzdura - kto choć trochę ją zna, ten wie, że biegać to ona akurat nie lubi.

Chcesz kupić tę książkę w cenie, którą sam/-a wybierzesz? Ustaw dla niej alert LC.

Książka jest już w sprzedaży online

Artykuł sponsorowany, który powstał przy współpracy z wydawnictwem


komentarze [9]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Kasia - awatar
Kasia 12.06.2024 11:59
Czytelniczka

Pani autorka wydaję się bardzo ciekawą , miłą osobą ... fajnie się ten wywiad czytało, chociaż mógłby był dłuższy. Też uważam, że nasze rodzime legendy i podania są ciekawe, lecz mało rozgłaszane ...fajne, że znalazł się pisarz, który ten świat wierzeń, legend połączył z czymś współczesnym. Książka sprawia wrażenie dopracowanej, wyszukanej bo jak sama pisarka mówi, lubi...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Dziadoszan - awatar
Dziadoszan 11.06.2024 13:59
Czytelniczka

Nie chciałam, by wydano mnie za wcześnie. 
Jest na to znakomita i bardzo prosta rada - nie wysyłać własnych tekstów do wydawców.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jaga Moder - awatar
Jaga Moder 12.06.2024 15:06
Autor

Warto dodać do tego cytatu kontekst z akapitu, by okazało się, że Twoja rada nie ma uzasadnienia ☺️

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Lis Gracki - awatar
Lis 11.06.2024 13:17
Bibliotekarz

Podoba mi się wykorzystanie swastyki na okładce. Czyżby odczarowano ten symbol na fali fantastyki słowiańskiej? Zapewne zaraz znajdą się nadgorliwcy próbujący udowadniać promocję nazizmu 😅

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Lucy Fair - awatar
Lucy 11.06.2024 16:15
Czytelniczka

(卍) is called sauvastika, symbolising night. The earliest known use of the word swastika (卐) dates back to possibly 6th century BCE.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Lis Gracki - awatar
Lis 11.06.2024 21:04
Bibliotekarz

Na okładce w O jest prawoskrętna, nie lewoskrętna (ciekawe, że lewoskrętna ma złe konotacje  he he) 😇 chociaż teraz widzę, że jest i lewoskrętna... nie mogli się zdecydować?

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Halszka - awatar
Halszka 09.06.2024 12:47
Czytelniczka

Sympatyczny wywiad. Szkoda, że tak krótki - autorka zdaje się być ciekawą postacią i aż chciałoby się pociągnąć ją jeszcze bardziej za język. 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Sewer - awatar
Sewer 09.06.2024 10:07
Czytelnik

Jestem z tych którzy uważają że literatura bez smoków może spokojnie się obejść, a czytadła pana Sienkiewicza (które lubię :) ),są wystarczająco bajowate  bez wyżej wymienionych stworów. :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Sonia  Miniewicz - awatar
Sonia 07.06.2024 14:30
Redaktorka

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam