Historyczny fresk i zakazana miłość.Rozmowa z Małgorzatą Niezabitowską o powieści „Światłość i mrok"

LubimyCzytać LubimyCzytać
20.10.2022

Małgorzata Niezabitowska, niczym w kapsule czasu, przenosi nas na Kresy, do wielokulturowego świata w ostatnich miesiącach jego istnienia, i pasjonującą historię pełną dramaturgicznego napięcia opowiada z różnych perspektyw. Z autorką rozmawiamy o wcielaniu się w postacie bohaterów, o Kresach jako mitycznej ojczyźnie, o miłości, która burzy ustalony porządek, i o emigracji żydowskich przyjaciół, która stała się twórczym zobowiązaniem.

Historyczny fresk i zakazana miłość.Rozmowa z Małgorzatą Niezabitowską o powieści „Światłość i mrok" Materiały wydawnictwa

Maj 1939 roku. Kołki nieopodal Łucka. Ślub przed synagogą gromadzi całe miasteczko. Chana, siostra panny młodej i Jan, przyjaciel nowożeńca, ujrzawszy się po raz pierwszy, niczym rażeni piorunem zakochują się w sobie i wywołują skandal, gdy na weselu, wbrew żelaznym zasadom, zatańczą razem. Chasydkę i ziemiańskiego syna dzieli wszystko, religia, wychowanie, obyczaje, a także talmudyczne prawo. Czy Chana odważy się je złamać, narażając się nawet na śmierć z ręki ojca? Czy Jan mimo wszelkich przeciwności i działań własnej rodziny znajdzie sposób, by połączyć się z ukochaną?

„Światłość i mrok” to epicki utwór, w którym na rozbudowanym historycznym tle splatają się losy wielu postaci o wyrazistych, mocnych charakterach. Opowieść o zakazanej miłości Chany i Jana wraz z historiami pozostałych bohaterów tworzy całość pełną fabularnych niespodzianek, a dzięki oryginalnej narracji powstaje wielowymiarowy obraz rzeczywistości.

Małgorzata Niezabitowska z niespotykaną dbałością odtwarza klimat lat trzydziestych i przedstawia niełatwe relacje między Żydami, Polakami i Ukraińcami.

Karina Caban-Rusinek: Z autorki literatury faktu przekształciła się pani w powieściopisarkę, i to z potężnym rozmachem. „Światłość i mrok” to historyczny fresk z fabułą pełną zwrotów akcji, w której różnorodne wątki, od miłosnych i erotycznych po polityczne, łączą się z pełnokrwistymi bohaterami i misterną strukturą. Czy ta twórcza przemiana była dla pani dużym wyzwaniem?

Małgorzata Niezabitowska: Wyzwaniem był niewątpliwie pomysł, żeby poprzez historię trudnej miłości, która nie miała prawa się zdarzyć, a mimo to wybuchła z ogromną siłą, przedstawić skomplikowany fragment naszej historii, a zarazem wielobarwny, choć wcale nie sielski krajobraz Kresów, zwłaszcza Wołynia, tuż przed jego unicestwieniem, które rozpoczęło się wraz z wybuchem wojny.

Czyni to pani, stosując oryginalny zabieg formalny – narracja rozpisana jest na wiele głosów, które opowiadają o tych samych wydarzeniach z różnych punktów widzenia.

Od dawna fascynowało mnie, jak ludzie mieszkający w tym samym miejscu i czasie, te same wydarzenia, problemy czy osoby widzieli i oceniali diametralnie różnie. Dlatego wybrałam formę skrajnie subiektywną, lecz zarazem wielostronną. W „Światłości i mroku” wcielam się w sześć postaci o odmiennej mentalności, uczuciowości, sposobie myślenia i wyrażania, tak aby z ich opowieści powstał pełny obraz wielokulturowego świata, a jednocześnie dzięki osobistemu przekazowi ujawniły się najgłębsze nawet emocje.

Najbardziej intrygującą częścią tego świata są chasydzi.

I z powodu swojej hermetyczności najmniej znaną i tajemniczą, przez co kuszącą, by ją w powieści czytelnikowi odkryć. A również dlatego, że był to ostatni rozdział historii chasydyzmu na ziemiach polskich, gdzie ruch ten się narodził i rozkwitł.

Ta niezwykle barwna powieść jest znakomicie napisana, a pasja z jaką autorka przekazuje nam takie wartości jak: wolność, patriotyzm, miłość, rodzina i tradycja są nie do przecenienia. Czy_tu_czytu Lubimy czytać

To rozpisane na wiele głosów, wzruszające literackie dzieło, bo trudno inaczej je podsumować, dostarczyło mi wielu emocji, wielką radość z czytania i całą masę refleksji. Jestem pod wielkim wrażeniem wyobraźni, ale też ogromnej wiedzy autorki, która dosłownie przeniosła mnie do opisywanego świata. Linda Lubimy czytać

Wracając do metody. Powieść rozpoczyna się od żydowskiego ślubu i wesela, do których – w sensie narracyjnym – powraca pani trzy razy. Mamy relacje głównych bohaterów Chany i Jana, przy czym ona jest przesiąknięta żydowską religijnością i tradycją, natomiast on, jedyny nie-Żyd na obu uroczystościach, nie ma o niczym pojęcia i potrzebuje tłumacza, którego objaśnienia zdumiewają go, a w kilku wypadkach nawet wzburzają. Te dwie perspektywy – osoby wtajemniczonej, z samego środka, oraz obcego, przed którym dopiero odsłaniają się znaczenia poszczególnych scen i rytuałów, kapitalnie się uzupełniają. A jeszcze dochodzi trzecia, obserwatora, Chaima, brata Chany, który wyrósł w chasydzkim środowisku, lecz je porzucił, i pojawiwszy się potajemnie w miasteczku, jedynie z ukrycia obserwuje rozwój wypadków. I cel, o którym pani wspomniała, zostaje osiągnięty – trzy opowieści dają razem pełny, zaskakujący i zniuansowany obraz.

Dodam, bo to istotne, że te trzy przekazy dotyczą również – a w wypadku Chany i Jana przede wszystkim – uczuć, miłości, która spadła na nich jak grom i w konsekwencji doprowadziła do czynu łamiącego podstawowe normy talmudycznego prawa, do wspólnego tańca dziewczyny i młodzieńca, na domiar złego goja i puryca, czyli szlachcica, pana.

Ten taniec wymagał od Chany wielkiej odwagi i płaci ona odpowiednią do buntowniczego zachowania cenę. W pani książce mnóstwo jest buntu.

To bardzo ważny aspekt fabuły – wszyscy moi młodzi bohaterowie, choć na różnych polach, są buntownikami. I cieszę się, że w ich postawach i działaniach osadzonych w tamtej epoce czytelnicy dostrzegają nadal aktualne problemy.

Jeśli mowa o opiniach czytelników, to podkreślane jest również to, że w powieści zawartej jest wiele wiedzy.

W „Światłości i mroku” starałam się przedstawić sprawy poważne i ważne w sposób literacki, atrakcyjny dla czytelnika, który wciągając się w opowieść, zyskiwałby jednocześnie wiedzę.

Porusza pani sporo poważnych problemów, takich jak kwestie komunizmu czy ukraińskiego nacjonalizmu.

Zarówno ruch komunistyczny, jak i działalność ukraińskich organizacji nacjonalistycznych były istotnymi elementami przedwojennego politycznego i społecznego pejzażu. I akurat z przedstawieniem komunizmu w przyjętej narracyjnej formie miałam największy problem. Jak wspomniałam, w powieści wcielałam się na przemian w sześć postaci. Raz byłam chasydzką dziewczyną żyjącą w hermetycznym świecie kresowego sztetl, raz panią dużego majątku, wyrosłą we Lwowie damą o wielkiej kulturze i gorącym patriotycznym sercu, to znów rozpieszczonym przez matkę i kobiety paniczem, studentem Lwowskiej Politechniki, lub jego starszym bratem, prowadzącym bujne życie inżynierem nafciarzem, to znów wyzwoloną panną z dobrego domu, która pragnie pozbyć się cnoty, i wreszcie tym odszczepieńcem, wyklętym przez żydowską rodzinę młodym komunistą. I właśnie on, Chaim, kosztował mnie najwięcej wysiłku. Musiałam oddać – w sensie pozytywnym – uczucia oraz idee człowieka, który w moich kategoriach był zdrajcą, zwalczał polską państwowość, marząc o przyłączeniu Polski do ZSRR jako kolejnej republiki rad. Czytałam wspomnienia przedwojennych komunistów, aby wniknąć w ich mentalność, i podczas pisania odcinałam się od mojego systemu wartości, bo tylko wtedy mogłam się w pełni utożsamić z Chaimem.

Musiała pani – nie tylko w przypadku komunizmu – zrobić ogromny research.

Ta powieść ma mieć kontynuację, dlatego research obejmował dłuższy fragment naszej historii i był, bez cienia przesady, olbrzymi, zwłaszcza że przebiegał na wielu płaszczyznach – faktów historycznych, religijności, obyczajowości, realiów materialnych, postaw, poglądów i uczuciowości ludzi wówczas żyjących. W moich książkach zawsze staram się, by czytelnik mógł przenieść się w czasie i przestrzeni w miejsce akcji i przeżywać ją razem z bohaterami. Ale aby czytelnik mógł zobaczyć i przeżywać, najpierw ja muszę poznać niemal w każdym szczególe dane miejsce i epokę. Później nie opisuję każdego drobiazgu, to niepotrzebne i mogłoby być nużące, lecz mogę stworzyć obrazową narrację.

Czy inspirowała się pani prawdziwymi zdarzeniami?

Wszyscy główni bohaterowie oraz liczni drugoplanowi i cała dramaturgia to wytwór mojej wyobraźni, osadzony – jak zaznaczyłam wcześniej – w realiach epoki i w autentycznych miejscach. Wołyńskie Kołki, miasteczko nad Styrem, istniało naprawdę, podobnie jak wsie Rudnia i Rudniki, wymyślony jest jedynie majątek ziemski Worotyńskich, Jabłonna. Wydarzenia historyczne są przywoływane jako część rodzinnych dziejów, na przykład bitwa pod Kostiuchnówką, w której w 1916 roku brały udział wszystkie trzy polskie Legiony, a walczyli – to już fikcja – wujowie głównego bohatera. W literacką fikcję wplatam też w wymyślonych sytuacjach prawdziwych ludzi, jeśli występują epizodycznie lub w tle, jak zastępca wójta, Ukrainiec, Apolinary Saczkowski, nauczycielka języka polskiego, Żydówka, Dora Hersowicz, czy sławny łucki adwokat, Polak, Aleksander Rostocki.

Trzeba mieć ogromną wiedzę, inteligencję i intuicję, by z taką wrażliwością stworzyć ciekawą narrację, opowieść o szóstce ludzi, którzy mieli marzenia, tak jak my zakochiwali się, mieli rodziny i przyjaciół, których być może kiedyś stracili, i uniknąć przy tym kiczu. Zdecydowanie warto dać szansę tej książce, która jest na swój sposób wyjątkowa i bliska sercu. Piotr Lubimy czytać

Autorka pięknie pokazała jaką wartość ma wolność, rodzina, miłość, co jest w życiu naprawdę ważne, a co może to życie zniszczyć w ułamku sekundy. Przeczytałam ją jednym tchem, choć jest co czytać i z całego serca polecam. Arielka Lubimy czytać

Dlaczego wybrała pani Kołki?

Kiedy przymierzałam się do napisania powieści, zaczęłam szukać głównego miejsca akcji. Miało to być typowe dla Kresów miasteczko na Wołyniu, raczej północnym, uboższym, pokrytym lasami i moczarami. Chciałam, aby leżało nad rzeką, z dala od dużych miast, Łucka czy Kowla. Spośród wielu spełniających te kryteria wybrałam intuicyjnie Kołki i intuicja mnie nie zawiodła. Znalazłam sporo materiałów dotyczących miasteczka i okolic. Największa niespodzianka czekała na mnie w archiwum Uniwersytetu Chicagowskiego. Nawet nie marzyłam o tym, że ktoś sporządził przed wojną dokładny plan mojego miasteczka i że przetrwa on w Ameryce. A jednak tak się zdarzyło i ja byłam pierwszą, która poprosiła o skany. Dzięki temu mogłam prowadzić czytelnika po Kołkach ulica po ulicy, a niekiedy i dom po domu. Ściągnęłam też z internetu znakomite przedwojenne mapy sztabowe i znam prawie każdą ścieżkę i strumyk w tych okolicach.

Kołki, a również Łuck, Lwów czy Borysław, w których dzieje się część akcji, to miejsca, gdzie żyło razem, na dobre i na złe, wiele narodowości. Skąd pani zainteresowanie wielokulturowością?

Kresy to moja mityczna ojczyzna. Po przedwczesnej śmierci mamy zajmowały się mną babcie i zamiast bajek opowiadały mi historie rodzinne. Wiele z nich rozgrywało się na Kresach, we Lwowie, gdzie dziadkowie Niezabitowscy mieli stale wynajęty apartament w hotelu George, czy na Wołyniu, dokąd babcia Lila Koryatowicz-Kurcewicz wyjechała po ślubie z mężem, inżynierem geodetą, i w Łucku urodziła Basię, moją przyszłą mamę. Dzięki temu Kresy stały się częścią mojej tożsamości i stworzonym w wyobraźni miejscem tak żywym, jakbym sama spędziła wiele lat tam, gdzie aż roiło się od barwnych postaci różnej narodowości.

Czy właśnie wówczas zrodziło się to szczególnie mocne zainteresowanie losami polskich Żydów?

Żydzi odgrywali ważną rolę w tych opowieściach – kupcy, handlarze czy karczmarze z małych miasteczek i zaprzyjaźnieni lekarze, adwokaci czy aktorzy z lwowskiej metropolii, ale momentem przełomowym był dla mnie marzec 1968 roku. Byłam studentką Uniwersytetu Warszawskiego, brałam udział w wiecach i strajkach, potem odprowadzałam przyjaciół na Dworzec Gdański, skąd wyjeżdżali na emigrację. Rozstanie z nimi było dla mnie dramatem, zaś antysemicka nagonka moralnym wstrząsem. Obiecałam sobie, że kiedyś zajmę się tym tematem, lecz musiało upłynąć dużo czasu, zanim, jako dojrzały człowiek, w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, mogłam się z nim zmierzyć. Przez pięć lat pracowaliśmy z Tomkiem, moim mężem, fotografem, nad książką o polskich Żydach. Potem od samego początku zaangażowałam się w tworzenie muzeum ich historii, które otrzymało nazwę Polin.

Małgorzata Niezabitowska doskonale wie o czym pisze i robi to tak, by nie tylko opowiedzieć nam historię mieszkańców Wołynia, panujące wtedy nastroje, miszmasz kultur, poglądów i okoliczności w jakich przyszło im żyć, ale też pokazać jak ciekawa jest ta inność, że każdy z nas ma prawo kochać, myśleć i żyć, jak chce oraz że warto być sobą, słuchać swojego serca niezależnie od konsekwencji. Czytanie w wannie Lubimy czytać

"Światłość i mrok" to opowieść kipiąca emocjami, gdzie miłość i nienawiść, tradycja i nowoczesność, lojalność i pragnienie niezależności walczą ze sobą o prymat. Z niecierpliwością czekam na kolejną cześć tej opowieści. A Was zachęcam do lektury tej fantastycznej książki. Jeżynka Lubimy czytać

I główną bohaterką powieści, obok Polaka, uczyniła pani Żydówkę. Chasydkę obok ziemianina. Czy dlatego, że miłość burzy ustalony porządek?

Miłość jest siłą, która potrafi pokonać największe przeszkody, choć nie zawsze to się udaje, czego przykładem jest najsłynniejsza historia miłosna świata – Romea i Julii. A dla twórcy pragnącego pokazać dramatyczne różnice, wręcz obcość, między społecznościami żyjącymi blisko siebie i zderzyć je ze sobą, nie ma lepszego motywu niż miłość.

Mam nadzieję, a mówię to, jak sądzę, również w imieniu czytelników, że miłość Chany i Jana nie skończy się tak, jak Capuletich i Montecchich.

W tej wydanej już części powieści, mimo wszelkich napięć i dramatów, przeważa światłość, i jedynie czasami z kątów wypełza mrok. Zapada on nad światem i moimi bohaterami – Polakami, Żydami, Ukraińcami – w drugiej, wojennej części, ale wtedy czyny szlachetne, odważne i bezinteresowne są szczególnie cenne, a ich blask rozświetla ciemność. Tyle mogę zdradzić, a reszta – znów odniosę się do Szekspira – jest milczeniem. Na razie.

O autorce

Małgorzata Niezabitowska - dziennikarka, pisarka, rzeczniczka pierwszego niekomunistycznego rządu RP. W 1981 reporterka Tygodnika Solidarność, po 13 grudnia dokumentowała słowem i obrazem stan wojenny, publikowała liczne materiały na Zachodzie.

Autorka książek, m.in: „OSTATNI Współcześni Żydzi Polscy”, „Poszukiwanie Ameryki”, „Składana wanna”, „W twoim kraju wojna!” Uhonorowana nagrodami im. Ireny Sendlerowej i Czesława Miłosza oraz przez uczestników bitwy – Medalem Monte Cassino. Zaangażowana w powstanie Muzeum Historii Żydów Polskich od momentu zrodzenia się tej idei, w latach 2013-2022 członkini Rady Muzeum Polin.

Przeczytaj fragment książki „Światłość i mrok”:

Światłość i mrok

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Książka „Światłość i mrok” jest dostępna w sprzedaży

Artykuł sponsorowany


komentarze [1]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
LubimyCzytać - awatar
LubimyCzytać 20.10.2022 16:00
Administrator

Zapraszamy do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam