Szczęście można odnaleźć wszędzie? – „Los utracony”
Chyba nie ma drugiej takiej relacji z pobytu w niemieckich obozach koncentracyjnych, która wzbudzałaby tyle kontrowersji. Pomimo wielu lat od wydania książki, wciąż podnoszony jest przez czytelników sprzeciw, którzy nie mogą pogodzić się z narracją, jaką prowadzi autor. Co takiego niesie ze sobą dzieło Kertésza, że stanowi jedno z najbardziej oryginalnych świadectw Holocaustu, jakie kiedykolwiek powstały?
We wrześniu 1939 roku świat się zatrzymał. Wybuch II wojny światowej zmiótł dotychczasowy spokój i porządek. Ludność okupowanych narodów dotknęła agresja niespotykana dotąd na taką skalę. Dziś wśród nas pozostało już niewielu żyjących naocznych świadków tego niewyobrażalnego koszmaru. Za kilka lat jedynym źródłem tych wydarzeń będą spisane relacje uczestników, którzy mieli siłę, by o nich opowiedzieć. Naszym moralnym obowiązkiem jest poznać ich historię i pielęgnować pamięć o ofiarach wojny, by nie zostali zepchnięci na margines. Dlatego tak ważne jest czytanie literatury obozowej, która jest niezwykle ważnym nośnikiem prawdy, a w świetle ostatnich wydarzeń w Ukrainie, ponownie możemy się przekonać, że wolność nie jest czymś, co zostało dane nam raz na zawsze. Dokumentalna powieść pióra Imre Kertésza „Los utracony” to dzieło wybitne na tle gatunku, ale i kontrowersyjne. Pozbawiona emocji relacja z pobytu w obozie koncentracyjnym rzuca zupełnie nowe światło na Holocaust i przetrwanie w nazistowskiej rzeczywistości.
Mistrz na miarę Nobla
Imre Kertész, węgierski Żyd, trafił do niewoli jako piętnastoletni chłopiec. Kilkudniowy przystanek w Auschwitz-Birkenau i roczna niewola w obozach w Buchenwaldzie i Zeitz złożyły się na jego doświadczenia, które oddał na łamach „Losu utraconego”. Po wyzwoleniu w 1945 roku powrócił do swojego rodzinnego miasta na Węgrzech, gdzie bardzo szybko spotkał się z niezrozumieniem i brakiem akceptacji swojej postawy wobec obozowego życia. Pozostawiając przeszłość za sobą, próbował swoich sił jako dziennikarz, jednak splot wielu okoliczności ostatecznie skierował go na drogę niezależnego pisarza i tłumacza z języka niemieckiego. W 1975 roku wydał „Los utracony”, który był próbą przedstawienia swoich reakcji na absurdalną rzeczywistość. Jest to dzieło na wskroś oryginalne, a jego wartość ostatecznie potwierdziła szwedzka kapituła, przyznając mu w 2002 roku Literacką Nagrodę Nobla „za dzieło, które przeciwstawia kruchą egzystencję jednostki despotycznemu barbarzyństwu historii”.
Dostosować się, by przetrwać
Do powieści „Los utracony” można podejść na dwa sposoby. Jako do jednego z najważniejszych dzieł literatury węgierskiej XXI wieku, uhonorowanego Nagrodą Nobla, i przeczytać je w poczuciu, że należy znać twórczość laureatów tego prestiżowego wyróżnienia. Można również spojrzeć na książkę jak na jedyną w swoim rodzaju powieść dokumentalną, składającą hołd ludzkiej godności, która według słów Kertésza: podobnie jak nadzieja towarzyszy człowiekowi aż do śmierci, bez względu na okoliczności. „Los utracony” to przede wszystkim niezwykle osobisty zapis wydarzeń, obserwacji i emocji, jakie towarzyszyły młodemu chłopakowi, który z dziecięcą naiwnością patrzył na otaczający go świat. Los zdecydował, że piętnastoletni Imre odbierze przyspieszony kurs dorosłości w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Z ciekawością typową dla nastolatka autor relacjonuje i przedstawia wydarzenia tak, jak rozumiał je w danej chwili. Nie powinno nas zatem dziwić, że dramatyczna w rzeczywistości selekcja przybyłych ludzi wydaje mu się tylko tymczasowa i jest przekonany, że po kąpieli w łaźni rodziny spotkają się ponownie. Nie powinno nas dziwić, że wylewa pierwszą obozową zupę, uważając ją za niejadalną. Nie powinno nas dziwić jego zaskoczenie, gdy zauważa, że druty ogrodzenia obozu są pod napięciem. Wreszcie, nie powinno nas również dziwić, że widząc ludzi w pasiastych kurtkach, bierze ich za prawdziwych więźniów i jednocześnie zastanawia się, co takiego przeskrobali. Chłopiec z uwagą obserwuje żołnierzy, nie widząc w nich swoich oprawców, przeciwnie, podziwia ich prezencję. Wraz z przybyłymi kolegami czują dumę, że zostali przydzieleni do grupy osób przydatnych, nazywając to sukcesem.
W każdym razie wszędzie, nawet w obozie koncentracyjnym, bierzemy się najpierw do nowych spraw w dobrej wierze – przynajmniej ja tego doświadczyłem; na początku trzeba stać się dostatecznie dobrym więźniem, a resztę przyniesie przyszłość – taki z grubsza wyrobiłem sobie pogląd, na którym bazowałem, zresztą podobnie jak to na ogół obserwowałem także u innych. Szybko się połapałem, że owe pozytywne opinie słyszane na temat instytucji Arbeitslager jeszcze w Oświęcimiu musiały się opierać na nieco przesadzonych informacjach. Jednak z rozmiaru tej przesady, a zwłaszcza z wszelkich płynących z niej wniosków, nie od razu potrafiłem zdać sobie sprawę, tak samo jak inni, śmiem twierdzić: wszyscy inni, w przybliżeniu dwa tysiące więźniów, oczywiście z wyjątkiem samobójców.
Imre Kertész, „Los utracony”
Jednak bardzo szybko rzeczywistość pokaże mu swoje prawdziwe oblicze. Mordercza praca, głód i przemoc odbiorą nieprzygotowanemu na taki los nastolatkowi chęci do życia. Szczęśliwie, z powodu choroby, zostanie skierowany do szpitala, gdzie będzie mu dane zaznać odrobiny człowieczeństwa, która nieco zmieni postrzeganie jego pobytu w niewoli. W powieści Imre Kertész przedstawia ten czas jako dość sielankowy okres. We wspomnieniach czytamy o czystej pościeli, kołdrze, posiłkach na czas, a także nowych znajomościach. Ta dobra passa będzie trwać aż do wyzwolenia niemieckiego obozu, kiedy to przyjdzie mu zmierzyć się z trudnym powrotem do ojczyzny.
(…) zainteresował się: co teraz czuję, znów w domu i na widok miasta, które opuściłem? Odparłem mu: – Nienawiść. – Zamilkł, ale wkrótce zauważył, że niestety rozumie moje uczucia. Nawiasem mówiąc, według niego „w danej sytuacji” nienawiść także ma swoje miejsce i rolę, „jest nawet pożyteczna”, i przypuszcza, dodał, że się zgadzamy i on dobrze wie, kogo nienawidzę. Powiedziałem mu: – Wszystkich. (…) z wolna zaczynałem pojmować: o takich czy innych rzeczach nie dyskutuje się z obcymi, nieświadomymi, w pewnym sensie dziećmi, że tak powiem.
Imre Kertész, „Los utracony”
Być może postawa Imre wobec obozowych wspomnień będzie dla wielu szokująca i niezrozumiała. Czytając literaturę obozową, niejako przywykliśmy już do pewnego rodzaju porządku, zgodnie z którym pokazywana jest historia więźniów i piekło niemieckich obozów koncentracyjnych. Tymczasem Kertész burzy ten ład, jednocześnie wywołując w czytelniku pewnego rodzaju bunt. Jak bowiem można zestawić w jednym zdaniu słowa szczęście i okupant? Warto jednak z pokorą uświadomić sobie, że nie mamy żadnych praw, aby oceniać człowieka, któremu przyszło żyć w tamtych trudnych czasach. Próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości i zaakceptowanie jej były w pewien sposób niezbędne, by nie utracić godności. Godząc się z losem, Imre Kertész przetrwał, by kilkadziesiąt lat później napisać arcydzieło i – ku zaskoczeniu czytelników – wyznać, że nie wie jak wygląda piekło, ponieważ nigdy go nie doświadczył.
Przecież nawet tam, przy kominach, w przerwach między udrękami, też było coś na kształt szczęścia. Każdy pyta tylko o rzeczy trudne, o „koszmary”: choć mnie chyba to przeżycie pozostanie najbardziej w pamięci. Tak, przy najbliższej okazji, kiedy mnie znów zapytają, muszę im opowiedzieć o szczęściu obozów koncentracyjnych. Jeśli zapytają. I jeśli sam nie zapomnę.
Imre Kertész

Opowieść młodego chłopca, Żyda z Budapesztu, który spędził rok w niemieckich obozach koncentracyjnych, Oświęcimiu i Buchenwaldzie. Pozbawiona patosu relacja piętnastolatka, który z naiwnością stara się przystosować do wymagań swoich ciemiężycieli, odsłania mechanizmy masowych zbrodni ubiegłego stulecia.
Wstrząsająca opowieść, inna niż cała pozostała literatura obozowa. Bohater, który przeżył obóz koncentracyjny, nie chce rozmawiać o okropieństwach za drutami. Opowiada za to o obozowych chwilach szczęścia.
Krystyna Pisarska, tłumaczka, „Gazeta Wyborcza”
Najoszczędniejszymi środkami stworzył Kertész język, który wiele przemilczając, mówi wszystko.
„Süddeutsche Zeitung”
Wspaniała powieść, niedająca spokoju.
„Publishers Weekly”
Arcydzieło maski, którą nałożył autor, aby opisać Zagładę oczami dziecka
„Tygodnik Powszechny”
Podczas gdy przeciętny czytelnik nie możne udawać, że naprawdę rozumie rzeczywistość tych, którzy cierpieli w obozach koncentracyjnych, Kertész przybliża nam ją o krok.
„Observer”
O autorze
Imre Kertész (1929–2016) – laureat Literackiej Nagrody Nobla 2002. W 1944 roku został wywieziony z Budapesztu do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, potem przeniesiony do Buchenwaldu. Wrócił do kraju, gdzie kilka lat powojnie zaczął pisać w węgierskiej gazecie „Vilagossag”, ale zwolniono go z powodów politycznych. Od lat 50. zajmował się głównie tłumaczeniem (m.in. Freuda, Hofmannsthala, Nietzschego, Canettiego, Wittgensteina) i pisaniem – jego najbardziej znane utwory to: Los utracony (1975; W.A.B. 2002), Fiasko (1988; W.A.B. 2003), Kadysz za nienarodzone dziecko (1990; W.A.B. 2003), Likwidacja (2003; W.A.B. 2003). Publikował także opowiadania, m.in. Angielska flaga (2001; W.A.B. 2004), i książki eseistyczne, m.in. Język na wygnaniu (1998; W.A.B. 2004), Ja, inny. Kronika przemiany (1997; W.A.B. 2004), Dziennik galernika (1992; W.A.B. 2006), która w 2007 roku znalazła się w finale Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”, oraz Dossier K. (2006; W.A.B. 2008) i Ostatnia gospoda. Zapiski (2014; W.A.B. 2016). Laureat wielu węgierskich i zagranicznych nagród.
Przeczytaj fragment książki:
Książka „Los Utracony” jest już dostępna w sprzedaży.
Los utracony
Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.
Artykuł sponsorowany.
komentarze [3]
Jedna z książek o tej tematyce, która zrobiła na mnie największe wrażenie (a przeczytałem wiele). Może czas ją sobie odświeżyć...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam