Nie... rezygnuję. Nie chcę się z tą książką męczyć. Poznałem styl autora przy okazji opowiadań "Sindbad na RQM-57" i tutaj jest taki sam. Można mieć genialne pomysły, olbrzymią wiedzę, wiązać symbole i fakty... ale jeśli nie potrafi się tego sformułować w czytelny sposób... to nie jest dobrze. Książka stanie się hermetyczna i tylko ci, którzy przebrną przez opary myśli autora, jego ciężką stylistykę, paralele i odciągające uwagę myśli, zostaną nagrodzeni poznaniem sensu. Nie każdy tego dostąpi - ja nie... a przynajmniej teraz.
Fajny pomysł na dramatis personae na początku. Potem jakiś ogólne wyobrażenie co się dzieje... nowe nazwy jak Megaloxantha czy inne tam a potem jesteśmy rzuceni w sam środek zawieruchy... no właśnie nie do końca zrozumiałem czego. W takich sytuacjach mój umysł się po prostu wyłącza, wzrok ślizga po słowach, sens kompletnie umyka bo nie wiem co czytam.
Szkoda. Żwikiewicz jest nietuzinkowym człowiekiem z wyobraźnią, bogatym życiorysem. Najwyraźniej jego myśli krążą po wysokich orbitach, tam gdzie grawitacja ledwo je trzyma. Może to mi czegoś zabrakło... a może autorowi. U Orbitowskiego (który też poległ w lekturze) przyznał, że sam miał problem z czytaniem dzisiaj swoich książek... ale musiał dobrnąć do końca, bo robił redakcje do wznowień. Jak dobrze, że ja nie muszę. I może coś tracę. Cóż, życie.
Przede mną próba z "Imago" i kilkoma zbiorkami opowiadań <mamrocze modlitwy>.
Aha! Ta niska ocena dotyczy raczej własnych wrażeń i odbioru, jaka książka jest - nie wiem, bo jej nie ukończyłem. Zresztą to też jest jakieś świadectwo.
Nie... rezygnuję. Nie chcę się z tą książką męczyć. Poznałem styl autora przy okazji opowiadań "Sindbad na RQM-57" i tutaj jest taki sam. Można mieć genialne pomysły, olbrzymią wiedzę, wiązać symbole i fakty... ale jeśli nie potrafi się tego sformułować w czytelny sposób... to nie jest dobrze. Książka stanie się hermetyczna i tylko ci, którzy przebrną przez opary myśli...
Jeśliby przenieść na grunt malarski, byłoby to mistrzostwo deformacji kubistów, niemniej jednak jeśli chodzi o mistrzostwo literatury to przewyższa ono beletrystykę Lema, poprzez innowacyjne i zupełnie oryginalne podejście do tematu czerpiąc z mistycznych uwzniośleń na granicy obłędu , być może aby sztuczna inteligencja załamała się obrazem dostępu do tych znaczeń człowieczeństwa, któremu będzie musiał on podołać właśnie poprzez synkretyzm wszelkich doświadczeń boskich czy też gnostyckich, osiągając magiczny status technologiczny, zarazem chroniąc się przed absurdem zwykłych działań logicznych.
...gdzieś na granicach umiejscowień psyche, znajdujących dydaktyzm szaleństwa, którego niesłusznie oskarża zwykły rozum.
Jeśliby przenieść na grunt malarski, byłoby to mistrzostwo deformacji kubistów, niemniej jednak jeśli chodzi o mistrzostwo literatury to przewyższa ono beletrystykę Lema, poprzez innowacyjne i zupełnie oryginalne podejście do tematu czerpiąc z mistycznych uwzniośleń na granicy obłędu , być może aby sztuczna inteligencja załamała się obrazem dostępu do tych znaczeń...
20 z górą lat temu, odbiłem się od tej książki jak od muru. Na tyle, że z radością odsprzedałem mój egzemplarz koledze. Język jest na miarę schizophreni, którą zdaje się autor miał wtedy w rozkwicie. Lepki, ciężki i trudny do zrozumienia.
Z tego powodu, pozostawię bez oceny.
20 z górą lat temu, odbiłem się od tej książki jak od muru. Na tyle, że z radością odsprzedałem mój egzemplarz koledze. Język jest na miarę schizophreni, którą zdaje się autor miał wtedy w rozkwicie. Lepki, ciężki i trudny do zrozumienia.
Z tego powodu, pozostawię bez oceny.
Jej bardzo ciężko mi się to czytało. Klimat "Delirium w Tharsys" jest lepki i ciężki. Czytanie nie było przyjemnym doświadczeniem, ale co nie oznacza że złym.
Czasami musiałem czytać akapity, albo nawet rozdziały drugi raz. Ten język jest tak specyficzny, opisy tak rozbudowane, że przyzwyczajony do prostszej formy się gubiłem. Czasem mnie to irytowało, że to jest przerost formy nad treścią, ale jednak treść również była bogata.
Co więc mamy? Historia ostatnich (?) dni ludzkości, którą próbuje ratować główny bohater z księżyca który człowiekiem nie jest. Ostatnia enklawa ludzkości jest miejscem zepsutym, ludzie są słabi i zdegenerowani. Nad wszystkim roztacza się senna atmosfera marazmu gdzieniegdzie wypluwająca szaleństwo zdesperowanych jednostek. Ludzie giną w walce z tajemniczym nie do końca znanym wrogiem, a główny bohater został wysłany z księżyca żeby uratować gnijącą ludzkość.
W książce jest mnóstwo świetnych wyrazistych charakterów. Janko, Stinson, Feretrius, Mokande.
O co chodzi w tej książce? Poza tym, że całość jest bardzo artystyczna i wydaje mi się że mocno osobista, to ma na celu przedstawić naturę ludzkości która nie potrafi wytrzymać sama ze sobą i kieruje się wprost ku samozagładzie.
Tak naprawdę żeby zrobić jakąś większą analizę tej książki trzeba by poświęcić kilka wieczorów a nie 10 minut przed spaniem, ale dla ludzi spragnionych mrocznego ciężkiego Sci-fi i dla fanów Dukaja (tak! jest w niej coś bardzo Dukajowego) jak najbardziej polecam.
Jej bardzo ciężko mi się to czytało. Klimat "Delirium w Tharsys" jest lepki i ciężki. Czytanie nie było przyjemnym doświadczeniem, ale co nie oznacza że złym.
Czasami musiałem czytać akapity, albo nawet rozdziały drugi raz. Ten język jest tak specyficzny, opisy tak rozbudowane, że przyzwyczajony do prostszej formy się gubiłem. Czasem mnie to irytowało, że to jest przerost...
Jeśli chodzi o plusy, to książka ma specyficzny odrealniony czy nawet poetycki styl, zaczyna się nawet czymś w rodzaju inwokacji. Autor jest też podobno malarzem i tę plastyczność, myślenie obrazami można na kartach książki odnaleźć. Mi te elementy bardzo pasują tworzą rozpoznawalny, wyrazisty styl ale podejrzewam, że nie każdemu.
Natomiast wady to przede wszystkim mało wyrazisty główny bohater, który jest przecież superbohaterem a zachowuje się jak emeryt na poobiednim spacerze. No i ogólnie cała fabuła nie jest specjalnie intrygująca, niby wojna, rozstrzygają się losy cywilizacji a tu jakoś tak bez napięcia i zaskakujących zwrotów akcji. Te konstrukcyjne wady powodują, że książkę czyta się ciężko i z oporami ale mimo wszystko jest w Delirium... jakaś aura tajemniczości i niezwykłości, która nie pozwala mi jej nazwać słabą, powiedzmy, że jest specyficzna.
Jeśli chodzi o plusy, to książka ma specyficzny odrealniony czy nawet poetycki styl, zaczyna się nawet czymś w rodzaju inwokacji. Autor jest też podobno malarzem i tę plastyczność, myślenie obrazami można na kartach książki odnaleźć. Mi te elementy bardzo pasują tworzą rozpoznawalny, wyrazisty styl ale podejrzewam, że nie każdemu.
Wierzchołki grafu, krawędzie grafu...
Mroczna i niesamowita powieść, w jakimś "almanachu" w opisie tej książki przeczytałem że "autor traci kontakt z rzeczywistością".
Dość trudno przetrawić ją za pierwszym razem, bo rzeczywistość Żwikiewicza nie jest do końca normalna. Podobno są tam jakieś odniesienia do PRL-u: takie stwierdzenia są teraz modne, ale czy prawdziwe ? Czytałem tą książkę z 10 (dziesięć) razy, za każdym razem ukazywała ona coś "nowego", ale wynikało to ze stopnia skomplikowania tekstu i odwoływania się do innych powieści Żwikiewicza. Autorzy lubią się chwalić że "walczyli z komuną" poprzez swoją twórczość, jak dla mnie Żwikiewicz walczy z demonami ze swojej pokręconej i chorej wyobraźni....
Do tej pory nie jest dla mnie jasne, czy Makonde rozwalił naprawdę całą enklawę Tabor ?? Ale i tak daję 10/10.
Wierzchołki grafu, krawędzie grafu...
Mroczna i niesamowita powieść, w jakimś "almanachu" w opisie tej książki przeczytałem że "autor traci kontakt z rzeczywistością".
Dość trudno przetrawić ją za pierwszym razem, bo rzeczywistość Żwikiewicza nie jest do końca normalna. Podobno są tam jakieś odniesienia do PRL-u: takie stwierdzenia są teraz modne, ale czy prawdziwe ?...
Szukałam antyutopii. Szukałam zawzięcie, wszędzie i długo. Gdzieś polecono Żwilkiewicza i tak oto podpisałam cyrograf z tym autorem. Za książką poleciałam do biblioteki na drugim końcu miasta, co o tej porze roku jest niezwykłym wysiłkiem dla mnie. Zdobyłam, usiadłam w autobusie jadąc do domu i..
...i szczęka mi opadła.
Delirium okazało się być trudne ze względu na styl, nie tematykę. Główni bohaterowie są prawdziwi, jakby bliscy - nikt nie jest tam czarny czy biały. Sam autor twierdził, że jest to nie Delirium w Tharsys, a Delirium w PRL-u. Wspaniały, mistrzowski styl Żwilkiewicza, przepełniony dziwnymi metaforami, w połączeniu z doskonałą fabułą sprawia, że książka stała się jedną z tych, o których mogę śmiało powiedziec, że byly wybitne. I Delirium jest wybitne. Szacunek, panie Wiktorze, wielki respekt. Nikt nie potrafi mnie zmusić do tego, bym czytała do drugiej w nocy tylko dlatego, bo nie mogę spać przez brak zakończenia. A Pan tego dokonał.
Szukałam antyutopii. Szukałam zawzięcie, wszędzie i długo. Gdzieś polecono Żwilkiewicza i tak oto podpisałam cyrograf z tym autorem. Za książką poleciałam do biblioteki na drugim końcu miasta, co o tej porze roku jest niezwykłym wysiłkiem dla mnie. Zdobyłam, usiadłam w autobusie jadąc do domu i..
...i szczęka mi opadła.
Delirium okazało się być trudne ze względu na styl,...
Czytane już dawno temu...pamietam, że nie była to łatwa lektura, ale przeczytałem dwa razy; zakręcona rzeczywistość opisana dopasowanym do niej stylem. Ma ta powieść swój kontekst polityczny, bo pisana była w takich a nie innych czasach, ale nie to stanowi o tym, ze warto po nią sięgnąć. Juz po kilku stronach nie sposób sie uwolnić.
Czytane już dawno temu...pamietam, że nie była to łatwa lektura, ale przeczytałem dwa razy; zakręcona rzeczywistość opisana dopasowanym do niej stylem. Ma ta powieść swój kontekst polityczny, bo pisana była w takich a nie innych czasach, ale nie to stanowi o tym, ze warto po nią sięgnąć. Juz po kilku stronach nie sposób sie uwolnić.
Nie... rezygnuję. Nie chcę się z tą książką męczyć. Poznałem styl autora przy okazji opowiadań "Sindbad na RQM-57" i tutaj jest taki sam. Można mieć genialne pomysły, olbrzymią wiedzę, wiązać symbole i fakty... ale jeśli nie potrafi się tego sformułować w czytelny sposób... to nie jest dobrze. Książka stanie się hermetyczna i tylko ci, którzy przebrną przez opary myśli autora, jego ciężką stylistykę, paralele i odciągające uwagę myśli, zostaną nagrodzeni poznaniem sensu. Nie każdy tego dostąpi - ja nie... a przynajmniej teraz.
Fajny pomysł na dramatis personae na początku. Potem jakiś ogólne wyobrażenie co się dzieje... nowe nazwy jak Megaloxantha czy inne tam a potem jesteśmy rzuceni w sam środek zawieruchy... no właśnie nie do końca zrozumiałem czego. W takich sytuacjach mój umysł się po prostu wyłącza, wzrok ślizga po słowach, sens kompletnie umyka bo nie wiem co czytam.
Szkoda. Żwikiewicz jest nietuzinkowym człowiekiem z wyobraźnią, bogatym życiorysem. Najwyraźniej jego myśli krążą po wysokich orbitach, tam gdzie grawitacja ledwo je trzyma. Może to mi czegoś zabrakło... a może autorowi. U Orbitowskiego (który też poległ w lekturze) przyznał, że sam miał problem z czytaniem dzisiaj swoich książek... ale musiał dobrnąć do końca, bo robił redakcje do wznowień. Jak dobrze, że ja nie muszę. I może coś tracę. Cóż, życie.
Przede mną próba z "Imago" i kilkoma zbiorkami opowiadań <mamrocze modlitwy>.
Aha! Ta niska ocena dotyczy raczej własnych wrażeń i odbioru, jaka książka jest - nie wiem, bo jej nie ukończyłem. Zresztą to też jest jakieś świadectwo.
Nie... rezygnuję. Nie chcę się z tą książką męczyć. Poznałem styl autora przy okazji opowiadań "Sindbad na RQM-57" i tutaj jest taki sam. Można mieć genialne pomysły, olbrzymią wiedzę, wiązać symbole i fakty... ale jeśli nie potrafi się tego sformułować w czytelny sposób... to nie jest dobrze. Książka stanie się hermetyczna i tylko ci, którzy przebrną przez opary myśli...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśliby przenieść na grunt malarski, byłoby to mistrzostwo deformacji kubistów, niemniej jednak jeśli chodzi o mistrzostwo literatury to przewyższa ono beletrystykę Lema, poprzez innowacyjne i zupełnie oryginalne podejście do tematu czerpiąc z mistycznych uwzniośleń na granicy obłędu , być może aby sztuczna inteligencja załamała się obrazem dostępu do tych znaczeń człowieczeństwa, któremu będzie musiał on podołać właśnie poprzez synkretyzm wszelkich doświadczeń boskich czy też gnostyckich, osiągając magiczny status technologiczny, zarazem chroniąc się przed absurdem zwykłych działań logicznych.
...gdzieś na granicach umiejscowień psyche, znajdujących dydaktyzm szaleństwa, którego niesłusznie oskarża zwykły rozum.
Jeśliby przenieść na grunt malarski, byłoby to mistrzostwo deformacji kubistów, niemniej jednak jeśli chodzi o mistrzostwo literatury to przewyższa ono beletrystykę Lema, poprzez innowacyjne i zupełnie oryginalne podejście do tematu czerpiąc z mistycznych uwzniośleń na granicy obłędu , być może aby sztuczna inteligencja załamała się obrazem dostępu do tych znaczeń...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to20 z górą lat temu, odbiłem się od tej książki jak od muru. Na tyle, że z radością odsprzedałem mój egzemplarz koledze. Język jest na miarę schizophreni, którą zdaje się autor miał wtedy w rozkwicie. Lepki, ciężki i trudny do zrozumienia.
Z tego powodu, pozostawię bez oceny.
20 z górą lat temu, odbiłem się od tej książki jak od muru. Na tyle, że z radością odsprzedałem mój egzemplarz koledze. Język jest na miarę schizophreni, którą zdaje się autor miał wtedy w rozkwicie. Lepki, ciężki i trudny do zrozumienia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ tego powodu, pozostawię bez oceny.
To była chyba najbardziej oryginalna książka jaką przeczytałam. I całkowicie dziwna, aż ciężko ją ocenić.
To była chyba najbardziej oryginalna książka jaką przeczytałam. I całkowicie dziwna, aż ciężko ją ocenić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak wcześniej napisała Jasnowidzka: książka wybitna.
Jak wcześniej napisała Jasnowidzka: książka wybitna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO co tam chodziło - nie wiem, ale warto czasem przeczytać taką książkę :)
O co tam chodziło - nie wiem, ale warto czasem przeczytać taką książkę :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJej bardzo ciężko mi się to czytało. Klimat "Delirium w Tharsys" jest lepki i ciężki. Czytanie nie było przyjemnym doświadczeniem, ale co nie oznacza że złym.
Czasami musiałem czytać akapity, albo nawet rozdziały drugi raz. Ten język jest tak specyficzny, opisy tak rozbudowane, że przyzwyczajony do prostszej formy się gubiłem. Czasem mnie to irytowało, że to jest przerost formy nad treścią, ale jednak treść również była bogata.
Co więc mamy? Historia ostatnich (?) dni ludzkości, którą próbuje ratować główny bohater z księżyca który człowiekiem nie jest. Ostatnia enklawa ludzkości jest miejscem zepsutym, ludzie są słabi i zdegenerowani. Nad wszystkim roztacza się senna atmosfera marazmu gdzieniegdzie wypluwająca szaleństwo zdesperowanych jednostek. Ludzie giną w walce z tajemniczym nie do końca znanym wrogiem, a główny bohater został wysłany z księżyca żeby uratować gnijącą ludzkość.
W książce jest mnóstwo świetnych wyrazistych charakterów. Janko, Stinson, Feretrius, Mokande.
O co chodzi w tej książce? Poza tym, że całość jest bardzo artystyczna i wydaje mi się że mocno osobista, to ma na celu przedstawić naturę ludzkości która nie potrafi wytrzymać sama ze sobą i kieruje się wprost ku samozagładzie.
Tak naprawdę żeby zrobić jakąś większą analizę tej książki trzeba by poświęcić kilka wieczorów a nie 10 minut przed spaniem, ale dla ludzi spragnionych mrocznego ciężkiego Sci-fi i dla fanów Dukaja (tak! jest w niej coś bardzo Dukajowego) jak najbardziej polecam.
Jej bardzo ciężko mi się to czytało. Klimat "Delirium w Tharsys" jest lepki i ciężki. Czytanie nie było przyjemnym doświadczeniem, ale co nie oznacza że złym.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami musiałem czytać akapity, albo nawet rozdziały drugi raz. Ten język jest tak specyficzny, opisy tak rozbudowane, że przyzwyczajony do prostszej formy się gubiłem. Czasem mnie to irytowało, że to jest przerost...
Jeśli chodzi o plusy, to książka ma specyficzny odrealniony czy nawet poetycki styl, zaczyna się nawet czymś w rodzaju inwokacji. Autor jest też podobno malarzem i tę plastyczność, myślenie obrazami można na kartach książki odnaleźć. Mi te elementy bardzo pasują tworzą rozpoznawalny, wyrazisty styl ale podejrzewam, że nie każdemu.
Natomiast wady to przede wszystkim mało wyrazisty główny bohater, który jest przecież superbohaterem a zachowuje się jak emeryt na poobiednim spacerze. No i ogólnie cała fabuła nie jest specjalnie intrygująca, niby wojna, rozstrzygają się losy cywilizacji a tu jakoś tak bez napięcia i zaskakujących zwrotów akcji. Te konstrukcyjne wady powodują, że książkę czyta się ciężko i z oporami ale mimo wszystko jest w Delirium... jakaś aura tajemniczości i niezwykłości, która nie pozwala mi jej nazwać słabą, powiedzmy, że jest specyficzna.
Jeśli chodzi o plusy, to książka ma specyficzny odrealniony czy nawet poetycki styl, zaczyna się nawet czymś w rodzaju inwokacji. Autor jest też podobno malarzem i tę plastyczność, myślenie obrazami można na kartach książki odnaleźć. Mi te elementy bardzo pasują tworzą rozpoznawalny, wyrazisty styl ale podejrzewam, że nie każdemu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNatomiast wady to przede wszystkim mało...
Wierzchołki grafu, krawędzie grafu...
Mroczna i niesamowita powieść, w jakimś "almanachu" w opisie tej książki przeczytałem że "autor traci kontakt z rzeczywistością".
Dość trudno przetrawić ją za pierwszym razem, bo rzeczywistość Żwikiewicza nie jest do końca normalna. Podobno są tam jakieś odniesienia do PRL-u: takie stwierdzenia są teraz modne, ale czy prawdziwe ? Czytałem tą książkę z 10 (dziesięć) razy, za każdym razem ukazywała ona coś "nowego", ale wynikało to ze stopnia skomplikowania tekstu i odwoływania się do innych powieści Żwikiewicza. Autorzy lubią się chwalić że "walczyli z komuną" poprzez swoją twórczość, jak dla mnie Żwikiewicz walczy z demonami ze swojej pokręconej i chorej wyobraźni....
Do tej pory nie jest dla mnie jasne, czy Makonde rozwalił naprawdę całą enklawę Tabor ?? Ale i tak daję 10/10.
Wierzchołki grafu, krawędzie grafu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMroczna i niesamowita powieść, w jakimś "almanachu" w opisie tej książki przeczytałem że "autor traci kontakt z rzeczywistością".
Dość trudno przetrawić ją za pierwszym razem, bo rzeczywistość Żwikiewicza nie jest do końca normalna. Podobno są tam jakieś odniesienia do PRL-u: takie stwierdzenia są teraz modne, ale czy prawdziwe ?...
trochę jednak za mroczna dla mnie wizja ;)
trochę jednak za mroczna dla mnie wizja ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzukałam antyutopii. Szukałam zawzięcie, wszędzie i długo. Gdzieś polecono Żwilkiewicza i tak oto podpisałam cyrograf z tym autorem. Za książką poleciałam do biblioteki na drugim końcu miasta, co o tej porze roku jest niezwykłym wysiłkiem dla mnie. Zdobyłam, usiadłam w autobusie jadąc do domu i..
...i szczęka mi opadła.
Delirium okazało się być trudne ze względu na styl, nie tematykę. Główni bohaterowie są prawdziwi, jakby bliscy - nikt nie jest tam czarny czy biały. Sam autor twierdził, że jest to nie Delirium w Tharsys, a Delirium w PRL-u. Wspaniały, mistrzowski styl Żwilkiewicza, przepełniony dziwnymi metaforami, w połączeniu z doskonałą fabułą sprawia, że książka stała się jedną z tych, o których mogę śmiało powiedziec, że byly wybitne. I Delirium jest wybitne. Szacunek, panie Wiktorze, wielki respekt. Nikt nie potrafi mnie zmusić do tego, bym czytała do drugiej w nocy tylko dlatego, bo nie mogę spać przez brak zakończenia. A Pan tego dokonał.
Szukałam antyutopii. Szukałam zawzięcie, wszędzie i długo. Gdzieś polecono Żwilkiewicza i tak oto podpisałam cyrograf z tym autorem. Za książką poleciałam do biblioteki na drugim końcu miasta, co o tej porze roku jest niezwykłym wysiłkiem dla mnie. Zdobyłam, usiadłam w autobusie jadąc do domu i..
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to...i szczęka mi opadła.
Delirium okazało się być trudne ze względu na styl,...
Czytane już dawno temu...pamietam, że nie była to łatwa lektura, ale przeczytałem dwa razy; zakręcona rzeczywistość opisana dopasowanym do niej stylem. Ma ta powieść swój kontekst polityczny, bo pisana była w takich a nie innych czasach, ale nie to stanowi o tym, ze warto po nią sięgnąć. Juz po kilku stronach nie sposób sie uwolnić.
Czytane już dawno temu...pamietam, że nie była to łatwa lektura, ale przeczytałem dwa razy; zakręcona rzeczywistość opisana dopasowanym do niej stylem. Ma ta powieść swój kontekst polityczny, bo pisana była w takich a nie innych czasach, ale nie to stanowi o tym, ze warto po nią sięgnąć. Juz po kilku stronach nie sposób sie uwolnić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to