cytaty z książki "Melancholia sprzeciwu"
katalog cytatów
Kiedy dotarł do domu przy bulwarze i zamknął za sobą drzwi swojego pokoju, wiedział już, że dłużej nie wytrzyma, i postanowił, że musi odpocząć, że będzie odpoczywał i że już nigdy więcej nie wstanie, i że nie chce tracić ani chwili, bo już wtedy, w tym samym momencie, kiedy położył się do łóżka, wiedział, że nawet kolejne pięćdziesiąt lat nie wystarczy, by wypocząć po „ciążącym niczym głaz doświadczeniu głupoty, otumanienia, tępoty, niedojrzałości, niedorzeczności, bezguścia, chamstwa, durnoty, ciemnoty i powszechnego idiotyzmu”.
Bo wy nie mówicie, tylko szepczecie i wrzeszczycie, wy nie chodzicie ulicami, tylko gorączkowo biegacie, nie wchodzicie, tylko przekraczacie próg, nie marzniecie albo nie jest wam gorąco, tylko trzęsiecie się z zimna albo spływacie potem! Od kilku godzin nie słyszałem tu jednego normalnego słowa, bo wy potraficie tylko miauczeć i srać ze strachu przed Sądem Ostatecznym (...).
Ona bowiem, dla której całymi latami radości i kłopoty sprowadzały się do robienia jesiennych przetworów, wiosennych porządków, popołudniowego szydełkowania i sumiennej opieki nad kwiatami, przywykła, że chroniona zbawiennym dystansem, może obserwować szaleńczy pęd, w jakim wiruje zewnętrzny świat.
Żyjemy w beznadziejnym piekle nieodgadnionej przeszłości i pełnej podstępów przyszłości.
Ludziom takim jak ona tylko mróz pozwala trzeźwo patrzeć na świat, studzi ich rozchwiane emocje, porządkuje zagubione w letnich upałach myśli.
Wiedziała, że tu, właśnie tu, w dusznej atmosferze przesłodzonych kompotów, dusznych kołder, wyczesanych frędzli dywanów i foteli ukrytych pod pokrowcami ginie każdy pełen siły zamiar, że w śmiertelnym bagnie pożeraczy operetek, grzejących nogi w kapciach, którzy uważając się za śmietankę miejscowej społeczności, z butną wyższością traktują zwyczajnych, zdrowych ludzi, grzęźnie entuzjazm działania.
Lepiej zadowolić się skromną, ale pewną prawdą, której wszyscy, oczywiście z wyjątkiem pana i pańskiej anielskiej natury, doświadczamy na własnej skórze, że jesteśmy jedynie nędznym przedmiotem małej porażki w cudownym dziele stworzenia, a cała ludzka historia to nic więcej niż, że powiem tylko o najważniejszym, tanie awantury głupich, krwiożerczych, nieszczęśliwych pariasów w dalekich zakamarkach niezrozumiałego teatru, bolesne wyznanie pomyłki, niechętne przyznanie się, że ta oto istota jest daleka od doskonałości.
Sam porzucę wolne i jasne myślenie, niczym śmiertelną głupotę, odmówię dalszego posługiwania się umysłem i od tej chwili ograniczę się do trudnej do opisania radości, jaką niesie rezygnacja z myślenia.
Był żywym przykładem, że podobnie jak głupi i zadufani ludzie, pragnący w imię aktualnych ideologii zmienić społeczny ład, obracają w ruinę miasto i kraj niechybnie zasługujący na swój los, on zniszczyłby samego siebie własnymi fobiami.
Jak wzrokiem sięgnąć, wszystkie ulice i chodniki pokrywał gruby, gęsty pancerz śmieci, a rozdeptany i skamieniały na ostrym mrozie potok brudu wił się, lśniąc kosmicznym blaskiem w poświacie zapadającego zmierzchu. (…) Czy to właśnie, zadał sobie pytanie, jest Sąd Ostateczny? Żadnych trąb, rycerzy, bez najmniejszego hałasu, w spokoju i w ciszy po prostu pochłoną nas śmieci? Wcale niezaskakujący to koniec.
- Czy braliście udział w zabijaniu ludzi?
- Brałem. Za mały.
- Słucham?
- Mówię: za mały.
Wyglądał na zmęczonego, wyczerpanego, jednak to nie codzienne kłopoty nadszarpnęły jego siły, lecz jedna, jedyna myśl – od dziesiątek lat męcząca, wyczerpująca czujność, że w każdej chwili może go zabić gigantyczna tusza.
Poczuł w głowie pustkę, bezradność i chaos i choć niczego nie rozumiał, czuł coraz większą presję, by nie dopuszczać do siebie myśli o tym, jak bardzo jest bezradny i zagubiony.
Czuł dreszcze na myśl, że to, co dla niego nie może iść w parze, dwoje małych dzieci i zimna pasja okrucieństwa, jest jednak możliwe.
On jest istotą z krwi i kości, tylko że z innej krwi i innej kości.
Mówi, że tylko on widzi całość, bo on dostrzega, że nie ma całości.
W drzwiach wejściowych, jak gdyby w odpowiedzi na pytanie, po co ciągle zamykać i otwierać drzwi, nie było klamki.
Czuł, że już nie ma w nim pustki, tylko smutek.
Mówił o tym, że to, co nieoczekiwane, zaskakujące i nadzwyczajne, zawsze było nieodłącznym atrybutem prawdziwej sztuki, podobnie jak „nieprzygotowani” widzowie i ich „nieobliczalne” reakcje na wszystko, co w niej rewolucyjnie nowe, wyjątkowość przedstawienia.
Twierdził, że naturalnym stanem świata jest chaos, a końca, który nigdy nie nadejdzie, nie można przewidzieć.
Jeśli idzie o walkę, jaka toczy się pomiędzy sztuką niosącą człowiekowi wyzwolenie a niedojrzałą publicznością, nie żywi wielkich nadziei, by nie używać wielkich słów, na jej szczęśliwe zakończenie, bo publiczność skostniała w swojej niedojrzałości, „jak gdyby Stwórca przylepił ją na zawsze do miejsca, w którym utkwiła”, a ten, kto pokłada nadzieję w sile swego nadzwyczajnego dzieła, musi źle skończyć. Musi źle skończyć, powtórzył.
Codzienny porządek stał pod znakiem zapytania, rosnący w niepohamowanym tempie chaos niszczył utrwalone przyzwyczajenia, przyszłość okazała się pełna podstępów, przeszłość pogrążona w niepamięci, a funkcjonowanie codziennego życia tak nieprzewidywalne, że ludzie godzili się na wszystko, nic nie było niemożliwe do wyobrażenia.