cytaty z książki "Życie wśród wielu"
katalog cytatów
Tuż przed wojną 1939 roku otworzył swoje podwoje Zodiak" przy ulicy Czackiego, pretensjonalny, „nastrojowy" i drogi, a w lokalu dawnej Biblioteki Polskiej przy Nowym Swiecie umieścił się "Swan", pierwsza kawiarnia wyprzedzająca późniejsze okupacyjne przepisy, z wywieszką na drzwiach wejściowych: "Klientela żydowska niepożądana". Doganialiśmy Zachód "najnowocześniejszy", stawaliśmy się i tandetnym Paryżem, i... hitlerowskim Berlinem!
Zabłąkanym idealistą wśród tego grona był Sławek, starszy od nich obu, stateczniejszy, bardziej milczący, ale też i bardziej prawy, z większym poczuciem odpowiedzialności. Odbijał przy rozhukanych i pewnych siebie legionistach skromnością i prostotą. Nie pił, jadał mało i mówił oszczędnie. Ale to, co mówił, zawsze dobrze przemyślane, nie nachalne, nie skrajne. I on, stary druh Piłsudskiego, wyznawcą jego pozostał bez zastrzeżeń na zawsze, mimo to, kiedy zetknął się z machiną rządzącą, chciał ideę utrzymać nieskażoną i nie skomercjalizowaną. Uwikłał się po śmierci swego wodza w spory dogmatyczne, interpretację konstytucji, komeraże zamkowe, z których stu innych nie z pierwszej, ale nawet z piątej brygady wyszłoby zwycięsko. On wolał zamknąć na to oczy… na wieki Odszedł samowolnie zostawiając dziedzictwo Piłsudskiego pogrążonemu w rozkoszach małżeńskich Mościckiemu i rozbridżowanemu Rydzowi.
Już w młodości zrozumiał [Makuszyński], że wiele kryje się w życiu ludzkim tragedii i nie należy tego życia brać zbyt serio, zbyt krytycznie. Toteż humorystyka jego nie wyrastała na podłożu ostrego nastawienia ludzi i rzeczy pod światło. Makuszyński bawił się ułomnościami natury człowieczej tak bez zjadliwości i zgryźliwości, iż ułomności te cech karykatury, jakie nadało im życie czy środowisko, wyzbywały się i stawały się śmieszne. Nie był np. antysemitą, ale taki komizm wydobył z żydowskich manier, z żydowskiej polszczyzny i całego milieu, że na wesoło zbudował wysoki mur odgraniczający społeczeństwo polskie od Żydów, walną usługę oddając zawodowym żydożercom. Nic bowiem nie zabija tak jak śmieszność, a Makuszyński Żydów polskich ośmieszył. Rzecz jednak stała się dziwna: nie stracił wśród nich poczytności.
Na drugim piętrze, na jednych drzwiach ujrzeliśmy naklejony arkusz papieru, a na nim widniał niebieskim ołówkiem skreślony napis"Ministerstwo". Wszedłszy tam, znaleźliśmy się w dużym przedpokoju bez okna, oświetlonym słabo lampą umieszczoną w kloszu pod samym sufitem. Na środku stał stół, a przy nim siedział człowiek ubrany w bluzę ciemną, zapiętą aż pod szyję, bez krawata, w butach z cholewami, i zawzięcie jadł ziarnka słonecznika, z których łupiny wypluwał przed siebie na dużą odległość. Cała podłoga była też nimi tak zaśmiecona, że stąpało się po niej cicho, jakby wysłana była dywanem. Pragnąc zasięgnąć informacji, zapytaliśmy tego domniemanego woźnego, jak można uzyskać audiencję. „,A w jakiej sprawie?""Chodzi o kwestię opłat pocztowych. Przybyliśmy tu imieniem związku krakowskich wydawców.""Zaraz towarzysz Arciszewski was przyjmie".
Bo wojnę przegrywa nie tylko ten, kto stracił wojsko, ale i ten, kogo pozbawiono elity umysłowej, który stracił matki wychowujące młode pokolenie, któremu w kolebce uśmiercono przyszłość narodu.
Smutnej pamięci ministrowie wyznań i oświecenia publicznego — bracia Jędrzejewicze, ponoszą olbrzymią odpowiedzialność wobec narodu za zwichnięcie charakterów młodego pokolenia. Poddali szkołę pod kontrolę polityki, ją chcieli uczynić posłusznym narzędziem w swoim ręku, nie bacząc, że ich przekonania i mentalność obce są społeczeństwu i ono w tym kierunku nie pójdzie nigdy. I nie szło. Wobec tego siłą chciano tego dokonać, narzucając na wychowawców nie pedagogów, ale wiernych urzędników, gwałcąc odwieczne zasady wolności nauki. W szkolnictwie wyższym pozbawiano katedr profesorów nie należących do zwolenników regime'u — aby dosięgnąć młodzież, bez wahania łamano eksterytorialność uniwersytetów, rektorów "niesympatycznych" nie zatwierdzano w ich czynnościach. Ta „twarda ręka" przypominała czasy zaborców, którzy w zaborze austriackim nigdy nie posuwali się tak daleko, a chyba Apuchtin i Murawjew przykładem tu świecili. Łamano wobec nas prawa w okresie niewoli i — o dziwo — przyjęto te metody w wolnym państwie wobec własnych obywateli. Widać tu wpływ demoralizujący dawnej szkoły rosyjskiej, którego nie spostrzegli na sobie ludzie obecnie rządzący. Toteż nie wydało im się dziwne nie już szkołę deprawować, ale nawet sądownictwo, gdzie na pewien okres niezawisłość sędziów zniesiono. Kto by nam marzącym o Polsce był powiedział, że tak ją będą “urządzali”. Ludzie nieodpowiedzialni, bez charakterów, żądni władzy dla niej samej i dla nich samych!