cytaty z książki "Zmierzch bożyszcz, czyli jak filozofuje się młotem"
katalog cytatów
Rozczarowany mówi.- Szukałem wielkich ludzi,
a znajdowałem zawsze tylko małpy ich ideału.
Jest to niedorzecznością, chcieć popchnąć swą istotę ku jakiemuś celowi. To my wynaleźliśmy pojęcie "celu", w rzeczywistości celu nie ma...
Walka jest wychowawczynią wolności.
Gdyż co to jest wolność? To pragnienie samo - odpowiedzialności. To przestrzeganie dzielących nas oddaleń. To zobojętnienie na trudy, niedostatki, srogość, nawet na życie. To gotowość poświęcenia swej sprawie innych i siebie. Wolność - to znaczy, że instynkty tryumfalne, wojownicze, męskie zawładnęły innymi, na przykład instynktem „szczęścia”.
Człowiek wyzwolony, tem bardziej duch wyzwolony, gardzi nikczemną błogością, o której marzą przekupnie, chrześcijanie, krowy, kobiety, Anglicy oraz inne demokraty. Człowiek wolny jest wojownikiem. - Czemże mierzy się wolność u jednostek i u narodów? Oporem, który pokonać trzeba, trudem, którym okupuje się swą przewagę. Najwyższego typu wolnego człowieka należałoby szukać tam, gdzie wciąż największe pokonywa się opory: o pięć kroków od tyranii, tuż u progu grożącego niewolnictwa.
Wartość życia oceniona być nie może. Ani przez żywego, gdyż jest on stroną, ba nawet przedmiotem sporu, nie sędzią; ani przez umarłego, z innego znów powodu. — To, iż filozof jakiś wartość życia uważa za problemat, jest zatem przeciw niemu argumentem, pytajnikiem co do jego mądrości, nierozumem.
Jeżeli chcemy celu, to musimy chcieć środków do niego wiodących: kto chce mieć niewolników, ten popełnia szaleństwo, wychowując ich na panów.
Dzieje się tu podobnie, jak z biegiem wielkich gwiazd: względem nich oko nasze, tu zaś język nasz jest ustawicznym rzecznikiem błędu. Ze względu na powstanie należy mowa do okresu najszczątkowszych form psychologicznych: popadamy w gruby fetyszyzm, uświadamiając sobie podstawowe założenia metafizyki językowej, inaczej rozumu. To widzi wszędzie działacza i działanie: wierzy w wolę jako w przyczynę w ogóle; wierzy w „jaźń”, w jaźń jako byt, w jaźń jako substancję i przenosi wiarę w substancję jaźni na wszystkie rzeczy — w ten sposób stwarza dopiero pojęcie „rzecz”... Domyślną, podsuniętą przyczyną wszędzie jest byt; z koncepcji „jaźni” wynika dopiero następczo pojęcie „bytu”... Na początku jawi się fatalny błąd, iż wola jest czymś, co działa — że wola jest mocą... Dziś wiemy, że jest tylko słowem... Znacznie później, w tysiąckroć oświeceńszym świecie ze zdumieniem uświadamiają sobie filozofowie przeświadczenie, podmiotową pewność we władaniu kategoriami rozumowymi: dochodzą do wniosku, iż z empirii pochodzić one nie mogą — toć cała empiria jest z nimi w sprzeczności. Skąd zatem pochodzą one? — I w Indiach, tudzież w Grecji popełniono tę samą omyłkę: „snadź przebywaliśmy już kiedyś w jakimś wyższym świecie — (zamiast: w znacznie niższym, co byłoby prawdą!) — snadź jesteśmy boskiego pochodzenia, gdyż mamy rozum!”... W istocie, nic nie posiadało dotychczas równie naiwnej zdolności przekonywania jak błąd o bycie, sformułowany na przykład przez eleatów35: toć przemawia za nim każde słowo, każde zdanie przez nas wypowiadane! — Przeciwnicy eleatów również nie zdołali się oprzeć ich pojęciu bytu: między innymi Demokryt36, wynajdując swój atom... „Rozum” w mowie: oh, jakaż to stara podstępna czarownica! Obawiam się, iż nie otrząśniemy się z pojęcia bóstwa, gdyż wierzym jeszcze w gramatykę...
Wszędzie, gdzie się szuka odpowiedzialności, szukająca bywa instynktowna chęć sądzenia i karania.
To, na co znajdujemy słowa, przestało nas już obchodzić. We wszelkiem mówieniu kryje się źdźbło pogardy.
Morał i religia należą całkowicie do psychologii błędu: w każdym poszczególnym wypadku następuje pomieszanie przyczyny ze skutkiem; albo pomieszanie prawdy ze skutkiem tego, co się za prawdziwe uznaje; albo pomieszanie stanu świadomości z przyczynowością tegoż stanu.
Nawet Sokrates, umierając, powiedział: "Żyć - znaczy to długo chorować. Lekarzowi Asklepisowi winien jestem koguta".
Sprowadzając coś nieznanego do czegoś znanego, doznajemy poczucia ulgi, uspokojenia, zadowolenia, prócz tego poczucia mocy.
Z nieznanem łączy się niebezpieczeństwo, niepokój, troska, — instynkt zmierza przede wszystkiem do usunięcia tych przykrych stanów.
Pierwsza zasada: jakiekolwiek objaśnienie lepsze jest od żadnego. Ponieważ w istocie rzeczy chodzi jeno o chęć pozbycia się przygnębiających wyobrażeń, przeto nie przebiera się nazbyt w środkach do ich usunięcia: pierwsze lepsze wyobrażenie, za pomocą którego nieznane daje się objaśnić jako coś znanego, napawa taką błogością, iż „przyjmujemy je za prawdę”.
Nie leży w naszej mocy nie przyjść na świat: lecz możemy błąd ten - gdyż niekiedy jest to błędem - naprawić. Kto się usuwa, ten postępuje nader chwalebnie: zasługuje tem niemal, by żyć...
Ludzie szczytnego ducha, o ile są zarazem ludźmi nieustraszonego serca, doznają w życiu najboleśniejszych tragedyj, ale właśnie dlatego czczą życie, jako swego najmożniejszego przeciwnika.
Nie ufam systematykom i ustępuję im z drogi. Pożądanie systemu jest brakiem rzetelności.
Z tych trzech „faktów wewnętrznych”, w których przyczynowość zdawała się mieć gwarancję, pierwszym i najbardziej przekonującym jest fakt woli jako przyczyny; ujęcie świadomości („ducha”) jako przyczyny, a następnie jeszcze ujęcie „ja” („podmiotu”) jako przyczyny zrodziły się znacznie później, gdy przyczynowość z woli stała się pewna jako fakt dany, jako empiria... Z czasem zastanowiliśmy się nad tymi kwestiami. Dzisiaj nie dajemy już wiary żadnemu z tych słów. (...) Tak zwany „motyw”: kolejny błąd. Jest on tylko powierzchniowym zjawiskiem świadomości, czymś występującym obok czynu, co raczej maskuje antecedentia czynu, niż je przedstawia. (...).
Posiadamy obecnie wiedzy w sam raz tyle, o ile zgodziliśmy się przyjąć świadectwo zmysłów — o ile zaostrzamy je jeszcze, uzbrajamy, w myśleniu docierać kresów uczymy. Reszta jest dziwolągiem i nie-do-wiedzą: mam na myśli metafizykę, teologię, psychologię, teorię poznania. Albo wiedzę formalną, naukę znaków: jak logikę i logikę stosowaną, matematykę. Rzeczywistości nie ma w nich zgoła, nawet jako problematu; tak samo nie ma jej w formie pytania, jaką w ogóle wartość taka konwencja znakowa, jak logika, posiada.
Żadna rzecz się nie wiedzie, w której nie ma udziału zuchwalstwo.
Formuła mego szczęścia: tak, nie, linia prosta, cel...
1.
Początkiem wszelkiej psychologii jest próżnowanie. Jak to? Byłażby psychologia — występkiem?
4.
„Wszelka prawda jest prosta”. — Nie jestże to złożonym kłamstwem?
42.
To były stopnie dla mnie, wszedłem po nich – w tym celu musiałem po nich stąpać. A one mniemały, że chciałem na nich spocząć...
Ogół filozofów odrzucał świadectwo zmysłów, gdyż okazywały wielość i zmienność, on zaś dlatego odrzucał ich świadectwo, iż okazywały tak rzeczy, jak gdyby te posiadały trwałość i jedność. I Heraklit był niesprawiedliwy względem zmysłów. Gdyż te nie kłamią ani w ten sposób, jak mniemali Eleaci, ani jak on mniemał — w ogóle nie kłamią wcale. To dopiero wnosi kłamstwo, co my robimy z ich świadectwa, na przykład kłamstwo jedności, kłamstwo realności, substancji, trwania... „Rozum” jest przyczyną, iż fałszujemy świadectwo zmysłów. Zmysły nie kłamią, o ile okazują stawanie się, przemijanie, zmianę... Jednakże w tym po wszystkie czasy będzie miał Heraklit słuszność, iż byt jest czczą fikcją! Świat „pozorny” jest światem jedynym: „świat prawdziwy” dołgano tylko...
wszystkie dotychczasowe środki, którymi chciano umoralnić ludzkość, były zasadniczo niemoralne.
Uskarżanie się w żadnym razie nic nie jest warte: gdyż wynika ze słabości. Czy swą niedolę przypisuje się innym, czy też sobie samemu — jak to w pierwszym wypadku czyni socyalista, w drugim zaś, na przykład chrześcijanin - nie stanowi to bynajmniej właściwej różnicy. Wspólność, dodajmy i nieszlachetność zasadza się na tem, iż ktoś miał zawinić ich cierpieniu - słowem, cierpiący leczy się z cierpienia miodem zemsty.
Naukę o woli wynaleziono w istocie w celu kary, to znaczy gwoli chęci znalezienia kogoś winnym.
Przestajemy się cenić, gdy się zwierzamy.
Rozum jest przyczyną, iż fałszujemy świadectwo zmysłów.
Uczyć się patrzeć — przyzwyczajać oko do spokoju, do cierpliwości, do dopuszczania zjawisk na bliską odległość; uczyć się odkładania sądu, obchodzenia i ogarniania szczegółów ze wszystkich stron. Pierwszym wstępnym przygotowaniem do duchowości jest: nie oddziaływać na jakąś podnietę od razu, lecz instynkty hamujące, poskramiające mieć na usługi. Uczyć się patrzeć, jak to ja rozumiem, równa się niemal temu, co niefilozoficzny sposób mówienia silną zowie wolą: istotną w tym rzeczą jest właśnie nie „chcieć”, być zdolnym do odroczenia swych rozstrzygnięć. Wszelka bezduszność, wszelkie pospolitactwo polega na niezdolności oparcia się jakiejś podniecie: jest się zmuszonym reagować, bodźcowi każdemu ulegać. W wielu razach mus taki jest wprost chorobliwością, upadkiem, objawem wyczerpania — omal wszystko, co niefilozoficzne prostactwo zwie „występkiem”, jest jeno ową fizjologiczną niezdolnością do niereagowania. — Pożytek z tej wprawy w patrzeniu: ucząc się, stajemy się w ogóle powolni, nieufni, oporni. Wszystko obce, wszelkiego rodzaju nowość dopuszczamy najpierw niechętnie do siebie — cofamy przed nim dłoń.
Ze szkoły zapaśniczej życia. - Co mnie nie zabija, to mnie wzmacnia.
Jeszcze jedno zagadnienie higieny. — Środki, którymi Juliusz Cezar bronił się przeciw chorowitości i bólom głowy: ogromne marsze, najprostszy sposób życia, ciągły pobyt na wolnym powietrzu, nieustanne trudy — oto, w ogólnym zarysie, wskazania ochronne i zapobiegawcze przeciwko krańcowej wątłości owej delikatnej i pod najwyższym parciem pracującej machiny, która zwie się geniuszem.