Oglądałem dziś plan Wiednia i przez chwilę nie mogłem zrozumieć, że zbudowano tak wielkie miasto, gdy Ty potrzebujesz przecież tylko jednego pokoju.
A teraz Mileno, Ty także odwracasz się ode mnie. Nie na długo, wiem, ale pomyśl: nie może długo żyć człowiek, którego serce nie bije, a dopóki Ty odwracasz się ode mnie, jak serce może bić?
(...) cóż jeszcze? Nic - chcę tylko umilknąć z twarzą na Twych kolanach.
Był on artystą i człowiekiem o tak niedościgle wrażliwym sumieniu, że słyszał także tam, gdzie inni głusi, łudzili się poczuciem bezpieczeństwa.
(...) zabierze mi to trochę czasu, a mnie cały czas i tysiąc razy więcej niż cały czas, a najchętniej cały czas, jaki w ogóle istnieje, potrzebny jest dla Ciebie, aby myśleć o Tobie, oddychać Tobą.
Nie mogę Ci w żaden sposób pisać o niczym innym, jak tylko o tym, co dotyczy jedynie nas, nas w ciżbie świata. Wszystko inne jest obce. I fałszywe! Fałszywe! Ale wargi belkocą, a twarz spoczywa na Twoich kolanach.
Gdy porównuję to z tym wynikiem, tak jak i Ty zrobiłabyś odnośnie do Twego zdrowia (...) wydaje mi się czasem, że zamiast żyć razem powinniśmy w dobrym nastroju i zadowoleniu położyć się obok siebie, żeby umrzeć. Ale cokolwiek by się miało stać, będzie to blisko Ciebie.
O dalekim człowieku można myśleć, a bliskiego człowieka można schwytać, wszystko inne przekracza ludzkie siły. Ale pisać listy znaczy tyle, co obnażać się przed upiorami, na co one chciwie czekają. Pisane pocałunki nie docierają do miejsca przeznaczenia, tylko wypite zostają po drodze przez upiory. Dzięki tej strawie rozmnażają się one niesłychanie.
Bo miłość dowodzi mi, że sobie nie wystarczam; że jestem niekompletny; że tylko ten drugi może mnie uzupełnić, choć właśnie tego nie może. Nie wiem tego, dopóki nie kocham. Dopiero miłość uświadamia mi, że zieje we mnie dziura odsłonięta właśnie przez ukochanego człowieka. (Z przedmowy Ryszarda Koziołka).
Teraz myślę już tylko o mojej chorobie i moi zdrowiu, a jednym i drugim jesteś oczywiście Ty.
Sen jest istotą najniewinniejszą, a człowiek bezsenny najbardziej winną.
Było tak, że mózg nie mógł już znieść nałożonych mu trosk i boleści. Oświadczył: Ustępuję; jeżeli tu jednak jest jeszcze ktoś, komu choć trochę zależy na utrzymaniu całości, to niech ujmie mi trochę ciężaru i będzie to jeszcze chwilkę szło...
Byłaby Pani mogła niejedno przede mną zamilczeć albo upiększyć i mogłaby to Pani jeszcze, ale w obecnym stanie już bym to wyczuł, choćbym tego nawet nie powiedział, i bolałoby mnie to podwójnie...
Psychiatria to rzecz straszna, gdy jest nadużywana, nienormalnym może być wszystko i każde słowo jest nową bronią dla dręczyciela.
Ludzie nie oszukali mnie prawie nigdy, ale listy zawsze, a i to nie cudze, lecz moje własne. Jest to w moim przypadku indywidualne nieszczęście, nad którym już nie chcę się dłużej rozwodzić, ale zarazem i ogólne.
Gdyby poczta miała moje oczy, mogłaby czytać tylko Twoje adresy, żadnych innych. Ale że to jest poczta...
Nie mogę Ci w żaden sposób pisać o niczym innym, jak tylko o tym, co dotyczy jedynie nas, nas w ciżbie świata. Wszystko inne jest obce. I fałszywe! Fałszywe! Ale wargi bełkocą, a twarz spoczywa na Twoich kolanach.
Ale jak ja mówię o tych prawdziwie dobrych ludziach? To zazdrość, naprawdę zazdrość, jednak przyrzekam Ci, Mileno, że Ciebie nigdy nie będę nią dręczyć, tylko siebie, tylko siebie.
Gdyby poczta miała moje oczy, mogłaby czytać tylko Twoje adresy, żadnych innych.
(...) strach nie jest przecież moim prywatnym strachem - jest nim także, i to w straszliwej mierze - ale to także strach wszelkiej wiary od najdawniejszych czasów.
(...) bo chcę Cię objąć wszystkich stron, a więc i od strony zazdrości.
(...)pewne jest tylko to, że z dala od Ciebie mogę żyć jedynie w zupełnym przyznaniu racji lękowi, i to w większym stopniu, niż on sam chce i czynię to bez przymusu, z zachwytem, przelewam się weń.
W tej skali człowieczeństwa jestem jakby przedwojennym kramarzem na Twoich przedmieściach (nawet nie grajkiem, nawet nie nim); i nawet gdybym był sobie wywalczył to miejsce - ale ja go sobie nie wywalczyłem nie byłoby to żadną zasługą.
Masz słuszność, robiąc mi w imieniu lęku wymówki z powodu mego zachowania w Wiedniu, ale lęk zachowuje się w tym przypadku naprawdę niezwykle; nie znam jego prawideł wewnętrznych, znam tylko jego rękę na moim gardle i to jest istotnie najstraszliwsze z wszystkiego, czego kiedykolwiek doznałem lub mógłbym doznać.
Dopiero miłość uświadamia mi, że zieje we mnie dziura odsłonięta właśnie przez ukochanego człowieka.
/Z przedmowy/.
Gdyby poczta miała moje oczy, mogłaby czytać tylko Twoje adresy, żadnych innych. Ale że to jest poczta...
(...) ale pomyśl: nie może długo żyć człowiek, którego serce nie bije, a dopóki Ty odwracasz się ode mnie, jak serce może bić?
Moja głowa jest jak dworzec kolejowy, odjeżdżają i przyjeżdżają pociągi, rewizja celna, nadinspektor straży granicznej czyha na moją wizę, ale tym razem wszystko w porządku, proszę, oto ona: „Tak, w porządku, tędy wychodzi się z dworca". „Panie nadinspektorze, czy byłby Pan tak uprzejmy otworzyć mi drzwi, nie mogę ich sam otworzyć. Może jestem taki słaby, ponieważ na zewnątrz czeka Milena?" "Ależ, proszę - odpowiada on. - Ja przecież nie wiedziałem o tym". I drzwi raptem się otwierają...
Dobrze. W takim razie w tym punkcie gniewam się z Panią, co zresztą nie jest nieszczęściem, bo już dla samego pogodzenia się warto w jakimś zakamarku serca zachować w pogotowiu trochę gniewu.
(...) czy nie wie Pani, że tylko grubi ludzie sa godni zaufania? Tylko w tych naczyniach o grubych ścianach można wszystko dogotować do końca; tylko ci kapitaliści przestrzeni powietrznej są, o ile to u ludzi jest możliwe chronieni przed troskami i obłędem, mogą spokojnie wykonywać swoje zadania i tylko oni - jak ktoś raz powiedział są na całej ziemi pożyteczni, jako właściwi obywatele tej ziemi, bo na północy grzeją, a na południu dają cień. (Można to bez wątpienia odwrócić, ale to już nie będzie prawda).