cytaty z książki "Sen Wujaszka"
katalog cytatów
Wyobraźcie sobie, opowiem wam zaraz pewną anegdotę. Zaprasza mnie raz w Petersburgu na pogrzeb pewna rodzina, une maison bourgeoise, mais nonnete, a mnie się pomięszało, że to na imieniny. A imieniny te wypadały jeszcze tydzień przedtem. Przygotowałem był bukiet z kamelij dla so-le-ni-zantki. Wchodzę, i cóż widzę? Człowiek poważny, solidny — leży na katafalku, tak że się zdzi-wiłem. Nie wiedziałem poprostu, gdzie się mam podziać z bu-kietem.
Jeśli zaś spotka się z nim chłop jaki i zatrzymawszy się z boku zdejmie czapkę, nisko mu się kłaniając z przymówką: „Witajcie, książę ojcze, wasza miłości, nasze słoneczko złote!” — to książę natychmiast skieruje na niego swe binokle, przychylnie skinie głową i łaskawie mu odpowie: „Bonjour, mon ami, bonjour!
Widywano go niekiedy także idącego piechotą w zarzutce i w słomianym kapeluszu z szerokimi krysami, w różowym damskim szaliku na szyj, z monoklem w oku i z plecionym ze słomy koszyczkiem w lewym ręku, na grzyby, polne kwiaty, bławaty; Stepanida Maciejówna zaś zawsze przytem mu towarzyszy, a w tyle za nimi postępują z reguły dwaj lokaje w galowych liberjach i jedzie, na każdy wypadek, kolaska.
Co się zaś tyczy samego księcia, to dowiedziano się, że dni jego mijają wyłącznie prawie przy toalecie na przymierzaniu fraków i peruk; że resztę czasu spędza ze Stepanidą Maciejówną, grywa z nią marjasza, kładzie pasjanse, rzadko tylko wyjeżdżając konno na łagodnej angielskiej klaczy na wycieczki, przyczem Stepanida Maciejówna zawsze towarzyszy mu w krytej karecie, na każdy wypadek, — ponieważ książę jeździ konno raczej z kokieterji, sam zaś ledwie trzyma się na siodle.
Opowiadano, między innemi rzeczami, że książę spędzał większą połowę dnia przy toalecie, i chodziły słuchy, że cały był złożony z jakichś kawałeczków. Nikt nie wiedział, gdzie i kiedy zdołał on tak się rozsypać. Nosił perukę, wąsy, bokobrody, i nawet hiszpankę, wszystko do ostatniego włoska przyprawione, lecz wspaniałego czarnego koloru; pudrował się i szminkował codziennie. Zapewniano, że zmarszczki wyrównywał jakoś na swej twarzy zapomocą sprężynek i że sprężynki te w jakiś szczególny sposób były ukryte w jego włosach. Zapewniano też, że nosi gorset dlatego, bo stracił gdzieś żebro, niezręcznie wyskoczywszy z okna, w czasie pewnej swojej wycieczki miłosnej we Włoszech. Co do jego lewej nogi, na którą utykał, istniało twierdzenie, że jest to noga sztuczna, a że prawdziwą złamano mu w czasie drugiej jakiejś wycieczki w Paryżu, a wzamian za to przyprawiono mu nową, szczególną jakąś, korkową. A zresztą, mało to ludzie opowiadają? Lecz prawdą było mimo wszystko to, że prawe jego oko było szklane, choć zresztą bardzo zręcznie podrobione. Zęby także były dziełem sztuki. Całemi dniami zmywał się on patentowanemi wodami toaletowemi, perfumował się i pomadował.
Tuż w oddaleniu dziewięciu wiorst od miasta, na samym skręcie do Świętozierskiej pustelni, patrzę, zdarzyło się coś dziwnego. Ogromna kareta podróżna leży przewrócona, woźnica i dwaj lokaje stoją przed nią jak wryci, a z wnętrza karety słychać rozdzierające wołania i jęki. Zrazu miałem zamiar przejechać mimo: leż sobie na boku: nie z naszej parafji! Przemogła jednak miłość bliźniego, która, jak powiada Heine, wszędzie pcha swój nos.
Ratuję go, namawiam do zajazdu do naszej wspólnej przyjaciółki, czcigodnej Marji Aleksandrówny, odpowiada mi na to, że pani jest najbardziej czarującą kobietą ze wszystkich, jakie kiedykolwiek znał, — otóż i jesteśmy tutaj, a książę poprawia teraz na górze swoją toaletę przy pomocy swego kamerdynera, którego nie zapomniał wziąć ze sobą, i którego nigdy i w żadnym wypadku wziąć nie zapomni, dlatego, że wołałby raczej umrzeć, niż zjawić się przed paniami bez pewnych przygotowań lub powiedzmy raczej — poprawek.
Wujaszek? E, ja myślę, że on jeszcze z pięć godzin będzie się ubierał! Prócz tego, ponieważ on zupełnie stracił pamięć, więc może i zapomniał, że przyjechał w gościnę. Wszak to człowiek bardzo dziwny, Marjo Aleksandrówno.
Jeśli jest jeszcze trochę rycerskości i prawdziwych wyżyn we współczesnem nam społeczeństwie, to właśnie tylko w wyższych sferach. Książę i w siermiędze pozostanie księciem, książę nawet w lepiance poruszać się będzie jak w pałacu!
No, tak, lord Bajron. Zresztą, może być, że to nie był lord Bajron, tylko ktoś inny. Istotnie, był to nie lord Bajron, tylko pewien Polak! Przypominam sobie teraz bardzo dokładnie. Był to nadzwyczajnie oryginalny Po-lak: przedstawił się jako hrabia, a potem się pokazało, że był kucharzem. Tylko że za-chwy-ca-jąco tańczył krakowiaka i w końcu złamał sobie nogę. Wtedy jeszcze, napisałem był następujące okolicznościowe wiersze:
Pewien, Polak, zabijaka,
Tańczył krakowiaka...
A dalej... a dalej, już sobie nie przypominam...
A jak nogę złamał,
Nie tańczył, bo chromał...
Ach, Boże! Czyż naprawdę mam tak prędko umrzeć! — woła książę ze strachem, — i wie pani, zgadłaś pani: ogromnie mnie męczą hemoroidy, a zwłaszcza od niejakiego czasu... I ilekroć mi się powtórzą, to wogóle dziw-ne występują przytem symptomy (ja państwu opiszę je szczegółowo)... Najpierw.
Była tam pewną Rosjanka, wielka pani. — zapomniałem już jej nazwiska, — kobieta niezwykle poetyczna, siedemdziesięcioletnia. Miała i córkę przy sobie, lat pięćdziesięciu, z bielmem na oku. Ona także mówiła prawie wierszami. Później zda-rzył się jej nieszczęśliwy wypadek: wpadłszy w gniew, zabiła swoją służącą, i za to odpowiadała w sądzie.
Secundo, to rzecz główna, — proszę sobie przedstawić, że wybierze on sobie dzieweczkę lub raczej wdówkę miłą, dobrą, rozumną, skromną i, co najgłówniejsza, biedną, która będzie go doglądała jak córka, i pojmie, że zrobił on dobrodziejstwo dla niej, jeśli się z nią ożenił. A cóż może być lepszego dla niego, jak nie bliska, szczera i szlachetna istota, która nieustannie będzie mu dotrzymywała towarzystwa, zamiast tej... baby. Naturalnie, musi ona być piękna, bo staruszek i teraz jeszcze lubi tylko piękne.
Brodę mu zgolono, wujaszku? Wszakżeż on ma brodę wielką jak szwabska ojczyzna! — No, tak, jak szwabska ojczyzna. Wogóle, przyjacielu, ty masz zupełną rację w tem, co mówisz. Ale to jest broda sztuczna. I wyobraźcie sobie, co za wypadek; niedawno przysłano mi cennik. Nadeszły z zagranicy wspaniałe bro-dy dla stangretów i dla panów, bokobrody, hiszpanki, wąsy itp., a wszystko tylko w najlepszym gatunku i po bardzo umiarkowanych cenach. Myślę sobie, trzeba sprowadzić jedną bro-dę, bodaj na pokaz. Więc zamówiłem brodę dla stangretów i istotnie nadeszła, wprost podziwu godna! Lecz okazuje się, że Teofil ma swoją własną, prawie dwa razy dłuższą. Rozumie się, wynikło nieporozumienie: ogolić swoją czy też przysłaną odesłać z powrotem, a nosić naturalną? Myślałem, myślałem, i postanowiłem, że lepiej już nosić sztuczną.
Należy jeszcze przypomnieć, że regularnie każdego wieczora, zawsze o siódmej godzinie, wychylała ona nierówną ilość kieliszków, — dla wzmocnienia żołądka, jak się wyrażała, a następnie była zazwyczaj w zupełnie emancypowanym nastroju duchowym, by nie powiedzieć czegoś więcej.
Patrzę: Boże! Toć to rzeczywiście ten sam, w swojej własnej osobie, książę Gawriła! A to dopiero spotkanie! Wołam: „Książę! Wujaszku!". Nie poznał mnie jakoś na pierwszy rzut oka; zresztą zaraz potem mnie poznał... na drugi rzut oka.
Jest to podłość, lecz podłość wygodna, i dlatego zgódź się na nią!