- Mogę go zeżreć?
Uśmiechnęłam się do niego.
- Skoro mnie tak grzecznie pytasz, jak mogłabym powiedzieć ,nie'?
Pod daszkiem stali i się całowali, Xemerius o tym wiedział, nikomu nie powiedział
(...) - I...kocham cie!
-Czy mógłbyś to powiedzieć jeszcze raz? A potem mnie pocałować? Tak żebym zapomniała o całym świecie?
-Mogę spróbować.
Nagle jednak odsunął się trochę, wsparł na łokciu i spojrzał na mnie. -Myślę, że powinniśmy teraz przestać, w przeciwnym razie za nic nie mogę ręczyć - powiedział nieco zdyszany.
Gideon przez chwilę wyglądał tak, jakby chciał sam siebie spoliczkować
-Kiedy mnie całujesz jest tak, jakby ktoś usuwał mi ziemię spod nóg. Chcę powiedzieć: gdy mnie całujesz, nie pragnę już niczego innego, jak tylko czuć cię i trzymać cię w ramionach. cholera, jestem w tobie tak strasznie zakochany, że czuję się, jakby ktoś mi w środku przewrócił karnister z benzyną i podpalił. Gwenny, to wszystko mnie przeraża. Bez ciebie moje życie nie miałoby już sensu, bez ciebie...wolałbym umrzeć tu na miejscu. gdyby miało ci się coś stać.
-Już za późno. Kocham cię. I też nie chcę bez ciebie żyć.
Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch!
- Nieee, ty głupku - zaskrzeczał Xemerius, wytykając głowę przez właz. - To stary ser, a Gwendolyn przechowuje go tu na górze na wypadek, gdyby w nocy zrobiła się głodna.
Zastanawianie się nad tym, co by było gdyby, to czyta strata czasu, moje dziecko.
-Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch - zawołała ciocia Maddy, a Xemerius, Nick i ja wlepiliśmy w nią zaskoczone spojrzenia.
- Teraz do reszty zwariowała - powiedział Xemerius. - Już dzisiaj po południu zauważyłem, że w trakcie czytania śmieje się nie w tych miejscach, co trzeba.
-No, zgnieć ją, spokojnie! - rzucił Xemerius, który z łopotem wleciał za mną do domu. - Twoja mama po prostu urodzi jeszcze jedno dziecko, jak to tutaj się zepsuje.
- Byłyście zmuszone włożyć koleżance z klasy żabę do zupy?
- Tak - potwierdziłam, patrząc na niego wyniośle. - Ze względów pedagogicznych trzeba czasem
robić rzeczy, które ludziom z zewnątrz mogą wydać się dziwne.
-A więc , wielka mistrzyni zakonu szydełkowych świnek, nie zapomnij porządnie podeptać przy menuecie tego, którego imienia nie wolno wymieniać. ~ Xemerius
(...) rzucił się obok mnie na podłogę. To znaczy obok mojego ciała, bo ja unosiłam się bezużytecznie w powietrzu.
-Gwendolyn! O mój Bożę! Gwenny! Proszę, nie! - Przycisnął pięść do miejsca pod moją piersią, gdzie szpada pozostawiła maleńką dziurkę w sukni".
Skacz - i lecąc w dół, pozwól, by wyrosły ci skrzydła.
Pozwoliłaś mi się wprawdzie pocałować, ale nigdy mi nie ufałaś.
- Ale z miłości robi się rzeczy, których inaczej by się nie zrobiło. (...) Kiedy kochasz, ten drugi człowiek jest dla ciebie ważniejszy niż ty sama.
- Nie możesz zjeść gołębia - powiedziałam. - Jesteś duchem.
- Jestem demonem, mogę jeść wszystko, co zechcę! Raz nawet pożarłem księdza! Z sutanna i koloratka!
Impreza jest zawsze tak nudna, jak nudni są goście.
W tej chwili nie możemy sobie pozwolić na to, żebyśmy obie cierpiały na hormonalne rozmiękczenie mózgu. Chyba wystarczy, że jedna z nas jest niepoczytalna. ~ Leslie
-Panno Gwendolyn, dlaczego zdjęła pani chustkę? To wbrew przepisom.
-Myślałam, że to szczur - powiedziałam, rzucając Gideonowi ponure spojrzenie. - I wcale tak bardzo się nie pomyliłam.
- Której części zdania "po prostu się zamknij" nie rozumiesz?
Gideon uśmiechnął się szeroko.
Przypadek to jedyny prawowity władca wszechświata...".
Lecz strzeż się! Dwunastej gwiazdy powstanie, ziemskiego czasu zacznie odliczanie. Zniknie
młodości wieczystej ochrona, dąb wieczny swego żywota dokona. Lecz cel swój osiągnąć orzeł zdoła, gdy się dwunastej gwiazdy blask rozpłynie, jeśli z miłości sama los przywoła i w pożodze tej
miłości zginie.
Zamiast odrzucić włosy na plecy i przemknąć obok Gideona i Charlotty z lodowatym spojrzeniem, pokonałam stopnie z wdziękiem emerytowanego ślimaka winniczka.
Lucas będzie na mnie czekał przed portretem prapraprapradziadka Hugh.
- Liczba tych "pra" za każdym razem jest inna - zauważył Xemerius. - Gdybym był wami, nazywałbym go po prostu tłustym przodkiem.
-Co ty masz w ustach?
Xemerius spluną i mlasnął.
-Już nic.Zżarłem gołębia, który spał na dachu. Durne pióra.
-Przecież ty nie jesz!
-Nie ma o niczym pojęcia, a wszędzie wtrąca swoje trzy grosze-prychną z urazą Xemerius-I nawet gołębia mi zabrania.
Minęła jeszcze jedna, albo dwie sekundy nim pojęłam że w tej rozmowie w którymś momencie zupełnie się rozminęliśmy. Tym co próbował mi powiedzieć Gideon nie było KOCHAM CIĘ tylko BĄDŹMY PRZYJACIÓŁMI, a każdy kretyn wie że to są dwie zupełnie różne rzeczy.
To znaczy że w ogóle się we nie nie zakochał
-... ty draniu - krzyknęłam. Ogarnęła mnie wściekłość, czysta i potężna wściekłość, tak kompletnie, że nagle zachrypłam - Jak możesz być tak pozbawiony uczuć?! Jednego dnia całujesz się ze mną i twierdzisz, że się we mnie zakochałeś, następnego dnia mówisz że ci przykro że jesteś takim zakłamanym obrzydliwcem, a teraz chcesz żebym ci ufała!?