cytaty z książki "Dar terapii. List otwarty do nowego pokolenia terapeutów i ich pacjentów"
katalog cytatów
Diagnoza ogranicza pole widzenia; zmniejsza zdolność traktowania innego człowieka jako osoby.
Rozumiem, że odczuwasz skrajne zniechęcenie, że czasami masz już ochotę się poddać, że w tej chwili miałbyś nawet ochotę odebrać sobie życie. Mimo to przyszedłeś dziś tutaj. Jakaś część ciebie przywiodła resztę do mojego gabinetu. Bardzo chciałbym porozmawiać z tą częścią -tą, która chce żyć. (Str. 172).
W terapii grupowej bardzo ważnym czynnikiem leczącym jest poczucie podobieństwa do innych. Pacjent zazwyczaj rozpoczyna terapię z poczuciem, że jest osamotniony w swej niedoli: tylko on jeden ma obrzydliwe, zakazane, objęte tabu, sadystyczne, samolubne i perwersyjne myśli i fantazje. Gdy inni uczestnicy grupy zwierzają się z podobnych myśli, ktoś taki odczuwa wielką ulgę, jakby wreszcie został przyjęty do rasy ludzkiej. (Str. 143).
Jestem pewien, że moje spostrzeżenia są ważne i że powinienem je wykorzystać w terapii. Ale jak? Jak to zrobić, żeby jej nie zranić, żeby się nie zamknęła i nie nastawiła obronnie? Wciąż od nowa się przekonuję, że w takich przypadkach warto stosować zasadę Kuj żelazo, póki zimne - to znaczy dawać informację zwrotną na temat danego zachowania wtedy, gdy pacjentka właśnie się zachowuje inaczej. (Str. 173-174).
Wszystko przemawia za wyrażaniem własnych spostrzeżeń i tego, co czujesz. I strzeż się pustych komplementów niech twoje wsparcie będzie równie celne, jak twoje informacje zwrotne i interpretacje. Pamiętaj o potędze terapeuty - potędze, która po części bierze się z tego, że zostaliśmy dopuszczeni do najintymniejszych zdarzeń, myśli i fantazji w życiu naszych pacjentów. Akceptacja i wsparcie ze strony kogoś, kto cię tak dobrze zna, to nadzwyczajne potwierdzenie twojej wartości. (Str. 39-40).
Patrz przez okno innego człowieka. Próbuj widzieć świat tak, jak widzi go twój pacjent. (Str. 44).
Podejście „tu i teraz" to najbogatsze źródło siły terapeutycznej, żyła złota terapii, najlepszy przyjaciel terapeuty (a zatem i pacjenta). (Str. 79).
Praca „tu i teraz" nie jest ściśle ahistoryczna, może bowiem obejmować to, co się działo wcześniej w naszej relacji z pacjentem. Introspekcja - jak powiedział Sartre - jest zawsze retrospekcją. (Str. 97).
Jeśli popełnisz błąd - przyznaj się. Każda próba kamuflażu obróci się ostatecznie przeciwko tobie. Na jakimś poziomie pacjent odczuje, że działasz w złej wierze, a terapia na tym ucierpi. Ponadto otwarcie przyznając się do błędu, dajesz pacjentom dobry przykład i jeszcze jeden dowód, że są dla ciebie ważni. (Str. 60-61).
Mów o tym, co ty czujesz, a nie o tym, co pacjent robi. (Str. 106).
Inne, rzecz jasna, znaczenie ma technika dla nowicjusza, a inne - dla specjalisty. Trzeba opanować technikę, by grać na pianinie, w końcu jednak, jeśli ma się być prawdziwym muzykiem, trzeba tę wyuczoną technikę przekroczyć i zaufać własnej spontaniczności. (Str. 66).
Pamiętajcie o podstawowej zasadzie terapii: wszystko, co się wydarza, jest wodą na młyn. (Str. 67).
Terapia jest jak żywy test Rorschacha: pacjenci projektują na nią własne nieświadome spostrzeżenia, postawy i znaczenia. (Str. 84).
By wejść w autentyczną relację z pacjentem, trzeba koniecznie pokazać mu, co się do niego czuje w jego obecności. Jednakże odsłanianie się „tu i teraz" nie powinno być bezkrytyczne; przejrzystość nie powinna być celem samym w sobie. Wszystkie komentarze muszą przejść jeden najważniejszy sprawdzian: czy moja otwartość rzeczywiście najlepiej służy pacjentowi? W tym tekście wciąż od nowa będę podkreślał, że twoje własne uczucia są najwartościowszym źródłem danych. Jeśli podczas sesji czujesz, że pacjent jest zdystansowany, onieśmielony, flirtuje z tobą, zachowuje się pogardliwie, boi się, jest wyzywający, dziecinny albo robi jedną z tych niezliczonych rzeczy, które jeden człowiek może robić z innym to są to dane, wartościowe dane, a ty musisz szukać sposobu zamienienia ich w pożyteczne informacje terapeutyczne, tak jak to pokazywałem na własnym przykładzie, gdy mówiłem pacjentce, że się czuję odcięty, albo blisko niej i bardziej zaangażowany, albo że mnie irytują powtarzane wciąż przeprosiny za przesunięcie pudełka z chusteczkami. (Str. 129).
Wszystkim nam ciążą bolesne sekrety poczucie winy za to, co zrobiliśmy; wstyd z powodu tego, czego nie zrobiliśmy; pragnienie, by być kochanym i komuś drogim; głęboko ukryta wrażliwość, poczucie zagrożenia i lęki. Gdy pamiętając o tym, zwracam się ku innym - zarówno terapeutom, jak i pacjentom - przybliżam się do nich. Przechowując cudze sekrety, stałem się z czasem delikatniejszy i bardziej akceptujący. Gdy spotykam kogoś nadętego próżnością albo pychą czy kogoś dręczonego jedną z tysięcy ogarniających człowieka namiętności, wyczuwam ból ukrytych pod nimi sekretów i nie oceniam, lecz współczuję, a nade wszystko czuję więź z tą osobą. Kiedy po raz pierwszy, podczas buddyjskich rekolekcji, zetknąłem się z formalną medytacją nad miłością-dobrocią, poczułem się jak w domu. Jestem przekonany, że wielu terapeutów - więcej, niż się na ogół sądzi - doskonale zna królestwo miłości-dobroci. (Str. 340-341).
I wreszcie zawsze mnie uderzało, jak nadzwyczajnym przywilejem jest przynależność do czcigodnego i szlachetnego cechu uzdrowicieli. My, terapeuci, należymy do tradycji, która sięga wstecz nie tylko do naszych bezpośrednich psychoterapeutycznych przodków - Freuda, Junga - i wszystkich ich przodków - Nietzschego, Schopenhauera, Kierkegaarda - lecz również do Jezusa, Platona, Sokratesa, Galena, Hipokratesa oraz wszystkich innych wielkich przywódców religijnych, filozofów oraz lekarzy, którzy od zarania dziejów wspierali ludzi w rozpaczy. (Str. 342).
Definicja terapii egzystencjalnej: psychoterapia egzystencjalna jest dynamicznym podejściem terapeutycznym skoncentrowanym na zagadnieniach zakorzenionych w naszym istnieniu. (Str. 14).
Rzeczywistość nie jest tym, co wyobrażaliśmy sobie w dzieciństwie - nie wkraczamy do (i nie opuszczamy potem) dobrze ustrukturowanego świata. Przeciwnie: odgrywamy zasadniczą rolę w konstytuowaniu świata - a konstytuujemy go tak, by sprawiał wrażenie, że istnieje niezależnie od nas. (Str. 192).
Możemy współczuć, sugerować bardziej adaptacyjne metody reagowania na ataki ze strony świata i niesprawiedliwości życia; możemy pomagać pacjentom osiągnąć spokój lub uczyć ich skuteczniej zmieniać otoczenie.
Jeśli jednak mamy nadzieję na bardziej znaczącą zmianę terapeutyczną, musimy zachęcać naszych pacjentów, by podjęli odpowiedzialność - to znaczy, by uznali swój udział we własnym nieszczęściu. (Str. 193).
Skoro śmierć zajmuje tak centralne miejsce w naszym istnieniu, skoro życie i śmierć są nierozerwalnie ze sobą związane i od siebie zależne - jak możemy ją ignorować? Odkąd ludzie zaczęli zapisywać swoje myśli, spostrzegli, że wszystko przemija, że się tego przemijania boimy i że musimy znaleźć sposób, by żyć mimo strachu i przemijania. Psychoterapeuci nie mogą sobie pozwolić na zignorowanie tylu wielkich myślicieli, którzy doszli do wniosku, że jeśli ktoś wie, jak dobrze żyć, umie też dobrze umrzeć. (Str. 178).
Chociaż śmierć niszczy nas fizycznie, myśl o niej może nas zbawić. (Str. 179).
Podejmowanie decyzji za pacjentów to dobra droga do tego, by ich utracić. (Str. 201).
My, terapeuci, od samego początku - od czasu, gdy Freud swymi dwiema kuszącymi, lecz mylącymi metaforami skierował nas na niewłaściwy tor znacznie przeceniamy poszukiwanie skarbów treści intelektualnej. (Str. 235).
Osobie, z którą rozmawiamy - zauważył Nietzsche - przypisujemy nawet wyraz twarzy odpowiedni do błyskotliwej myśli, którą - jak się nam wydaje - wypowiedzieliśmy. (Str. 236).
Abraham Lincoln znany jest z powiedzenia, że gdyby miał osiem godzin na ścięcie drzewa, kilka z nich spędziłby, ostrząc siekierę. Nie bądź drwalem, któremu tak się śpieszy, że nie zdąży naostrzyć siekiery! (Str. 226).
w ćwiczeniu nazwanym „największą tajemnicą" każdy z uczestników zapisuje na takiej samej, nie do odróżnienia od innych, karteczce swoją największą tajemnicę, której ujawnienie uważa za ryzykowne. Potem karteczki się miesza i z powrotem, losowo, rozdaje uczestnikom; każdy czyta czyjś sekret i mówi, jak by się czuł, gdyby sam taki sekret skrywał. (Str. 241).
Terapeuta, który chce zbudować empatyczną relację z zakochanym pacjentem, musi pamiętać, że człowiek, z którym pracuje, doświadcza czegoś nadzwyczajnego: ekstatycznego, błogiego zespolenia. Rozpuszczenie samotnego „ja" w zaczarowanym „my” może być jednym z najwspanialszych doświadczeń w jego życiu. (Str. 272).
Freud nie tylko sam jeden wynalazł psychoterapię, lecz zrobił to za jednym zamachem. W roku 1895 (w napisanych wspólnie z Josefem Breuerem Studiach nad histerią) zamieścil zdumiewająco proroczy rozdział na temat psychoterapii; przewidział w nim liczne wielkie wydarzenia w tej dziedzinie, które miały nastąpić w ciągu najbliższego stulecia. (Str. 293).
Przytulne warunki, w jakich się odbywa psychoterapia - wygodne fotele, meble w dobrym guście, delikatne słowa, dzielenie się uczuciami, ciepło, bliskość często przesłaniają niebezpieczeństwa związane z wykonywaniem tego zawodu. Psychoterapia to trudne powołanie, a terapeuta, który odniósł sukces, musi umieć znosić izolację, niepokój i frustrację nieuchronnie związane z tą pracą. (Str. 333).
Rzadko słyszę, by moi koledzy terapeuci narzekali, że ich życie nie ma sensu. Życie terapeuty to życie w służbie; co dzień przekraczamy własne potrzeby, by zwrócić spojrzenie ku potrzebom innych i ich rozwojowi. Czerpiemy przyjemność nie tylko bezpośrednio z rozwoju naszych pacjentów, lecz także z jego „skutków ubocznych" - dobroczynnego wpływu, jaki wywierają na tych, z którymi styka ich życie.
To nadzwyczajny przywilej. I nadzwyczajna satysfakcja. (Str. 339).