cytaty z książki "Galapagos"
katalog cytatów
Dlaczego milion lat temu tak wielu z nas umyślnie nokautowało swe mózgi alkoholem, pozostaje do dziś intrygującą zagadką. Być może usiłowaliśmy w ten sposób skierować ewolucję na właściwe tory - w kierunku zmniejszenia ludzkich mózgów.
Dla niektórych dziewcząt zajść w ciążę jest równie łatwo , jak złapać katar. Była w tym niewątpliwie jakaś analogia. Zarówno katar, jak i dzieci powodowane były przez mikroskopijne żyjątka, które niczego tak nie uwielbiały, jak błonę śluzową.
No cóż, tak czy tak, nie skomponowałby IX symfonii Beethovena.
- Chłopcze - powiedział ojciec - pochodzisz z długiej linii stanowczych, zaradnych mikroskopijnych kijanek, z których każda wygrała swój wyścig.
Nawiasem mówiąc, dojrzałość płciową osiągają dzisiaj mężczyźni w wieku sześciu lat lub coś koło tego. Kiedy w czasie rui taki sześciolatek napotka kobietę, nic go nie powstrzyma przed stosunkiem płciowym.
Współczuję mu, ponieważ wciąż jeszcze pamiętam, co czułem mając szesnaście lat. To piekielna tortura być tak podnieconym. Ani wtedy, ani teraz orgazm nie przynosi ukojenia. Orgazm, potem mija dziesięć minut, no i co? Nie pozostaje nic innego, tylko zafundować sobie następny. A tu jeszcze trzeba odrobić lekcje!
To jeszcze jedna rzecz, do jakiej zdolni byli niegdysiejsi ludzie, rzecz już dziś nieznana; radość na samą myśl o zdarzeniach, które jeszcze nie maiły miejsca i które w ogóle mogły się nie zdarzyć. Moja matka była w tym niezła. Pewnego dnia mój ojciec miał porzucić science fiction i zamiast tego napisać coś, co chcieli czytać bez wyjątku wszyscy. A my mieliśmy kupić wtedy nowy dom w jakimś pięknym mieście, eleganckie ciuchy i tak dalej. Matka sprawiała, że zastanawiałem się, po co Bóg tak się męczył, stwarzając realny świat.
Dzisiejsze psy nadal nie potrafią nawet pływać pod wodą, choć miały na naukę milion lat. Opieprzają się ciągle jak za dawnych czasów. Wciąż jeszcze nawet nie potrafią łapać ryb. Mógłbym właściwie powiedzieć, że przez ten czas cała reszta świata zwierząt, z wyjątkiem ludzi, uczyniła zadziwiająco mało dla ulepszania taktyki walki o byt.
Wszystko było dość zabawne, tylko nie bardzo chciało mu się śmiać.
Milion lat temu odbywały się żarliwe debaty na temat, czy ludzie powinni, czy nie powinni używać mechanicznych środków powstrzymujących spermę od zapłodnienia jajeczka lub usuwających zapłodnione jajeczko z macicy po to, by liczba ludzi nie przerosła możliwości ich wykarmienia.
Ten problem jest już dzisiaj całkowicie załatwiony, przy czym nikt nie musi robić niczego wbrew naturze. Mieczniki i rekiny utrzymują ludzką populację w ryzach i nikt nie głoduje.
W ciągu całego mojego życia nie było takiego dnia, żeby w różnych zakątkach planety nie toczono co najmniej trzech wojen.
Było późne popołudnie, gorętsze niż zawiasy na klapach piekła.
Ta krowa była cholernie dużym magazynem protein.
Homary Kapitana grały na skrzypcach, rozwiązywały kryminalne zagadki, uprawiały mikrochirurgię, zapisywały się do klubów dobrej książki i tak dalej, i dalej.
I ludzie mogliby wsunąć całe to jedzenie, mniam, mniam, mlask, mlask, aż nie zostałoby z niego nic poza gównem i wspomnieniami.
Kapitan popatrzył na gwiazdy, a jego wielki mózg powiedział mu, że w skali kosmosu Ziemia jest nieistotnym pyłkiem kurzu i że nie ma większego znaczenia to, co się z nim stanie. Do tego właśnie wykorzystywały swoją nadmierną pojemność takie wielkie mózgi - do ględzenia w tym stylu. Dzisiaj już nie uświadczysz podobnie myślących ludzi.
Nikt tutaj, oczywiście, nie jest zdolny do skomponowania IX Symfonii Beethovena ani też do kłamstwa czy wywołania III wojny światowej.
Tak więc Kolumbijczycy płynęli sobie gdzieś wśród moczarów, kierując się w stronę otwartego oceanu i domu, spożywając pierwszy od tygodni przyzwoity posiłek, w błogim przeświadczeniu, że radar czuwa nad ich bezpieczeństwem niczym obrotowa Matka Boska, która nigdy nie pozwoli, aby stała im się jakakolwiek krzywda. Cóż, mało wiedzieli.
Wielkim problemem w owych czasach było nie wariactwo, lecz to, że ludzkie mózgi były zbyt wielkie i zbyt kłamliwe, by mogły być użyteczne.
Prawdę mówiąc, nowi przywódcy Peru zamierzali właśnie - by zaprzątnąć wielkie mózgi swoich obywateli czym innym niż ich rodzime kłopoty - wypowiedzieć Ekwadorowi wojnę.
– Zauważyłem, że nazywa się pan Trout. Czy jest pan może spokrewniny ze wspaniałym pisarzem science fiction o nazwisku Kilgore Trout?
Wait strzygł trawnik należący do bajecznie bogatego sprzedawcy samochodów i właściciela lokalnych barów szybkiej obsługi, niejakiego Dwayne'a Hoovera. (...) Zanim się zorientował, już był w robocie seks, a ona mówiła mu, że są tacy sami, oboje zagubieni, całowała jego blizny i tak dalej. Pani Hoover zaszła w ciążę i dziewięć miesięcy później urodziła syna, a pan Hoover nigdy się nie dowiedział, że to nie on jest ojcem.
Powiesiłbym go na rei, hep! – gdyby ktoś nie podpieprzył, hep!, rei. O świcie, hep! – gdyby ktoś nie podpieprzył świtu.
Cóż miałby począć z większym mózgiem? Skomponować IX Symfonię Beethovena?
W epoce wielkich mózgów wszystko, co da się zrobić, będzie zrobione- więc lepiej siedź na dupie.
Jak mógłbym opisać schyłkowe lata Kapitana? Można powiedzieć, że czuł się zrezygnowany i zrozpaczony. Rzecz jasna, by czuć się w ten sposób, nie musiał koniecznie zostać rozbitkiem na Santa Rosalii.
Ten nowy materiał wybuchowy uchodził w oczach wojskowych naukowców za wielkie dobrodziejstwo. Jak długo zabijali ludzi przy użyciu konwencjonalnej, a nie nuklearnej broni, tak długo chwalono ich jako humanitarnych polityków. Wydawało się, że dopóki nie zostanie użyta broń atomowa, dopóty nikt nie nazwie po imieniu całego tego zabijania, które odbywało się od zakończenia drugiej wojny światowej, a które było, w rzeczy samej, trzecią wojną światową.
W końcu samiec porzucił to, czym się tak pilnie zajmował, a mianowicie totalne nieróbstwo. Dojrzał samicę. Odwrócił wzrok i zaraz potem znowu na nią popatrzył. Nadal nie ruszał się z miejsca i nie wydawał żadnych dźwięków. Zarówno samiec, jak i samica głuptaka potrafi dać głos, lecz w trakcie całego tańca godowego oboje milczeli jak zaklęci.
Od wynalazcy odeszła żona - nawiasem mówiąc, to samo przytrafiło się mojemu ojcu - a jego dzieci usiłowały wsadzić go do czubków.
Tak, a po ubiciu interesu Ekwador mógłby przesłać telegraficznie kawałki tej fatamorgany do urodzajnych krajów i otrzymać w zamian prawdziwe jedzenie.
I ludzie mogliby wsunąć całe to jedzenie, mniam, mniam, mlask, mlask, aż nie zostałoby z niego nic poza gównem i wspomnieniami. I co potem, mały Ekwadorze?