cytaty z książki "Wygnanie"
katalog cytatów
Policzki Dexa stały się różowe.
- Ooch, gramy w "Rumień się, Dex"? - zapytała Marella, zajmując miejsce obok niego. - To jedna z moich ulubionych zabaw.
- Moich też - odezwał się Keefe, siadając obok Sophie. - Choć muszę przyznać, że "Rumień się, Foster" też jest fajne.
Sophie poczuła, że zaczyna piec ją twarz, a on się zaśmiał.
- Widzisz?
- Zarządzam dla pana kolejny dzień kary, panie Sencen! - zawołał pan Rosings. - I jeden dzień dla pani, panno Foster!
- Ooch, znowu będziemy kumplami z kozy!
- Będę tęsknić w każdej chwili twojej nieobecności.
- Ja za wami też.
- Ja nie mogę, wasze pożegnania są naprawdę hardcorowe - oświadczył Keefe. - Mnie mama powiedziała tylko: "Do zobaczenia, synu", a tata zapytał, czy porządnie przypiąłem herb do peleryny, i polecił, żebym nie zgubił pamiątki rodzinnej.
- Nie możemy tutaj o tym rozmawiać.
- No proszę, chcesz zwiać z czytelni. Niektórzy pewnie by stwierdzili, że mam na ciebie zły wpływ, co w sumie byłoby niezłym komplementem.
- Nie miałam na myśli 'teraz'. Ale... przyjdź po szkole do Havenfield.
Odeszła, nim zdążyła zmienić zdanie.
- Jesteśmy umówieni, Foster! - zawołał za nią Keefe, a wszystkie głowy odwróciły się w jej stronę. Sophie zacisnęła zęby tak mocno, że aż rozbolała ją szczęka. - Nie mogę się doczekać.
Nie potrafiła powiedzieć tego o sobie.
- Wiem, że dużo sobie żartuję, Sophie, ale... to dlatego, że tak jest łatwiej, wiesz? Tak już mam. To jednak nie znaczy, że mi nie zależy. Zależy. I to bardzo.
Wyrzuty sumienia są podstępne i zdradzieckie. Zakradają się powoli, łamią cię kawałek po kawałku.
- Wiesz, muszę tak jakby się koncentrować.
Westchnął tak teatralnie, że Sophie usłyszała to mimo ryku wiatru.
- Rozumiem, że wojna na łaskotki nie wchodzi teraz w grę? - zapytał.
- Spróbuj tylko, a zobaczysz, co się stanie.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że tym większą mam na to ochotę, nie?
- Mówię poważnie, Keefe.
- Wiem i na tym właśnie polega problem. No a ty, Brokaciaro? Nudzi ci się tak samo jak mnie?
"Keefe! Keefe! Keefe!"
- Co ona mówi?
- Że jesteś irytujący i ma ochotę wrzucić cię do oceanu.
Grady potarł skronie.
- Więc... Keefe Sencen?
- To znaczy?
- Co z Dexem?
- To znaczy?
Grady uniósł ręce.
- Mniejsza z tym.
- Dolecieliśmy już?
Keefe wykrzyczał to pytanie po raz co najmniej czternasty. Jeśli powtórzyłby je znów, Sophie zamierzała zepchnąć go prosto w znajdujące się pod nimi ciemne fale.
- Nie. Będziesz wiedział, że dolecieliśmy, bo przestaniemy wtedy lecieć.
Znalazła się w pułapce. W tym koszmarnym świecie, gdzie atakowały ją cienie i światło, a ona była niczym. Nikim.
Nie.
Była kimś.
Tylko kim?
Kiedyś znała odpowiedź na to pytanie, ale wymazały ją panika i ból. Musiała odnaleźć rozwiązanie. Nawet jeśli było to trudne i bolesne.
- Mamo, zawstydzasz ją - odezwała się Biana. Chwyciła Sophie za rękę i pociągnęła w stronę srebrnej, bogato zdobionej ławki. - Ale ona ma rację, wiesz? - szepnęła. - Czerwony to zdecydowanie twój kolor.
- Dzięki - mruknęła Sophie.
Przygarbiła się, czując się jak pierwszego dnia w Foxfire, kiedy dama Alina wycelowała prosto w nią wielki reflektor.
- No co? - zapytała, kiedy zobaczyła, że Fitz i Keefe gapią się na nią.
- Nic - wymamrotali zgodnie.
- Hej, ty płaczesz? - zapytał Keefe, a ona oblała się rumieńcem i próbowała otrzeć łzy. - Płacze się wtedy, kiedy dzieje się coś złego, Foster, a nie dobrego.
- Przepraszam. Nie wiem, co jest ze mną nie tak.
- Ja wiem - stwierdził Keefe. Ujął jej jedną dłoń. Dex drugą, a Fitz i Biana uścisnęli jej ramiona. - Absolutnie nic.
- Jak się czujesz?
Zdruzgotana, wyczerpana, zła, przerażona.
- Dobrze - rzekła jedynie.
- Przepraszam - bąknęła, kiedy łzy w końcu przestały jej płynąć.
- Za co?
- Powinnam być odważniejsza.
- Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale jesteś najodważniejszą osobą, jaką znam. Na razie. Świruj, ile tylko chcesz. Jeśli ktoś na to zasługuje, to właśnie ty.
Setki lat galopowania, latania, ukrywania się, gdy tylko ktoś się zbliżył. Aż pewnego dnia cichy głos wślizgnął się do jej umysłu, kiedy uciekała, i przekonał ją, aby się zatrzymała.
"Przyjaciel?", przekazała Sophie, czując, jak to słowo krąży i buczy w umyśle Silveny, odpędzając samotność.
"Przyjaciel", powtórzyła Silveny. "Spokojnie".
- Ty jesteś normalna, Sophie. Co wcale nie oznacza, że nie możesz być także wyjątkowa.
- Zdajesz sobie sprawę, że te dwie cechy się wykluczają?
- Pewnego dnia, kiedy przestaniesz normalność utożsamiać akceptacją, przekonasz się, że te dwie cechy łączy o wiele więcej, niż ci się wydaje.
Wszystkim nam przydałoby się w życiu nieco więcej dziwaczności.
- Więc... podejrzewam, że musimy wejść do tej strasznej, czarnej jaskini zagłady? - zapytał Keefe i westchnął, kiedy Sophie kiwnęła głową. - Tego się właśnie obawiałem. I cieszę się, że żadne z nas nie pomyślało o zabraniu latarki.
- Co takiego? - Zerwała się na równe nogi. - Chce pan powiedzieć, że jestem po części 'koniem'?
Przez jej głowę przebiegł przerażający obraz przedstawiający mutanta - ją jako centaura. Miała ochotę sięgnąć do swojego umysłu i usunąć z niego ten obraz.
-Śpiewaj , łabędziu, skacz, łabędziu,
A potem fruńmy.
Niech ładny ptak po niebie cię prowadzi.
Wołaj, łabędziu, fruń, łabędziu,
Do spoczunku.
W spokojnym gnieździe swoim.
Policzki Dexa stały się różowe.
- Ooch, gramy w "Rumień się, Dex"? - zapytała Marella, zajmując miejsce obok niego. - To jedna z moich ulubionych zabaw.
- Moich też - odezwał się Keefe, siadając obok Sophie. - Choć muszę przyznać, że "Rumień się, Foster" też jest fajne.
Sophie poczuła, że zaczyna piec ją twarz, a on się zaśmiał.
- Widzisz?
- Ty to wiesz, jak oczyścić teren, Foster - rzekł za nią Keefe, a ona jeszcze bardziej się zarumieniła, jeśli to w ogóle było możliwe. Gdy odwróciła się w jego stronę, parsknął: - Fajna trąba.
- Fajne kły.
Chyba... Po prostu uznałam, że to możliwe. Potrafię dokonywać tylu niemożliwych rzeczy. Czemu nie umiem tego?
A przecież to było jedyne, co miało znaczenie.
- Nie da się żyć w przeszłości - dodała Edaline, tym razem głośniej. Bardziej zdecydowanie. - Temu, co trudne, musimy pozwolić odejść.
-Dzięki temu że się błyszczy, wszystko jest lepsze!