cytaty z książki "Śnieg przykryje śnieg"
katalog cytatów
... można sobie zrobić wakacje od życia, byle człowiek nie zapomniał, gdzie jest jego dom.
W podróżowaniu najlepsze jest to, że ma się dom, do którego się wraca”.
..Dan nagle uświadomił sobie,że wszyscy ludzie są sami, że wszystko przemija.Przyzwyczaił się do tego,że życie zmienia się jednym pstryknięciem palcami.Rodzice-jednego dnia, w jednej chwili są przy nim, a w następnej już nie".
Gdy Dan uruchamiał samochód po wieczorze przy kawie i saksofonie, wieczorze, pod koniec którego Markus Grude sam grał na instrumencie, pomyślał,że każdy musi nieść swój krzyż.Wszyscy żyją w przeświadczeniu,że los lub życie powinny potoczyć się zupełnie inaczej".
Czasem łatwiej jest zamartwiać się o innych niż zająć się własnym życiem.
Noworoczne uczucie pustki, uczucie, że nic nie przytrafia się temu, kto na coś czeka, zwykle przygniatało go jak ziemia wieko trumny...
Jazz jest jak góra lodowa, większa część leży pod powierzchnią.
W końcu nie każdy obiad zaczyna się od próby zabicia kucharza.
- Zimą oddycham pełną piersią. Dni stają się większe.
- Większe?
- Tak. Wyższe. i szersze. Widać dalej. Wszystko staje się jaśniejsze. Wyraźniejsze.
Właściwie tak wyglądało całe jego życie. Jak album pełen luźnych zdjęć, świstków papieru, na których zapisywał luźne myśli, wycinków z gazet, które w tamtym miejscu i czasie wydały mu się interesujące, a teraz, po latach, przypominały fragmenty różnych ukłądanek.
Miał wrażenie, że nigdy wcześniej nie widział tego miejsca. Miał wrażenie, że zawsze tak stał. Był wszędzie. Nie był nigdzie. Miał wszędzie równie daleko. Był tutaj.
W wieczór sylwestrowy zawsze jestem zdołowana. Wszyscy inni doskonale wiedzą, co zrobią z resztą życia, tylko nie ja.
Dobrego człowieka miłość zawsze najbardziej rani.
W drodze donikąd, zawsze bliżej niż dalej, a potem bladym świtem do domu, żeby obudzić koguta.
- Dlaczego rozmawiasz ze sobą?
- Bo wtedy dostaję mądre odpowiedzi.
Z głośników umieszczonych wysoko pod sufitem popłynęła gęsta, hermetyczna, klejąca się muzyka. Muzyka, która zaczynała się od parkietu i szła prosto do nóg, nie potrzebując żadnego objazdu przez serce, żeby znaczyć coś dla ludzi.
Przypomniał sobie, jak to było, gdy budził się, ale nie sam, gdy kłamstwa, które poprzedniego dnia udawały prawdę, tkwiły w ustach jak jedwabny nalot.
Przypadek i przeznaczenie zawsze będą częścią życia(...).
Próbował skończyć ogólniak, ale rzucił szkołę tuż po śmierci rodziców. Wytrzymał kilka zim i lat jako roznosiciel gazet, był pomocnikiem geodety kolejowego, zanim przerzucił się na rok na stolarstwo. Życie w barakach i na stancjach tak dużych jak wychodek w domu. Podróże z biletem InterRail i wypady samochodem po Europie. Ida i Hannah, miłosne związki, które wypalały się, zanim właściwie można je było nazwać związkami. Uczucie, że nie znajduje się w pozycji "spocznij", tylko wciąż kręcie się w kółko. W pewnym sensie był zbyt praktyczny, żeby siedzieć w szkolnej ławce. Z drugiej strony nigdy nie mógł wziąć do ręki młotka, nie myśląc o książkach, które powinien przeczytać, lub słowach, które mógłby przelać na papier. O papierze, na którym mógłby podpisać się swoim nazwiskiem, który mógłby wyznaczyć nowy kurs w jego życiu. Miał dość roli Askeladdena, ciągłych małych objazdów i zjawiania się z czymś, co innym ludziom wydawało się całkowicie bezużyteczne.
Lata z nazwiskiem wypisanym na coraz to innych skrzynkach pocztowych, sprawiły, że wszędzie czuł się jak u siebie w domu - albo wszędzie równie bezdomny.
Jego wiara była czymś, o co w najczarniejszych momentach życia opierał się plecami, para złożonych rąk, które stawały się domem, gdy wzmagał się wiatr. Ale dobroć w nim była jak bomba zegarowa, nie potrafił wyobrazić sobie, jak to jest wierzyć bez tych ciemności, w których tonął. Jak to jest być wyłącznie dobrym, czy to w ogóle było możliwe?
- Chyba dobrze jest mieć dużo pieniędzy?
- Dobrze jest mieć wystarczająco dużo pieniędzy. Dość, żeby móc kupić sobie buty, na które ma się ochotę, butelkę, gdy zajdzie taka potrzeba, i nie musieć sprzedawać ostatniej koszuli, żeby uzbierać na czynsz.
Jeśli nie będę mówił głośno, że miarka się przebrała, że ktoś przeholował, to nie będę się niczym różnił od zwierzęcia. Niemego stworzenia. Od psa. Tresowanego psa. Nigdy nie merdałem ogonem na zawołanie i nie zamierzam teraz tego robić.
Żadnej powolnej zmiany, tylko bum, bum, najwyższy czas nauczyć się chodzić od nowa.
Brat nie żył szybko i chaotycznie, lecz długimi pociągnięciami, przez poranki, które nigdy nie spadały na niego jak grom z jasnego nieba. Danowi wydawało się, że teraz rozumie dlaczego. Chodziło o przynależność. Chodziło o to, by móc siedzieć we własnej kuchni i oglądać cały księżyc, zamiast włóczyć się po świecie i dostrzegać tylko fragmenty jego tarczy przez zakurzone okna pociągu lub odbite w kałużach tworzących się pod rynsztokiem. Danowi rano zawsze się spieszyło, nawet wtedy, gdy nie musiał być nigdzie indziej niż z dala od miejsca, w którym się obudził.
Jakob nie mieszkał w Bergaust dlatego, że bał się stamtąd wyjechać. Mieszkał tam, bo był na tyle odważny, by zostać.
Nie mógł się doczekać, kiedy wczesnym rankiem stanie przy oknie z filiżanką kawy w ręce i nie będzie czuł się samotny. Sam, ale nie samotny. Nigdy więcej nie będzie samotny. Nie w ten sposób.
Zastanawiał się, jakie wrażenie zrobiłoby na nim Skogli,gdyby właśnie dzisiaj zobaczył wioskę po raz pierwszy. Trudno powiedzieć. Nie widział Skogli po raz pierwszy. Mieszkał tu od zawsze. Nagle zdał sobie sprawę z tego, że nawet kiedy stąd wyjeżdżał, zawsze tu był. Jego rodzina zawsze tu była. Jego rodzina była tutaj od tak dawna, że ich imiona na nagrobkach zdążyły wyblaknąć.