Ta piosenka była pięknie rozdzierająca. Opowiadała przede wszystkim o samotności, jaką czasami przeżywał, pomimo że dookoła siebie miał ludzi, którzy go kochają i wspierają. Śpiewał o brakującym, ważnym kawałku jego marzenia, który powodował, że nie potrafił cieszyć się z tej jego części, którą udało mu się spełnić. Nigdy jednak nie podejrzewałam, że tym brakującym kawałkiem byłam dla niego ja.
Ja studiowałam, chciałam stabilnego, spokojnego życia, natomiast on… on był pieprzoną gwiazdą. W jego grafiku nie istniało miejsce na zwyczajną dziewczynę.
W rzeczywistości muzyka była czymś, co nas połączyło. Co zapoczątkowało naszą przyjaźń. To coś, co nas inspirowało, czym wyrażaliśmy swoje uczucia. Bez Adama nie było mnie. Zrozumiałam to dopiero teraz(...)Dlatego przez te lata czułam się wybrakowana. Nie byłam w stanie oddzielić od siebie emocji i ich nazwać.
Publika za to właśnie go ceniła – był autentyczny i zupełnie inny od większości celebrytów.
(...) na scenie stała osoba będąca najbliższa mojemu sercu przez całe dzieciństwo oraz paskudny okres dojrzewania i że nie mogłam jej w tym momencie wspierać tak, jak powinnam.
Wciąż porozumiewaliśmy się bez słów, jakby jedno ciało zostało rozszczepione na dwa inne. Widzieliśmy swoje wzajemne pragnienia, oczekiwania, obawy. Dusze. Jakim więc cudem zwątpiliśmy w siebie nawzajem? Tylko ja i on razem przeciwko całemu światu. To było kiedyś nasze motto.
Tym się zawsze różniliśmy. Ja pragnęłam stabilności, a on pogoni za marzeniami. Ja stąpałam twardo po ziemi, a Adam chodził z głową w chmurach(...) Nie rozmawialiśmy o tym teraz, ale na pewno pamiętał, jak nieraz wspominałam, że sława nie jest dla mnie.