cytaty z książki "Zbieracz Burz. Tom 1"
katalog cytatów
Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się. Bo wkrótce czeka się bolesne rozczarowanie.
Między odwagą a szaleństwem jest tylko cienka czerwona linia.
Życie wcale nie jest powieścią idioty. To paskudna, wredna, zasrana tragedia napisana przez cynicznego psychopatę.
Czasem, kiedy bardzo czegoś pragniesz, kiedy nie możesz myśleć o niczym innym, gdy czas zamarza, zamiera i wcale nie chce płynąc, a do wytęsknionego spotkania jeszcze doba, jeszcze nieskończona noc, jeszcze godziny, nie wierzysz, ze uda ci sie żyć tak długo, żeby to przetrwać. Patrzysz na zegar tak, jakbyś chciał go zabić, rozwalić za to, że wskazówki wcale nie posuwają sie do przodu. Zamarznięty czas to okropny wróg. Wykańcza cie. Powoli pożera, zostawiając tylko tęsknotę, tylko niepokój, tylko głębokie, wewnętrzne rozdygotanie. Zabiera ci sen, zabiera apetyt. Zabiera zdrowe zmysły i trzeźwość oceny sytuacji. Nie zabiera tylko nadziei, która rozpycha ci sie pod zebrami niczym złośliwy tumor.
Aha. I używajcie czasem mózgów do myślenia, dobra? Pan się bardzo napracował, żeby je stworzyć.
Od tej pory będziesz musiał nauczyć się żyć w ciemności.
- Spróbujemy, jak powiedział Mojżesz do ludu na widok Morza Czerwonego - (...) - Zdarzają się gorsze dopusty boże. W końcu najwyżej pomrzemy mokrzy.
Zawsze miał problemy z wyrażaniem uczuć, jak powiedział Abel o Kainie.
Więc czas na zmianę imażu, jak powiedziała żona Lota, obracając się w słup soli.
Spróbujmy, jak powiedział Mojżesz do ludu na widok Morza Czerwonego.
Nie, do diabła! Dosyć tego! Wreszcie dosyć! Jeśli oddasz palec, zeżre ci i wątrobę! Niedoczekanie. Tym razem przegiął. Nie masz pieprzonego zamiaru się nim przejmować.
Tak to już jest, mówię ci. Cokolwiek byś zrobił, wychodzi syf i smutek. To one rządzą tym światem. Syf, smutek i malaria. Wielka trójka. Prawdziwi królowie życia. Wszystkie dobre uczynki zostaną szybko i słusznie ukarane. Taka karma, chłopie.
- Skarbie, kochanie! - szepczesz łagodnie. - Świat jest skomplikowany i nie zawsze bardzo piękny.
Ale wciąż pozostawał Aniołem Zagłady.
Trudniejszym do ubicia niż zdeterminowany karaluch.
Sam się prosiłem, jak westchnął Dawid na widok Goliata.
Życie wcale nie jest powieścią idioty. To paskudna, wredna, zasrana tragedia napisana przez cynicznego psychopatę. I jakbyś nie kombinował, w końcu zawsze lądujesz w bagnie. Sam. Na tym to polega.
Kuku! Oto nadchodzę! Ktoś ma ochotę zabawić się w chowanego? Albo raczej w cholernego berka na pociski z automatu. Raz, dwa, trzy, czarownica patrzy. I pruje z adramelecha, aż drzazgi idą z podłogi.
Zmieniłem się. Straciłem mnóstwo wiary, mnóstwo nadziei, całe litry miłości.
To był głos Pana, przysięgam. Faktycznie, nieco mnie zmotłoszył. Ale dobrze wiesz, że wszyscy oddalamy się od Jasności. Gubimy ją, broczymy resztkami Pańskiego światła. Nie jestem już tym aniołem, którego Światłość powołała do służby. Zmieniłem się. Straciłem mnóstwo wiary, mnóstwo nadziei, całe litry miłości. Kontakt nie mógł przebiegać bezproblemowo. Jestem naczyniem woli Pańskiej, ale raczej potłuczonym, brudnym i dziurawym. Dlatego było tak trudno.
Albo się rozwala, albo spierdala, jak mawiał Mistrz Ran, Alimon, dowódca komanda Szeol.
Skomplikowane. Fantastycznie. I nie masz kochanek. A ja słyszałam co innego. Opowieści o całych rzeszach kobiet. Co tam niby było? Julie? Beatrycze? Ifrytki? Co to na Boga są ifrytki? Dziewczyny z masy kartoflanej? Do smażenia na gorącym tłuszczu? Czy tak rach-ciach o zaliczenia na jeden kęs, jak porcja frytek?!