cytaty z książek autora "Richard Holloway"
Jeśli najistotniejszym elementem religijnej wiary jest istnienie rzeczywistości poza tym światem, zwanej przez nas Bogiem, to co właściwie przyczyniło się do powstania tej wiary i kiedy zaczęto w Boga wierzyć? Wszystko rozpoczęło się bardzo dawno temu, Właściwie nie było chyba okresu, w którym ludzie nie wierzyliby w istnienie jakiegoś nadprzyrodzonego świata. A wiarę tę mogły zrodzić pytania, co dzieje się z ludźmi po śmierci. Wszystkie zwierzęta umierają, ale ludzie, w przeciwieństwie do innych stworzeń, nie zostawiają ciał swych zmarłych, by rozkładały się w miejscu, gdzie pożegnali się oni z życiem.
Powszechnie obowiązujący kalendarz lub system datowania jest bardzo przydatny w odniesieniu do wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości. Używany przez nas obecnie kalendarz gregoriański stworzony został przez chrześcijaństwo w szesnastym wieku, co pokazuje nam, jak ważną rolę odegrała religia w naszej historii. Ponad tysiąc lat Kościół katolicki był jedną z największych ziemskich potęg. Dzięki swojej potędze wprowadził kalendarz, którego świat używa do tej pory. Kluczowym wydarzeniem były narodziny Jezusa Chrystusa, który ustanowił ten Kościół, i dlatego od nich liczy się lata naszej ery.
Z czasem zwyczaje pogrzebowe stawały się nie tylko coraz bardziej wyszukane, ale też coraz bardziej przerażające i okrutne. Wraz ze zmarłymi dostojnikami grzebano na przykład żywcem ich małżonki i sługi, co miało im zapewnić wygodę i odpowiednią pozycję społeczną w życiu pozagrobowym.
Historie opowiadane przez proroków są utrwalane przez uczniów. Najpierw przekazuje się je z ust do ust. Potem spisuje. Powstaje wówczas coś, co nazywamy Świętą Księgą. Biblia! Pismo! Staje się ono najpotężniejszym symbolem religijnym. To oczywiście książka. Została spisana ręką ludzką. Możemy prześledzić jej historię. Ale w jej słowach jest przesłanie z zaświatów dla naszego świata. Książka staje się pomostem łączącym wieczność z czasem. Łączy to, co ludzkie, z tym, co boskie. To dlatego darzy się ją takim szacunkiem i poświęca jej tak intensywne studia. I dlatego też wierni nienawidzą tego, kto z niej szydzi lub ją niszczy.
Jak dotąd wygląda na to, że wierzenia religijne są wynikiem domysłów. Nasi przodkowie zadali sobie pytanie, skąd się wziął świat, i wykoncypowali sobie, że musiał zostać stworzony przez jakąś nadprzyrodzoną siłę. Widzieli zmarłych, którzy nie oddychali, i orzekli, że ich dusze musiały opuścić ciała, które dotąd zamieszkiwały, i dokądś odeszły.
Historia religii to historia takich właśnie proroków i mędrców, zainicjowanych przez nich ruchów i pism, w których o tym wszystkim opowiedziano. Ale to przedmiot pełen kontrowersji i rozbieżności. Sceptycy podważają istnienie niektórych z tych proroków. I nie ufają treściom ich wizji ani przekazom głosów, które słyszeli. Zgoda, ale nie w tym tkwi istota rzeczy. Bowiem poza wszelką dyskusją jest fakt ich istnienia w historiach, które o nich opowiadają, historiach pełnych znaczenia dla miliardów ludzi żyjących dzisiaj.
W historii religii spotkamy ludzi, którzy na jawie przeżywają takie spotkania, jakich większość z nas doświadcza jedynie we śnie. Nazywamy ich prorokami albo wizjonerami. Ale można też spojrzeć na nich inaczej, traktując ich jako artystów, którzy, zamiast przelewać swe wizje na papier czy płótno, nadają im formę przesłania. Przesłania, które przekonuje miliony ludzi do wiary w to, co owi wizjonerzy widzieli lub słyszeli. Mojżesz to jeden z najlepszych przykładów takiej właśnie tajemniczej działalności.
Możesz być więc niewierzący, wierzący albo wierzący krytycznie. Myśląc o tych sprawach, możesz nawet zmieniać z czasem swoje stanowisko - przydarza się to wielu ludziom. Pozostawiam ci decyzję co do sposobu interpretacji historii, o których przeczytasz w tej książce. Możesz też poczekać z tym do ostatniej strony.
Jednym z popularniejszych motywów w fantastyce naukowej jest bohater cofający się w czasie, by zmienić bieg wydarzeń, które katastrofalnie wpłynęły na historię ludzkości. Na początku jednej z takich historii mamy do czynienia z zamachowcem w pociągu, który detonuje bombę, gdy ów pociąg przejeżdża przez wielką tamę. W efekcie zostaje zatopione całe miasto.
Dobrym miejscem do tego, żeby przekonać się, jak wyglądają hinduistyczni bogowie, będzie jedna z hinduistycznych świątyń. stopUdajmy się zatem do najbliższej z nich. Wchodzimy po kilku niach na ganek, gdzie zdejmujemy obuwie. Do świątyni wcho końcu, jeszcze kilka stopni w górę, odkryjemy miejsce kultu boga dzimy boso. Znajdujemy się teraz w głównym holu. Na samym lub bogini, którzy tam mieszkają. Wielkie świątynie w Indiach wypełnione są bogami. Świątynię, którą wybraliśmy, zamieszkuje tylko troje z nich. Są za to bardzo popularni i bardzo ważni.
Żeby zrozumieć, jakie miejsce zajmują trzej najważniejsi bogowie w hinduizmie, musimy uświadomić sobie, że istnieją dwa różne sposoby postrzegania czasu. Jest to strzała zmierzająca do celu, co możemy przedstawić w ten sposób:, albo ->, albo - tak jak widzą to hindusi - obracające się koło, czego najlepszym symbolem graficznym byłoby O. W hinduizmie świat podlega podobnemu prawu jak poszczególne istnienia w kolejnych cyklach reinkarnacji. Na koniec swego okresu trwania chyli się ku pustce, aż To Jedno zaczyna znów obracać koło czasu, a Brahma powołuje do istnienia kolejny świat.
Wpatrywanie się w obrazy bogów i rozmyślanie nad tym, co sobą reprezentują, przypomina pobożnym hindusom o wielkim kole czasu, które obraca ich wciąż i wciąż ku kolejnym wcieleniom. To ciągłe nawracanie, podczas którego przychodzą i odchodzą, zjawiają się i znikają, wchodzą na scenę i z niej schodzą. Olśniewający, ale też męczący spektakl.
Półtora tysiąca lat po tym, jak aryjscy jeźdźcy przygalopowali do Indii i rozpoczęli ewolucję barwnej i złożonej religii, którą nazywamy dziś hinduizmem, pewien człowiek z niepokojem zastanawiał się nad ideą reinkarnacji. Nurtowało go pytanie, czym dusze przykute kajdanami do koła sansary. Odpowiedź, której na nie udzielił, zapoczątkowała nowy ruch duchowy. Urodził się około 566 roku p.n.e. u stóp Himalajów w nepalskim Lumbini, ale wszystkie miejsca związane z jego życiem i nauczaniem znajdują się w Biharze i Uttar Pradeś w środkowych Indiach. Nazywał się Siddharta Gautama.
Przez czterdzieści pięć lat po kazaniu w Benares Budda podró. żował i pracował nad umocnieniem swojej wspólnoty, sanghi, Gdy zbliżała się godzina śmierci, powiedział swym uczniom, iz to, że ich opuszcza, nie ma znaczenia, bo pozostaną jego nauki. a to one liczą się przede wszystkim. Książę, który został Budda odbył swą ostatnią pielgrzymkę do miasta na północny wschód od Benares. Gdy poczuł się źle, położył się między dwoma drzewami i umarł. Miał osiemdziesiąt lat.
Religia Siddharty Gautamy rozprzestrzeniła się po całej Azji i z czasem stała się religią światową, ale niewielu jest buddystów w kraju, w którym się urodził. Odwrotnie ma się rzecz w przypadku dźinizmu, którego wyznawców trudno spotkać gdziekolwiek poza Indiami.
Tak jak buddyzm, dźinizm stanowi odpowiedź na pytanie zadane ludzkości przez hinduizm. Jeśli nasze obecne życie jest tylko kolejnym z wielu wcieleń, które mamy przeżyć, bo nasza karma przykuła nas do koła ponownych narodzin, to jak możemy się uwolnić i uciec do stanu zwanego nirwaną? Nirwana oznacza w sanskrycie „być zdmuchniętym jak świeca". Osiąga się ten stan, gdy dusza ostatecznie uwalnia się z sansary. Budda twierdził, że powinniśmy odnaleźć Środkową Drogę między skrajnościami. Dzinizm poszedł w innym kierunku. Wybrał najskrajniejszą z wyobrażalnych dróg, drogę surowego samowyrzeczenia. A najwyższym ideałem dla wyznawców dżinizmu była salekhana - akt rytualnej śmierci przez zagłodzenie się.
Hinduizm daje nadzieję na ostateczne wyzwolenie się z koła czasu, ale myśl o niezliczonej ilości wcieleń, która jest potrzebna do osiągnięcia zbawienia, może przerażać. W szóstym wieku p.n.e. pojawili się ludzie, którzy zaczęli się zastanawiać, czy nie da się tego osiągnąć szybciej. Odpowiedź, jakiej udzielił na to pytanie jeden z najbardziej interesujących geniuszy w historii religii, poznamy w kolejnym rozdziale. Nazywał się Siddharta Gautama i był księciem. Bardziej znany jest jednak pod imieniem Buddy.
Mahawirę łączy z Buddą coś więcej niż geografia i chronologia. On również był księciem. A także, podobnie jak Budda, miał obsesję na punkcie cierpienia i jego przyczyn. On też porzucił uprzywilejowane życie w poszukiwaniu oświecenia. I zgadzał się z w tym, że pożądanie niesie za sobą cierpienie. Ludzie są nieszczęśliwi, bo pożądają tego, czego nie mają. Ale gdy tylko zdobędą swoj przedmiot pożądania, zaczynają pożądać czegoś innego. Wynika z tego, że skoro pożądanie jest przyczyną cierpienia, to tylko jego wygaszenie może nas uratować. Jego sposób na wygaszenie pożądań pokazuje, jak radykalny miał charakter.
Ur. Tak nazywało się miejsce, gdzie przyszedł na świat patriarcha Abraham, jedna z najważniejszych postaci w dziejach religii. Stało się to około 1800 lat p.n.e. Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie uważają go za twórcę swoich religii.
Budda był człowiekiem praktycznym, człowiekiem czynu. Rysem cechującym ludzi praktycznych jest ich skłonność do tworzenia list spraw, które należy załatwić, rzeczy, o których powinno się pamiętać, sprawunków, które trzeba zrobić na rynku.
Prorocy nie tyle przepowiadają przyszłość, co przekazują to, co usłyszeli od Boga.
Historia Abrahama oznacza przejście od politeizmu do monoteizmu, od luźnego kultu wielu bogów do ścisłego przywiązania do jednego. Co spowodowało tę zmianę? Dlaczego Abrahama złościły tak bardzo nieszkodliwe figurki w ojcowskim sklepie? Musimy wysilić wyobraźnię, żeby znaleźć się w skórze Abrahama. Po części nie będzie nam trudno zrozumieć, co się tam rzeczywiście działo.
Religia to stale zmieniające się obrazy. To dlatego Abraham tak fascynuje. Wędrował i zmieniał kierunki nie tylko w sensie geograficznym, ale również we własnym umyśle. Zdolność do odwrócenia się i zmiany kierunku to jedna z cech wszystkich ciekawych ludzi. To również jeden z kluczy do zrozumienia religii.
Choć Mojżesz wiódł w królewskim pałacu faraonów życie w luksusach, zdawał sobie sprawę, że jest Izraelitą, a nie Egipcjaninem. Rosło w nim poczucie, że przeznaczenie wiąże go z niewolnikami, a nie z ich ciemięzcami, którzy go adoptowali.
Mojżesz poprowadził długi pochód, złożony z Izraelitów i ich zwierząt, przez niebezpieczne Morze Trzcin (zwane także Morzem Czerwonym, Morzem Traw i Morzem Sitowia przyp. red.). Była akurat pora odpływu i cały pochód przeszedł bezpiecznie na drugi brzeg. Ale w tym czasie Egipcjanom zaświtało już w głowach, że zostali wystrychnięci na dudka.
Dzieci Izraela uciekły z niewoli egipskiej, ale był to dopiero początek ich kłopotów. Zatopienie egipskiej armii w Morzu Trzcin dodało im odwagi, a Mojżesz przekonał ich do dalszej wędrówki przez pustynię. Ale tak naprawdę nie rozumieli jego opowieści o Bogu. Wedle powszechnej w tamtych czasach opinii, bogów, tak jak dzisiaj zespoły piłkarskie, można było liczyć na pęczki.
Tora, pięć pierwszych ksiąg, była najważniejsza - księgi te zwano Pentateuchem albo Pięcioma Zwojami - właśnie na zwojach papirusowych mieli pisać pierwsi skrybowie. To w tym okresie pokoju po ich powrocie z wygnania ostatecznie zdecydowano o spisaniu historii długiego związku Izraela z Bogiem. W ten sposób Izrael z ludu Głosu stał się ludem Księgi.
Nawet dobrym ludziom przydarzają się złe rzeczy. Ostatnia księga w Biblii Chrześcijańskiej podzieliła te złe rzeczy i przypisała je Czterem Jeźdźcom Apokalipsy: Wojna, Głód, Choroba i Śmierć. Jeźdźcy ci galopują poprzez dzieje od ich początków i nie ma żadnych oznak, żeby kiedykolwiek mieli zwolnić. Każdemu trudno jest się z nimi mierzyć, ale stanowią szczególny problem dla ludzi religijnych.
Heretycy to niewygodni ludzie, zadający kłopotliwe pytania i podważający powszechne opinie. Możemy się od nich sporo nauczyć. Jednego z najsłynniejszych znajdziemy w samym środku Biblii Hebrajskiej.
A największą rzeczą, o jakiej możemy myśleć, jest wszechświat. Skąd się wziął? Czy istnieje ktoś, kto go stworzył? Takiego ewentualnego „kogoś" określamy mianem boga. Grecy nazywali go theos. Tego, kto wierzy w istnienie jakiegoś boga, określa się mianem teisty. A ten, kto uważa, że nikogo takiego nie ma, a my jesteśmy we wszechświecie zdani na samych siebie, nazywany jest ateistą. Nauka o bogu i o jego stosunku do nas to teologia.