cytaty z książek autora "Mieczysław Ankwicz"
[...]
—Tak, tak — westchnął Błażejczak — że też się temu Krumłowiczowi żyć odechciało. Wczoraj wieczorem go przecież widziałem i jak o tym wszystkim pomyślę...
Narkowska uważała za stosowne objąć rolę pocieszycielki:
-Tak to już jest w życiu, panie Zygmuncie, a pan nie
ma powodu, żeby się Krumłowiczem tak przejmować. Sam tego przecież chciał. A teraz można by pomyśleć, co dalej.
[...]
—Ten młody człowiek zrobił na mnie zresztą całkiem dobre wrażenie — ciągnął dalej Rembisz. —Rzeczowy, opanowany, rozsądnie myślący, i jakoś mu dobrze z oczu patrzy. Oczywiście, że widziałem już zimnych morderców wyglądających jak niewinne dzieciątka, ale pierwsze wrażenie zawsze się liczy.
[..]
Szaroniebieskie oczy Rembisza rozbłysły:
—Tylko ani pary z ust o tej sprawie, jeżeli przypadkiem spotkasz moją żonę. Zaraz wyczułaby dziennikarską sensację i poszła za tropem jak gończy pies.
—Ale za to, jak pani redaktor Mirecka napisze, to przed kioskami ustawiają się kolejki po „Gońca”. Czasem czytając o sprawie, którą sami prowadziliśmy, dopiero z reportażu redaktor Mireckiej dowiaduję się, jakie to było skomplikowane śledztwo.
—No, no, nie zalewaj — przerwał mu kapitan, ale w jego głosie brzmiała z trudem ukrywana duma. — A redaktor Mirecka niech sobie pisze, ale dopiero kiedy my skończymy naszą robotę.
[...]
Pytanie: kto zamknął sklep? — komplikuje się więc coraz bardziej. A jestem przekonany, że ten, kto go zamknął, jest mordercą. Doświadczenie uczy zresztą, że zbrodniarz opuszczający miejsce przestępstwa najczęściej niejako automatycznie gasi światło i zamyka za sobą drzwi. W mechanizmie tym wyraża się pod świadoma chęć ukrycia swego czynu. Natomiast samobójcy rzadko interesują się warunkami, w jakich pozostawią swoje doczesne szczątki. I raczej nie gaszą światła, jakby demonstrując niechęć do umierania w ciemności.
[...]
porucznik lubił podkreślać, że jeśli kombinatorzy usiłują ciągle zmieniać metody swoich machlojek, to i milicja musi stale śledzić te ich nowe sposoby i sposobiki. „Kant niech się kantem odciska” mawiał do kolegów z wydziału przestępstw gospodarczych, którym kierował, co miało być zachętą do studiowania mechanizmu nadużyć i afer.
[...]
-Wyrzucenie z siebie prawdy jest ulgą, daje wewnętrzne odprężenie, jest człowiekowi potrzebne. Oczywiście mówię o ludziach uczciwych, których jest przecież olbrzymia większość. Są oczywiście i nieuczciwi — uśmiechnął się — bo inaczej wszyscy musielibyśmy zmienić zawód. Ale to właśnie naszym zawodem jest wybieranie plew z worka zdrowego ziarna. Właśnie dlatego, czy chcemy, czy nie chcemy, podstawą naszej roboty jest psychologia, znajomość łudzi, umiejętność oceny ich myśli i uczuć, a w konsekwencji — ich czynów, które z tego podłoża wyrastają.
—Nic dodać, nic ująć — zreasumował Dyląg. — Zgadzam się z każdym twoim słowem.
[...]
—Może i ciekawy, ale właśnie takie typy, przestępcy twardzi i brutalni, okazują się bardzo często słabeuszami, kiedy wali się zbudowany przez nich gmach. Są kukłami nadęty mi własnym zuchwalstwem i zadufaniem.