cytaty z książek autora "Agnieszka Mróz"
Brudna krew tych kreatur spływała wolno wzdłuż połyskującego ostrza, mieszając się ze strumieniami wody siąpiącymi z nieba, by finalnie wsiąknąć w podłoże. Ziemia miała już zawsze pamiętać o walce, jaka odbywała się w cieniu. Przyjmować w siebie cierpienie obu stron. Ich ambicje. Poświęcenie. Okrucieństwo.
Zabijała, by chronić. Zabijała, by pomścić śmierć tych, których kochała. Była to niebezpieczna droga, jednak nie zamierzała z niej zbaczać. Odnalazła w tym swój cel. Najbardziej obawiała się jednak, że kiedyś nadejdzie dzień, kiedy zabijanie przyniesie jej radość.
Hyde miał wrażenie, że powietrze wokół niego stało się lodowate. Czuł buzującą w nim energię. Wzburzenie i wściekłość ani trochę nie pomagały mu okiełznać drzemiącej w nim bestii. Przeczuwał, że odpowiedź, jaką za chwilę usłyszy, będzie okrutna i tragiczna.
Wcześniej uważała się za tak silną osobę. Puste słowa, nad którymi można się co najwyżej roześmiać drwiąco. Była słaba, nie umiała się podnieść pod naporem trawiącego ją bólu. Nie potrafiła wykrzesać z siebie nawet odrobiny energii. Jedyną stale towarzyszącą jej emocją była nienawiść. Nienawiść tak wielka, że Jillian nie potrafiła sobie z nią poradzić.
— I tak cię nienawidzę — odparła, wpatrując się w niego z niechęcią.
Wiedziała, że wszystko, co dziś zrobił, zrobił dla jej dobra, jednak nie potrafiła jeszcze przejść do porządku dziennego nad tym, co jej powiedział. Częściowo również z tego powodu, że miał rację. Poza tym nienawidzenie go było łatwe. W ten sposób nie myślała tak często o nienawiści do siebie.
Jillian postanowiła, że zrobi wszystko, by przestać być dla niego ciężarem. Dostał pod swoją opiekę obcą, zagubioną dziewczynę, która okazała się znacznie bardziej krucha, niż sama o sobie myślała. Ale pod miękką warstwą znajdowało się stalowe serce, przynajmniej taką Jill miała nadzieję.
— Psychika Mitycznych jest bardzo chwiejna — dodał po chwili Hyde. — Cały czas poruszamy się po kruchym cienkim lodzie, który w każdej chwili może rozsypać się pod naszymi stopami. Najpierw pojawiają się pojedyncze pęknięcia, jednak gdy jest ich już za dużo, wszystko może się roztrzaskać.
Przez ostatnich kilka dni Hyde obserwował Jillian. Miał przeczucie, że pilnowanie jej może okazać się zadaniem trudniejszym, niż początkowo zakładał. Dziewczyna była silna i niezależna. I przepełniała
ją żądza zemsty. Widział to w jej spojrzeniu, kiedy oznajmiła mu, że zamierza polować na chimery i Skalanych.
Aby być dobrym wojownikiem, musiała mieć czysty umysł. Działać z precyzją, nie pod wpływem gwałtownych emocji. Nadal miała tak wiele do nauczenia się. Pozwalała myślom swobodnie przepływać, nie skupiając się na żadnej dłużej. Starała się je obserwować, jak zmieniający się za oknem krajobraz.
Po jej plecach spłynęła strużka zimnego potu. Włoski na rękach i karku zjeżyły się, alarmując o zagrożeniu. Jillian oczekiwała go w pełnej gotowości.
Wyczuwała mordercze zamiary stworzenia, które skądś ją obserwowało. Nie potrafiła jednak znaleźć źródła tej mrocznej obecności.