-
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać6 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać116 -
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać2
Jak czytać lepiej? Kilka wskazówek, by być (jeszcze) dociekliwszym czytelnikiem
Wiele osób, zwłaszcza w okresie noworocznym, postanawia, że będzie czytało więcej. Co można jednak zrobić, by czytać… lepiej, uważniej, bardziej świadomie? Zaznaczanie fragmentów tekstu, podkreślanie zdań czy robienie notatek to tylko niektóre ze sposobów, dzięki którym można zrozumieć więcej, uchwycić dodatkowy sens czy lepiej poznać autora. Jakie są wasze sposoby?
Tumisu / pixabay
Co zrobić, by być (jeszcze) lepszym czytelnikiem? Zwiększyć poziom rozumienia, umiejętność krytycznego myślenia, wyciągania wniosków i odnoszenia ich do swojego życia? Niektórzy czytelnicy piszą o przeczytanych przez siebie książkach w serwisach internetowych, tworzą mapy myśli. Inni czytają fragmenty na głos. Prezentujemy więc kilka porad, które mogą się okazać przydatne pod względem czytelniczej uważności.
1. Odpowiedz na pytanie: z jakiego powodu sięgasz po daną książkę?
Przed rozpoczęciem czytania danej książki warto odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego sięgasz właśnie po nią – dla przyjemności, poszerzenia wiedzy, a może po to, by oderwać się od rzeczywistości? Być może jesteś ciekaw książki, która od miesięcy znajduje się na szczycie listy bestsellerów lub zdobyła prestiżową nagrodę? A może ciekawi cię twórczość danego autora? Wyznaczenie, sprecyzowanie celu pozwala myśleć o lekturze w bardziej świadomy i krytyczny sposób.
2. Oczyść umysł przed lekturą
Zanim zaczniesz czytać, oczyść swój umysł. Postaraj się zapomnieć o zmartwieniach lub rzeczach, które cię niepokoją. Pozbądź się niechcianych myśli i skoncentruj. Czytanie może przenieść cię do innego świata. Wyobraź sobie wygląd postaci, postaraj się poczuć ich emocje.
3. Zrób „podgląd" rozdziału zanim zaczniesz go czytać
Przed rozpoczęciem kolejnego rozdziału można wcześniej zrobić jego „podgląd” i przeznaczyć kilkadziesiąt sekund na spojrzenie na tytuł, wszystkie nagłówki, podtytuły i zaznaczone fragmenty, a także obejrzeć zdjęcia lub ilustracje, przeczytać pierwszy i ostatni akapit, spojrzeć na pierwsze zdania akapitów. Warto zastanowić się nad tym, jaka może być główna idea rozdziału i cel autora. Prawdopodobnie pojawi się w twojej głowie kilka dobrych, ogólnych pomysłów. A gdy będziesz mieć ogólne pojęcie o tym, o czym jest dany fragment zanim go przeczytasz, będziesz w stanie lepiej go zrozumieć i zapamiętać.

4. Ćwicz krytyczne myślenie
Wówczas zauważysz, że częściej myślisz o książce, którą czytasz. Nie chodzi tu wyłącznie o proste rozumienie czy dekodowanie języka pisanego, ale głębsze zrozumienie tekstu. Dostrzeganie metafor lub innych subtelnych podtekstów daje dużą przyjemność z czytania. Jak przyznał Bill Gates w rozmowie z magazynem „Time”, spędza on więcej czasu czytając książki, z którymi się nie zgadza, bo pisze argumenty i kontrapunkty na marginesach. Zatrzymaj się. Zadawaj sobie pytania. Zastanów się, czy zgadzasz się z książką, czy nie. Co według ciebie sprawia, że jest dobra lub nie?
5. Dodawaj adnotacje i zaznaczaj tekst
Podczas czytania warto zaznaczać (oczywiście ołówkiem lub za pomocą karteczek samoprzylepnych) cenne informacje. Można dodawać notatki na stronach, które czytamy, by zachować koncentrację. Warto też zapisywać pytania podczas czytania, by następnie sięgnąć po więcej wyjaśnień na dany temat lub zdefiniować nowe słowo.
6. Personalizuj treść książki i łącz ze swoją codziennością
Dobry czytelnik ma zdolność identyfikowania, rozumienia, a następnie stosowania lekcji, które wyciąga z książek i odnoszenia ich do własnych doświadczeń. Rozpoznawanie podobnych sytuacji, umiejętność tworzenia połączeń i stosowania zdobytej wiedzy podczas czytania są niezwykle ważne.
7. Czytaj w większym gronie
Czytanie jest zazwyczaj samotnym przedsięwzięciem, ale po skończonej lekturze wiele osób ma potrzebę porozmawiać o niej z innymi ludźmi. Można to zrobić na kilka sposobów m.in. dołączając do klubu książki czy znajdując profil autora w mediach społecznościowych i wchodząc w interakcję z innymi jego czytelnikami.
8. Napisz o tym, co przeczytałeś
Pisanie wymusza zrozumienie tematu. Dokończenie świetnej książki to jedno, ale podsumowanie kluczowych spostrzeżeń na jej temat i przekształcenie ich w opinię lub recenzję to zupełnie co innego. Możesz wybrać kluczowe, zapamiętane przez siebie fragmenty lub opisać kilka z nich. Serwis lubimyczytać.pl to idealne miejsce do dzielenia się opiniami i poznawania miłośników ulubionych książek i autorów! Warto też czytać opinie innych użytkowników. Dzięki nim, przypomnisz sobie kluczowe momenty z książki, którą czytałeś dawno temu. Owocne może być także porównywanie opinii innych do swojej.
9. Nie kończ przygody z pasjonującą książką po ostatniej stronie
Pasjonująca lektura może być dopiero początkiem przygody z twórczością danego autora, tematem lub zagadnieniem w niej poruszonym! Możesz jeszcze bardziej zaangażować się, tworząc swój dziennik czytania, szukając większej ilości informacji na dany temat, sięgając po kolejną, powiązaną z poprzednią, lekturę!
Czy te wskazówki są według Was przydatne? Jakie są Wasze sposoby, by być jak najlepszym czytelnikiem?
[pr]
komentarze [35]
Zapamiętywaniu treści najbardziej sprzyjają aktywne formy powtarzania, czyli odtwarzanie i opowiadanie własnymi słowami, najlepiej na głos, bo angażuje najwięcej zmysłów (polecam przyjaciół, mogą być wymyśleni) i odnoszenie do zjawisk angażujących emocjonalnie. Podkreślanie jest bierną formą pracy z tekstem i wpływa na jego zapamiętywanie w znikomy sposób. Przy tym wynika IMO przede wszystkim z mitów wciąż pokutujących z powodu takiego a nie innego systemu szkolnictwa, który utwierdza wielu (jeśli nie większość) czytelników w przeświadczeniu, że są "wzrokowcami" (nie ma czegoś takiego). Tyle co do książek (popularno)naukowych. Literaturze pięknej najbardziej sprzyja koncentracja, a najbardziej szkodzi szybkie czytanie. Chyba że czyta się wyłącznie dla fabuły, a nie dla wrażeń artystycznych.
Zapamiętywaniu treści najbardziej sprzyjają aktywne formy powtarzania, czyli odtwarzanie i opowiadanie własnymi słowami, najlepiej na głos, bo angażuje najwięcej zmysłów (polecam przyjaciół, mogą być wymyśleni) i odnoszenie do zjawisk angażujących emocjonalnie. Podkreślanie jest bierną formą pracy z tekstem i wpływa na jego zapamiętywanie w znikomy sposób. Przy tym wynika...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Tak się składa, że sama jestem wzrokowcem, chociaż właśnie w szkole wmawiano mi, że to nie jest możliwe. Jest, tylko nie ma takiej spektakularnej formy, o jakiej ludzie często myślą, z posiadaniem skanu książki zapisanego w mózgu. Na przykład nie pamiętam dokładnej treści, do której chcę się odnieść, ale pamiętam doskonale miejsce, w którym ją znajdę, że to ostatnie zdanie drugiego akapitu tej strony z prawej. Oczywiście mam tutaj na myśli raczej podręczniki. W tym wszystkim chodzi nie o cuda, tylko formę, w której łatwiej zapamiętujemy informacje, ponieważ lepiej się na nich koncentrujemy. Dlatego ja książki czytam, a słuchać ich nie potrafię (tak, żeby coś z nich w głowie zostało), a niektórzy odwrotnie 🙂
Co do przedstawiania przeczytanej treści - pełna zgoda.
Tak się składa, że sama jestem wzrokowcem, chociaż właśnie w szkole wmawiano mi, że to nie jest możliwe. Jest, tylko nie ma takiej spektakularnej formy, o jakiej ludzie często myślą, z posiadaniem skanu książki zapisanego w mózgu. Na przykład nie pamiętam dokładnej treści, do której chcę się odnieść, ale pamiętam doskonale miejsce, w którym ją znajdę, że to ostatnie zdanie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDzięki za komentarz! To o, o czym wspomniałaś, jest IMO dowodem przeciwnym na to, że jesteś wzrokowcem - widzisz treść, ale jej nie przyswajasz szczególnie skutecznie, czyli forma (treść dociera do świadomości za pośrednictwem zmysłu wzroku) nie wpływa na wydajność zwrócenia uwagi na tę treść. Za to Twój mózg wykorzystuje, w ramach kompensacji, pamięć przestrzenną, dzięki której możesz odnaleźć położenie obiektu w przestrzeni (poznane za pomocą dowolnego zmysłu) nawet z zawiązanymi oczami. Co znamienne, wśród zwolenników teorii, że pewien zmysł może być dominujący w efektywności przyswajania informacji, poznałam wyłącznie zdeklarowanych wzrokowców. Myślę, że to wynika z faktu, że wzrok to rzeczywiście najczęściej używany zmysł, oraz z nacisku, jaki szkoła kładzie na notowanie i przedstawianie treści w formie wizualnej. Naprawdę trudno nie identyfikować się jako wzrokowiec w takich warunkach, ale im intensywniejsze i głębsze przetwarzanie, tym lepsze zapamiętywanie, więc warto dać szansę innym zmysłom. Pozdrawiam!
Dzięki za komentarz! To o, o czym wspomniałaś, jest IMO dowodem przeciwnym na to, że jesteś wzrokowcem - widzisz treść, ale jej nie przyswajasz szczególnie skutecznie, czyli forma (treść dociera do świadomości za pośrednictwem zmysłu wzroku) nie wpływa na wydajność zwrócenia uwagi na tę treść. Za to Twój mózg wykorzystuje, w ramach kompensacji, pamięć przestrzenną, dzięki...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Argumentów z własnego życia mam więcej, jednak nie planowałam robić głębszej analizy mojej osoby, tylko pokazać różnicę - tekst przeczytany raz zostaje w mojej głowie w jakimś stopniu, choć jeszcze nie przyswajam go na 100%, a przesłuchany zazwyczaj wlatuje i wylatuje. Jednak są to tylko preferencje i predyspozycje, nie można się na nich opierać jak na prawdzie objawionej i polegać wyłącznie na nich.
To całkiem ciekawe, ponieważ nasze szkoły ewidentnie miały zupełnie odmienne podejście do nauczania. Mam tu na myśli szkolnictwo objęte obowiązkiem, studia to trochę inna sprawa i ich do tej dyskusji nie chcę mieszać. W moich szkołach niepodzielnie panowało przekonanie, że jedyną skuteczną formą nauki jest słuchanie tego, co mówi nauczyciel. I nie miało znaczenia, że wielu z nich miało zwyczaj odklepania zawartości podręcznika, często słowo w słowo - należy słuchać, żeby się nauczyć. Dla mnie to była koszmarna strata czasu, mnie wystarczyło dać spokój i podręcznik, a przyswajanie treści szło szybko i sprawnie.
Widzisz, a ja poznałam też drugą stronę, czyli osoby, które najlepiej uczyły się tego, co usłyszały. Dla tych osób wykłady były rajem na ziemi, jeśli tylko nauczyciel potrafił powiedzieć to, co wiedzieć należało. Znajoma potrafiła z lekcji wynieść dużo, pamiętała słowo w słowo to, co nauczyciel powiedział na dany temat(nie byli zadowoleni, ponieważ błędy również potrafiła przypomnieć bezlitośnie). Za to samodzielne uczenie się z podręcznika było dla niej koszmarem, musiała wszystko czytać głośno, a i tak nie dawało jej takiego efektu, jak tylko słuchanie kogoś. Tutaj muszę przyznać, że idealnie się dobrałyśmy, bo jedna robiła notatki i czytała głośno, druga przypominała przykłady z lekcji, których w podręcznikach nie było 😃
Argumentów z własnego życia mam więcej, jednak nie planowałam robić głębszej analizy mojej osoby, tylko pokazać różnicę - tekst przeczytany raz zostaje w mojej głowie w jakimś stopniu, choć jeszcze nie przyswajam go na 100%, a przesłuchany zazwyczaj wlatuje i wylatuje. Jednak są to tylko preferencje i predyspozycje, nie można się na nich opierać jak na prawdzie objawionej i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBill Gates... Macie kogo przytaczać za wzór. Psychopatę, mordercę, bandziora!
Bill Gates... Macie kogo przytaczać za wzór. Psychopatę, mordercę, bandziora!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA możesz uargumentować swój hejterski wpis?
A możesz uargumentować swój hejterski wpis?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamObrońca ludobójcy się znalazł...
Obrońca ludobójcy się znalazł...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W czytanych książkach błędy rzucają mi się w oczy bardzo
często. Tak – rzucają się. Ja ich nie szukam specjalnie, nie staram się
wyszukiwać z jakimś celu, to dzieje się samo, automatycznie. Chodzi o błędy
najróżniejsze: literówki, błędy gramatyczne, stylistyczne, merytoryczne. Przy
okazji stwierdzam, że za „komuny” tak niechlujnej produkcji wydawniczej nie
było. Produkcji, bo nie jest w tym momencie ważne, czy błąd zrobił tłumacz,
autor, redaktor, czy korektor.Co mnie zaskoczyło, to fakt, że wielu moich znajomych tych
błędów nie widzi, a jeśli im je pokazać, to nie ma to wpływu na ich ocenę
książki i autora. Przykładem niech będzie https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4844807/to-tylko-mafia-historia-nieprawdopo...
Specjalnie wybrałem polskiego autora (autorów), żeby nie było wątpliwości co do
tłumaczenia.Skoro niechlujstwo wydawnicze nie przeszkadza nikomu albo
bardzo niewielu czytelnikom, to będzie ono narastało. Co zresztą widać.
W czytanych książkach błędy rzucają mi się w oczy bardzo
często. Tak – rzucają się. Ja ich nie szukam specjalnie, nie staram się
wyszukiwać z jakimś celu, to dzieje się samo, automatycznie. Chodzi o błędy
najróżniejsze: literówki, błędy gramatyczne, stylistyczne, merytoryczne. Przy
okazji stwierdzam, że za „komuny” tak niechlujnej produkcji wydawniczej nie
było....
Przede wszystkim dyskutowanie o przeczytanej książce. Szukanie metafor, informacji, sprawdzanie kontekstów powstania jeśli czujemy, że autor chciał coś więcej podprogowo przekazać.
Przede wszystkim dyskutowanie o przeczytanej książce. Szukanie metafor, informacji, sprawdzanie kontekstów powstania jeśli czujemy, że autor chciał coś więcej podprogowo przekazać.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTo jeszcze zależy od autora i jego wnikanie w istotne dla fabuły wątki. Właśnie dlatego dobrze mi się czytało Mgłę Aleksandry Świderskiej, a że jeszcze jest konkurs na recenzję tej książki, to tym bardziej byłam dociekliwa szczegółów. Książka ekstra, a jak ktoś jest zainteresowany konkursem to na profilu na fb jest więcej szczegółów. Więcej daję luzu przy fantastyce, bo tam się tworzy oddzielny świat, chociaż maiłoby było, gdyby była zachowana spójność logiczna ;)
To jeszcze zależy od autora i jego wnikanie w istotne dla fabuły wątki. Właśnie dlatego dobrze mi się czytało Mgłę Aleksandry Świderskiej, a że jeszcze jest konkurs na recenzję tej książki, to tym bardziej byłam dociekliwa szczegółów. Książka ekstra, a jak ktoś jest zainteresowany konkursem to na profilu na fb jest więcej szczegółów. Więcej daję luzu przy fantastyce, bo tam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejFantastyce mogę wiele wybaczyć, bo dużo rzeczy mogę sobie po prostu wyjaśnić stwierdzeniem "tak działa magia". Tylko właśnie musi być spójność. Jak magia działa w danym świecie w określony sposób, to nie może nagle zadziałać na odwrót. I nie mogą być łamane prawa fizyki, chyba że autor wyraźnie gdzieś opisał, że działają inaczej (a że zwykle o tym nie wspominają, to trzeba założyć, że panują takie same zasady jak w prawdziwym świecie), a postacie nie mogą podejmować absurdalnych decyzji, których wstydziłby się nawet przedszkolak, tylko dlatego, że to fantasy.
Fantastyce mogę wiele wybaczyć, bo dużo rzeczy mogę sobie po prostu wyjaśnić stwierdzeniem "tak działa magia". Tylko właśnie musi być spójność. Jak magia działa w danym świecie w określony sposób, to nie może nagle zadziałać na odwrót. I nie mogą być łamane prawa fizyki, chyba że autor wyraźnie gdzieś opisał, że działają inaczej (a że zwykle o tym nie wspominają, to trzeba...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
kiedyś usłyszałam zdanie wypowiedziane przez mola książkowego: jeśli do 50-70 strony książka mnie nie porwie, jest dla mnie nudna czy nijaka, to kończę ją czytać. odkładam.
życie jest za krótkie, by przeczytać wszystkie książki, jakie by się chciało, dlatego warto wybierać te wartościowe, te perełki pośród badziewia (w swojej ocenie i odczuciu, bo to przecież sprawa indywidualna).
I tak robię - daję każdej powieści szansę, a czy do setnej strony da radę (ona i ja) to się okazuje w miarę zagłebiania się w tekst.
kiedyś usłyszałam zdanie wypowiedziane przez mola książkowego: jeśli do 50-70 strony książka mnie nie porwie, jest dla mnie nudna czy nijaka, to kończę ją czytać. odkładam.
życie jest za krótkie, by przeczytać wszystkie książki, jakie by się chciało, dlatego warto wybierać te wartościowe, te perełki pośród badziewia (w swojej ocenie i odczuciu, bo to przecież sprawa...
Stosuję tę samą zasadę: daję szansę do 100 strony:)
Stosuję tę samą zasadę: daję szansę do 100 strony:)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamja również, za dużo jest wspaniałych książek do przeczytania żeby męczyć się z tymi które do nas nie pasują
ja również, za dużo jest wspaniałych książek do przeczytania żeby męczyć się z tymi które do nas nie pasują
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMoje dociekliwe czytanie polega na tym, że o ile nie mam nic przeciwko temu, żeby autor koloryzował (w gatunku przygodowym/sensacyjnym, bez tego koloryzowania i przy ścisłym realizmie bohater praktycznie każdej książki musiałby szybko zginąć), to nie lubię być okłamywany i traktowany, jako idiota, który wszystko łyknie. Więc jeśli czytam np. Rollinsa i ten wspomina coś o prionach, to sobie przynajmniej pobieżnie przybliżam temat, chociaż na tyle, żeby mniej więcej wiedzieć, czy autor się opiera na faktach, czy bełkocze coś od rzeczy. I tak samo jak jakieś rozwiązanie mi wygląda podejrzanie, lubię sobie sprawdzić czy rzeczywiście tak jest. Jak coś się wydaje łamać prawy fizyki i zdrowego rozsądku, to prawdopodobnie to robi, ale czasem też na wszelki wypadek sprawdzam.
Moje dociekliwe czytanie polega na tym, że o ile nie mam nic przeciwko temu, żeby autor koloryzował (w gatunku przygodowym/sensacyjnym, bez tego koloryzowania i przy ścisłym realizmie bohater praktycznie każdej książki musiałby szybko zginąć), to nie lubię być okłamywany i traktowany, jako idiota, który wszystko łyknie. Więc jeśli czytam np. Rollinsa i ten wspomina coś o...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Może i bajkopisarz. Tam chyba Rollins uzasadniał to jakimś nietypowym białkiem, które ogromnie podnosiło regeneracje komórek i sprawność układu odpornościowego. Powiedziałbym, że przy odrobinie wyobraźni, przynajmniej w teorii to możliwe, więc osobiście uznaję to za dopuszczalne koloryzowanie.
Gorzej było u Matthewa, który w każdej, kolejnej części o Schofieldzie popełniał okrutniejszy gwałt na prawach fizyki i zdrowego rozsądku, i Schofield huśtał się na tym magnetycznym karabinku sprawniej od Spidermana.
Albo, już nie pamiętam w czym to było takie zupełnie nierealistyczne ujście z życiem. Gość z G11 już miał zabić bohatera, ale mu broń nie wypaliła, bo... było tam silne pole elektromagnetyczne, które zakłóciło elektronikę tej niezwykle "nowoczesnej i zaawansowanej technicznie broni". Z tym, że G11, choć pod pewnymi względami wciąż futurystyczny, pochodzi jeszcze z lat 80. i żadnej elektroniki w nim nigdy nie było. Nie wspominając już o tym, że nikt normalny nie produkowałby która staje się całkowicie bezużyteczna, jak tylko jej się komputer zawiesi, albo wysiądzie bateria.
Albo broń na amunicję improwizowaną w Zwodniczym Punkcie Browna. Ładnie to brzmi, że w terenie sobie zbierasz trochę piasku, czy śniegu i broń ci ją przerabia na amunicję, ale jak się w to zagłębisz... Te lodowe kulki jest prosto zrobić. Jakaś ręczna prasa, sypiesz śnieg, ściskasz i pod wpływem odpowiedniego ciśnienia śnieg, nie dość, że zostaje sprasowany, to jeszcze się nadtapia i po chwili masz lodowe kulki. Ale jak z piaskiem? Ręczna prasa tu raczej nie pomoże, więc potrzebne jest źródło zasilania dla prasy pneumatycznej czy hydraulicznej. Dajmy na to, że jest zasilana elektrycznie, więc musisz targać ze sobą akumulator. Teraz sama broń i mechanizm strzelania: mamy nabój, ale co z ładunkiem miotającym? Nie ma, więc pozostają nam dwa wyjścia. Można wyrzucać pocisk korzystają z energii mechanicznej w stylu kuszy, gdzie pocisk będzie wyrzucany przez naciągniętą sprężynę (co oznacza, że broń będzie jednostrzałowa, bo sprężynę trzeba napiąć ręcznie po każdym strzale), drugi wariant to broń pneumatyczna, czyli zwyczajna wiatrówka.
I tu znów problem. Albo masz cylinder i tłok, co daje broń jednostrzałową, którą też trzeba ręcznie przeładowywać po każdym strzale (bo chcemy całą, ograniczoną energię przekazać pociskowi i nie możemy sobie pozwolić na wykorzystanie części do wprawienia w ruch automatyki, żeby ponownie napiąć sprężynę tłoka i wprowadzić nowy pocisk) chyba, że zastosujemy jakiś dodatkowy mechanizm napinający, napędzany elektrycznie, co wiąże się z dźwiganiem kolejnego akumulatora, albo zastosujemy pojemniki ze sprężonym CO2. W tym wypadku możemy osiągnąć większe prędkości pocisku i możliwość strzału serią, ale tym razem dźwigamy pojemniki z gazem.
W efekcie otrzymujemy broń o bardzo niewielkiej mocy obalającej pocisku (ze względu na niewielki ciężar samego pocisku, w porównaniu z ołowianym i jego niewielką prędkość), mającą niską szybkostrzelność, kiepską celność (z uwagi na takie niedoskonałości wyprodukowanej amunicji, jak niecałkowite wypełnienie formy i fakt, że gotowe pociski mają kształt kulki, więc ciężko nadać im stabilizujący ruch obrotowy standardowych, podłużnych pocisków) i wymagają dźwigania większej ilości dodatkowego sprzętu, niż noszenie zwykłego karabinu i kilku zapasowych magazynków.
I mógłbym tak jeszcze długo krytykować rozmaite durnoty w książkach, których nie łykam, ale i tak już się za bardzo rozpisałem.
Może i bajkopisarz. Tam chyba Rollins uzasadniał to jakimś nietypowym białkiem, które ogromnie podnosiło regeneracje komórek i sprawność układu odpornościowego. Powiedziałbym, że przy odrobinie wyobraźni, przynajmniej w teorii to możliwe, więc osobiście uznaję to za dopuszczalne koloryzowanie.
Gorzej było u Matthewa, który w każdej, kolejnej części o Schofieldzie popełniał...
Z wykształcenia? No cóż, to było dawno temu i obawiam się, że nic już nie pamiętam (czytaj: cenię swoja prywatność). Powiem tylko, że więcej tam było biologii i chemii, niż fizyki, a balistyki wcale.
Zwyczajnie wychowałem się na filmach akcji i powieściach sensacyjnych, więc naturalnie stopniowo dowiadywałem się więcej na ten temat ze źródeł bardziej popularnonaukowych, żeby wiedzieć kiedy ze nie autor usiłuje zrobić głupka, chociaż do eksperta mi daleko. W dodatku ojciec mnie nauczył krytycznego myślenia i niewiary w coś, tylko dlatego, że ktoś tak powiedział/napisał.
Z wykształcenia? No cóż, to było dawno temu i obawiam się, że nic już nie pamiętam (czytaj: cenię swoja prywatność). Powiem tylko, że więcej tam było biologii i chemii, niż fizyki, a balistyki wcale.
Zwyczajnie wychowałem się na filmach akcji i powieściach sensacyjnych, więc naturalnie stopniowo dowiadywałem się więcej na ten temat ze źródeł bardziej popularnonaukowych,...
Kiedyś chciałem personalizować. Ale miałem po tym koszmary /
Kiedyś chciałem personalizować. Ale miałem po tym koszmary /
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Mnie tam odrywanie się od książki, żeby robić większe notatki, raczej dekoncentruje, ale co kto lubi... Przy pozycjach naukowych czy reportażach ma to sens, tutaj się zgadzam.
Ten punkt o podglądaniu rozdziału to dla mnie przepis na morderstwo na fabule, jeśli ktoś czyta kryminał 😃 Albo inny gatunek bardziej rozrywkowy, niż naukowy. Można też przestać się ograniczać i sprawdzić zakończenie, wtedy szersza perspektywa będzie 😃
Mnie tam odrywanie się od książki, żeby robić większe notatki, raczej dekoncentruje, ale co kto lubi... Przy pozycjach naukowych czy reportażach ma to sens, tutaj się zgadzam.
Ten punkt o podglądaniu rozdziału to dla mnie przepis na morderstwo na fabule, jeśli ktoś czyta kryminał 😃 Albo inny gatunek bardziej rozrywkowy, niż naukowy. Można też przestać się ograniczać i...
Można dodawać notatki na stronach, które czytamy, by zachować koncentrację.

DODAWAĆ NOTATKI NA STRONACH czytanej książki?! A można wydzierać co lepsze fragmenty?
Można dodawać notatki na stronach, które czytamy, by zachować koncentrację.

DODAWAĆ NOTATKI NA STRONACH czytanej książki?! A można wydzierać co lepsze fragmenty?
Szczególnie na książkach z biblioteki 😝
Szczególnie na książkach z biblioteki 😝
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNajlepiej smakują kartki wyrwane z książek wypożyczonych przez dzieci znajomych 😈
Najlepiej smakują kartki wyrwane z książek wypożyczonych przez dzieci znajomych 😈
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMożna wydzierać, ale zaleca się zachować, gdyby jednak tekst z drugiej strony okazał się przydatny 😃
Można wydzierać, ale zaleca się zachować, gdyby jednak tekst z drugiej strony okazał się przydatny 😃
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dzicz! Barbaria! Ja zadzwonię na prokuraturę! Jesteście u Pani!
A wiecie, że naziści wyrywali kartki z książek i je p-a-l-i-l-i... w lufkach.
A Harry Potter smakował im najlepiej.
Ktoś sobie wziął te rady do serca... w mojej książce... wiecie jak skończył? No. Nie wiecie.
Dzicz! Barbaria! Ja zadzwonię na prokuraturę! Jesteście u Pani!
A wiecie, że naziści wyrywali kartki z książek i je p-a-l-i-l-i... w lufkach.
A Harry Potter smakował im najlepiej.
Ktoś sobie wziął te rady do serca... w mojej książce... wiecie jak skończył? No. Nie wiecie.
Promyk nadziei widzę, bo to chyba ołówkiem ktoś pobazgral. Ja na jednej wymianie książkowej zdobyłam reportaż, na którym bardzo mi zależało, cały popisany długopisem. Leży do dziś nieczytany, bo mnie szlag trafia jak go tylko otworzę.
Promyk nadziei widzę, bo to chyba ołówkiem ktoś pobazgral. Ja na jednej wymianie książkowej zdobyłam reportaż, na którym bardzo mi zależało, cały popisany długopisem. Leży do dziś nieczytany, bo mnie szlag trafia jak go tylko otworzę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMój Dziadek mawiał: "Książka z poklejonymi stronami i zniszczoną okładką to najprawdopodobniej dobra książka, bo zniszczenia świadczą o tym, że czytało ją wiele osób. Książka wyglądająca na nową to najprawdopodobniej nudna książka."... ale to były inne czasy.
Mój Dziadek mawiał: "Książka z poklejonymi stronami i zniszczoną okładką to najprawdopodobniej dobra książka, bo zniszczenia świadczą o tym, że czytało ją wiele osób. Książka wyglądająca na nową to najprawdopodobniej nudna książka."... ale to były inne czasy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamW starych książkach dziadków rzeczywiście widziałam notatki albo karteczki z uwagami. Wtedy nie było takich cudów jak dzisiaj, na przykład samoprzylepnych elementów, które w założeniu służą właśnie zaznaczaniu. Zwykle mam coś takiego pod ręką i niektóre książki mają kolorowe pióropusze 😃 Do pisania po książce się nie posunę, szczególnie przy zwyczaju wymiany książek ze znajomymi.
W starych książkach dziadków rzeczywiście widziałam notatki albo karteczki z uwagami. Wtedy nie było takich cudów jak dzisiaj, na przykład samoprzylepnych elementów, które w założeniu służą właśnie zaznaczaniu. Zwykle mam coś takiego pod ręką i niektóre książki mają kolorowe pióropusze 😃 Do pisania po książce się nie posunę, szczególnie przy zwyczaju wymiany książek ze...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
@mała_mi no niestety nikły to promyczek bo tak "ozdobione" są niemal wszystkie strony aż do 373 włącznie :/
@Amelia o to to, mam podobny zwyczaj, kiedy znajdę jakis istotny czy dyskusyjny fragment, zaznaczam takim specjalnym lepiaczkiem, z lekkim klejem, który nie uszkodzi książki. A jak już mam pisać to na tych lepiaczkach właśnie.
@mała_mi no niestety nikły to promyczek bo tak "ozdobione" są niemal wszystkie strony aż do 373 włącznie :/
@Amelia o to to, mam podobny zwyczaj, kiedy znajdę jakis istotny czy dyskusyjny fragment, zaznaczam takim specjalnym lepiaczkiem, z lekkim klejem, który nie uszkodzi książki. A jak już mam pisać to na tych lepiaczkach właśnie.
Jeszcze "przylepki" spotkałam, chociaż tutaj to może pojawiać się problem mylenia z chlebem i należy ostrożnie prosić o podanie 😃
Jeszcze "przylepki" spotkałam, chociaż tutaj to może pojawiać się problem mylenia z chlebem i należy ostrożnie prosić o podanie 😃
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa na kindlu mogę.
Ja na kindlu mogę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Po niektórych książkach można pisać 😆
https://www.facebook.com/UwagaNaukowyBelkot/photos/2970449979860693
Po niektórych książkach można pisać 😆
https://www.facebook.com/UwagaNaukowyBelkot/photos/2970449979860693
Ja czytam może dość nietypowo, gdyż wybieram kilka książek, zaczynam każdą a potem w zależności od nastroju i chęci czytam dalej. Lecz gdy mnie któraś bardziej wciągnie, to nie odkładam aż skończę. Owszem, robię sobie zakładki i notatki (w swoich własnych egzemplarzach), i staram się napisać coś o każdej. Gdy mam w domu zlot wnucząt (7) to wtedy czytamy razem i jest wesoło. Oczywiście maluchy (trójka) nie czytają, lecz słuchają i krzyczą jeszcze. Tym sposobem moje starsze wnuki chętnie sięgają po książki i mimo, że wśród ich rówieśników czytanie jest stratą czasu, to moje wnuki lubią czytać książki.
Ja czytam może dość nietypowo, gdyż wybieram kilka książek, zaczynam każdą a potem w zależności od nastroju i chęci czytam dalej. Lecz gdy mnie któraś bardziej wciągnie, to nie odkładam aż skończę. Owszem, robię sobie zakładki i notatki (w swoich własnych egzemplarzach), i staram się napisać coś o każdej. Gdy mam w domu zlot wnucząt (7) to wtedy czytamy razem i jest wesoło....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTeż czytam kilka książek naraz, dzięki temu zawsze mam pod ręką coś, co akurat rezonuje z moim nastrojem oraz potrzebami :) Zazwyczaj mam na tapecie jakiś audiobook (na dni zmęczonych oczu), jakieś non-fiction (bo przepadam) i coś lekkiego (jak zasmuci mnie non-fiction :P).
Też czytam kilka książek naraz, dzięki temu zawsze mam pod ręką coś, co akurat rezonuje z moim nastrojem oraz potrzebami :) Zazwyczaj mam na tapecie jakiś audiobook (na dni zmęczonych oczu), jakieś non-fiction (bo przepadam) i coś lekkiego (jak zasmuci mnie non-fiction :P).
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZapraszamy do dyskusji.
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam