Dużo zabijania orków, tego możecie być pewni. Trochę twistów fabularnych, dużo krasnoludów, czyta się całkiem przyjemnie, a przecież o to w tej serii chodzi.
Dużo zabijania orków, tego możecie być pewni. Trochę twistów fabularnych, dużo krasnoludów, czyta się całkiem przyjemnie, a przecież o to w tej serii chodzi.
Moje pierwsze spotkanie kilka miesięcy temu z N. Longiem należało do jednych z najlepszych, wampirzyca Ulryka dalej znajduje się wysoko w moim rankingu serii kronik. To wrażenie nie uległo zmianie, gdzie zastępując W. Kinga w opowieściach o Gotreku i Feliksie zaskoczył mnie równie pozytywnie prowadząc kolejny tom w ciekawy sposób. Historia w "Zabójcy Orków" zapowiadała się dla mnie typowo, najazdy, walka z kolejnym potężnym watażką na końcu - nic bardziej mylnego, więc unikając spoilerów tutaj skończę pozostawiając niedosyt w kwestii opinii na temat samej fabuły.
Sam warsztat autora - dla mnie poezja, ale nie w poetyckim tego słowa znaczeniu. Dużo akcji, dużo krwi, nawet smutne fragmenty, widać, że Pan Long umie w Warhammera jak mało kto, a będąc w trakcie kolejnej książki tylko się w tym utwiedzam.
Moje pierwsze spotkanie kilka miesięcy temu z N. Longiem należało do jednych z najlepszych, wampirzyca Ulryka dalej znajduje się wysoko w moim rankingu serii kronik. To wrażenie nie uległo zmianie, gdzie zastępując W. Kinga w opowieściach o Gotreku i Feliksie zaskoczył mnie równie pozytywnie prowadząc kolejny tom w ciekawy sposób. Historia w "Zabójcy Orków" zapowiadała się...
Saga pożegnała się tu z Williamem Kingiem… i wyszło jej to na dobre! Co prawda w pierwszym momencie zabieg Nathana Longa polegający na tym, że fabuła została nagle z niezrozumiałych dla mnie względów pchnięta 20 lat do przodu mi się nie spodobał…. Ale szybko zmieniłem zdanie. Long po prostu lepiej konstruuje pełnoskalowe powieści. Nie ma tu dłużyzn, męczących swą bezużytecznością rozważań głównych bohaterów, jest za to napięcie, trochę tajemnicy, sporo humoru (ach, te krasnoludzkie szowinizmy i krasnoludzkie zwady) i nawet miejsce dla ładunku emocjonalnego się znalazło!
Nathan Long wybrał sobie zresztą fajny setting. Bohaterowie walczą tu o opanowany przez orki Karak Hirn, całymi garściami może więc autor czerpać z motywów bogatego przecież krasnowarhammerowego loru. Trochę w cieniu są tytułowe orki…. ale to nie są przecież typowe orki, więc wybaczam. Jedna z najlepszych gotrekoksiążek moim zdaniem!
7,5/10
Saga pożegnała się tu z Williamem Kingiem… i wyszło jej to na dobre! Co prawda w pierwszym momencie zabieg Nathana Longa polegający na tym, że fabuła została nagle z niezrozumiałych dla mnie względów pchnięta 20 lat do przodu mi się nie spodobał…. Ale szybko zmieniłem zdanie. Long po prostu lepiej konstruuje pełnoskalowe powieści. Nie ma tu dłużyzn, męczących swą...
„Zabójca orków” to już bez mała ósma cześć o przygodach dwójki bohaterów w Starym Świecie. Tym razem Gotrek i Felix będą musieli wyruszyć do krasnoludzkiej twierdzy opanowanej przez orki, ale czy jedynie przez nie? Większość mieszkańców krainy wyruszyła na Północ aby stawić czoło nadciągającej armii Chaosu. Gotrek zmuszony jest dochować dawnej przysięgi wyrusza razem z krasnoludzkim księciem aby wyswobodzić twierdzę. Ale nic nie idzie zgodnie z ich planem. Zielonoskórzy z którymi będą walczyć nasi bohaterowie zachowują się całkiem inaczej niż normlanie. Zachowują się jakby coś miało nad nimi kontrole ale właśnie co?
Jest to pierwsza książka o Gotreku i Feliksie, której autorem jest Long, poprzednio wszystkie części napisał William King. Jak dla mnie ta książka trzyma poziom jak poprzednie. A co ciekawe autor uchylił tutaj rąbka tajemnicy historii Gotreka Gurnissona. Long zaczął się bardziej skupiać na historiach i relacjach pomiędzy tymi dwoma bohaterami – ale historia dalej jak była tak jest epicka. Polecam każdemu, kto lubi krasnoludy w książkach fantasy. Bo cóż może być lepszego niż cała ich twierdza 😊
„Zabójca orków” to już bez mała ósma cześć o przygodach dwójki bohaterów w Starym Świecie. Tym razem Gotrek i Felix będą musieli wyruszyć do krasnoludzkiej twierdzy opanowanej przez orki, ale czy jedynie przez nie? Większość mieszkańców krainy wyruszyła na Północ aby stawić czoło nadciągającej armii Chaosu. Gotrek zmuszony jest dochować dawnej przysięgi wyrusza razem z...
Zawsze jak dochodzi do zmiany autora poszczególnych książek w jakiejś serii mam obawy czy zastępstwo wyjdzie cyklowi na dobre. W przypadku Gotreka i Felixa myślę, że zmiana była dobra i pchnęła serie w troszkę innym kierunku. Nadal mamy heroiczne przygody dwóch awanturników, gdzie rzadko się zdarza aby na końcu żywy pozostał ktoś oprócz Felixa i Gotreka. Samą historię czytało mi się lepiej niż przy poprzednim autorze. Książka jest lepiej napisana, a sama fabuła nadal jest naciągana i toporna jednak odrobinę mniej. Bardzo fajną zagrywką jest "rozwiązanie języka" Gotrekowi, dzięki temu lepiej go poznajemy, co dodaje odrobinę głębi postaci. Nadal jest maszyną do zabijania, jednak umie powiedzieć coś więcej niż "Ruszajmy, człeczony" lub " Najlepszy efl to martwy elf".
Jak dla mnie super część, polecam każdemu kto czytał wcześniejsze.
PS. Myślę że do 8 tomu dotarli tylko fani więc polecanie lekko mija się z celem :-D
Zawsze jak dochodzi do zmiany autora poszczególnych książek w jakiejś serii mam obawy czy zastępstwo wyjdzie cyklowi na dobre. W przypadku Gotreka i Felixa myślę, że zmiana była dobra i pchnęła serie w troszkę innym kierunku. Nadal mamy heroiczne przygody dwóch awanturników, gdzie rzadko się zdarza aby na końcu żywy pozostał ktoś oprócz Felixa i Gotreka. Samą historię...
Dlatego uważam, że zmiana pisarza w każdej sadze jest potrzebna. Wyobraźcie sobie, że Wiedźmin jest uniwersum podobnym do Warmłotka i Wieżę Jaskółki napisałby ktoś inny, a nie znudzony Andrzej Sapkowski. Zamiast nudnej, pozbawionej polotu Wieży Jaskółki, mielibyśmy majstersztyk być może nawet lepszy od Krwi Elfów. Ale ja tu nie o Wiedźminie.
Nathan Long idealnie "wbił się" w buty Williama Kinga. Mamy tu dynamikę nie znaną nam wcześniej w sadze. Rozwiązania nieoczywiste, super klimat i jeszcze lepsze zakończenie.
8,3 w skali całej sagi, ale już 9,8 w skali Nathana Longa. Wspiął się chłop na wyżyny swoich umiejętności i to czuć. Piękna przygoda do przeczytania co najmniej kilka razy.
Moja skala: 8,3
Dlatego uważam, że zmiana pisarza w każdej sadze jest potrzebna. Wyobraźcie sobie, że Wiedźmin jest uniwersum podobnym do Warmłotka i Wieżę Jaskółki napisałby ktoś inny, a nie znudzony Andrzej Sapkowski. Zamiast nudnej, pozbawionej polotu Wieży Jaskółki, mielibyśmy majstersztyk być może nawet lepszy od Krwi Elfów. Ale ja tu nie o Wiedźminie.
Dobre wejście Nathana Longa w cykl o G&F.
Ciekawe rozwiązania (szkoda, że w późniejszych częściach się nie popisał) sprawiają, że czytając praktycznie nie jesteśmy w stanie przewidzieć kto jest tym "wielkim złolem". Oczywiście domyślamy się ale nie jest to jak w innych częściach oczywiste kto na końcu padnie pod toporem Gotreka. To na spory plus, podobnie jak wprowadzenie innych krasnoludów do opowieści.
Niestety czasem fabuła trochę się sypie, akcja szarpie a bohaterowie są nudni.
Dobre wejście Nathana Longa w cykl o G&F.
Ciekawe rozwiązania (szkoda, że w późniejszych częściach się nie popisał) sprawiają, że czytając praktycznie nie jesteśmy w stanie przewidzieć kto jest tym "wielkim złolem". Oczywiście domyślamy się ale nie jest to jak w innych częściach oczywiste kto na końcu padnie pod toporem Gotreka. To na spory plus, podobnie jak wprowadzenie...
Zmiana autora dobrze zrobiła tej serii książek. Poprzednie części Gotreka i Felixa nie za bardzo przypadły mi do gustu - akcja nie była jakaś bardzo wciągająca, Gotrek zawsze wszystko zabijał, a Felix głównie narzekał, że teraz to on nie przeżyje.
W "Zabójcy Orków" natomiast znajdziemy nie tylko bardzo ciekawą i tajemniczą fabułę, która naprawdę bardzo wciąga (w przeciwieństwie do kilku poprzednich części - w mojej opinii) ale również drobne zmiany w zachowaniu głównego bohatera, Gotreka, które nie tylko nie przeszkadzają, ale wręcz działają na korzyść opowieści.
Gotrek w tej części stał się bardziej gadatliwy, dzięki czemu wreszcie można nakreślić sobie obraz jego charakteru w głowie, przez co, przynajmniej dla mnie, był dużo ciekawszą postacią niż poprzednio. Poza tym, można się dowiedzieć wielu rzeczy o przeszłości krasnoluda, dzięki temu, że spotyka dawnego przyjaciela, z którym ma zachowaną urazę. Aczkolwiek mam wrażenie, że autor "zmiękczył" Gotreka - w poprzednich częściach wydawało mi się iż Gotrek ignorował wszelkie zdobyte rany, nawet te najpoważniejsze, a tutaj Gotrek z kilkoma nie najlżejszymi ranami pod koniec książki już ma problem w walce.
W tej części możemy poznać głębiej także samą naturę krasnoludów, którzy prawie cały czas towarzyszą głównym bohaterom - i co ważne, nie są to Zabójcy, tylko zwykłe krasnoludy, które się ze sobą kłócą i wyzywają na pojedynki i wpisują do ksiąg uraz o byle co. Ten wątek znacznie urozmaicił lekturę.
Nie mogłam się zmusić by zabrać się za tę część Przygód Gotreka i Felixa, bo poprzednie zwyczajnie mnie zanudziły tak, że nie sądziłam, bym w tej części znalazła rozrywkę - ale na szczęście w końcu po nią sięgnęłam i przekonałam się, że się pomyliłam w ocenie po poprzednich częściach.
Zmiana autora dobrze zrobiła tej serii książek. Poprzednie części Gotreka i Felixa nie za bardzo przypadły mi do gustu - akcja nie była jakaś bardzo wciągająca, Gotrek zawsze wszystko zabijał, a Felix głównie narzekał, że teraz to on nie przeżyje.
W "Zabójcy Orków" natomiast znajdziemy nie tylko bardzo ciekawą i tajemniczą fabułę, która naprawdę bardzo wciąga (w...
Z "nowego" cyklu przygód Gotreka i Felixa to chyba najlepsza cześć. Wizja krasnowodzkiej twierdzy, jej mieszkańców, zagrożenia czmychając za każdym zakrętem podziemnego korytarza - majstersztyk. Do tego wszystkiego fajnie napisane relacje wewnątrz drużyny, zarówno w kwestii pozytywnych jak i negatywnych uczuć bohaterów. Samo zakończenie także zasługuje na dyzy plus, gdyż, moim skromnym zdaniem jawnie nawiązuje do świata Warhammer 40k.
Z "nowego" cyklu przygód Gotreka i Felixa to chyba najlepsza cześć. Wizja krasnowodzkiej twierdzy, jej mieszkańców, zagrożenia czmychając za każdym zakrętem podziemnego korytarza - majstersztyk. Do tego wszystkiego fajnie napisane relacje wewnątrz drużyny, zarówno w kwestii pozytywnych jak i negatywnych uczuć bohaterów. Samo zakończenie także zasługuje na dyzy plus, gdyż,...
Zacznę od tego, iż zmiana autora nie pogorszyła jakości serii. Jest dynamicznie, agresywnie, momentami mrocznie, krew leje się częściej niż w poprzednich tomach ale co najważniejsze, postać Gotreka została bardziej wyeksponowana, stając się bliższa czytelnikowi. Interakcje pomiędzy bohaterami powieści, w sumie wszyscy to krasnoludy, potrafią wywołać uśmiech na twarzy i świetnie przedstawiają sposób bycia oraz kulturę starszej rasy. Główni antagoniści to orki, niby nic nowego ale na pewno zaskoczą, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Podsumowując: miłośnicy krasnoludów będą naprawdę zadowoleni, mogę to stwierdzić ponieważ sam darzę tą frakcję dużą estymą, jeśli chodzi o fantastykę w ogóle.
Zacznę od tego, iż zmiana autora nie pogorszyła jakości serii. Jest dynamicznie, agresywnie, momentami mrocznie, krew leje się częściej niż w poprzednich tomach ale co najważniejsze, postać Gotreka została bardziej wyeksponowana, stając się bliższa czytelnikowi. Interakcje pomiędzy bohaterami powieści, w sumie wszyscy to krasnoludy, potrafią wywołać uśmiech na twarzy i...
Cykl o Gtreku i Felixie stał się na tyle rozbudowany, że doczekał się zmiany pisarza. Miejsce Wiliama Kinga zajął Nathan Long i to właśnie Zabójca Orków jest jego debiutem w tej sadze.
Zobaczmy więc...
Akcja zaczyna się na blisko dwadzieścia lat po wydarzeniach Zabójcy Gigantów. Był to zapewne wymóg wydawnictwa, aby połączyć wydarzenia z książek z czasem drugiej dedycji Warhammer FRP. Inwazja Archonta trwa najlepsze, kiedy Gotrek i jego spamiętywacz docierają do małego, krasnoludzkiego portu za Przełęczą Czarnego Ognia. Wracają po wędrówkach po całym świecie, od Arabii po Kataj, podczas których zabójca nie miał szczęścia i nie odnalazł swojej zagłady. Coraz bardziej sfrustrowany postanawia wrócić na północ, pamiętając, że Krwiopusz Khorna był najbliższy zabicia go.
Powrót nie jest jednak łatwy, port bowiem jak i cała okolica nawiedzana jest przez orków. Większość armii krasnoludów odeszła na północ, walczyć z inwazją chaosu i zielonoskórzy skorzystali z okazji.
Gotrek nie chce marnować na nich czasu bardziej niż to konieczne i chce wyruszyć przeciw chaosowi. Felix tak samo, aby dowiedzieć się co z jego rodziną.
Ich plany krzyżuje dawny przyjaciel krasnoluda z lat dawnych (najdawniejszych jakie dane nam jest poznać), książę twierdzy, która upadła pod naporem orków. Przez wzgląd na dawne przysięgi prosi on teraz Gotreka o pomoc w jej odzyskaniu. Ale przez jakiś zadawniony spór, zabójca każe u iść do diabła.
Przysięga to jednak przysięga, ostatecznie więc dwaj towarzysze dołączają do armii mającej odbić twierdze i znajdujące się pod nią kopalnie.
Fabuła jest bardzo mocną stronę powieści, z jednej strony biorąc oklepany trochę motyw, z drugiej w pełni rozumiejąc co ma w rękach. Long bawi się z nami miejscami, piętrząc problemy w sposób logiczny, ale niespodziewany.
Akcja jest równie barwna jak u jego poprzednika, choć czasami miałem wrażenie, że autor, lub tłumacz plącze się i gubi w opisach. Jest to jednak do przeżycia.
Klimat i opis krasnoludów są najmocniejszymi stronami Zabójcy Orków. Nathan Long oddaje im hołd jako ulubionej rasie uniwersum, bardzo ich jednak odbrązawia, pozostając jednocześnie wiernym obrazowi. Pokazuje po prostu drugą stronę tych samych przymiotów. Upór i odwaga sprawiają, że radzą sobie gorzej z niespodziewanymi rzeczami, przywiązanie do honoru i danego słowa - że potrafią toczyć wielopokoleniowe, destrukcyjne dla społeczeństwa spory o źle podaną przystawkę przy kolacji.
Postaci są opisane barwnie i klimatycznie jak to zwykle w tym cyklu. Gotrek jest jak zawsze niezmienny (choć miejscami się to..zmienia, ale jak najbardziej w logiczny sposób), Felix natomiast kontynuuje swoją ewolucję, która charakteryzowała go w tomach 2-4. Nie jest już nieopierzonym gołowąsem, ale wytrawnym awanturnikiem i jest tego świadom. Stanowi świetny kontrast dla Gotreka i jednocześnie jego uzupełnienie.
Nowi bohaterowie są bardzo dobrze stworzeni i zapadają w pamięć. Prawie wszyscy są krasnoludami, a więc tak czy siak są do siebie podobni, ale wyraziści na swój sposób. Zwłaszcza kolejny zabójca, który dołącza do nas w tym tomie.
Na wadę można zaliczyć troszkę zbyt przygnębiający jednak klimat, oraz miejscami zauważalne parcie na filmowość danej sceny. Są to jednak tylko detale. Podobnie jak miejscami niedbalstwo wydawnictwa, zmarnowanego papieru jest tu na szczęście mniej niż w innych tomach.
Podsumowując, Zabójca Orków to bardzo dobra książka, szczególnie warta polecenia i dla fanów krasnoludów i samego warhammera, ale również wszystkim wielbicielom powieści przygodowych i miecza i magii powinna przypaść do gustu.
Cykl o Gtreku i Felixie stał się na tyle rozbudowany, że doczekał się zmiany pisarza. Miejsce Wiliama Kinga zajął Nathan Long i to właśnie Zabójca Orków jest jego debiutem w tej sadze.
Zobaczmy więc...
Akcja zaczyna się na blisko dwadzieścia lat po wydarzeniach Zabójcy Gigantów. Był to zapewne wymóg wydawnictwa, aby połączyć wydarzenia z książek z czasem drugiej dedycji...
Dużo zabijania orków, tego możecie być pewni. Trochę twistów fabularnych, dużo krasnoludów, czyta się całkiem przyjemnie, a przecież o to w tej serii chodzi.
Dużo zabijania orków, tego możecie być pewni. Trochę twistów fabularnych, dużo krasnoludów, czyta się całkiem przyjemnie, a przecież o to w tej serii chodzi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje pierwsze spotkanie kilka miesięcy temu z N. Longiem należało do jednych z najlepszych, wampirzyca Ulryka dalej znajduje się wysoko w moim rankingu serii kronik. To wrażenie nie uległo zmianie, gdzie zastępując W. Kinga w opowieściach o Gotreku i Feliksie zaskoczył mnie równie pozytywnie prowadząc kolejny tom w ciekawy sposób. Historia w "Zabójcy Orków" zapowiadała się dla mnie typowo, najazdy, walka z kolejnym potężnym watażką na końcu - nic bardziej mylnego, więc unikając spoilerów tutaj skończę pozostawiając niedosyt w kwestii opinii na temat samej fabuły.
Sam warsztat autora - dla mnie poezja, ale nie w poetyckim tego słowa znaczeniu. Dużo akcji, dużo krwi, nawet smutne fragmenty, widać, że Pan Long umie w Warhammera jak mało kto, a będąc w trakcie kolejnej książki tylko się w tym utwiedzam.
Moje pierwsze spotkanie kilka miesięcy temu z N. Longiem należało do jednych z najlepszych, wampirzyca Ulryka dalej znajduje się wysoko w moim rankingu serii kronik. To wrażenie nie uległo zmianie, gdzie zastępując W. Kinga w opowieściach o Gotreku i Feliksie zaskoczył mnie równie pozytywnie prowadząc kolejny tom w ciekawy sposób. Historia w "Zabójcy Orków" zapowiadała się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSaga pożegnała się tu z Williamem Kingiem… i wyszło jej to na dobre! Co prawda w pierwszym momencie zabieg Nathana Longa polegający na tym, że fabuła została nagle z niezrozumiałych dla mnie względów pchnięta 20 lat do przodu mi się nie spodobał…. Ale szybko zmieniłem zdanie. Long po prostu lepiej konstruuje pełnoskalowe powieści. Nie ma tu dłużyzn, męczących swą bezużytecznością rozważań głównych bohaterów, jest za to napięcie, trochę tajemnicy, sporo humoru (ach, te krasnoludzkie szowinizmy i krasnoludzkie zwady) i nawet miejsce dla ładunku emocjonalnego się znalazło!
Nathan Long wybrał sobie zresztą fajny setting. Bohaterowie walczą tu o opanowany przez orki Karak Hirn, całymi garściami może więc autor czerpać z motywów bogatego przecież krasnowarhammerowego loru. Trochę w cieniu są tytułowe orki…. ale to nie są przecież typowe orki, więc wybaczam. Jedna z najlepszych gotrekoksiążek moim zdaniem!
7,5/10
Saga pożegnała się tu z Williamem Kingiem… i wyszło jej to na dobre! Co prawda w pierwszym momencie zabieg Nathana Longa polegający na tym, że fabuła została nagle z niezrozumiałych dla mnie względów pchnięta 20 lat do przodu mi się nie spodobał…. Ale szybko zmieniłem zdanie. Long po prostu lepiej konstruuje pełnoskalowe powieści. Nie ma tu dłużyzn, męczących swą...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zabójca orków” to już bez mała ósma cześć o przygodach dwójki bohaterów w Starym Świecie. Tym razem Gotrek i Felix będą musieli wyruszyć do krasnoludzkiej twierdzy opanowanej przez orki, ale czy jedynie przez nie? Większość mieszkańców krainy wyruszyła na Północ aby stawić czoło nadciągającej armii Chaosu. Gotrek zmuszony jest dochować dawnej przysięgi wyrusza razem z krasnoludzkim księciem aby wyswobodzić twierdzę. Ale nic nie idzie zgodnie z ich planem. Zielonoskórzy z którymi będą walczyć nasi bohaterowie zachowują się całkiem inaczej niż normlanie. Zachowują się jakby coś miało nad nimi kontrole ale właśnie co?
Jest to pierwsza książka o Gotreku i Feliksie, której autorem jest Long, poprzednio wszystkie części napisał William King. Jak dla mnie ta książka trzyma poziom jak poprzednie. A co ciekawe autor uchylił tutaj rąbka tajemnicy historii Gotreka Gurnissona. Long zaczął się bardziej skupiać na historiach i relacjach pomiędzy tymi dwoma bohaterami – ale historia dalej jak była tak jest epicka. Polecam każdemu, kto lubi krasnoludy w książkach fantasy. Bo cóż może być lepszego niż cała ich twierdza 😊
„Zabójca orków” to już bez mała ósma cześć o przygodach dwójki bohaterów w Starym Świecie. Tym razem Gotrek i Felix będą musieli wyruszyć do krasnoludzkiej twierdzy opanowanej przez orki, ale czy jedynie przez nie? Większość mieszkańców krainy wyruszyła na Północ aby stawić czoło nadciągającej armii Chaosu. Gotrek zmuszony jest dochować dawnej przysięgi wyrusza razem z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZawsze jak dochodzi do zmiany autora poszczególnych książek w jakiejś serii mam obawy czy zastępstwo wyjdzie cyklowi na dobre. W przypadku Gotreka i Felixa myślę, że zmiana była dobra i pchnęła serie w troszkę innym kierunku. Nadal mamy heroiczne przygody dwóch awanturników, gdzie rzadko się zdarza aby na końcu żywy pozostał ktoś oprócz Felixa i Gotreka. Samą historię czytało mi się lepiej niż przy poprzednim autorze. Książka jest lepiej napisana, a sama fabuła nadal jest naciągana i toporna jednak odrobinę mniej. Bardzo fajną zagrywką jest "rozwiązanie języka" Gotrekowi, dzięki temu lepiej go poznajemy, co dodaje odrobinę głębi postaci. Nadal jest maszyną do zabijania, jednak umie powiedzieć coś więcej niż "Ruszajmy, człeczony" lub " Najlepszy efl to martwy elf".
Jak dla mnie super część, polecam każdemu kto czytał wcześniejsze.
PS. Myślę że do 8 tomu dotarli tylko fani więc polecanie lekko mija się z celem :-D
Zawsze jak dochodzi do zmiany autora poszczególnych książek w jakiejś serii mam obawy czy zastępstwo wyjdzie cyklowi na dobre. W przypadku Gotreka i Felixa myślę, że zmiana była dobra i pchnęła serie w troszkę innym kierunku. Nadal mamy heroiczne przygody dwóch awanturników, gdzie rzadko się zdarza aby na końcu żywy pozostał ktoś oprócz Felixa i Gotreka. Samą historię...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoja skala: 8,3
Dlatego uważam, że zmiana pisarza w każdej sadze jest potrzebna. Wyobraźcie sobie, że Wiedźmin jest uniwersum podobnym do Warmłotka i Wieżę Jaskółki napisałby ktoś inny, a nie znudzony Andrzej Sapkowski. Zamiast nudnej, pozbawionej polotu Wieży Jaskółki, mielibyśmy majstersztyk być może nawet lepszy od Krwi Elfów. Ale ja tu nie o Wiedźminie.
Nathan Long idealnie "wbił się" w buty Williama Kinga. Mamy tu dynamikę nie znaną nam wcześniej w sadze. Rozwiązania nieoczywiste, super klimat i jeszcze lepsze zakończenie.
8,3 w skali całej sagi, ale już 9,8 w skali Nathana Longa. Wspiął się chłop na wyżyny swoich umiejętności i to czuć. Piękna przygoda do przeczytania co najmniej kilka razy.
Moja skala: 8,3
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDlatego uważam, że zmiana pisarza w każdej sadze jest potrzebna. Wyobraźcie sobie, że Wiedźmin jest uniwersum podobnym do Warmłotka i Wieżę Jaskółki napisałby ktoś inny, a nie znudzony Andrzej Sapkowski. Zamiast nudnej, pozbawionej polotu Wieży Jaskółki, mielibyśmy majstersztyk być może nawet lepszy od Krwi Elfów. Ale ja tu nie o Wiedźminie.
Nathan Long...
Dobre wejście Nathana Longa w cykl o G&F.
Ciekawe rozwiązania (szkoda, że w późniejszych częściach się nie popisał) sprawiają, że czytając praktycznie nie jesteśmy w stanie przewidzieć kto jest tym "wielkim złolem". Oczywiście domyślamy się ale nie jest to jak w innych częściach oczywiste kto na końcu padnie pod toporem Gotreka. To na spory plus, podobnie jak wprowadzenie innych krasnoludów do opowieści.
Niestety czasem fabuła trochę się sypie, akcja szarpie a bohaterowie są nudni.
Dobre wejście Nathana Longa w cykl o G&F.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawe rozwiązania (szkoda, że w późniejszych częściach się nie popisał) sprawiają, że czytając praktycznie nie jesteśmy w stanie przewidzieć kto jest tym "wielkim złolem". Oczywiście domyślamy się ale nie jest to jak w innych częściach oczywiste kto na końcu padnie pod toporem Gotreka. To na spory plus, podobnie jak wprowadzenie...
Zmiana autora dobrze zrobiła tej serii książek. Poprzednie części Gotreka i Felixa nie za bardzo przypadły mi do gustu - akcja nie była jakaś bardzo wciągająca, Gotrek zawsze wszystko zabijał, a Felix głównie narzekał, że teraz to on nie przeżyje.
W "Zabójcy Orków" natomiast znajdziemy nie tylko bardzo ciekawą i tajemniczą fabułę, która naprawdę bardzo wciąga (w przeciwieństwie do kilku poprzednich części - w mojej opinii) ale również drobne zmiany w zachowaniu głównego bohatera, Gotreka, które nie tylko nie przeszkadzają, ale wręcz działają na korzyść opowieści.
Gotrek w tej części stał się bardziej gadatliwy, dzięki czemu wreszcie można nakreślić sobie obraz jego charakteru w głowie, przez co, przynajmniej dla mnie, był dużo ciekawszą postacią niż poprzednio. Poza tym, można się dowiedzieć wielu rzeczy o przeszłości krasnoluda, dzięki temu, że spotyka dawnego przyjaciela, z którym ma zachowaną urazę. Aczkolwiek mam wrażenie, że autor "zmiękczył" Gotreka - w poprzednich częściach wydawało mi się iż Gotrek ignorował wszelkie zdobyte rany, nawet te najpoważniejsze, a tutaj Gotrek z kilkoma nie najlżejszymi ranami pod koniec książki już ma problem w walce.
W tej części możemy poznać głębiej także samą naturę krasnoludów, którzy prawie cały czas towarzyszą głównym bohaterom - i co ważne, nie są to Zabójcy, tylko zwykłe krasnoludy, które się ze sobą kłócą i wyzywają na pojedynki i wpisują do ksiąg uraz o byle co. Ten wątek znacznie urozmaicił lekturę.
Nie mogłam się zmusić by zabrać się za tę część Przygód Gotreka i Felixa, bo poprzednie zwyczajnie mnie zanudziły tak, że nie sądziłam, bym w tej części znalazła rozrywkę - ale na szczęście w końcu po nią sięgnęłam i przekonałam się, że się pomyliłam w ocenie po poprzednich częściach.
Zmiana autora dobrze zrobiła tej serii książek. Poprzednie części Gotreka i Felixa nie za bardzo przypadły mi do gustu - akcja nie była jakaś bardzo wciągająca, Gotrek zawsze wszystko zabijał, a Felix głównie narzekał, że teraz to on nie przeżyje.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW "Zabójcy Orków" natomiast znajdziemy nie tylko bardzo ciekawą i tajemniczą fabułę, która naprawdę bardzo wciąga (w...
Z "nowego" cyklu przygód Gotreka i Felixa to chyba najlepsza cześć. Wizja krasnowodzkiej twierdzy, jej mieszkańców, zagrożenia czmychając za każdym zakrętem podziemnego korytarza - majstersztyk. Do tego wszystkiego fajnie napisane relacje wewnątrz drużyny, zarówno w kwestii pozytywnych jak i negatywnych uczuć bohaterów. Samo zakończenie także zasługuje na dyzy plus, gdyż, moim skromnym zdaniem jawnie nawiązuje do świata Warhammer 40k.
Z "nowego" cyklu przygód Gotreka i Felixa to chyba najlepsza cześć. Wizja krasnowodzkiej twierdzy, jej mieszkańców, zagrożenia czmychając za każdym zakrętem podziemnego korytarza - majstersztyk. Do tego wszystkiego fajnie napisane relacje wewnątrz drużyny, zarówno w kwestii pozytywnych jak i negatywnych uczuć bohaterów. Samo zakończenie także zasługuje na dyzy plus, gdyż,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba najsmutniejsza cześć serii.
Chyba najsmutniejsza cześć serii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początku męcząca, póżniej już było lepiej. To jest jednak debiut Longa, kolejne tomy są lepsze...... chyba :D
Na początku męcząca, póżniej już było lepiej. To jest jednak debiut Longa, kolejne tomy są lepsze...... chyba :D
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznę od tego, iż zmiana autora nie pogorszyła jakości serii. Jest dynamicznie, agresywnie, momentami mrocznie, krew leje się częściej niż w poprzednich tomach ale co najważniejsze, postać Gotreka została bardziej wyeksponowana, stając się bliższa czytelnikowi. Interakcje pomiędzy bohaterami powieści, w sumie wszyscy to krasnoludy, potrafią wywołać uśmiech na twarzy i świetnie przedstawiają sposób bycia oraz kulturę starszej rasy. Główni antagoniści to orki, niby nic nowego ale na pewno zaskoczą, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Podsumowując: miłośnicy krasnoludów będą naprawdę zadowoleni, mogę to stwierdzić ponieważ sam darzę tą frakcję dużą estymą, jeśli chodzi o fantastykę w ogóle.
Zacznę od tego, iż zmiana autora nie pogorszyła jakości serii. Jest dynamicznie, agresywnie, momentami mrocznie, krew leje się częściej niż w poprzednich tomach ale co najważniejsze, postać Gotreka została bardziej wyeksponowana, stając się bliższa czytelnikowi. Interakcje pomiędzy bohaterami powieści, w sumie wszyscy to krasnoludy, potrafią wywołać uśmiech na twarzy i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCykl o Gtreku i Felixie stał się na tyle rozbudowany, że doczekał się zmiany pisarza. Miejsce Wiliama Kinga zajął Nathan Long i to właśnie Zabójca Orków jest jego debiutem w tej sadze.
Zobaczmy więc...
Akcja zaczyna się na blisko dwadzieścia lat po wydarzeniach Zabójcy Gigantów. Był to zapewne wymóg wydawnictwa, aby połączyć wydarzenia z książek z czasem drugiej dedycji Warhammer FRP. Inwazja Archonta trwa najlepsze, kiedy Gotrek i jego spamiętywacz docierają do małego, krasnoludzkiego portu za Przełęczą Czarnego Ognia. Wracają po wędrówkach po całym świecie, od Arabii po Kataj, podczas których zabójca nie miał szczęścia i nie odnalazł swojej zagłady. Coraz bardziej sfrustrowany postanawia wrócić na północ, pamiętając, że Krwiopusz Khorna był najbliższy zabicia go.
Powrót nie jest jednak łatwy, port bowiem jak i cała okolica nawiedzana jest przez orków. Większość armii krasnoludów odeszła na północ, walczyć z inwazją chaosu i zielonoskórzy skorzystali z okazji.
Gotrek nie chce marnować na nich czasu bardziej niż to konieczne i chce wyruszyć przeciw chaosowi. Felix tak samo, aby dowiedzieć się co z jego rodziną.
Ich plany krzyżuje dawny przyjaciel krasnoluda z lat dawnych (najdawniejszych jakie dane nam jest poznać), książę twierdzy, która upadła pod naporem orków. Przez wzgląd na dawne przysięgi prosi on teraz Gotreka o pomoc w jej odzyskaniu. Ale przez jakiś zadawniony spór, zabójca każe u iść do diabła.
Przysięga to jednak przysięga, ostatecznie więc dwaj towarzysze dołączają do armii mającej odbić twierdze i znajdujące się pod nią kopalnie.
Fabuła jest bardzo mocną stronę powieści, z jednej strony biorąc oklepany trochę motyw, z drugiej w pełni rozumiejąc co ma w rękach. Long bawi się z nami miejscami, piętrząc problemy w sposób logiczny, ale niespodziewany.
Akcja jest równie barwna jak u jego poprzednika, choć czasami miałem wrażenie, że autor, lub tłumacz plącze się i gubi w opisach. Jest to jednak do przeżycia.
Klimat i opis krasnoludów są najmocniejszymi stronami Zabójcy Orków. Nathan Long oddaje im hołd jako ulubionej rasie uniwersum, bardzo ich jednak odbrązawia, pozostając jednocześnie wiernym obrazowi. Pokazuje po prostu drugą stronę tych samych przymiotów. Upór i odwaga sprawiają, że radzą sobie gorzej z niespodziewanymi rzeczami, przywiązanie do honoru i danego słowa - że potrafią toczyć wielopokoleniowe, destrukcyjne dla społeczeństwa spory o źle podaną przystawkę przy kolacji.
Postaci są opisane barwnie i klimatycznie jak to zwykle w tym cyklu. Gotrek jest jak zawsze niezmienny (choć miejscami się to..zmienia, ale jak najbardziej w logiczny sposób), Felix natomiast kontynuuje swoją ewolucję, która charakteryzowała go w tomach 2-4. Nie jest już nieopierzonym gołowąsem, ale wytrawnym awanturnikiem i jest tego świadom. Stanowi świetny kontrast dla Gotreka i jednocześnie jego uzupełnienie.
Nowi bohaterowie są bardzo dobrze stworzeni i zapadają w pamięć. Prawie wszyscy są krasnoludami, a więc tak czy siak są do siebie podobni, ale wyraziści na swój sposób. Zwłaszcza kolejny zabójca, który dołącza do nas w tym tomie.
Na wadę można zaliczyć troszkę zbyt przygnębiający jednak klimat, oraz miejscami zauważalne parcie na filmowość danej sceny. Są to jednak tylko detale. Podobnie jak miejscami niedbalstwo wydawnictwa, zmarnowanego papieru jest tu na szczęście mniej niż w innych tomach.
Podsumowując, Zabójca Orków to bardzo dobra książka, szczególnie warta polecenia i dla fanów krasnoludów i samego warhammera, ale również wszystkim wielbicielom powieści przygodowych i miecza i magii powinna przypaść do gustu.
Cykl o Gtreku i Felixie stał się na tyle rozbudowany, że doczekał się zmiany pisarza. Miejsce Wiliama Kinga zajął Nathan Long i to właśnie Zabójca Orków jest jego debiutem w tej sadze.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZobaczmy więc...
Akcja zaczyna się na blisko dwadzieścia lat po wydarzeniach Zabójcy Gigantów. Był to zapewne wymóg wydawnictwa, aby połączyć wydarzenia z książek z czasem drugiej dedycji...
Zmiana autora odbiła się na spadku formy całej serii. Dla fanów fantsy.
Zmiana autora odbiła się na spadku formy całej serii. Dla fanów fantsy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiezłe zaskoczenie pod koniec. Nie spodziewałam się takiego rozwoju wydarzeń.
Niezłe zaskoczenie pod koniec. Nie spodziewałam się takiego rozwoju wydarzeń.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWidać, że autor się zmienił, King jest zdecydowanie lepszy ale miło powrócić do przemyśleń Felixa i ponurego stylu bycia Gotreka
Widać, że autor się zmienił, King jest zdecydowanie lepszy ale miło powrócić do przemyśleń Felixa i ponurego stylu bycia Gotreka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to