Naprawdę podziwiam odwagę, determinację pana Pilcha jak również Wydawnictwa Literackiego, że podjęli decyzję o upublicznieniu tych dywagacji i wydaniu ich drukiem. Z powodu chaosu i nad wyraz okrutnego dziaderstwa wypełniającego każdą stronę tej publikacji, miałam ochotę wyrzucić ją do śmieci, ale nie mogłam bo książka była wypożyczona z biblioteki.
Przypadkiem pan Pilch w swoim wielosłownym monologu dygresyjnym zamieścił stwierdzenie bardzo dobrze oceniające to, co napisał. Oto cytat, który, według mnie, jest trafnym komentarzem do tej książki:
🔰"I co by to miało być? Jeszcze jedne pamiętniki jeszcze jednego, stanowczo upadłego casanovy? Wyznania ledwo żywego uwodziciela? Utwór pełen martwych i odrażających ujęć ciała włażącego na ciało."
Nieliczne gwiazdki, które przyznaję są za:
📍 świetny opis Plamenogradu na początku rozdziału XII.,
📍 za kilka interesujących odwołań i komentarzy do znanych dzieł literackich Tołstoja, Nabokova, Dostojewskiego oraz do pisarstwa Tomasza Manna.
Niektóre nawiązania do literatury mają czasami posmak mocno ironiczny i zarazem tragikomiczny, jak np. to na początku rozdziału XVI zatytułowanego "Traktat o różnicy wieku", w którym narrator tak opisuje swoje spotkanie z piękną Praliną na basenie:
🔰"Ona udawała, że nie widzi drastyczniejszych symptomów mojej starości, ją udawałem, że nie widzę jej spojrzeń. Sytuacja prawie jak w "Kamizelce" Bolesława Prusa. Para ludzi (...) oszukuje się wzajemnie - on bez jej wiedzy zwęża coraz obszerniejszą gruźliczą kamizelkę, ona tak samo. Oboje są zakładnikami zwężania. Zwężają, można powiedzieć: do ostatniego zwężenia."
📍Zabawny i zgrabnie napisany był fragment rozdziału II. inspirowany utworem Kochanowskiego, który postrzegam jako celową zabawę konwencją literacką osiągniętą przez zachowanie uroczystego stylu wypowiedzi, sparodiowanie znanego trenu oraz strywializowanie opowieści o cierpieniu wywołanym przez śmierć.
Oto cytat:
🔰"O bibliografio tematu! Żywiole zbyteczny! Zbiorze nieskończony! Losie ostateczny! Skryjże ty się staranniej w czaszce piszącego! Zasłoń bezmiarem szkolnych błędów jego!"
📍Doceniam również przedostatni rozdział poświęcony historycznej analizie metodologii samobójstw, w którym pojawia się bezlitosna ocena współczesnego polskiego budownictwa mieszkaniowego.
📍Zelektryzowała mnie również perełka językowa, na którą natrafiłam w tej książce, chodzi o slowo "nachtkastlik" (zapewne zapożyczenie z j.niem.). Wieki go nie słyszałam. Nie wiem z jakiej gwary pochodzi ta wersja nazwy nocnej szafki, bo ja pamiętam słyszane w dzieciństwie określenie "nakaslik" i nie mam pojęcia czy to była wersja śląska, małopolska, czy może mieszana. 👅
To moje pierwsze spotkanie z prozą tego autora. Prozą, która jest nad wyraz przewrotna, jednocześnie odpycha i przyciąga, złości i śmieszy, nudzi i prowokuje, usypia i zmusza do przecierania oczu z niedowierzania, budzi politowanie i niesmak, ale też zadziwia świetnymi opisami oraz językowymi zabawami.
Naprawdę podziwiam odwagę, determinację pana Pilcha jak również Wydawnictwa Literackiego, że podjęli decyzję o upublicznieniu tych dywagacji i wydaniu ich drukiem. Z powodu chaosu i nad wyraz okrutnego dziaderstwa wypełniającego każdą stronę tej publikacji, miałam ochotę wyrzucić ją do śmieci, ale nie mogłam bo książka była wypożyczona z biblioteki.
Przypadkiem pan Pilch...
Cenię autora i kilka jego wcześniejszych książek naprawdę mnie zachwyciło ale niestety o tej raczej trudno powiedzieć coś dobrego :/ Jak dla mnie to książka o niczym, bez treści, bez formy i bez sensu. Wyobrażam sobie, że pan Pilch musiał się albo wywiązać ze zobowiązania albo potrzebował zarobić i wyrzucił z sobie na szybko taki słowotok bez ładu i składu, zlepek zdań bez żadnego znaczenia. Po prostu słaba książka świetnego pisarza.
Cenię autora i kilka jego wcześniejszych książek naprawdę mnie zachwyciło ale niestety o tej raczej trudno powiedzieć coś dobrego :/ Jak dla mnie to książka o niczym, bez treści, bez formy i bez sensu. Wyobrażam sobie, że pan Pilch musiał się albo wywiązać ze zobowiązania albo potrzebował zarobić i wyrzucił z sobie na szybko taki słowotok bez ładu i składu, zlepek zdań bez...
Podoba mi się ta książka, ale w sumie sam nie wiem dlaczego. Może z powodu miłości (erotyki), kobiet i innych używek. Może z powodu wirującego jak seks języka, wciągającego w swoje tryby i zawracającego w głowie. A może wreszcie z powodu Pilcha. Ekstraktu z Pilcha.
A raczej z prawie żadnego z wymienionych powodów. Nie jest to powieść erotyczna, bo pryszczaci nastolatkowie nie odnajdą tu płytkiej i dosłownej pikanterii rodem z rosnącej ostatnio jak grzyby po deszczu literatury porno-erotycznej. Język wiruje jak seks, fakt, Pilch co krok igra z czytelnikiem zmianą formy, tempa (od zawrotnego i oszałamiającego kunsztem, po eseistyczne, spowolnione). Całość spinają dwa s-słowa oraz jedno na m – melancholia.
Powieść rozparta jest między dwoma biegunami – seksem i starością. Ten pierwszy nie cieszy już tak, jak kiedyś, jest tylko zaliczaniem kolejnych „lasek”. Zdobywanie jest grą, ale gra zaczyna powoli nużyć, nudzić, wszak składa się z wciąż tych samych elementów, z wciąż tych samych rekwizytów i emocji. Narrator, a chyba nie trzeba udawać, że nie jest nim sam Pilch, z wiekiem staje się coraz większym dandysem, któremu, prawdę powiedziawszy, wszystko jedno ile „lasek” jeszcze wpadnie i jakiej będą jakości.
W tym miejscu na scenę wkracza Pralina Pralinowicz. Kobieta o nie tylko przeuroczym imieniu – ona jest pewnym przełomem. Jest przeszłość i jest przyszłość, a pomiędzy nimi Pralina. Wybawienie, nauka, esencja piękna, wdzięku, elegancji. Chociaż dziwaczna, to jednak pociągająca i fascynująca. Kobieta pełna tajemnic i drobnych szaleństw. Romans z nią, opowiedziany językiem subtelnym i delikatnym (chyba jedyna w książce, której Pilch faktycznie zwyczajnie puknąć nie chce), staje się wybawieniem i łabędzim śpiewem starzejącego się pisarza. Czymś, co faktycznie zdarza się rzadko, „raz, dwa, góra trzy razy za życia”. Później i wcześniej jest tylko seks, pośrodku – prawdziwe uczucie. Pozostaje jeszcze kwestia ledwie przez narratora zarysowana, pytania otwarte: czy Pralina faktycznie istniała? Może była tylko i wyłącznie retorycznym zabiegiem, dziełem odchodzącej w niebyt wyobraźni, majakiem drążonego chorobą umysłu?
Dalej na s – starość. Mnóstwo w tej krótkiej powieści opisów rozpadu, kapiącej z ust śliny, starczego uwiądu, zapominania, znikania. Jakby odpowiedzią na uciekającą młodość były kolejne związki. Jakby kolejne kobiety, coraz młodsze i młodsze, były dla narratorskiego ciała kolejną próbą, próba wystawienia samemu sobie cenzurki: spójrzcie, jestem starcem, ale wciąż mogę, wciąż potrafię, bez wspomagaczy. Momentami, gdzieś pod maską szydercy i ironisty, kryje się człowiek przerażony chorobą, powolnym odchodzeniem, wykreślaniem kolejnych nazwisk z notesu i brakiem kolejnych twarzy na coraz to rzadszych przyjęciach, spotkaniach.
I ostatni krok, element spinający bieguny, swoista oś – melancholia. Kolejne kobiety, zarówno te przed, jak i te po, są tylko nieudolną próbą przykrycia braku tej jednej, która była i nagle rozpłynęła się w powietrzu. Kolejne nazwiska i twarze, powtarzane do znudzenia rytuały, nawet kolejne stosunki; za nimi już tylko czerń, czerń braku i utraty. Kobiety są niczym przywołany w kilku miejscach powieści księgozbiór – przerzucane do i z pamięci, do i z życia, w jedno i drugie miejsce, bez żadnego związku przyczynowo-skutkowego. Kobiety, jak i literatura, stają się tylko pustą retoryką. Pod łóżkiem natomiast, gdzieś pod domniemaną erotyką, schowana jest wspomniana już czerń – tym razem czerń starości. Popęd życia i popęd śmierci, Eros i Tanatos.
Pilch daje niespełna 200 stron prozy rozproszonej, raczej obrazów, połączonych przewodnią melancholią. Można utyskiwać, że to nie ten sam Pilch, że starość, choroba i monotematyczność zżerają mu ducha i produkuje już tylko niewiele znaczące opowiastki. Niezupełnie. Chociaż inaczej niż wcześniej. „Nie pierwszy raz. Nie ostatni”.
Podoba mi się ta książka, ale w sumie sam nie wiem dlaczego. Może z powodu miłości (erotyki), kobiet i innych używek. Może z powodu wirującego jak seks języka, wciągającego w swoje tryby i zawracającego w głowie. A może wreszcie z powodu Pilcha. Ekstraktu z Pilcha.
A raczej z prawie żadnego z wymienionych powodów. Nie jest to powieść erotyczna, bo pryszczaci nastolatkowie...
Autor zdaje się chciał nawiązać "Portretem..." do "Lolity", samo nazwisko Nabokova przewinęło się co najmniej trzykrotnie. Środek ciężkości przesunął jednak ze stricte pedofilii do różnic wiekowych, vide groomingu - choć nie wiem czy to słowo było w powszechnym użyciu w latach powstawania książki - ale całkowicie wykastrował z całej reszty. Tak jak sama Lolita nie przypadła mi do gustu, tak Portret również, choć z innych powodów. Lekkość języka i strumienia świadomości została zastąpiona wręcz wiktoriańskimi i egzaltowanymi zwrotami, "cóż, jakżeż, azaliż", tego typu niepotrzebne wtręty, które nie tylko nie niosą żadnej wartości dodanej, tak jednocześnie utrudniają całościowy odbiór. Trochę jakby napalony pięćdziesięciolatek poszedł do szkoły policealnej i dostał za zadanie napisać rozprawkę. Słabe, męczące, o niczym poza fantazjami starego dziada, miernie z resztą przedstawionymi.
Autor zdaje się chciał nawiązać "Portretem..." do "Lolity", samo nazwisko Nabokova przewinęło się co najmniej trzykrotnie. Środek ciężkości przesunął jednak ze stricte pedofilii do różnic wiekowych, vide groomingu - choć nie wiem czy to słowo było w powszechnym użyciu w latach powstawania książki - ale całkowicie wykastrował z całej reszty. Tak jak sama Lolita nie przypadła...
Trochę zadumy, trochę uśmiechu towarzyszyło mi przy lekturze kolejnej powieści Pilcha. Czy to jest wielka powieść? Nie wiem, aczkolwiek z wielką przyjemnością sięgam po kolejne książki tego autora.
Trochę zadumy, trochę uśmiechu towarzyszyło mi przy lekturze kolejnej powieści Pilcha. Czy to jest wielka powieść? Nie wiem, aczkolwiek z wielką przyjemnością sięgam po kolejne książki tego autora.
Inteligencka, chaotyczna, głęboka, efekciarska i specyficzna. Zapewne jej nie zrozumiałem, pewnie nie dostrzegłem wszystkich nawiązań i aluzji, momentami się wynudziłem i męczyłem. Poruszyła mnie jednak jednym akapitem: o strachu przed przemijaniem z powodu późniejszej niewiedzy o świecie, w tym o zwycięzcy mundialu. Ja od lat boję się DOKŁADNIE tego samego, słowo w słowo. Cholernie trafione i przerażająco smutne.
Inteligencka, chaotyczna, głęboka, efekciarska i specyficzna. Zapewne jej nie zrozumiałem, pewnie nie dostrzegłem wszystkich nawiązań i aluzji, momentami się wynudziłem i męczyłem. Poruszyła mnie jednak jednym akapitem: o strachu przed przemijaniem z powodu późniejszej niewiedzy o świecie, w tym o zwycięzcy mundialu. Ja od lat boję się DOKŁADNIE tego samego, słowo w słowo....
Jestem stary, a wokół mnie gówniary. Kwiecisty, przesadzony język, który tak naprawdę po rozszyfrowaniu daje przemyślenia przeciętnego Kowalskiego, po prostu ukryte pod bluszczem mądrych określeń. Nic odkrywczego, kilka zagiętych stron, kilka uśmiechów i odetchnięcie z ulgą po przewróceniu ostatniej strony i zamknięciu książki.
Jestem stary, a wokół mnie gówniary. Kwiecisty, przesadzony język, który tak naprawdę po rozszyfrowaniu daje przemyślenia przeciętnego Kowalskiego, po prostu ukryte pod bluszczem mądrych określeń. Nic odkrywczego, kilka zagiętych stron, kilka uśmiechów i odetchnięcie z ulgą po przewróceniu ostatniej strony i zamknięciu książki.
Była pilchomania, naród się podniecał, a tu się okazuje, że nie ma zupełnie czym. Powiedziałabym, że to smutne, ale tak nie jest. Po prostu czas weryfikuje prawdziwe talenty i tyle.
Była pilchomania, naród się podniecał, a tu się okazuje, że nie ma zupełnie czym. Powiedziałabym, że to smutne, ale tak nie jest. Po prostu czas weryfikuje prawdziwe talenty i tyle.
Jest to moja 3 książka tego autora i już wiem, że są to lektury pełne przemyśleń i rozważań. Na dłuższą mętę może to być męczące. Charatkerystyczny styl pisania J. Pilcha. Osobiście lubię nawiązanie w tekście do innej literetury i do sztuki. Książka o miłości, jednak mam wrażenie, że w każdym jego tytule jest ten motyw i w moich oczach ociera się to o erotomanię? skoro ktoś tak bardzo rozpisuje się na uciechami cielesnymi i tak szeroko je analizuje i w zazsadzie wszystko kręci się dookoła pożądania to jak to nazwać inaczej?
Jest to moja 3 książka tego autora i już wiem, że są to lektury pełne przemyśleń i rozważań. Na dłuższą mętę może to być męczące. Charatkerystyczny styl pisania J. Pilcha. Osobiście lubię nawiązanie w tekście do innej literetury i do sztuki. Książka o miłości, jednak mam wrażenie, że w każdym jego tytule jest ten motyw i w moich oczach ociera się to o erotomanię? skoro...
Kilka lat temu przebrnęłam przez "Pod Mocnym Aniołem". Myślę, że po latach lepiej odbieram Pilcha, ale - mówiąc językiem współczesnej młodzieży - nie mój vibe. Mogę się chwalić, że czytałam, ale na tym nasza przygoda się kończy... chociaż moze kiedys, za kilka lat...
Kilka lat temu przebrnęłam przez "Pod Mocnym Aniołem". Myślę, że po latach lepiej odbieram Pilcha, ale - mówiąc językiem współczesnej młodzieży - nie mój vibe. Mogę się chwalić, że czytałam, ale na tym nasza przygoda się kończy... chociaż moze kiedys, za kilka lat...
Jerzego Pilcha znałem głównie z felietonów i wypowiedzi w mediach. I przyznaje, że szczególnie te pierwsze, bardzo mi się podobały. Kiedy zatem w kwietniu znalazłem jego książkę na promocji e-booków – natychmiast zakupiłem. Nie da się ukryć, że przeczytałem dopiero po śmierci pisarza.
No i cóż – chyba wolałbym pozostać przy felietonach. Satysfakcję z czytanie odczuwałem tylko w przypadku jednego rozdziału, (już wskazanego przez innych czytelników) oraz w kawałkach dwóch – trzech innych. Raz się uśmiechnąłem – jeden przypadek twórczego i erudycyjnego poczucia humoru (w felietonach było z reguły więcej).
A reszta? Może poprawa ego Pilcha – wszak autor pisał powieść (opowiadanie?) już jako człowiek nieuleczalnie chory. Nawet dwa słowa o tym jak to robił zaspoilerują pozostałą część książki do reszty.
Nie rozumiem także sensu „ukwiecania” własnych przemyśleń wulgaryzmami. Argument, że nasz język chamieje i tego wymaga realizm, może mieć zastosowanie tylko do dialogów. W spostrzeżeniach pisarza są one tak potrzebne, jak w przemyśleniach lekarza czy meteorologa. Czyli w ogóle. To też wpływa na negatywny odbiór dzieła.
Szkoda, że akurat na tę książkę trafiłem.
Jerzego Pilcha znałem głównie z felietonów i wypowiedzi w mediach. I przyznaje, że szczególnie te pierwsze, bardzo mi się podobały. Kiedy zatem w kwietniu znalazłem jego książkę na promocji e-booków – natychmiast zakupiłem. Nie da się ukryć, że przeczytałem dopiero po śmierci pisarza.
No i cóż – chyba wolałbym pozostać przy felietonach. Satysfakcję z czytanie odczuwałem...
A o czym to? Czy są tu wątki autobiograficzne? Czy to jakiś paszkwil ukazujący , co mają w głowie podstarzali wykształceni panowie, erudyci," znający się" na miłości...... Żenujące,rozczarowujące...
A o czym to? Czy są tu wątki autobiograficzne? Czy to jakiś paszkwil ukazujący , co mają w głowie podstarzali wykształceni panowie, erudyci," znający się" na miłości...... Żenujące,rozczarowujące...
Jedyny fragment który mnie naprawdę zainteresował, to opis historii Dziadka i wnuczki. Za to dodatkowy punkt. Doceniam ładny jezyk, ale książka jest właściwie o niczym. Tzn jest o bzykaniu i bysiu nieszczęśliwym z powodu tego że chcesz bzykac jeszcze więcej, byle z kimś innym.
Jedyny fragment który mnie naprawdę zainteresował, to opis historii Dziadka i wnuczki. Za to dodatkowy punkt. Doceniam ładny jezyk, ale książka jest właściwie o niczym. Tzn jest o bzykaniu i bysiu nieszczęśliwym z powodu tego że chcesz bzykac jeszcze więcej, byle z kimś innym.
I oto nadszedł dzień, w którym powieść Pilcha mnie nie porywa... To oczywiście nie jest zła książka - jak zawsze trochę beletrystki, trochę eseju, rozważania jak z pogranicza osobistego dziennika i felietonu, formuła, w której Pilch jest świetny i rozpoznawalny, taka swoista tylko dla niego gatunkowa hybryda. Ale... po prostu Pilch pisywał lepiej, pamiętam zachwyt opowiadaniami z tomu "Moje pierwsze samobójstwo" czy powieścią "Inne rozkosze", "Pod mocnym aniołem" i "Spisem cudzołożnic" , o! albo "Miastem utrapienia" - to było świetne, budziło mój podziw, miało tę kąśliwą, przenikliwą inteligencję tętniącą w każdym zdaniu, miało też spójność, pomimo gatunkowej niejednorodności całości, w tutaj.....sama nie wiem, bo jest artysta, jest obserwator świata, jest ironista, który samego siebie nie oszczędza, jakaś miłość, jakaś młoda, oryginalna kobieta - Pralina Pralinowicz (świetna postać zresztą, a wstawione w powieść opowiadanie jej autorstwa to ciekawy manewr i dobry literacki żart zarazem), jest sztuka, erotyka, niejednoznaczności, rozbieżność emocji i relacji, jest piękne gawędziarstwo, ale... wszystko to już było, i było jakoś lepiej, i choć nadal cenię inteligencję i ironiczny puls, który stoi za tymi słowami, wyczekiwałam końca, bo mnie to nierzadko nużyło, niby to samo postmodernistyczne pisanie, ale rozpad fabuły większy, powieść jest mocno podobna do "Zuza albo czas oddalenia", ale mniej spójna, co dało mi poczucie, że jest jakby tematycznie i kompozycyjnie wtórna wobec tamtej powieści...(nie bez znaczenia były też drobne literówki i usterki, mało, ale były... się ktoś nie postarał, a w stopce dwóch korektorów...., no i Wydawnictwo Literackie - no wstyd trochę). "Portret młodej wenecjanki" - nowy Pilch, dobry, ale bez zachwycenia.
I oto nadszedł dzień, w którym powieść Pilcha mnie nie porywa... To oczywiście nie jest zła książka - jak zawsze trochę beletrystki, trochę eseju, rozważania jak z pogranicza osobistego dziennika i felietonu, formuła, w której Pilch jest świetny i rozpoznawalny, taka swoista tylko dla niego gatunkowa hybryda. Ale... po prostu Pilch pisywał lepiej, pamiętam zachwyt...
Moje pierwsze spotkanie z panem Pilchem zakończyło się totalną klęską, muszę to przyznać otwarcie.
Pomimo ciekawego języka, kilku trafnych spostrzeżeń, całość klasyfikuję jako jeden wielki inteligencki bełkot. Książka nie tylko, że nie ma jasnej fabuły, to nawet nie ma jednego konkretnego bohatera (tudzież bohaterki). Jest to raczej zbiór esejów, oddzielnych opowiastek, czasem dość luźno, a niekiedy wcale nie związanych z rzekomym obiektem westchnień autora, czyli Praliną Pralinowicz (tak podobną do kobiety z portretu młodej Wenecjanki, że aż niepodobnej). I ciężko uznać je za opowieści o miłości, kiedy większość z nich to wspomnienia podstarzałego lowelasa o kobietach, które miał, porzucił, które porzuciły jego, o przemijaniu, samotności, próbach radzenia sobie z postępującą starością i ogólną niemocą. Ośmielam się przypuszczać, że podobne dzieło, które wyszłoby spod ręki początkującego autora, zwyczajnie nie zostałoby przez nikogo wydane. No, ale renoma nazwiska swoje robi….
Zdecydowanie nie polecam.
Moje pierwsze spotkanie z panem Pilchem zakończyło się totalną klęską, muszę to przyznać otwarcie.
Pomimo ciekawego języka, kilku trafnych spostrzeżeń, całość klasyfikuję jako jeden wielki inteligencki bełkot. Książka nie tylko, że nie ma jasnej fabuły, to nawet nie ma jednego konkretnego bohatera (tudzież bohaterki). Jest to raczej zbiór esejów, oddzielnych opowiastek,...
Nasz współczesny Charles Bukowski mierzy się z tematem wyświechtanym i starym jak świat. Czyni to nierówno. Miejscami wznosi się na wyżyny swojej erudycji, sprawiając, że szukam notesu, aby wynotować co trafniejsze lub błyskotliwsze myśli. Następnie mierzę się z literackim bełkotem, który mnie frustruje. Niemniej jednak, po przeczytaniu całości, czuję, że książka nie pozostawiła mnie obojętnym. A o to chyba w tym chodzi.
Nasz współczesny Charles Bukowski mierzy się z tematem wyświechtanym i starym jak świat. Czyni to nierówno. Miejscami wznosi się na wyżyny swojej erudycji, sprawiając, że szukam notesu, aby wynotować co trafniejsze lub błyskotliwsze myśli. Następnie mierzę się z literackim bełkotem, który mnie frustruje. Niemniej jednak, po przeczytaniu całości, czuję, że książka nie...
Drugie podejście. Pilch trafia w moment. Jedna z najlepszych jego książek. Spójna, naszpikowana jego frazami. Zapis tęsknoty za miłością, zmagań z samotną codziennością. W te, jak to u niego, kobieca fascynacja. Wyczuwalne są wątki autobiograficzne.
Drugie podejście. Pilch trafia w moment. Jedna z najlepszych jego książek. Spójna, naszpikowana jego frazami. Zapis tęsknoty za miłością, zmagań z samotną codziennością. W te, jak to u niego, kobieca fascynacja. Wyczuwalne są wątki autobiograficzne.
Książka zaskakująca i w przeciwieństwie do tego co sugeruje tytuł i opis z tyłu, nie tylko o miłości. Książka miała być o gorącym uczuciu i burzliwym rozstaniu, a tymczasem wg mnie jest ona raczej o samotności. Książka jest utrzymana w tonie nostalgicznym, fragmentami jest sztubacka by zaraz w innym miejscu być zaskakująca czuła. Miłośnicy Pilcha powinni być zadowoleni :)
Książka zaskakująca i w przeciwieństwie do tego co sugeruje tytuł i opis z tyłu, nie tylko o miłości. Książka miała być o gorącym uczuciu i burzliwym rozstaniu, a tymczasem wg mnie jest ona raczej o samotności. Książka jest utrzymana w tonie nostalgicznym, fragmentami jest sztubacka by zaraz w innym miejscu być zaskakująca czuła. Miłośnicy Pilcha powinni być zadowoleni :)
Opowieści podstarzałego don juana. Literacko dobre (bardzo dobre!) pewne fragmenty.
Całość felietonów nie składa się w spójny obraz. Być może dlatego, że opisy są mocno rozstrzelone w czasie. Nawet nie zawsze motywem łączącym jest kobieta/stosunek do kobiet.
Mam małą satysfakcję czytelniczą, aczkolwiek dzięki wspomnianym mocnym literacko momentom nie potrafiłabym odmówić autorowi talentu. Tylko czemu on taki rozrzedzony?
Ulubione miejsca:
s. 154
"Za każdym razem, gdy jestem w Krakowie, zatrzymuję się w Hotelu Francuskim, w miarę możności w tym samym apartamencie, i rano zamawiam dzbanek kawy i papier listowy, i dziewczyna z room service wszystko przynosi na tacy, i odziany w hotelowy szlafrok notuję, co u mnie, co w świecie, co w Krakowie."
s. 155
"Różne chwile miewałem za małym biurkiem w apartamencie 308, tu się rozstałem z Praliną, tu znieruchomiały z rozpaczy patrzyłem, jak niebywały czerwcowy dzień rozwidnia noc byle jaką. Tu bywałem szczęśliwy, tu życie zdawało się wieczne, tu jadałem na śniadanie jajecznicę z grzybami i boczkiem, tu poczułem pełen niepokoju dreszcz (...)"
s. 178
"W zeszłym roku wydałem majątek na kurwy, w tym roku tyleż samo, a może i więcej na oprawianie książek."
Opowieści podstarzałego don juana. Literacko dobre (bardzo dobre!) pewne fragmenty.
Całość felietonów nie składa się w spójny obraz. Być może dlatego, że opisy są mocno rozstrzelone w czasie. Nawet nie zawsze motywem łączącym jest kobieta/stosunek do kobiet.
Mam małą satysfakcję czytelniczą, aczkolwiek dzięki wspomnianym mocnym literacko momentom nie potrafiłabym odmówić...
narrator - erotoman-gawędziarz. Opisuje swoją fascynację niejaką Praliną Pralinowicz, młodą kobietą, podczas gdy sam jest od niej sporo starszy. W narrację dotyczącą Praliny wplecione jest kilka innych historii, oderwanych od siebie.
Książka nie zachwyciła mnie, delikatnie rzecz ujmując. Spodziewałam się czegoś innego. Nie, nie, i jeszcze raz nie.
narrator - erotoman-gawędziarz. Opisuje swoją fascynację niejaką Praliną Pralinowicz, młodą kobietą, podczas gdy sam jest od niej sporo starszy. W narrację dotyczącą Praliny wplecione jest kilka innych historii, oderwanych od siebie.
Książka nie zachwyciła mnie, delikatnie rzecz ujmując. Spodziewałam się czegoś innego. Nie, nie, i jeszcze raz nie.
Całość mnie nie porwała, ale uważam, że warto było przeczytać dla zawartych w książce refleksji na temat starości, przemijania, samobójstwa.
Było też trochę zabawnych fragmentów. Najwyżej oceniam tu rozdział, w którym pisarz podał 21 najstraszliwszych odpowiedzi na "nieco zrytualizowane, ale przecież dalej czułe: Kocham cię". Najbardziej spodobały mi się "Rozumiem, ale nie pomogę" i "Teraz? Kurwa! Teraz mi to mówisz?"
Całość mnie nie porwała, ale uważam, że warto było przeczytać dla zawartych w książce refleksji na temat starości, przemijania, samobójstwa.
Było też trochę zabawnych fragmentów. Najwyżej oceniam tu rozdział, w którym pisarz podał 21 najstraszliwszych odpowiedzi na "nieco zrytualizowane, ale przecież dalej czułe: Kocham cię". Najbardziej spodobały mi się "Rozumiem, ale nie...
Urzekł mnie szalony chaos narracji i niezwykła barwa charakteru głównego bohatera. Chociaż nie będę zaprzeczać - było trudno. Książka bardzo rozmija się z opisem - pytanie jednak na ile opis jest inwencją wydawcy, a na ile odbiciem zamierzeń autora. Jest bardzo zmiennie, dużo nawiązań malarskich i literackich, dużo w książce Marqueza, dużo Kundery, dużo autobiografii. Mam wrażenie, że momentami narracja stawała się aż nieprzyzwoicie osobista, nie czułam się z tym dobrze. Niestety, bardzo mało tytułowej dziewczyny z portretu; mało w niej charakteru, realizmu, emocji. Mimo wszystko od razu po zakończeniu lektury miałam ochotę zacząć od początku, co mi się rzadko zdarza - czułam niedosyt, niepełne zrozumienie, zagubienie między licznymi wątkami. Wrócę na pewno.
Urzekł mnie szalony chaos narracji i niezwykła barwa charakteru głównego bohatera. Chociaż nie będę zaprzeczać - było trudno. Książka bardzo rozmija się z opisem - pytanie jednak na ile opis jest inwencją wydawcy, a na ile odbiciem zamierzeń autora. Jest bardzo zmiennie, dużo nawiązań malarskich i literackich, dużo w książce Marqueza, dużo Kundery, dużo autobiografii. Mam...
Pierwsze spotkanie z Pilchem i zdecydowanie nieudane. Na tylnej stronie okładki jest mowa o tym, że to połączenie beletrystyki, eseju, felietonu i dziennika, a moim zdaniem jest to raczej strumień świadomości na temat dowolny, choć czasami zdarza się autorowi wrócić do teoretycznie głównego wątku. A główny wątek to związek bohatera z dużo młodszymi kobietami, a przede wszystkim z Praliną Pralinowicz. Czasami (naprawdę tylko czasami) autor mi zaimponował stylistyczną erudycją i finezją, ale przez większość zastanawiałam się, o czym ten człowiek mówi, co to ma do rzeczy i kiedy wróci do meritum. Może to powinny być eseje, a nie "powieść", wtedy jakoś łatwiej byłoby ten tekst przyjąć. Domyślam się, że nie jest to najlepsza książka Pilcha, ale jakoś mnie nie zachęcił do siebie. Jeśli mam czytać dygresje, to zamiast pseudointelektualnych wynurzeń podstarzałego casanovy na temat związków i niemożności ich utrzymania z powodów wielorakich, wolę kulturowe ciekawostki Łysiaka.
www.fb.com/jedenakapit
Pierwsze spotkanie z Pilchem i zdecydowanie nieudane. Na tylnej stronie okładki jest mowa o tym, że to połączenie beletrystyki, eseju, felietonu i dziennika, a moim zdaniem jest to raczej strumień świadomości na temat dowolny, choć czasami zdarza się autorowi wrócić do teoretycznie głównego wątku. A główny wątek to związek bohatera z dużo młodszymi kobietami, a przede...
Naprawdę podziwiam odwagę, determinację pana Pilcha jak również Wydawnictwa Literackiego, że podjęli decyzję o upublicznieniu tych dywagacji i wydaniu ich drukiem. Z powodu chaosu i nad wyraz okrutnego dziaderstwa wypełniającego każdą stronę tej publikacji, miałam ochotę wyrzucić ją do śmieci, ale nie mogłam bo książka była wypożyczona z biblioteki.
Przypadkiem pan Pilch w swoim wielosłownym monologu dygresyjnym zamieścił stwierdzenie bardzo dobrze oceniające to, co napisał. Oto cytat, który, według mnie, jest trafnym komentarzem do tej książki:
🔰"I co by to miało być? Jeszcze jedne pamiętniki jeszcze jednego, stanowczo upadłego casanovy? Wyznania ledwo żywego uwodziciela? Utwór pełen martwych i odrażających ujęć ciała włażącego na ciało."
Nieliczne gwiazdki, które przyznaję są za:
📍 świetny opis Plamenogradu na początku rozdziału XII.,
📍 za kilka interesujących odwołań i komentarzy do znanych dzieł literackich Tołstoja, Nabokova, Dostojewskiego oraz do pisarstwa Tomasza Manna.
Niektóre nawiązania do literatury mają czasami posmak mocno ironiczny i zarazem tragikomiczny, jak np. to na początku rozdziału XVI zatytułowanego "Traktat o różnicy wieku", w którym narrator tak opisuje swoje spotkanie z piękną Praliną na basenie:
🔰"Ona udawała, że nie widzi drastyczniejszych symptomów mojej starości, ją udawałem, że nie widzę jej spojrzeń. Sytuacja prawie jak w "Kamizelce" Bolesława Prusa. Para ludzi (...) oszukuje się wzajemnie - on bez jej wiedzy zwęża coraz obszerniejszą gruźliczą kamizelkę, ona tak samo. Oboje są zakładnikami zwężania. Zwężają, można powiedzieć: do ostatniego zwężenia."
📍Zabawny i zgrabnie napisany był fragment rozdziału II. inspirowany utworem Kochanowskiego, który postrzegam jako celową zabawę konwencją literacką osiągniętą przez zachowanie uroczystego stylu wypowiedzi, sparodiowanie znanego trenu oraz strywializowanie opowieści o cierpieniu wywołanym przez śmierć.
Oto cytat:
🔰"O bibliografio tematu! Żywiole zbyteczny! Zbiorze nieskończony! Losie ostateczny! Skryjże ty się staranniej w czaszce piszącego! Zasłoń bezmiarem szkolnych błędów jego!"
📍Doceniam również przedostatni rozdział poświęcony historycznej analizie metodologii samobójstw, w którym pojawia się bezlitosna ocena współczesnego polskiego budownictwa mieszkaniowego.
📍Zelektryzowała mnie również perełka językowa, na którą natrafiłam w tej książce, chodzi o slowo "nachtkastlik" (zapewne zapożyczenie z j.niem.). Wieki go nie słyszałam. Nie wiem z jakiej gwary pochodzi ta wersja nazwy nocnej szafki, bo ja pamiętam słyszane w dzieciństwie określenie "nakaslik" i nie mam pojęcia czy to była wersja śląska, małopolska, czy może mieszana. 👅
To moje pierwsze spotkanie z prozą tego autora. Prozą, która jest nad wyraz przewrotna, jednocześnie odpycha i przyciąga, złości i śmieszy, nudzi i prowokuje, usypia i zmusza do przecierania oczu z niedowierzania, budzi politowanie i niesmak, ale też zadziwia świetnymi opisami oraz językowymi zabawami.
Naprawdę podziwiam odwagę, determinację pana Pilcha jak również Wydawnictwa Literackiego, że podjęli decyzję o upublicznieniu tych dywagacji i wydaniu ich drukiem. Z powodu chaosu i nad wyraz okrutnego dziaderstwa wypełniającego każdą stronę tej publikacji, miałam ochotę wyrzucić ją do śmieci, ale nie mogłam bo książka była wypożyczona z biblioteki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzypadkiem pan Pilch...
Cenię autora i kilka jego wcześniejszych książek naprawdę mnie zachwyciło ale niestety o tej raczej trudno powiedzieć coś dobrego :/ Jak dla mnie to książka o niczym, bez treści, bez formy i bez sensu. Wyobrażam sobie, że pan Pilch musiał się albo wywiązać ze zobowiązania albo potrzebował zarobić i wyrzucił z sobie na szybko taki słowotok bez ładu i składu, zlepek zdań bez żadnego znaczenia. Po prostu słaba książka świetnego pisarza.
Cenię autora i kilka jego wcześniejszych książek naprawdę mnie zachwyciło ale niestety o tej raczej trudno powiedzieć coś dobrego :/ Jak dla mnie to książka o niczym, bez treści, bez formy i bez sensu. Wyobrażam sobie, że pan Pilch musiał się albo wywiązać ze zobowiązania albo potrzebował zarobić i wyrzucił z sobie na szybko taki słowotok bez ładu i składu, zlepek zdań bez...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodoba mi się ta książka, ale w sumie sam nie wiem dlaczego. Może z powodu miłości (erotyki), kobiet i innych używek. Może z powodu wirującego jak seks języka, wciągającego w swoje tryby i zawracającego w głowie. A może wreszcie z powodu Pilcha. Ekstraktu z Pilcha.
A raczej z prawie żadnego z wymienionych powodów. Nie jest to powieść erotyczna, bo pryszczaci nastolatkowie nie odnajdą tu płytkiej i dosłownej pikanterii rodem z rosnącej ostatnio jak grzyby po deszczu literatury porno-erotycznej. Język wiruje jak seks, fakt, Pilch co krok igra z czytelnikiem zmianą formy, tempa (od zawrotnego i oszałamiającego kunsztem, po eseistyczne, spowolnione). Całość spinają dwa s-słowa oraz jedno na m – melancholia.
Powieść rozparta jest między dwoma biegunami – seksem i starością. Ten pierwszy nie cieszy już tak, jak kiedyś, jest tylko zaliczaniem kolejnych „lasek”. Zdobywanie jest grą, ale gra zaczyna powoli nużyć, nudzić, wszak składa się z wciąż tych samych elementów, z wciąż tych samych rekwizytów i emocji. Narrator, a chyba nie trzeba udawać, że nie jest nim sam Pilch, z wiekiem staje się coraz większym dandysem, któremu, prawdę powiedziawszy, wszystko jedno ile „lasek” jeszcze wpadnie i jakiej będą jakości.
W tym miejscu na scenę wkracza Pralina Pralinowicz. Kobieta o nie tylko przeuroczym imieniu – ona jest pewnym przełomem. Jest przeszłość i jest przyszłość, a pomiędzy nimi Pralina. Wybawienie, nauka, esencja piękna, wdzięku, elegancji. Chociaż dziwaczna, to jednak pociągająca i fascynująca. Kobieta pełna tajemnic i drobnych szaleństw. Romans z nią, opowiedziany językiem subtelnym i delikatnym (chyba jedyna w książce, której Pilch faktycznie zwyczajnie puknąć nie chce), staje się wybawieniem i łabędzim śpiewem starzejącego się pisarza. Czymś, co faktycznie zdarza się rzadko, „raz, dwa, góra trzy razy za życia”. Później i wcześniej jest tylko seks, pośrodku – prawdziwe uczucie. Pozostaje jeszcze kwestia ledwie przez narratora zarysowana, pytania otwarte: czy Pralina faktycznie istniała? Może była tylko i wyłącznie retorycznym zabiegiem, dziełem odchodzącej w niebyt wyobraźni, majakiem drążonego chorobą umysłu?
Dalej na s – starość. Mnóstwo w tej krótkiej powieści opisów rozpadu, kapiącej z ust śliny, starczego uwiądu, zapominania, znikania. Jakby odpowiedzią na uciekającą młodość były kolejne związki. Jakby kolejne kobiety, coraz młodsze i młodsze, były dla narratorskiego ciała kolejną próbą, próba wystawienia samemu sobie cenzurki: spójrzcie, jestem starcem, ale wciąż mogę, wciąż potrafię, bez wspomagaczy. Momentami, gdzieś pod maską szydercy i ironisty, kryje się człowiek przerażony chorobą, powolnym odchodzeniem, wykreślaniem kolejnych nazwisk z notesu i brakiem kolejnych twarzy na coraz to rzadszych przyjęciach, spotkaniach.
I ostatni krok, element spinający bieguny, swoista oś – melancholia. Kolejne kobiety, zarówno te przed, jak i te po, są tylko nieudolną próbą przykrycia braku tej jednej, która była i nagle rozpłynęła się w powietrzu. Kolejne nazwiska i twarze, powtarzane do znudzenia rytuały, nawet kolejne stosunki; za nimi już tylko czerń, czerń braku i utraty. Kobiety są niczym przywołany w kilku miejscach powieści księgozbiór – przerzucane do i z pamięci, do i z życia, w jedno i drugie miejsce, bez żadnego związku przyczynowo-skutkowego. Kobiety, jak i literatura, stają się tylko pustą retoryką. Pod łóżkiem natomiast, gdzieś pod domniemaną erotyką, schowana jest wspomniana już czerń – tym razem czerń starości. Popęd życia i popęd śmierci, Eros i Tanatos.
Pilch daje niespełna 200 stron prozy rozproszonej, raczej obrazów, połączonych przewodnią melancholią. Można utyskiwać, że to nie ten sam Pilch, że starość, choroba i monotematyczność zżerają mu ducha i produkuje już tylko niewiele znaczące opowiastki. Niezupełnie. Chociaż inaczej niż wcześniej. „Nie pierwszy raz. Nie ostatni”.
Podoba mi się ta książka, ale w sumie sam nie wiem dlaczego. Może z powodu miłości (erotyki), kobiet i innych używek. Może z powodu wirującego jak seks języka, wciągającego w swoje tryby i zawracającego w głowie. A może wreszcie z powodu Pilcha. Ekstraktu z Pilcha.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA raczej z prawie żadnego z wymienionych powodów. Nie jest to powieść erotyczna, bo pryszczaci nastolatkowie...
Rozczarowałam się. Książka skutecznie zniechęciła mnie do tego autora.
Rozczarowałam się. Książka skutecznie zniechęciła mnie do tego autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor zdaje się chciał nawiązać "Portretem..." do "Lolity", samo nazwisko Nabokova przewinęło się co najmniej trzykrotnie. Środek ciężkości przesunął jednak ze stricte pedofilii do różnic wiekowych, vide groomingu - choć nie wiem czy to słowo było w powszechnym użyciu w latach powstawania książki - ale całkowicie wykastrował z całej reszty. Tak jak sama Lolita nie przypadła mi do gustu, tak Portret również, choć z innych powodów. Lekkość języka i strumienia świadomości została zastąpiona wręcz wiktoriańskimi i egzaltowanymi zwrotami, "cóż, jakżeż, azaliż", tego typu niepotrzebne wtręty, które nie tylko nie niosą żadnej wartości dodanej, tak jednocześnie utrudniają całościowy odbiór. Trochę jakby napalony pięćdziesięciolatek poszedł do szkoły policealnej i dostał za zadanie napisać rozprawkę. Słabe, męczące, o niczym poza fantazjami starego dziada, miernie z resztą przedstawionymi.
Autor zdaje się chciał nawiązać "Portretem..." do "Lolity", samo nazwisko Nabokova przewinęło się co najmniej trzykrotnie. Środek ciężkości przesunął jednak ze stricte pedofilii do różnic wiekowych, vide groomingu - choć nie wiem czy to słowo było w powszechnym użyciu w latach powstawania książki - ale całkowicie wykastrował z całej reszty. Tak jak sama Lolita nie przypadła...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę zadumy, trochę uśmiechu towarzyszyło mi przy lekturze kolejnej powieści Pilcha. Czy to jest wielka powieść? Nie wiem, aczkolwiek z wielką przyjemnością sięgam po kolejne książki tego autora.
Trochę zadumy, trochę uśmiechu towarzyszyło mi przy lekturze kolejnej powieści Pilcha. Czy to jest wielka powieść? Nie wiem, aczkolwiek z wielką przyjemnością sięgam po kolejne książki tego autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to.
.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toInteligencka, chaotyczna, głęboka, efekciarska i specyficzna. Zapewne jej nie zrozumiałem, pewnie nie dostrzegłem wszystkich nawiązań i aluzji, momentami się wynudziłem i męczyłem. Poruszyła mnie jednak jednym akapitem: o strachu przed przemijaniem z powodu późniejszej niewiedzy o świecie, w tym o zwycięzcy mundialu. Ja od lat boję się DOKŁADNIE tego samego, słowo w słowo. Cholernie trafione i przerażająco smutne.
Inteligencka, chaotyczna, głęboka, efekciarska i specyficzna. Zapewne jej nie zrozumiałem, pewnie nie dostrzegłem wszystkich nawiązań i aluzji, momentami się wynudziłem i męczyłem. Poruszyła mnie jednak jednym akapitem: o strachu przed przemijaniem z powodu późniejszej niewiedzy o świecie, w tym o zwycięzcy mundialu. Ja od lat boję się DOKŁADNIE tego samego, słowo w słowo....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem stary, a wokół mnie gówniary. Kwiecisty, przesadzony język, który tak naprawdę po rozszyfrowaniu daje przemyślenia przeciętnego Kowalskiego, po prostu ukryte pod bluszczem mądrych określeń. Nic odkrywczego, kilka zagiętych stron, kilka uśmiechów i odetchnięcie z ulgą po przewróceniu ostatniej strony i zamknięciu książki.
Jestem stary, a wokół mnie gówniary. Kwiecisty, przesadzony język, który tak naprawdę po rozszyfrowaniu daje przemyślenia przeciętnego Kowalskiego, po prostu ukryte pod bluszczem mądrych określeń. Nic odkrywczego, kilka zagiętych stron, kilka uśmiechów i odetchnięcie z ulgą po przewróceniu ostatniej strony i zamknięciu książki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByła pilchomania, naród się podniecał, a tu się okazuje, że nie ma zupełnie czym. Powiedziałabym, że to smutne, ale tak nie jest. Po prostu czas weryfikuje prawdziwe talenty i tyle.
Była pilchomania, naród się podniecał, a tu się okazuje, że nie ma zupełnie czym. Powiedziałabym, że to smutne, ale tak nie jest. Po prostu czas weryfikuje prawdziwe talenty i tyle.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to moja 3 książka tego autora i już wiem, że są to lektury pełne przemyśleń i rozważań. Na dłuższą mętę może to być męczące. Charatkerystyczny styl pisania J. Pilcha. Osobiście lubię nawiązanie w tekście do innej literetury i do sztuki. Książka o miłości, jednak mam wrażenie, że w każdym jego tytule jest ten motyw i w moich oczach ociera się to o erotomanię? skoro ktoś tak bardzo rozpisuje się na uciechami cielesnymi i tak szeroko je analizuje i w zazsadzie wszystko kręci się dookoła pożądania to jak to nazwać inaczej?
Jest to moja 3 książka tego autora i już wiem, że są to lektury pełne przemyśleń i rozważań. Na dłuższą mętę może to być męczące. Charatkerystyczny styl pisania J. Pilcha. Osobiście lubię nawiązanie w tekście do innej literetury i do sztuki. Książka o miłości, jednak mam wrażenie, że w każdym jego tytule jest ten motyw i w moich oczach ociera się to o erotomanię? skoro...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMa górki i dołki.
Ma górki i dołki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO miłości
O miłości
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKilka lat temu przebrnęłam przez "Pod Mocnym Aniołem". Myślę, że po latach lepiej odbieram Pilcha, ale - mówiąc językiem współczesnej młodzieży - nie mój vibe. Mogę się chwalić, że czytałam, ale na tym nasza przygoda się kończy... chociaż moze kiedys, za kilka lat...
Kilka lat temu przebrnęłam przez "Pod Mocnym Aniołem". Myślę, że po latach lepiej odbieram Pilcha, ale - mówiąc językiem współczesnej młodzieży - nie mój vibe. Mogę się chwalić, że czytałam, ale na tym nasza przygoda się kończy... chociaż moze kiedys, za kilka lat...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJerzego Pilcha znałem głównie z felietonów i wypowiedzi w mediach. I przyznaje, że szczególnie te pierwsze, bardzo mi się podobały. Kiedy zatem w kwietniu znalazłem jego książkę na promocji e-booków – natychmiast zakupiłem. Nie da się ukryć, że przeczytałem dopiero po śmierci pisarza.
No i cóż – chyba wolałbym pozostać przy felietonach. Satysfakcję z czytanie odczuwałem tylko w przypadku jednego rozdziału, (już wskazanego przez innych czytelników) oraz w kawałkach dwóch – trzech innych. Raz się uśmiechnąłem – jeden przypadek twórczego i erudycyjnego poczucia humoru (w felietonach było z reguły więcej).
A reszta? Może poprawa ego Pilcha – wszak autor pisał powieść (opowiadanie?) już jako człowiek nieuleczalnie chory. Nawet dwa słowa o tym jak to robił zaspoilerują pozostałą część książki do reszty.
Nie rozumiem także sensu „ukwiecania” własnych przemyśleń wulgaryzmami. Argument, że nasz język chamieje i tego wymaga realizm, może mieć zastosowanie tylko do dialogów. W spostrzeżeniach pisarza są one tak potrzebne, jak w przemyśleniach lekarza czy meteorologa. Czyli w ogóle. To też wpływa na negatywny odbiór dzieła.
Szkoda, że akurat na tę książkę trafiłem.
Jerzego Pilcha znałem głównie z felietonów i wypowiedzi w mediach. I przyznaje, że szczególnie te pierwsze, bardzo mi się podobały. Kiedy zatem w kwietniu znalazłem jego książkę na promocji e-booków – natychmiast zakupiłem. Nie da się ukryć, że przeczytałem dopiero po śmierci pisarza.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo i cóż – chyba wolałbym pozostać przy felietonach. Satysfakcję z czytanie odczuwałem...
A o czym to? Czy są tu wątki autobiograficzne? Czy to jakiś paszkwil ukazujący , co mają w głowie podstarzali wykształceni panowie, erudyci," znający się" na miłości...... Żenujące,rozczarowujące...
A o czym to? Czy są tu wątki autobiograficzne? Czy to jakiś paszkwil ukazujący , co mają w głowie podstarzali wykształceni panowie, erudyci," znający się" na miłości...... Żenujące,rozczarowujące...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tolekka, przyjemna książka, jedna z ulubionych Pilcha
lekka, przyjemna książka, jedna z ulubionych Pilcha
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedyny fragment który mnie naprawdę zainteresował, to opis historii Dziadka i wnuczki. Za to dodatkowy punkt. Doceniam ładny jezyk, ale książka jest właściwie o niczym. Tzn jest o bzykaniu i bysiu nieszczęśliwym z powodu tego że chcesz bzykac jeszcze więcej, byle z kimś innym.
Jedyny fragment który mnie naprawdę zainteresował, to opis historii Dziadka i wnuczki. Za to dodatkowy punkt. Doceniam ładny jezyk, ale książka jest właściwie o niczym. Tzn jest o bzykaniu i bysiu nieszczęśliwym z powodu tego że chcesz bzykac jeszcze więcej, byle z kimś innym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI oto nadszedł dzień, w którym powieść Pilcha mnie nie porywa... To oczywiście nie jest zła książka - jak zawsze trochę beletrystki, trochę eseju, rozważania jak z pogranicza osobistego dziennika i felietonu, formuła, w której Pilch jest świetny i rozpoznawalny, taka swoista tylko dla niego gatunkowa hybryda. Ale... po prostu Pilch pisywał lepiej, pamiętam zachwyt opowiadaniami z tomu "Moje pierwsze samobójstwo" czy powieścią "Inne rozkosze", "Pod mocnym aniołem" i "Spisem cudzołożnic" , o! albo "Miastem utrapienia" - to było świetne, budziło mój podziw, miało tę kąśliwą, przenikliwą inteligencję tętniącą w każdym zdaniu, miało też spójność, pomimo gatunkowej niejednorodności całości, w tutaj.....sama nie wiem, bo jest artysta, jest obserwator świata, jest ironista, który samego siebie nie oszczędza, jakaś miłość, jakaś młoda, oryginalna kobieta - Pralina Pralinowicz (świetna postać zresztą, a wstawione w powieść opowiadanie jej autorstwa to ciekawy manewr i dobry literacki żart zarazem), jest sztuka, erotyka, niejednoznaczności, rozbieżność emocji i relacji, jest piękne gawędziarstwo, ale... wszystko to już było, i było jakoś lepiej, i choć nadal cenię inteligencję i ironiczny puls, który stoi za tymi słowami, wyczekiwałam końca, bo mnie to nierzadko nużyło, niby to samo postmodernistyczne pisanie, ale rozpad fabuły większy, powieść jest mocno podobna do "Zuza albo czas oddalenia", ale mniej spójna, co dało mi poczucie, że jest jakby tematycznie i kompozycyjnie wtórna wobec tamtej powieści...(nie bez znaczenia były też drobne literówki i usterki, mało, ale były... się ktoś nie postarał, a w stopce dwóch korektorów...., no i Wydawnictwo Literackie - no wstyd trochę). "Portret młodej wenecjanki" - nowy Pilch, dobry, ale bez zachwycenia.
I oto nadszedł dzień, w którym powieść Pilcha mnie nie porywa... To oczywiście nie jest zła książka - jak zawsze trochę beletrystki, trochę eseju, rozważania jak z pogranicza osobistego dziennika i felietonu, formuła, w której Pilch jest świetny i rozpoznawalny, taka swoista tylko dla niego gatunkowa hybryda. Ale... po prostu Pilch pisywał lepiej, pamiętam zachwyt...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO wszystkim i o niczym.
O wszystkim i o niczym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje pierwsze spotkanie z panem Pilchem zakończyło się totalną klęską, muszę to przyznać otwarcie.
Pomimo ciekawego języka, kilku trafnych spostrzeżeń, całość klasyfikuję jako jeden wielki inteligencki bełkot. Książka nie tylko, że nie ma jasnej fabuły, to nawet nie ma jednego konkretnego bohatera (tudzież bohaterki). Jest to raczej zbiór esejów, oddzielnych opowiastek, czasem dość luźno, a niekiedy wcale nie związanych z rzekomym obiektem westchnień autora, czyli Praliną Pralinowicz (tak podobną do kobiety z portretu młodej Wenecjanki, że aż niepodobnej). I ciężko uznać je za opowieści o miłości, kiedy większość z nich to wspomnienia podstarzałego lowelasa o kobietach, które miał, porzucił, które porzuciły jego, o przemijaniu, samotności, próbach radzenia sobie z postępującą starością i ogólną niemocą. Ośmielam się przypuszczać, że podobne dzieło, które wyszłoby spod ręki początkującego autora, zwyczajnie nie zostałoby przez nikogo wydane. No, ale renoma nazwiska swoje robi….
Zdecydowanie nie polecam.
Moje pierwsze spotkanie z panem Pilchem zakończyło się totalną klęską, muszę to przyznać otwarcie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomimo ciekawego języka, kilku trafnych spostrzeżeń, całość klasyfikuję jako jeden wielki inteligencki bełkot. Książka nie tylko, że nie ma jasnej fabuły, to nawet nie ma jednego konkretnego bohatera (tudzież bohaterki). Jest to raczej zbiór esejów, oddzielnych opowiastek,...
Nasz współczesny Charles Bukowski mierzy się z tematem wyświechtanym i starym jak świat. Czyni to nierówno. Miejscami wznosi się na wyżyny swojej erudycji, sprawiając, że szukam notesu, aby wynotować co trafniejsze lub błyskotliwsze myśli. Następnie mierzę się z literackim bełkotem, który mnie frustruje. Niemniej jednak, po przeczytaniu całości, czuję, że książka nie pozostawiła mnie obojętnym. A o to chyba w tym chodzi.
Nasz współczesny Charles Bukowski mierzy się z tematem wyświechtanym i starym jak świat. Czyni to nierówno. Miejscami wznosi się na wyżyny swojej erudycji, sprawiając, że szukam notesu, aby wynotować co trafniejsze lub błyskotliwsze myśli. Następnie mierzę się z literackim bełkotem, który mnie frustruje. Niemniej jednak, po przeczytaniu całości, czuję, że książka nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDrugie podejście. Pilch trafia w moment. Jedna z najlepszych jego książek. Spójna, naszpikowana jego frazami. Zapis tęsknoty za miłością, zmagań z samotną codziennością. W te, jak to u niego, kobieca fascynacja. Wyczuwalne są wątki autobiograficzne.
Drugie podejście. Pilch trafia w moment. Jedna z najlepszych jego książek. Spójna, naszpikowana jego frazami. Zapis tęsknoty za miłością, zmagań z samotną codziennością. W te, jak to u niego, kobieca fascynacja. Wyczuwalne są wątki autobiograficzne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka zaskakująca i w przeciwieństwie do tego co sugeruje tytuł i opis z tyłu, nie tylko o miłości. Książka miała być o gorącym uczuciu i burzliwym rozstaniu, a tymczasem wg mnie jest ona raczej o samotności. Książka jest utrzymana w tonie nostalgicznym, fragmentami jest sztubacka by zaraz w innym miejscu być zaskakująca czuła. Miłośnicy Pilcha powinni być zadowoleni :)
Książka zaskakująca i w przeciwieństwie do tego co sugeruje tytuł i opis z tyłu, nie tylko o miłości. Książka miała być o gorącym uczuciu i burzliwym rozstaniu, a tymczasem wg mnie jest ona raczej o samotności. Książka jest utrzymana w tonie nostalgicznym, fragmentami jest sztubacka by zaraz w innym miejscu być zaskakująca czuła. Miłośnicy Pilcha powinni być zadowoleni :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieści podstarzałego don juana. Literacko dobre (bardzo dobre!) pewne fragmenty.
Całość felietonów nie składa się w spójny obraz. Być może dlatego, że opisy są mocno rozstrzelone w czasie. Nawet nie zawsze motywem łączącym jest kobieta/stosunek do kobiet.
Mam małą satysfakcję czytelniczą, aczkolwiek dzięki wspomnianym mocnym literacko momentom nie potrafiłabym odmówić autorowi talentu. Tylko czemu on taki rozrzedzony?
Ulubione miejsca:
s. 154
"Za każdym razem, gdy jestem w Krakowie, zatrzymuję się w Hotelu Francuskim, w miarę możności w tym samym apartamencie, i rano zamawiam dzbanek kawy i papier listowy, i dziewczyna z room service wszystko przynosi na tacy, i odziany w hotelowy szlafrok notuję, co u mnie, co w świecie, co w Krakowie."
s. 155
"Różne chwile miewałem za małym biurkiem w apartamencie 308, tu się rozstałem z Praliną, tu znieruchomiały z rozpaczy patrzyłem, jak niebywały czerwcowy dzień rozwidnia noc byle jaką. Tu bywałem szczęśliwy, tu życie zdawało się wieczne, tu jadałem na śniadanie jajecznicę z grzybami i boczkiem, tu poczułem pełen niepokoju dreszcz (...)"
s. 178
"W zeszłym roku wydałem majątek na kurwy, w tym roku tyleż samo, a może i więcej na oprawianie książek."
Opowieści podstarzałego don juana. Literacko dobre (bardzo dobre!) pewne fragmenty.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałość felietonów nie składa się w spójny obraz. Być może dlatego, że opisy są mocno rozstrzelone w czasie. Nawet nie zawsze motywem łączącym jest kobieta/stosunek do kobiet.
Mam małą satysfakcję czytelniczą, aczkolwiek dzięki wspomnianym mocnym literacko momentom nie potrafiłabym odmówić...
narrator - erotoman-gawędziarz. Opisuje swoją fascynację niejaką Praliną Pralinowicz, młodą kobietą, podczas gdy sam jest od niej sporo starszy. W narrację dotyczącą Praliny wplecione jest kilka innych historii, oderwanych od siebie.
Książka nie zachwyciła mnie, delikatnie rzecz ujmując. Spodziewałam się czegoś innego. Nie, nie, i jeszcze raz nie.
narrator - erotoman-gawędziarz. Opisuje swoją fascynację niejaką Praliną Pralinowicz, młodą kobietą, podczas gdy sam jest od niej sporo starszy. W narrację dotyczącą Praliny wplecione jest kilka innych historii, oderwanych od siebie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka nie zachwyciła mnie, delikatnie rzecz ujmując. Spodziewałam się czegoś innego. Nie, nie, i jeszcze raz nie.
Całość mnie nie porwała, ale uważam, że warto było przeczytać dla zawartych w książce refleksji na temat starości, przemijania, samobójstwa.
Było też trochę zabawnych fragmentów. Najwyżej oceniam tu rozdział, w którym pisarz podał 21 najstraszliwszych odpowiedzi na "nieco zrytualizowane, ale przecież dalej czułe: Kocham cię". Najbardziej spodobały mi się "Rozumiem, ale nie pomogę" i "Teraz? Kurwa! Teraz mi to mówisz?"
Całość mnie nie porwała, ale uważam, że warto było przeczytać dla zawartych w książce refleksji na temat starości, przemijania, samobójstwa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByło też trochę zabawnych fragmentów. Najwyżej oceniam tu rozdział, w którym pisarz podał 21 najstraszliwszych odpowiedzi na "nieco zrytualizowane, ale przecież dalej czułe: Kocham cię". Najbardziej spodobały mi się "Rozumiem, ale nie...
tak dobrze jak "Portret..." czytało mi się już lata temu "Tysiąc spokojnych miast" :)
tak dobrze jak "Portret..." czytało mi się już lata temu "Tysiąc spokojnych miast" :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUrzekł mnie szalony chaos narracji i niezwykła barwa charakteru głównego bohatera. Chociaż nie będę zaprzeczać - było trudno. Książka bardzo rozmija się z opisem - pytanie jednak na ile opis jest inwencją wydawcy, a na ile odbiciem zamierzeń autora. Jest bardzo zmiennie, dużo nawiązań malarskich i literackich, dużo w książce Marqueza, dużo Kundery, dużo autobiografii. Mam wrażenie, że momentami narracja stawała się aż nieprzyzwoicie osobista, nie czułam się z tym dobrze. Niestety, bardzo mało tytułowej dziewczyny z portretu; mało w niej charakteru, realizmu, emocji. Mimo wszystko od razu po zakończeniu lektury miałam ochotę zacząć od początku, co mi się rzadko zdarza - czułam niedosyt, niepełne zrozumienie, zagubienie między licznymi wątkami. Wrócę na pewno.
Urzekł mnie szalony chaos narracji i niezwykła barwa charakteru głównego bohatera. Chociaż nie będę zaprzeczać - było trudno. Książka bardzo rozmija się z opisem - pytanie jednak na ile opis jest inwencją wydawcy, a na ile odbiciem zamierzeń autora. Jest bardzo zmiennie, dużo nawiązań malarskich i literackich, dużo w książce Marqueza, dużo Kundery, dużo autobiografii. Mam...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze spotkanie z Pilchem i zdecydowanie nieudane. Na tylnej stronie okładki jest mowa o tym, że to połączenie beletrystyki, eseju, felietonu i dziennika, a moim zdaniem jest to raczej strumień świadomości na temat dowolny, choć czasami zdarza się autorowi wrócić do teoretycznie głównego wątku. A główny wątek to związek bohatera z dużo młodszymi kobietami, a przede wszystkim z Praliną Pralinowicz. Czasami (naprawdę tylko czasami) autor mi zaimponował stylistyczną erudycją i finezją, ale przez większość zastanawiałam się, o czym ten człowiek mówi, co to ma do rzeczy i kiedy wróci do meritum. Może to powinny być eseje, a nie "powieść", wtedy jakoś łatwiej byłoby ten tekst przyjąć. Domyślam się, że nie jest to najlepsza książka Pilcha, ale jakoś mnie nie zachęcił do siebie. Jeśli mam czytać dygresje, to zamiast pseudointelektualnych wynurzeń podstarzałego casanovy na temat związków i niemożności ich utrzymania z powodów wielorakich, wolę kulturowe ciekawostki Łysiaka.
www.fb.com/jedenakapit
Pierwsze spotkanie z Pilchem i zdecydowanie nieudane. Na tylnej stronie okładki jest mowa o tym, że to połączenie beletrystyki, eseju, felietonu i dziennika, a moim zdaniem jest to raczej strumień świadomości na temat dowolny, choć czasami zdarza się autorowi wrócić do teoretycznie głównego wątku. A główny wątek to związek bohatera z dużo młodszymi kobietami, a przede...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to