Wróć na stronę książki

Oceny książki Portret młodej wenecjanki

Średnia ocen
5,8 / 10
424 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
616
616

Na półkach: , ,

Naprawdę podziwiam odwagę, determinację pana Pilcha jak również Wydawnictwa Literackiego, że podjęli decyzję o upublicznieniu tych dywagacji i wydaniu ich drukiem. Z powodu chaosu i nad wyraz okrutnego dziaderstwa wypełniającego każdą stronę tej publikacji, miałam ochotę wyrzucić ją do śmieci, ale nie mogłam bo książka była wypożyczona z biblioteki.
Przypadkiem pan Pilch w swoim wielosłownym monologu dygresyjnym zamieścił stwierdzenie bardzo dobrze oceniające to, co napisał. Oto cytat, który, według mnie, jest trafnym komentarzem do tej książki:
🔰"I co by to miało być? Jeszcze jedne pamiętniki jeszcze jednego, stanowczo upadłego casanovy? Wyznania ledwo żywego uwodziciela? Utwór pełen martwych i odrażających ujęć ciała włażącego na ciało."

Nieliczne gwiazdki, które przyznaję są za:
📍 świetny opis Plamenogradu na początku rozdziału XII.,
📍 za kilka interesujących odwołań i komentarzy do znanych dzieł literackich Tołstoja, Nabokova, Dostojewskiego oraz do pisarstwa Tomasza Manna.
Niektóre nawiązania do literatury mają czasami posmak mocno ironiczny i zarazem tragikomiczny, jak np. to na początku rozdziału XVI zatytułowanego "Traktat o różnicy wieku", w którym narrator tak opisuje swoje spotkanie z piękną Praliną na basenie:
🔰"Ona udawała, że nie widzi drastyczniejszych symptomów mojej starości, ją udawałem, że nie widzę jej spojrzeń. Sytuacja prawie jak w "Kamizelce" Bolesława Prusa. Para ludzi (...) oszukuje się wzajemnie - on bez jej wiedzy zwęża coraz obszerniejszą gruźliczą kamizelkę, ona tak samo. Oboje są zakładnikami zwężania. Zwężają, można powiedzieć: do ostatniego zwężenia."

📍Zabawny i zgrabnie napisany był fragment rozdziału II. inspirowany utworem Kochanowskiego, który postrzegam jako celową zabawę konwencją literacką osiągniętą przez zachowanie uroczystego stylu wypowiedzi, sparodiowanie znanego trenu oraz strywializowanie opowieści o cierpieniu wywołanym przez śmierć.
Oto cytat:
🔰"O bibliografio tematu! Żywiole zbyteczny! Zbiorze nieskończony! Losie ostateczny! Skryjże ty się staranniej w czaszce piszącego! Zasłoń bezmiarem szkolnych błędów jego!"

📍Doceniam również przedostatni rozdział poświęcony historycznej analizie metodologii samobójstw, w którym pojawia się bezlitosna ocena współczesnego polskiego budownictwa mieszkaniowego.

📍Zelektryzowała mnie również perełka językowa, na którą natrafiłam w tej książce, chodzi o slowo "nachtkastlik" (zapewne zapożyczenie z j.niem.). Wieki go nie słyszałam. Nie wiem z jakiej gwary pochodzi ta wersja nazwy nocnej szafki, bo ja pamiętam słyszane w dzieciństwie określenie "nakaslik" i nie mam pojęcia czy to była wersja śląska, małopolska, czy może mieszana. 👅

To moje pierwsze spotkanie z prozą tego autora. Prozą, która jest nad wyraz przewrotna, jednocześnie odpycha i przyciąga, złości i śmieszy, nudzi i prowokuje, usypia i zmusza do przecierania oczu z niedowierzania, budzi politowanie i niesmak, ale też zadziwia świetnymi opisami oraz językowymi zabawami.

Naprawdę podziwiam odwagę, determinację pana Pilcha jak również Wydawnictwa Literackiego, że podjęli decyzję o upublicznieniu tych dywagacji i wydaniu ich drukiem. Z powodu chaosu i nad wyraz okrutnego dziaderstwa wypełniającego każdą stronę tej publikacji, miałam ochotę wyrzucić ją do śmieci, ale nie mogłam bo książka była wypożyczona z biblioteki.
Przypadkiem pan Pilch...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
77
20

Na półkach:

Cenię autora i kilka jego wcześniejszych książek naprawdę mnie zachwyciło ale niestety o tej raczej trudno powiedzieć coś dobrego :/ Jak dla mnie to książka o niczym, bez treści, bez formy i bez sensu. Wyobrażam sobie, że pan Pilch musiał się albo wywiązać ze zobowiązania albo potrzebował zarobić i wyrzucił z sobie na szybko taki słowotok bez ładu i składu, zlepek zdań bez żadnego znaczenia. Po prostu słaba książka świetnego pisarza.

Cenię autora i kilka jego wcześniejszych książek naprawdę mnie zachwyciło ale niestety o tej raczej trudno powiedzieć coś dobrego :/ Jak dla mnie to książka o niczym, bez treści, bez formy i bez sensu. Wyobrażam sobie, że pan Pilch musiał się albo wywiązać ze zobowiązania albo potrzebował zarobić i wyrzucił z sobie na szybko taki słowotok bez ładu i składu, zlepek zdań bez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
192
149

Na półkach:

Podoba mi się ta książka, ale w sumie sam nie wiem dlaczego. Może z powodu miłości (erotyki), kobiet i innych używek. Może z powodu wirującego jak seks języka, wciągającego w swoje tryby i zawracającego w głowie. A może wreszcie z powodu Pilcha. Ekstraktu z Pilcha.

A raczej z prawie żadnego z wymienionych powodów. Nie jest to powieść erotyczna, bo pryszczaci nastolatkowie nie odnajdą tu płytkiej i dosłownej pikanterii rodem z rosnącej ostatnio jak grzyby po deszczu literatury porno-erotycznej. Język wiruje jak seks, fakt, Pilch co krok igra z czytelnikiem zmianą formy, tempa (od zawrotnego i oszałamiającego kunsztem, po eseistyczne, spowolnione). Całość spinają dwa s-słowa oraz jedno na m – melancholia.

Powieść rozparta jest między dwoma biegunami – seksem i starością. Ten pierwszy nie cieszy już tak, jak kiedyś, jest tylko zaliczaniem kolejnych „lasek”. Zdobywanie jest grą, ale gra zaczyna powoli nużyć, nudzić, wszak składa się z wciąż tych samych elementów, z wciąż tych samych rekwizytów i emocji. Narrator, a chyba nie trzeba udawać, że nie jest nim sam Pilch, z wiekiem staje się coraz większym dandysem, któremu, prawdę powiedziawszy, wszystko jedno ile „lasek” jeszcze wpadnie i jakiej będą jakości.

W tym miejscu na scenę wkracza Pralina Pralinowicz. Kobieta o nie tylko przeuroczym imieniu – ona jest pewnym przełomem. Jest przeszłość i jest przyszłość, a pomiędzy nimi Pralina. Wybawienie, nauka, esencja piękna, wdzięku, elegancji. Chociaż dziwaczna, to jednak pociągająca i fascynująca. Kobieta pełna tajemnic i drobnych szaleństw. Romans z nią, opowiedziany językiem subtelnym i delikatnym (chyba jedyna w książce, której Pilch faktycznie zwyczajnie puknąć nie chce), staje się wybawieniem i łabędzim śpiewem starzejącego się pisarza. Czymś, co faktycznie zdarza się rzadko, „raz, dwa, góra trzy razy za życia”. Później i wcześniej jest tylko seks, pośrodku – prawdziwe uczucie. Pozostaje jeszcze kwestia ledwie przez narratora zarysowana, pytania otwarte: czy Pralina faktycznie istniała? Może była tylko i wyłącznie retorycznym zabiegiem, dziełem odchodzącej w niebyt wyobraźni, majakiem drążonego chorobą umysłu?

Dalej na s – starość. Mnóstwo w tej krótkiej powieści opisów rozpadu, kapiącej z ust śliny, starczego uwiądu, zapominania, znikania. Jakby odpowiedzią na uciekającą młodość były kolejne związki. Jakby kolejne kobiety, coraz młodsze i młodsze, były dla narratorskiego ciała kolejną próbą, próba wystawienia samemu sobie cenzurki: spójrzcie, jestem starcem, ale wciąż mogę, wciąż potrafię, bez wspomagaczy. Momentami, gdzieś pod maską szydercy i ironisty, kryje się człowiek przerażony chorobą, powolnym odchodzeniem, wykreślaniem kolejnych nazwisk z notesu i brakiem kolejnych twarzy na coraz to rzadszych przyjęciach, spotkaniach.

I ostatni krok, element spinający bieguny, swoista oś – melancholia. Kolejne kobiety, zarówno te przed, jak i te po, są tylko nieudolną próbą przykrycia braku tej jednej, która była i nagle rozpłynęła się w powietrzu. Kolejne nazwiska i twarze, powtarzane do znudzenia rytuały, nawet kolejne stosunki; za nimi już tylko czerń, czerń braku i utraty. Kobiety są niczym przywołany w kilku miejscach powieści księgozbiór – przerzucane do i z pamięci, do i z życia, w jedno i drugie miejsce, bez żadnego związku przyczynowo-skutkowego. Kobiety, jak i literatura, stają się tylko pustą retoryką. Pod łóżkiem natomiast, gdzieś pod domniemaną erotyką, schowana jest wspomniana już czerń – tym razem czerń starości. Popęd życia i popęd śmierci, Eros i Tanatos.

Pilch daje niespełna 200 stron prozy rozproszonej, raczej obrazów, połączonych przewodnią melancholią. Można utyskiwać, że to nie ten sam Pilch, że starość, choroba i monotematyczność zżerają mu ducha i produkuje już tylko niewiele znaczące opowiastki. Niezupełnie. Chociaż inaczej niż wcześniej. „Nie pierwszy raz. Nie ostatni”.

Podoba mi się ta książka, ale w sumie sam nie wiem dlaczego. Może z powodu miłości (erotyki), kobiet i innych używek. Może z powodu wirującego jak seks języka, wciągającego w swoje tryby i zawracającego w głowie. A może wreszcie z powodu Pilcha. Ekstraktu z Pilcha.

A raczej z prawie żadnego z wymienionych powodów. Nie jest to powieść erotyczna, bo pryszczaci nastolatkowie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to