cytaty z książki "Historia mego wieku i ludzi, z którymi żyłem"
katalog cytatów
Przedawacz zawołał: "Dwa kapelusze na przedaż”.
Tysiąc impertynencji nagadawszy, kiedy skończył, gospodarz, przytomnymi gośćmi zaświadczywszy się, jako żadnej przyczyny do łajania takiego jp. dyrektorowi nie dawszy, napadniony był i zelżony w domu własnym.
Ponieważ w tamtych czasach różu damy na twarz nie kładły, jejmość po ubraniu się, piła z tego puzdereczka słodką gorzałkę póty, póki się jej czerwoności trochę na twarzy nie pokazało.
Po kilku niedzielach umierać musiał, zawsze mi w chorobie swojej wymawiając, żem zachęcaniem do picia obfitszego choroby jego przyczyną był.
Przy mojej Justynie różnego losu doznawałem. Czasem najgoręcej ślubem małżeńskim z nią się połączyć chciałem, a czasem, bojąc się jej humoru nieustannie prawie sprzecznego, że lubiła zaufana w swoim rozumie, dysputować ustawicznie, ostygnąłem pomału w żądaniach moich, co chociaż postrzegła ta najszacowniejsza kobieta, wszelako, widząc mnie ubogim, na dzień imienin moich darowała mi złotych pięć tysięcy.
Maria Teresa, cesarzowa niemiecka wdowa, nie chciała przez czas jakiś przystąpić do rozbioru Polski, widząc wyraźną niesprawiedliwość przywłaszczenia sobie bez żadnego prawa rzeczy cudzej, dlatego tylko, że ten cudzy słabym jest.
Kwasiła, prócz słabego zdrowia, mieszkanie moje w Wiedniu pogarda powszechna Niemców narodu mego.
Żołnierze, biorąc do turmy naczelników swywoli, rozruch zaspokoili.
Poddanego wieśniaka równo z bydlęciem kładli; mieszczanina w ostatniej pogardzie mieli; równego sobie na koniec szlachcica, tylko dlatego ze ubogi – upodlili. I z tego to upodlenia poszły te zwyczajne w kraju w obcowaniu z panami wyrazy: +upadam do nóg+, +całuję nogi+, +niegodny podnóżek+ i tym podobne insze, nie znane w całej Europie upokorzenia się, w których wydając wyniosłej kiedyś duszy Polaka poniżenie, z upodleniem naszym ojczyznę nawet utraciliśmy.
Księża, po większej części zepsuci, psuli razem lud sobie powierzony, a naczelnicy ich, biskupi, publicznie czyniąc zgorszenia, ośmielali niższych, ażeby szli taką samą, słodką wprawdzie, ale razem najbrudniejszą drogą.
Szlachta po województwach, na zawołanie magnatów przedażna, wszystko, czego tylko ci żądać mogli, robiła; stąd sejmiki i sejmy według układów pańskich odbywały się i ten, który ustawicznie i upadał do nóg, i całował nogi pańskie, nie miał czasu i serca do usługiwania nieszczęśliwej ojczyźnie swojej.
Miasto Warszawa w nierządzie i bez znaczenia żadnego, chociaż kilkadziesiąt tysięcy pospólstwa mające, nie mogło się podnieść pod ciężarem uciemiężenia i niesprawiedliwości.
Kiedy wszyscy śmierć dobrego tego (jak powiadano) chłopca opłakiwali – ja jeden wesół byłem, że sukienki po nim pozostałe, a lepsze od moich, mnie się dostawały.
Ledwie co zaczęliśmy po kościele procesją, akademik zamojski w ławkach siedzący, umyślnie przysłany na to z Zamościa, ogromnym głosem zawołał: „Protestuje się nieważność tego aktu!”. Jezuici strwożeni i zagniewani, w rozruchu niezmiernym akademika protestującego się z kościoła wytrącić kazali, a ja – pewniejszej się rzeczy chwytając – berłem moim w głowę go uderzywszy, dobrze go przygłuszyłem. (...) A my tymczasem, po otrzymanym zwycięstwie swoje Te Deum laudamus kończyliśmy.
Nie mogąc mieć rozrywki z czytania dla słabości oczów ani z pisania czego dla niedostatku z wiekiem myśli i wyrazów, które kiedyś w głowie mojej, jak w zapaśnej komorze zaraz znajdowałem, a teraz ten mój magazyn pusty, czekam spokojny śmierci, ani jej wzywając, ani jej się obawiając; śmierci, która bardzo mało szczęścia, a wiele nieszczęść w życiu moim dokończy.
Czyli zepsuta młodzież teraźniejsza, która nie lubiąc czytania książek i nie mając wiadomości rzeczy żadnych wszystko by decydować chciała, a nic gruntownie nie powie.
Ale my to sami, myśmy największą byli przyczyną upadku ojczyzny naszej!
Już moję matkę boleści rodzenia napadły, a ojciec, dom z bojaźni utracenia może życia porzuciwszy, z czym mógł, naprędce do bliskiego lasu schronił się; zostawiwszy rozporządzenie, ażeby okropnemu temu gościowi – z towarzyszami jego – chleb, sól, ser i gorzałka najobficiej na stole rozstawione były.
Do takiej przyjaźni przyszło, żeśmy nie tylko sobie w kościele przysięgli, że się do śmierci kochać będziemy, ale nawet kartę małą z podpisami nas obydwóch napisaliśmy, w której prócz poprzysiężenia przyjaźni była i obietnica, że który by z nas pierwej umarł, ten drugiemu ma się po śmierci (...) widocznie pokazać i o stanie swoim na tamtym świecie powiedzieć.
My to sami uciemiężeniem największym poddaństwa, tych bliźnich naszych, zrobiliśmy się u nich nienawistnymi, że w nadziei lepszego może bytu swego radzi byli odmienić pana i brani od nas za żołnierzy, nie mając ojczyzny, Polski za matkę swoją, zaraz w początku walki padając na ziemię albo bić się nie chcieli, albo nawet do nieprzyjaciela przechodząc, siły jego wzmacniali.
Skromność do tego przykładna, młode moje zapędy utrzymująca, mimo różnicy wieku, bo czternastą ode mnie latami starszą była, więcej lat dziesięciu trzymała mię w szczęśliwych więzach, bo najżywszą młodość moje od rozpusty zachowała, a za jedno pozwolenie pocałowania siebie w piersi najpiękniejsze jakże ona ode mnie wiele cnót wypełnienia potrzebowała, niżeli do tego szczęścia mojego przyszło.
Raz – znalazłszy ją samą i z piersiami na pół odkrytymi – po nabożnym przegrawku zacząłem piękne jej piersi chwalić. A ona mi rzecze: „Grzeszniku! Jak śmiesz to ciało chwalić, które niezabawem trupem i pastwą robactwa będzie!”. A ja jej na to: Niżeli te piękne piersi będą trupem, kwapmy się i całujmy je żywi, żywe. (..) Ale para mnichów nadszedłszy, nie dali skończyć dzieła rozpoczętego.
W szkołach mniejszych najpierwszy byłem między kolegami do swawoli. Jakże to wiele Żydom okien powybijanych.