cytaty z książki "Za późno na nas"
katalog cytatów
Ludzie mówią, że czas leczy rany. Ale czas to kłamca. On nie leczy niczego. On tylko uczy człowieka żyć z bólem.
Bo łzy są jak deszcz - nie pytają, czy mogą spaść.
Po prostu spadają.
Strata to dziwna rzecz. Można ją wykrzyczeć, można ją stłumić, można udawać, że jej nie ma. Ale ona i tak będzie.
Prawda nie pyta o twoje plany, o to, czy jesteś gotowa. Po prostu wchodzi z hukiem, łamiąc ciszę.
Każda różnica to znak, że nie pasujesz. Że jesteś inny, a inność to coś, czego stado boi się najbardziej.
📖
„Nie chcę być silna za wszelka cenę. Nie chce robić tego, co ty musiałaś robić. Chcę być szczera wobec siebie, a nie udawać, że wszystko jest w porządku”.
Życie nie jest równaniem, które można rozwiązać, a samobójstwo nie wynika z jednego zdarzenia, jednej przyczyny”.
Zmarli nie wracają. Ból nie znika. Nie można go odczarować. Ale można nieść. Razem. Bo nikt nie jest sam w swojej stracie.
,, Pewnie wiesz, jak trudno czasami jest odnaleźć to zagubione ja. Jak świat, życie, rutyna potrafią cię odbierać kawałek po kawałku z bycia sobą. Próbujesz być wsparciem, partnerką, powierniczką, kimś, kto zawsze zrozumie, kto zawsze wysłucha. A gdzie w tym wszystkim... ty? Gdzie zgubiła się ta dziewczyna, którą byłaś, zanim pojawiły się wszystkie te role, które dzień w dzień spełniasz.
Czasem mam wrażenie, że to ,,ja" chowa się w kącie, czekając, aż znajdę dla niego chwilę. Czeka i patrzy na mnie. Na tę kobietę, która ściera kurze, opłaca rachunki. Bo jak masz być sobą, kiedy w kuchni piętrzą się brudne naczynia, w pralce wiruje kolejne pranie, a dziecko w pokoju obok płacze, bo zgubiło ulubionego misia? Jak masz być sobą, kiedy zamiast skupić się na sobie, myślisz o tym; czy w domu panuje porządek, czy dzieci mają odrobione lekcje, czy mąż wróci z pracy i pomoże ci z tym wszystkim.
Więc ty, Eliza, mów. Nawet jeśli to trudne. Powiedz Przemkowi, co cię boli, co cię martwi. Nie pozwól, żeby to się w tobie gromadziło. Bo wiesz, życie jest za krótkie, żeby spędzić je na udawaniu.
- Czy cokolwiek mogłoby... uśmierzyć ten ból?
Pani Lucyna odpowiedziała cicho:
- Tego nie wiemy. Ale czasem to bycie obok, milczenie, bycie świadkiem cierpienia.. może być największą ulgą, jaką możemy ofiarować.
Pewnie wiesz, jak trudno czasem jest odnaleź to zagubione ja. Jak świat, życie, rutyna potrafią cię odzierać kawałek po kawałku z bycia sobą.
Czasem trzeba poleżeć, odpuścić i dać sobie prawo do słabości. Przecież nie jesteśmy maszynami. Życie nie polega na tym, żeby non stop cisnąć, żeby zawsze być silnym i gotowym na kolejne wyzwanie. Są dni, kiedy nie masz na to ochoty, i to jest całkowicie okej. Wstaniesz wtedy, kiedy będziesz gotowy.
W końcu to tylko etap, tylko ten okrutny czas, kiedy nastolatki nie rozumieją rówieśnika, który ma swoje pasje, który nie chce być częścią ich stada.
Mam na imię Anna. Jestem jedną z tych kobiet, które codziennie zadają sobie to samo pytanie: „Dlaczego?". Żyję teraz w świecie podzielonym na „przed” i „po", choć czasem trudno mi uwierzyć, że to wszystko naprawdę się wydarzyło.
Mijam tysiące kobiet w sklepie, na przystanku, w parku - i zastanawiam się, ile z nich nosi w sobie tę samą przepaść. Ile z nich udaje, że świat jest w porządku, gdy wewnątrz każdej toczy się cicha walka o to jedno, nieosiągalne słowo: „Dlaczego?". To pytanie przenika każdą chwilę mojego dnia, powraca w ciszy nocy, kiedy kładę się spać, w porankach, gdy z trudem podnoszę się z łóżka, czując, że tak naprawdę nic już nie ma sensu.
Życie nie jest równaniem, które można rozwiązać, a samobójstwo nie wynika z jednego zdarzenia, jednej przyczyny. To coś, co narasta, plącze się i wciąga w sieć tak gęstą, że nawet najbliżsi nie dostrzegają tych cieni, które cicho opanowują duszę.
Mój syn odszedł. Od tamtej pory codziennie przeszukuję jego rzeczy, jego zdjęcia, przeglądam stare zeszyty, wpisy w telefonie, jakby tam miała ukrywać się jakaś tajemnica, którą przeoczyłam. Rejestrowałam się na forach, dołączałam do grup, w których spotykają się inni rodzice, którzy tak jak ja szukają odpowiedzi.
Nie wiedziałam wtedy, że to była ostatnia taka sobota z Antkiem. To przecież Emil był tym, który potrzebował pomocy, a nie ten syn, który zawsze się śmiał, był duszą towarzystwa. Że ten spokojny wieczór, pełen ciepła i śmiechu, te naleśniki z owocami i cukrem pudrem, były jak okruchy czegoś, co miało za chwilę rozsypać się na drobne kawałki. Myślałam, że to tylko zwykły dzień, nic więcej. W rzeczywistości to był początek końca tamtego świata, którego już nigdy nie odzyskam.
Zagryzłam wargę, walcząc z rosnącą paniką. Mój Krzysztof? Ucieczka? Z dziećmi, z jego matką, bez pożegnania, zostawiając mnie samą w pustym domu? To brzmiało tak obco, tak nieprawdopodobnie, że zaczęłam wątpić we wszystko, co wiedziałam o własnym życiu.
- Pani Elizo, wiem, że czuje się pani tak, jakby cały świat był na pani barkach. Że wszystko zależy od pani. To, czy dzieci są szczęśliwe, czy dom funkcjonuje, czy mąż jest zadowolony. Ale proszę pamiętać, że nie musi pani wszystkiego dźwigać sama. Czasami trzeba pozwolić sobie na to, by poprosić o pomoc.
-Judyta, ja naprawdę myślałam, że znam męża. Wierzyłam w to, co mi mówił, w każde jego słowo. A teraz... nie wiem, co było prawdą, a co tylko iluzją, którą stworzył, żeby ukryć przede mną te wszystkie problemy.
Przemek widział to, co chciał widzieć - szczęśliwą rodzinę, piękną mamę i zdrowego synka. Nie widział, jak w środku rozpadam się na kawałki. Jak codziennie, kiedy zostawałam sama z Olafem, łzy płynęły mi po policzkach i nie umiałam ich zatrzymać. Jak nocami, gdy go karmiłam, patrzyłam na niego i zadawałam sobie pytanie, co ze mną jest nie tak. Dlaczego zabrakło tej wszechogarniającej miłości, którą darzyłam Michalinę od pierwszej chwili? Kochałam Olafa, wiedziałam to, ale czułam się jak oszustka. Jakby moja miłość była niewystarczająca, wyblakła.
Usiadłam na kanapie, słuchając, jak dźwięki niosą się po domu, wypełniając ciszę. Wiedziałam, że tam, w tej muzyce, jest odpowiedź na moje pytania. Emil nie mówił, ale grał. I to, co grał, mówiło mi wszystko. Coś go bolało, coś go dręczyło. W szkole, może wśród znajomych. Ale nie chciał mnie tym obciążać. Był jak ten smutny akord w swojej własnej melodii, piękny, ale rozdzierający serce.
- Dziecko... - powiedziała cicho, mieszając herbatę. - Myślę, że zdradzamy na różne sposoby. Ludzie myślą, że zdrada to tylko romans, ale to nieprawda. Czasem zdradzamy siebie. Swoje pragnienia. Swoje marzenia. Kiedy latami tkwimy w czymś, co nas nie uszczęśliwia. Kiedy zapominamy, kim byliśmy. To też jest zdrada, może nawet gorsza niż ta fizyczna.
- Czasem ludzie są dupkami bez powodu, Emil. To nie zawsze twoja wina.
- Jasne, ale to nie zmienia faktu, że codziennie ktoś mi coś rzuca. Śmieją się, że gram na wiolonczeli, że jestem dziwny, że nie chodzę z nikim na te durne imprezy. A jeśli nie śmieją się, to po prostu... nie ma mnie dla nich. Jestem jak powietrze - wycedził Emil, a jego głos był pełen gniewu, ale też bólu, który do tej pory ukrywał.
- Wiesz co, Emil? Jak grałem na gitarze, też kiedyś się ze mnie śmiali. Bo niby chłopak woli grać na instrumencie niż kopać piłkę. Wiesz, co zrobiłem? - zapytał, a w jego głosie wyczułam cień uśmiechu.
- Nie wiem i nie interesuje mnie to - mruknął Emil, ale już bez tej wcześniejszej złości.
- W końcu zacząłem grać tak, że każdy chciał mnie słuchać. Z czasem to, co teraz jest twoją słabością, może stać się twoją siłą. To tylko kwestia czasu i... tego, żebyś uwierzył w siebie bardziej niż oni - powiedział Michał, a jego głos był miękki, ale stanowczy.
Serce matki boli. Cierpi, krwawi, rozrywa się na kawałki, kiedy wiesz, że twoje dziecko jest odpychane. Wiesz, że to chwilowe - powtarzasz to sobie jak mantrę. W końcu to tylko etap, tylko ten okrutny czas, kiedy nastolatki nie rozumieją rówieśnika, który ma swoje pasje, który nie chce być częścią ich stada.
Ale to nie sprawia, że boli mniej.
Kobiety czują takie rzeczy. Instynktownie, podskórnie. Kiedy twój facet interesuje się inną, to się po prostu wie. Nie trzeba dowodów, wiadomości, przypadkowo znalezionych paragonów ani zapachu obcych perfum na jego koszuli. Wystarczy sposób, w jaki zmienia ton głosu, kiedy wypowiada jej imię. Wystarczy to, jak szybko chce zmienić temat, jak omija Twoje spojrzenie, jak jego dłonie na twojej dłoni wydaje się nagle obca, nie taka jak dawniej.
- Zacząłem pracować z rodzicami - odparł. -Bo dzieci nie żyją w próżni. Nie wystarczy naprawić problem u dziecka, jeśli jego źródło wciąż jest obecne. Rodzice musieli nauczyć się, jak rozmawiać, jak radzić sobie z emocjami, żeby nie przenosić ich na syna. Wiesz, dziecięca psychika jest jak lustro. To, co odbije, zależy od tego, co przed nią postawimy.
- Więc ty, Eliza, mów. Nawet jeśli to trudne. Powiedz Przemkowi, co cię boli, co cię martwi. Nie pozwól, żeby to się w tobie gromadziło. Bo wiesz, życie jest za krótkie, żeby spędzić je na udawaniu.
Złapała mnie za rękę, a jej dotyk był ciepły i pewny.
- Powiedz, zanim będzie za późno - dodała cicho. Jej słowa były jak delikatny, ale nieustępliwy deszcz, który spływał na mnie, przynosząc ulgę, ale i przypominając, jak ważne jest, żeby nie bać się mówić prawdy.
- Dzięki, mamo.
- Za co?
- Za to, że zawsze mnie znajdowałaś. Przytuliłam go mocno, a on nawet się nie wyrwał.
Czasami synowie nie potrzebują wielkich słów.
Czasami wystarczy, żeby tylko wiedzieli, że ich matka nigdy ich nie zgubi.