cytaty z książki "Miasto Mgieł"
katalog cytatów
Czasami wydaje mi się, że można zaufać tylko martwym. Oni już nie będą mieli okazji cię oszukać.
Szczerość i walenie prosto z mostu oszczędzają mnóstwo czasu i odstraszają od nas ludzi, którym i tak w przyszłości kazalibyśmy spierdalać.
Bruno milczał. Był przecież swego czasu żonaty i doskonale wiedział, że jeśli kobieta chce się pokłócić, to sama znajdzie powód, przeprowadzi kłótnię i odniesie zwycięstwo, nawet jeśli mężczyzna nie bierze w niej udziału. Najlepszą taktyką było milczenie lub ucieczka.
Szara polska jesień. Jakaż to była zbitka trzech bardzo smutnych słów. Szara. Polska. Jesień. Co jedno, to smutniejsze. Mieszanka bezbarwnych dni, ołowianego nieba, przenikliwego zimna i podłego nastroju.
Przed bocznymi drzwiami, którymi zawsze wchodziłem do świątyni, zgromadził się tłumek mieszczan, głównie stare baby, u których z każdym rokiem przybywa miłości do Boga, a ubywa tej do bliźniego (...).
Słyszałem od twojego przełożonego, że trochę poleżysz.
– Ja nie jestem śnieg na Gubałówce, żeby leżeć tu do wiosny.
Życie zawsze atakuje znienacka i ciosem w plecy. Wiesz o tym.
– Pies jej nie bronił?
– To stary labrador, mógłby ewentualnie zalizać sprawcę na śmierć.
Mgła wciskała się za oszywkę niczym język trupa – zimny, oślizły i lodowato mokry, a zarazem spragniony życia.
Złota polska jesień nie zawita już raczej tego roku do Sandomierza, nadszedł czas nieprzyjemnych październikowych poranków z chłodem ciągnącym od Wisły i gęstych mgieł utrzymujących się nieraz przez cały dzień. Deszcze, te pieprzone kałuże i wiatr. Najgorszy ten wiatr. Ogólnie jesień.
– Szpitalne jedzenie nie smakuje?
– Nie wiem. Myślę, że to jakiś test, zamiast badać stan psychiczny pacjenta, podaje mu się to coś i obserwuje. Jeśli pęknie i zaprotestuje, oznacza, że jest zdrowy i może wracać do domu.
Odebrał telefon, dziwiąc się długości jej paznokci. Jak mogła takimi szponami obsługiwać wyświetlacz, jak mogła robić cokolwiek? Gdyby on miał takie długie pazury, to pewnie w trakcie mycia rąk podciąłby sobie żyły. Nie chciał nawet myśleć o skali obrażeń podczas wizyty w toalecie.
Pod numerem szesnastym nie zastałem nikogo mimo usilnego pukania w skrzydło drzwiowe ręką, a także wzywania werbalnego mieszkańców do otwarcia skrzydła drzwiowego". - Oho, jest orzeł - skomentował na głos Bruno. „Pod numerem trzydziestym trzecim zamieszkuje tam niejaki Smalec Wiesław, syn Bernarda, w stanie nietrzeźwym. Ów naruszył moją nietykalność cielesną i godność munduru słowem i czynnością, to jest odpychaniem kijem i nazywaniem zomowcem". „Pod numerem czterdziestym powitano mnie wyzwiskami skierowanymi w moją stronę oraz psem, który szczekał głośno i obnażał kły i całe uzębienie. Zamieszkujący nieruchomość niczego nie widzieli i nawet jakby wiedzieli, toby nie powiedzieli, tak powiedzieli". - Jeszcze chwila i będę miał wylew - powiedział do siebie z westchnieniem Bruno".
– Najważniejsze, że byłem szczęśliwy, mądrości się nie zapamiętuje, radość tak.
Krzysiek uważał, że życie bez jazdy na motocyklu jest jak brak jedynki w uzębieniu, niby wszystko w porządku, ale człowiek się nie uśmiecha.
Jednocześnie jakimś popieprzonym zrządzeniem losu temperatura utrzymywała się na tym najgorszym poziomie, o jeden stopień za wysoko na śnieg, ale wystarczająco nisko, aby uprzykrzyć wszystkim życie.
-A to tak -odparła , biorąc się pod boki.-O to chodzi?
-O co ?
-O te trupy co nie?Był tu taki jeden, wyglądał bardziej na ministranta niż policjanta.Taki trochę pizdeusz.
Wszystkich już bierzecie do psiarni?
Żona mówi do męża, że nie może ostatnio spać w nocy, a on odpowiada, że nic dziwnego, zło przecież nigdy nie śpi.
Sandomierska wiosna nie miała litości nad bogobojnym ludem i obdarzyła nadwiślański gród deszczami, które siekły dachy kamienic niczym bicz umęczone plecy naszego Zbawiciela.
Turyści napadali na miasto jak niegdyś Tatarzy, atakując taką masą ludzi, że nikt nie mógł sobie z tym poradzić. Czynili to głównie w weekendy, poczynając od majówki, by wycofać swoją hałaśliwą armię pod koniec września. Przez resztę miesięcy miasto pozostawało puste i przypominało czasy sprzed "Ojca Mateusza", gdy turysta na rynku był zjawiskiem niecodziennym.
To paskudna rzecz, aby nagradzać się alkoholem, ale chyba nie przetrwam końcówki roku na trzeźwo.
Gdyby w filmach sensacyjnych pokazywali, ile czasu przeciętny policjant spędza za biurkiem, żaden z młodych chłopców nie marzyłby o tej pracy.
Przecież dobrze wiemy, jak one tam wyglądają, w trumnach. Nie przypominają naszych dziewczyn, nie pachną, nie śmieją się, nie podnoszą głosu o skarpety zostawione na środku pokoju. To wszystko ma być tylko wyzwalaczem pamięci, to w niczym nie przypomina naszych żon. Grobowiec jest fasadą, czytelną i głośną w swej pozornej, cmentarnej ciszy informacją, że pamiętamy. To szyld wystawiony dla sklepu z pamięcią. Zamkniętego sklepu. Wszystko, co na półkach, pozornie na sprzedaż, jest jednak dostępne tylko dla wybranych, tych, których coś wiąże z martwą osobą, inaczej zobaczysz puste półki. I ta pamięć się liczy, a nie to, co dookoła, ten pomnik, jakość marmuru.
(...) strach trzymał mnie jak umarły różaniec, (...).
- Szczerość i walenie prosto z mostu oszczędzają mnóstwo czasu i odstraszają od nas ludzi, którym i tak w przyszłości kazali byśmy spierdalać.
Od zawsze najmocniej obawiamy się nieznanego, bo kompletnie nie wiemy, jak sobie z nim poradzić. Jak mamy się ustrzec czegoś, o czym nic nie wiemy? Nie znamy jego działania, sposobu ataku i stopnia zagrożenia?
Bruno nie chciał piwa. Topienie smutków w alkoholu już niejednego zaprowadziło na cmentarz, a on wolał na nim przebywać w milczącym towarzystwie żony, ale jednak żywy.
Turyści napadali na miasto jak niegdyś Tatarzy, atakując taką masą ludzi, że nikt nie mógł sobie z tym poradzić. Czynili to głównie w weekendy, poczynając od majówki, by wycofać swoją hałaśliwą armię pod koniec września. Przez resztę miesięcy miasto pozostawało puste i przypominało czasy sprzed Ojca Mateusza, gdy turysta na rynku był zjawiskiem niecodziennym.
Gorzej niż lekarstwa opioidowe działało na niego kłamstwo.
– Proszę nie wierzyć we wszystko, co mówią media – odparł Bruno. – Policja to nie kanał rozrywkowy, który ma zadowalać widzów telewizji, my pracujemy po cichu, a chwalimy się dopiero efektami.