cytaty z książek autora "Abby Corson"
Nikt nie chce już rozmawiać z człowiekiem. W świecie liczy się wygoda (...).
Dla gości byłem raczej jak mebel, a nie człowiek obdarzony uszami i oczami. Zdziwiłbyś się, jak otwarcie okazywali emocje w mojej obecności. Czasami czułem się jak jeden z tych olejnych obrazów, które wodzą za tobą wzrokiem, dokądkolwiek idziesz.
Matka wiedziała, że nie należy się kłócić z mężczyzną, który pięściami włada świetnie, ale słowem kiepsko.
Człowiek nigdy nie jest zbyt stary, by się uczyć, nawet w wieku siedemdziesięciu trzech lat. To jest przyczyną upadku wielu ludzi – uważają, że są za starzy, by się rozwijać i zmieniać. Nie ja.
– Jak tam blokada pisarska? – spytałem. Starałem się o entuzjastyczny ton.
– Pomyślałem, że dobrze będzie się naoliwić. – Przechylał szklankę na boki i przyglądał się, jak płyn się w niej kołysze. – Ale się myliłem. Jakieś rady?
– W szkole ledwie czytałem i pisałem. Nadal potrzebuję trochę czasu, by przebrnąć przez dobry kryminał, ale wytrwałość jest kluczem w trudnych chwilach. Chciałbym móc kiedyś napisać powieść. Czy się nie powiada, że każdy nosi w sobie jedną dobrą powieść? – Co za ironia, że tak właśnie jest.
Teraz powiem, mądrzejszy po czasie, że jest coś bardzo groźnego w mężczyźnie z pustą butelką po whisky – a jeszcze groźniejsze jest to wtedy, kiedy pełna czeka obok.
Niektórzy ludzie mają masę pieniędzy, ale nie stawiają rodziny na pierwszym miejscu, więc na co im to wszystko? Wolałbym mieć cudownych rodziców niż miliony funtów. Tak wyszło, że nie miałem ani jednych, ani drugich.
Panował tu zorganizowany chaos. Czasami się zapomina, że istnieją ludzie, którzy oglądają zwłoki zawodowo. Coś, co dla mnie było niezwykłym przeżyciem, dla nich stanowiło rutynę. Nie pojmuję, jak zabójstwo może się stać czymś „zwyczajnym”, ale przypuszczam, że w podobny sposób lekarze tracą wrażliwość na widok krwi, podobnie jak ja straciłem wrażliwość na to, że jestem traktowany jak mebel. Nawet ty, czytelniku, będziesz pojmował normalność inaczej niż ja.
Moim zdaniem nie ma nic gorszego od samotności. Poczucie samotności człowieka zżera. Obejmuje smutek, wstyd i żal równocześnie. Samotność każe kwestionować sens życia. Bo skoro nie masz z kim go dzielić, to po co żyć? Samotność wgryza się w mózg i budzi poczucie bezwartościowości. Kiedy jej na to pozwolisz, jest jak mgła, która się nie podnosi. A potem stwierdzasz, że twoje zdrowie fizyczne zaczyna się pogarszać wraz z psychicznym.
Biedna Helen musi znosić moje towarzystwo, lecz jest zbyt miła, żeby mówić coś innego niż to, że się cieszy, że tu jest. Nie widzisz jej, ale właśnie powiedziała bezgłośnie: „Naprawdę się cieszę”. Tak chyba robi dobry przyjaciel, co nie? Ktoś, kto chce być z tobą nawet, gdy jesteś nieszczęśliwym dupkiem.
Można mieć rodzinę i przyjaciół, a i tak czuć się samotnym – możesz na przykład spędzić cały dzień w towarzystwie ludzi, a wieczorem kłaść się z przeświadczeniem, że nie odbyłeś żadnej istotnej rozmowy lub nie spotkałeś się z czułością, jakiej pragnąłeś.
Kiedy po raz pierwszy rozmawialiśmy z Helen o spisaniu tej historii, zapoznała się z moim charakterem pisma i zasugerowała, bym skorzystał z dyktafonu. Wygląda na to, że łatwiej jej będzie rozszyfrować mój akcent z Yorkshire niż bazgroły. Nie czuję się urażony.
Ja miałbym iPad na biurku i widziałbym każde żądanie gościa, którym mógłbym się zająć. Z tego, na ile się zorientowałem, moja rola sprowadzałaby się do odgrywania osła. Zamiast rozmawiać z gośćmi, miałem aportować i przynosić. Większość próśb, którymi bym się zajmował, miała trafiać przez system iPadów do kwatery odźwiernych.
– Mógłbyś napisać o życiu w hotelu – podsunął Alec.
– A kto by chciał to czytać?
– Musiałbyś się postarać, żeby to było interesujące. W dobrej książce musi się znaleźć zdarzenie, zwrot akcji i rozwiązanie. Wystarczą te trzy rzeczy i garść popieprzonych bohaterów i nie ma powodu, byś nie napisał dobrej książki.