cytaty z książki "Papierosy są boskie"
katalog cytatów
Prawdę mówiąc, papierosy nie są piękne, lecz boskie dzięki czarodziejskiej mocy dostarczania czegoś, co Kant określał mianem „negatywnej przyjemności”: mrocznie pięknej, niezawodnie bolesnej przyjemności, czerpanej z przeczucia wieczności. Przedsmak wieczności to w papierosie właśnie ów „zły” smak, który palacz zaczyna od razu uwielbiać. Jako byty wzniosłe papierosy są w zasadzie odporne na skierowane przeciw nim argumenty, formułowane z punktu widzenia zdrowia lub pożytku [s. 12–13].
W dzisiejszej Ameryce chwalenie papierosów to zadanie niełatwe. Żyjemy w jednym z tych powracających periodycznie okresów naznaczonych represjami, gdy nasza kultura, wywodząca się z purytanizmu, narzuca społeczeństwu swoje histeryczne wizje i dyktowane poczuciem winy ograniczenia, uprawomocniając sądy moralne pod płaszczykiem troski o zdrowie. Jednocześnie zachodzi proces rozszerzania nadzoru nad obywatelami i zakresu cenzury, mającej na celu powszechne ograniczenie wolności [s. 14].
Być może dopiero w chwili, gdy palenie zniknie z powierzchni Ziemi, będziemy w stanie odkryć miejsce, jakie papierosy zajmują w społecznej wyobraźni – w mitach i snach, pociechach i przeżyciach, intuicjach i urokach, które się z nimi wiążą [s. 16].
Związek między tyranią i tłumieniem prawa do uprawy, sprzedaży i używania tytoniu jest najbardziej widoczny w sposobie, w jaki ruchy wolnościowe, rewolucyjne, polityczne i kulturalne zawsze czyniły z owych praw fundament swoich żądań politycznych. Historii walki z tyranią często nie sposób oddzielić od dziejów walki o wolność palenia, a najściślej splecione były one w czasie rewolucji amerykańskiej i francuskiej [s. 22].
Hitler był zabobonnym fanatykiem, który nie znosił palenia: znana jest historia o tym, jak w drodze wyjątku udzielił Mussoliniemu zezwolenia na palenie w swojej obecności [s. 22].
Urzędowe represje sygnalizują, jak daleko jesteśmy w stanie posunąć się w odmawianiu innym pociechy i pewności siebie, jaką papierosy dostarczają w chwilach przerażenia i napięcia. Wielu ludzi, którzy normalnie nie palą, zaczyna robić to w okresach osobistych lub społecznych kryzysów, w chwilach nasilonego niepokoju, gdy wymagane są samokontrola i koncentracja [s. 23].
W chwili zapalenia papierosa można otworzyć nawias w czasie życia codziennego, otworzyć okres czasu i przedział przestrzeni nacechowane skoncentrowaną uwagą. Dzięki niej doznajemy poczucia transcendencji, wywoływane przez ogień, dym i popiół, które łączą rękę, płuca, oddech i usta. Papieros wyzwala mały nurt nieskończoności, zmieniający (choć nieznacznie) punkt widzenia i pozwalający człowiekowi (mimo że na krótko) na wykroczenie poza granice własnej osobowości [s. 25].
Tlący się między dwoma delikatnie wyważonymi palcami, wyłaniający się z paczki papieros może przekazywać taki labirynt znaczeń, jakiego żadna praca naukowa na świecie nie będzie mogła w najmniejszym nawet stopniu przeniknąć, znaczeń, dla których zasugerowania potrzeba armii powieściopisarzy, reżyserów, autorów piosenek i poetów [s. 37].
Palenie jest zajęciem tak bezwartościowym i jałowym, że z łatwością może stać się celem całego życia – jeżeli życiu potrzebne jest uzasadnienie estetyczne, a nie utylitarne [s. 51–52].
W dniu, gdy jakiś triumfujący przeciwnik tytoniu zgniecie pod obcasem ostatniego papierosa wyprodukowanego na powierzchni Ziemi, czy świat będzie miał jakieś powody do smutku, być może nawet do żałoby po stracie jednej z instytucji kultury, społecznego narzędzia piękna, wymarzonej czarodziejskiej różdżki? [s. 56].
Palenie porównać można do tworzenia wierszy: wdychania gorącego powiewu natchnienia, spalania niemych, a wymownych słów na papierze, wydychania wirujących figur żądzy, prowadzenia za pomocą gestów cały czas podsłuchiwanej przez innych, lirycznej rozmowy, której tony modulowane są przez dym [s. 57].
W 1880 r. papieros przestał być oznaką przynależności do arystokratycznej elity lub uprawiania nierządu. Jego rozpowszechnienie było konsekwencją wojny krymskiej, z której francuscy żołnierze wrócili uzależnieni od dawanej przez tytoń rozkoszy. Zresztą nauczyli ich tego wrogowie – Turcy. Równie duży udział w rozpropagowaniu papierosów mieli tacy nałogowi palacze jak Ludwik Napoleon czy George Sand, palący ponad pięćdziesiąt papierosów dziennie (nie licząc fajek, cygar i zażywania znacznych ilości tabaki) [s. 62].
Trzymanie w palcach papierosa i dotykanie kciukiem nosa to gest powtarzany setki razy dziennie przez palacza, który drwi z nieuniknionej szarości życia codziennego, istnienia o śmiesznych pretensjach do transcendencji, walących się zresztą w gruzy w obliczu śmierci [s. 65].
Bez teorii Kanta nie sposób zrozumieć charakteru wieloznacznego piękna i paradoksalnej przyjemności, jakiej papierosy dostarczyły światu. Według Kanta to, co wzniosłe – w odróżnieniu od zwykłego piękna – jest źródłem przyjemności negatywnej, ponieważ z definicji towarzyszy mu cierpienie. Cierpienie w ścisłym tego słowa znaczeniu to dla niemieckiego filozofa wstrząs lub lęk, z reguły odczuwany w obliczu czegoś, co przytłacza nas samą swoją wielkością i powoduje trwogę lub szacunek [s. 67–68].
Zgubna natura papierosów, ich ogromna moc uzależniania i ujemne skutki działania są nie tylko źródłem płynących z nich wielorakich społecznych korzyści, lecz również warunkiem koniecznym zaistnienia ich niepokojącego, mrocznego piękna [s. 69].
Sens danego życia można zrozumieć dopiero na jego końcu, gdy śmierć umożliwia nieomylne dostrzeżenie jego celu, przeznaczenia (lub znaczenia). Logikę wydarzeń rozumiemy dopiero patrząc wstecz, gdy została ona streszczona w ostatnim (wy)tchnieniu [s. 71].
Być może między bajki można włożyć plotkę, że papież Jan Paweł II pali tylko trzy papierosy dziennie, jeden po każdym posiłku – wszak jedynie święty jest w stanie zapanować nad czynnością, która najprawdopodobniej musi wymknąć się spod kontroli rozumu, bo w przeciwnym razie zaniknie [s. 89].
Gdy ludzkość wypali ostatniego papierosa, gdy w wyniku powszechnej prohibicji zostaną one bezwarunkowo zakazane, czy przypadkiem czegoś nie utracimy? Czy ów dzień stanowił będzie niezaprzeczalny triumf człowieka nad chorobą? Czy będzie to krok naprzód na drodze do powszechnego zdrowia i szczęśliwości? W Stanach Zjednoczonych zdrowie staje się obiektem handlowej wymiany. Robi się na nim jeden z najbardziej dochodowych i coraz bardziej ekspansywnych interesów – znany pod nazwą „służby zdrowia”. A przecież im więcej słyszymy o zdrowiu i im więcej na nie wydajemy, tym bardziej nasze społeczeństwo staje się schorowane, podatne na różnego rodzaju słabości, zaburzenia i dolegliwości. Z dnia na dzień odkrywamy, że to, czym oddychamy i czego dotykamy, szkodzi i powoduje choroby [s. 97].
Palacz przeżywa swoje papierosy, są one jego życiem. Ich odebranie równałoby się pozbawieniu go, w imię ideału zdrowia, elementu definiującego całą egzystencję. A przecież jest już w pełni sił i dlatego pali. Zdaje sobie sprawę, że wchłaniana nieustannie trucizna jest przyczyną mnóstwa schorzeń, które są tym dotkliwsze, im więcej wypala. Nie przestaje, ponieważ systematycznie wykorzystuje papierosy do wypełniania wielorakich misji i sprawiania sobie przyjemności w różnego rodzaju sytuacjach, we wszelkich możliwych nastrojach i w trakcie każdego działania. Czy bez nich jego życie byłoby zdrowsze? Zostałoby ono zubożone, nie należałoby do niego [s. 98–99].
Ludzkość odnosi sukcesy za cenę stopniowego osłabiania samej siebie i uzależniania się od maszyn. Popada w coraz większą bierność i zależność, dobrze się jej powodzi, zalewanej powodzią coraz to nowych wynalazków [s. 99–100].
Powszechnie znany jest fakt, że rzucanie papierosów znacznie trudniej przychodzi kobietom niż mężczyznom. Przyczyna tkwi być może w tym, że nawet obecnie kobieta paląca uważana jest za osobę winną jakiegoś zuchwałego występku. W pewnych okolicznościach dla wielu kobiet zapalenie papierosa jest społecznie akceptowanym sposobem okazania wrogich lub seksualnie agresywnych uczuć, wywołanych przez ingerencję obcego. W sytuacji, gdy mężczyzna może po prostu okazać gniew lub zaatakować kobietę, ona często ograniczy się do zapalenia papierosa, przyzywając na pomoc ogień i dym, zadając ciosy rozżarzonym koniuszkiem, trzymanym między palcami lub w zębach. To wyjaśnia, dlaczego pierwsze zaczęły palić kobiety, które zawodowo wystawiały na pokaz swą seksualność: aktorki, dziwki, Cyganki [s. 111–112].
Tytoń ma w sobie coś z kadzidła: umie łączyć niebo z ziemią, a tym samym zachęcić ducha palacza do odwrócenia się od negatywnego tu i teraz w stronę nieba, gdzie będzie mógł przyjąć ogólniejszy punkt widzenia na otaczające go straszliwe widowisko [s. 129].
W czasach demonizacji tytoniu warto przypomnieć, że w okresie prekolumbijskim był on uznawany za boga, za pomniejsze bóstwo, które znajdowało wyznawców wśród Indian od Irokezów z okolic dzisiejszego Nowego Jorku po Majów na półwyspie Jukatan. Pełgający żar kalumetu, indiańskiej fajki pokoju, jednoczył plemienny krąg z duchami przodków. Dzięki mocy otwierania dróg ucieczki poza czas, przywoływania przeszłości i przyszłości tytoń łączył Indian ze zmarłymi, w których widzieli obraz samych siebie. Palenie pogłębiało zbiorową tęsknotę za odwagą, dzięki której dorównają przodkom i złagodzą dokuczliwość obowiązków, jakimi nieustannie obarczają ich zmarli [s. 129–130].
Akt zapalenia papierosa jest znakiem podjęcia decyzji, okresem potrzebnym do uznania, że myślało się wystarczająco długo. W literaturze gest ten zostaje często wykonany w chwilach krytycznych, gdy trzeba coś postanowić [s. 143].
Metaforyczna identyfikacja symbolu fallicznego za każdym razem, gdy jakiś szczegół przypomina męski narząd płciowy, to zabieg prowadzący do prymitywizacji teorii Freuda, u którego funkcje tego rodzaju symboli są znacznie bardziej złożone. Odnajdywanie symboli fallicznych stało się tak pospolitym zabiegiem krytycznym, że amerykańska młodzież w zasadzie tylko tę umiejętność wynosi ze szkół [s. 150].
Papierosy w „Casablance” można uznać za maski, pod którymi przerażeni mężczyźni kryją swoje wątpliwości, tchórzostwo, niepewność i niemoc. Za agresywną pozą palacza, wyrażającą pogardę dla lęków i słabości innych, czai się strach. Trzymając papierosa kciukiem i palcem wskazującym, Humphrey Bogart – twardy facet – pali i pokazuje knykcie. Gdy tylko dwóch mężczyzn współzawodniczy ze sobą, czy to politycznie, czy seksualnie, nigdy nie omieszkają pokazać sobie grzbietów dłoni, z reguły zaciśniętych w pięści. Tego rodzaju gest drastycznie różni się od sposobu palenia kobiet, które często trzymają papierosy w dwóch wyprostowanych palcach, przyciskając pozostałe palce do dłoni. Kobieca dłoń trzymająca papierosa jest na wpół uwodzicielską zasłoną, która ją skrywa i kusi innych, podczas gdy dym łagodzi kontury postaci palącej. Trzy palce zaciśnięte w pięść są skierowane przeciw obcemu i służą do obrony. Kobieta tworzy natomiast z dłoni małe, ukryte gniazdko [s. 161].
Dym papierosowy to jedna z substancji materialnych, które przypominają konsystencją myśli [s. 162].
Papieros pomaga zachować twarz, spokojną, nie wyrażającą żadnych uczuć minę, która w obliczu niebezpieczeństwa pomaga zachować uczciwość. To maska opanowania i środek ułatwiający człowiekowi zachowanie spokoju [s. 162].
[…] palenie papierosów to nie tylko gest fizyczny, lecz także dyskurs, to wymowna forma ekspresji bez słów. To posiadający własny kod, złożoną retorykę i narrację dyskurs, mający do dyspozycji bogaty repertuar dobrze znanych konwencji, powiązanych intertekstualnie z całą literacką, filozoficzną i kulturową historią palenia [s. 167].