cytaty z książek autora "Aleksandra R. K. Stupera"
Ciekawość nieraz sprowadzała na mnie kłopoty.
Odkąd poznałam prawdę, pragnęłam odnaleźć swojego brata i z nim porozmawiać. Do tej pory jednak mi się nie udało. Wciąż pamiętałam pierwsze spotkanie, gdy nawet nie wiedziałam, że to on.
Wiedziałam, że Kontynent zamieszkiwało wiele ras, ale część z nich od dawna przeszła do legend. Wśród ludzi i innych ludów krążyły jednak pogłoski, ze może nie są jedynie bajką, ale żywymi istotami, na które można liczyć w zbliżającej się walce.
Milczenie znów zamieszkało między nami. Słyszałam jedynie miarowy krok koni, ptaki buszujące wśród liści razem z wiatrem, a gdy się wsłuchałam, wyłapywałam też dźwięki wydawane przez innych mieszkańców lasu: skrobanie, szelest, lekki chód. I nic, co wskazywałoby, że ktoś znów podąża naszym śladem. Nie wiedziałam, czy powinnam się tym cieszyć, czy podwoić czujność.
Domyślałam się, że strzała może być powodem senności żołnierza. Oznaczało to, że obcy elf znów korzystał z trucizn. Musiałam działać szybko.
Podczas wjazdu do Doliny też nie obeszło się bez komplikacji.
Sufit był zaokrąglony, a ściany pokrywały malowidła w podobnym stylu, co w pokoju. Tutaj jednak dominowały drzewa i kwieciste łąki ciągnące się między podobnymi do siebie drzwiami.
Dowódca już wydawał polecenia aresztowania nas, gdy wtem usłyszałam za sobą ciche szuranie.
Losinis w końcu odwrócił się do mnie. W smutnych jeszcze oczach dostrzegłam rodzącą się determinację i siłę. Podczas podróży nie zawsze traktowaliśmy go na równi ze sobą, a przecież wiele razy pokazał, że jest świetnym towarzyszem i przyjacielem, na którym możemy polegać.
Na każde spotkanie z legendarnymi ludami powinniśmy przeznaczyć pewnie z tydzień, jeśli nie więcej.
W ogrodach drinowie na klęczkach pielęgnowali rośliny. Aż miałam ochotę podejść do każdego, zagadnąć, dowiedzieć się więcej o nich, a także o ziołach i kwiatach, które hodowali. Jednak nie mogłam sobie na to pozwolić.
Wypadłam na zewnątrz, jakby znów goniła mnie moja bestia. Przez wiele wiosen prześladowała mnie na jawie i we śnie. Każde samotne wyjście do lasu kończyło się paniczną ucieczką aż do dnia, gdy zdołałam przepędzić stwora.
Gdybym wciąż stała, cała bym się trzęsła. A w skulonej pozycji była, w stanie lepiej zapanować nad drżeniem.
Niełatwo było mu się przyznawać do przegranej. Chciał mnie chronić, a zwykłe rośliny go sparaliżowały.
Otaczająca nas przyroda zdążyła się zmienić. Drzewa liściaste coraz częściej ustępowały miejsca iglakom i niskim krzewom.
Płynęliśmy...trudno powiedzieć, jak długo. W Ojczyźnie inaczej odmierzaliśmy czas niż na Kontynencie. Liczyliśmy go zmianami.
Im bardziej zbliżaliśmy się do wioski, tym większy chłód odczuwałam. Jednak wbrew moim oczekiwaniom wciąż nie znajdowaliśmy się na zaśnieżonym terenie.
Czułam jednak, że jestem bezpieczna i ktoś przy mnie czuwa. Ból odchodził w zapomnienie. Zanim całkiem zasnęłam, tajemnicza osoba delikatnie mnie podniosła i ruszyła w nieznanym mi kierunku.