cytaty z książek autora "Franciszek Karpiński"
miłość sen nam zabrała, miłość żyje niespaniem.
Noc się krótka zdawała,
Żegnamy się z świtaniem,
Miłość sen nam zabrała,
Miłość żyje niespaniem.
Lenistwo traci, praca zyskuje ostrożna, Nie odkładaj na jutro, co dziś zrobić można.
Po kilku niedzielach umierać musiał, zawsze mi w chorobie swojej wymawiając, żem zachęcaniem do picia obfitszego choroby jego przyczyną był.
Przy mojej Justynie różnego losu doznawałem. Czasem najgoręcej ślubem małżeńskim z nią się połączyć chciałem, a czasem, bojąc się jej humoru nieustannie prawie sprzecznego, że lubiła zaufana w swoim rozumie, dysputować ustawicznie, ostygnąłem pomału w żądaniach moich, co chociaż postrzegła ta najszacowniejsza kobieta, wszelako, widząc mnie ubogim, na dzień imienin moich darowała mi złotych pięć tysięcy.
Maria Teresa, cesarzowa niemiecka wdowa, nie chciała przez czas jakiś przystąpić do rozbioru Polski, widząc wyraźną niesprawiedliwość przywłaszczenia sobie bez żadnego prawa rzeczy cudzej, dlatego tylko, że ten cudzy słabym jest.
Kwasiła, prócz słabego zdrowia, mieszkanie moje w Wiedniu pogarda powszechna Niemców narodu mego.
Żołnierze, biorąc do turmy naczelników swywoli, rozruch zaspokoili.
Poddanego wieśniaka równo z bydlęciem kładli; mieszczanina w ostatniej pogardzie mieli; równego sobie na koniec szlachcica, tylko dlatego ze ubogi – upodlili. I z tego to upodlenia poszły te zwyczajne w kraju w obcowaniu z panami wyrazy: +upadam do nóg+, +całuję nogi+, +niegodny podnóżek+ i tym podobne insze, nie znane w całej Europie upokorzenia się, w których wydając wyniosłej kiedyś duszy Polaka poniżenie, z upodleniem naszym ojczyznę nawet utraciliśmy.
Księża, po większej części zepsuci, psuli razem lud sobie powierzony, a naczelnicy ich, biskupi, publicznie czyniąc zgorszenia, ośmielali niższych, ażeby szli taką samą, słodką wprawdzie, ale razem najbrudniejszą drogą.
Szlachta po województwach, na zawołanie magnatów przedażna, wszystko, czego tylko ci żądać mogli, robiła; stąd sejmiki i sejmy według układów pańskich odbywały się i ten, który ustawicznie i upadał do nóg, i całował nogi pańskie, nie miał czasu i serca do usługiwania nieszczęśliwej ojczyźnie swojej.
Miasto Warszawa w nierządzie i bez znaczenia żadnego, chociaż kilkadziesiąt tysięcy pospólstwa mające, nie mogło się podnieść pod ciężarem uciemiężenia i niesprawiedliwości.
Kiedy wszyscy śmierć dobrego tego (jak powiadano) chłopca opłakiwali – ja jeden wesół byłem, że sukienki po nim pozostałe, a lepsze od moich, mnie się dostawały.
Ledwie co zaczęliśmy po kościele procesją, akademik zamojski w ławkach siedzący, umyślnie przysłany na to z Zamościa, ogromnym głosem zawołał: „Protestuje się nieważność tego aktu!”. Jezuici strwożeni i zagniewani, w rozruchu niezmiernym akademika protestującego się z kościoła wytrącić kazali, a ja – pewniejszej się rzeczy chwytając – berłem moim w głowę go uderzywszy, dobrze go przygłuszyłem. (...) A my tymczasem, po otrzymanym zwycięstwie swoje Te Deum laudamus kończyliśmy.
Nie mogąc mieć rozrywki z czytania dla słabości oczów ani z pisania czego dla niedostatku z wiekiem myśli i wyrazów, które kiedyś w głowie mojej, jak w zapaśnej komorze zaraz znajdowałem, a teraz ten mój magazyn pusty, czekam spokojny śmierci, ani jej wzywając, ani jej się obawiając; śmierci, która bardzo mało szczęścia, a wiele nieszczęść w życiu moim dokończy.
Czyli zepsuta młodzież teraźniejsza, która nie lubiąc czytania książek i nie mając wiadomości rzeczy żadnych wszystko by decydować chciała, a nic gruntownie nie powie.
Ale my to sami, myśmy największą byli przyczyną upadku ojczyzny naszej!
Już moję matkę boleści rodzenia napadły, a ojciec, dom z bojaźni utracenia może życia porzuciwszy, z czym mógł, naprędce do bliskiego lasu schronił się; zostawiwszy rozporządzenie, ażeby okropnemu temu gościowi – z towarzyszami jego – chleb, sól, ser i gorzałka najobficiej na stole rozstawione były.
Przedawacz zawołał: "Dwa kapelusze na przedaż”.
My to sami uciemiężeniem największym poddaństwa, tych bliźnich naszych, zrobiliśmy się u nich nienawistnymi, że w nadziei lepszego może bytu swego radzi byli odmienić pana i brani od nas za żołnierzy, nie mając ojczyzny, Polski za matkę swoją, zaraz w początku walki padając na ziemię albo bić się nie chcieli, albo nawet do nieprzyjaciela przechodząc, siły jego wzmacniali.
Skromność do tego przykładna, młode moje zapędy utrzymująca, mimo różnicy wieku, bo czternastą ode mnie latami starszą była, więcej lat dziesięciu trzymała mię w szczęśliwych więzach, bo najżywszą młodość moje od rozpusty zachowała, a za jedno pozwolenie pocałowania siebie w piersi najpiękniejsze jakże ona ode mnie wiele cnót wypełnienia potrzebowała, niżeli do tego szczęścia mojego przyszło.
Raz – znalazłszy ją samą i z piersiami na pół odkrytymi – po nabożnym przegrawku zacząłem piękne jej piersi chwalić. A ona mi rzecze: „Grzeszniku! Jak śmiesz to ciało chwalić, które niezabawem trupem i pastwą robactwa będzie!”. A ja jej na to: Niżeli te piękne piersi będą trupem, kwapmy się i całujmy je żywi, żywe. (..) Ale para mnichów nadszedłszy, nie dali skończyć dzieła rozpoczętego.
W szkołach mniejszych najpierwszy byłem między kolegami do swawoli. Jakże to wiele Żydom okien powybijanych.
Jakże ten król nasz bogaty! Skarb jego, serc miliony.
Bądź mi litośny, Boże nieskończony, według wielkiego miłosierdzia Twego; według litości Twej niepoliczonej; chciej zmazać mnóstwo przewinienia mego. Obmyj mię z złości, obmyj tej godziny, oczyść mię z brudu, w którym mię grzech trzyma. Bo ja poznaję wielkość mojej winy, i grzech mój zawsze przed memi oczyma. (...) Odwróć twarz Twoję od przestępstwa mego, i wszystkie moje pomaż nieprawości; stwórz serce czyste, warte Boga swego, a ducha prawdy wlej w moje wnętrzności (Psalm 50).
Będą się Tobą chlubili, którzy Twoje imię czcili, a Ty wspomożesz każdego człowieka sprawiedliwego. Okryjesz go łaską Twoją, jako najpewniejszą zbroją; że ufał Twojej obronie, łaską mu uwieńczysz skronie (Psalm 5).
Panie! (...) Kiedy prosił Twej obrony, nie był nigdy zawiedziony. (...) Życia długiego chciał z Twojej opieki. dałeś mu życie trwające na wieki (...). Ty go dasz wiekom na uszczęśliwienie, przez Twe łaskawe zawsze nań wejrzenie (Psalm 20).
Zawsze na Pana poglądałem pilny, On stał przy boku moim, bym był silny. Stąd serce moje jest rozweselone, język Go chwali; i ciało złożone w ziemi, w nadziei w czasie, spocznie sobie; bo Ty nie zamkniesz duszy mojej w grobie, ani pozwolisz, by Twój namaszczony miał być po śmierci ze wszystkim zniszczony! Nauczyłeś mię drogi życia, Panie! Twarz Twa za radość największą mi stanie, i hojna człeku ręki Twej zapłata na wieczne lata (Psalm 15).
Nad temi, którzy Pana się boją, i co w Nim ufność złożyli swoją, Pańskie jest oko; On ich uchyla od niepogody, w głodzie posila. Duch nasz ratunku od Niego czeka, bo On jest jedną twierdzą człowieka. W Nim radość serca, w Nim ufność mamy: wspomóż nas, Panie, tak jak ufamy (Psalm 32).
Czemu się smucisz, duszo moja, czemu omdlewasz? Panu ty ufaj, któremu jeszcze ja będę dziękował, że mię zachował (Psalm 41).