cytaty z książki "Śnieg przykryje"
katalog cytatów
- Widzi pan, to Polska. Jedyny kraj, w którym trzeba się tłumaczyć z tego, że się nie pije.
Czas leci jak cholera. Wie pan, trzy rzeczy powinni usunąć z tego świata, żeby człowiek nie czuł, że się starzeje. Lustra, drzewa i dzieci. To po nich widać najlepiej, jak to wszystko zapierdala.
Od pierwszego kieliszka wódki to ona przemawia zamiast człowieka, a jest najlepszym kłamcą na świecie. Ma w tym wprawę od tysięcy lat.
(...) zazwyczaj wyłapywał kłamstwo w lot, bo wszyscy pacjenci kłamią i jako lekarz dość szybko zaczynasz to zauważać, ale jest jeden typ człowieka, który kłamie bez mrugnięcia okiem: psychopaci. Dlaczego? Bo oni tak naprawdę nie kłamią, lecz podają wersję wydarzeń, która w ich mniemaniu jest prawdą, ale przeznaczoną tylko dla jednej osoby.
W domu alkoholika wielkim wydarzeniem są trzeźwe święta. Wspomina się je jak udane wakacje. Och, jakże było wspaniale, ojciec nie pił, ogolił się, założył krawat i dzielił się opłatkiem. Szkoda, że tego nie widziałaś, córciu. Wyobraź sobie, nie zaszczał spodni! – przedrzeźniała głos matki.
Było jej dobrze, a jak człowiekowi jest tak dobrze, to gotów zapomnieć, że gdzieś tam zło sobie swobodnie hasa po świecie. Staje się optymistą.
Pierwsze ciepło wiosny było dla lasu początkiem reanimacji po zimowej śmierci, uciśnięciem klatki piersiowej i powietrzem wtłoczonym w płuca przez ratownika, a gdy już ta akcja ratunkowa kończyła się pomyślnie, to wszystko wybuchało i oddychało majem.
Krew. Ślady. Całość wyglądała jak miejsce przestępstwa. Cholera jasna.
Podniosła twarz w kierunku czarnego nieba. Oddychała ciężko, czuła lekkie ukłucia zimna na policzkach. Przecież pada. Ba! Wręcz sypie.
- Śnieg przykryje - mruknęła sama do siebie.
Ano, co zrobisz, nic nie zrobisz, boku se nie wyrwiesz.
Nie tak łatwo jest zabić człowieka. Oczywiście, co innego w furii, gdy ktoś naprawdę porządnie cię zdenerwuje, trafi w czuły punkt, wyciągnie zawleczkę z granatu, o którego istnieniu nawet nie miałaś pojęcia, tak, wtedy możesz zepchnąć go ze schodów.
Bo wie pan co? Kobiety to najsilniejsze stworzenia na ziemi, psychicznie oczywiście.
A ten wciąż leciał z nieba, kryjąc wszystko, co wydarzyło się w lesie. Tak niewiele potrzeba, by przykryć zbrodnię? Wystarczy zwykły śnieg?
Mówią, że on zawsze był pierdolony leń i tak mu zostało. On każdą sprawę traktuje jak gówno, czyli wiadomo, że na początku śmierdzi, ale później zasycha i jest spokój. Ważne, żeby nikt w to gówno nie wdepnął i żeby, broń Boże, nie wpadło w wentylator.
Nie tak łatwo jest zabić człowieka. Oczywiście, co innego w furii, gdy ktoś naprawdę porządnie cię zdenerwuje, trafi w czuły punkt, wyciągnie zawleczkę z granatu, o którego istnieniu nawet nie miałaś pojęcia.
- Wódka jest dla mądrych ludzi, panie doktorze, a nie dla baranów. Barany piją wodę z koryta albo kwaśne mleko, najwyżej sraczki dostaną.
Jeśli nie posprzątała tak dokładnie, jak sobie tego życzył, to dostawała pasem. Jeśli nie dojadła obiadu, to częściej była karana zwykłymi klapsami, mocnymi, ale jak się dostaje po dupie skórzanym pasem, to taka kara nie robi na człowieku wrażenia, nawet na dziesięcioletniej dziewczynce.
Z mieszkania zniknął smród papierosów i razem z tym odorem wywietrzała także ciężka atmosfera beznadziejności. Jakby z każdym otwarciem okna i dobiegającym zza niego śpiewem ptaków zaczęła do tego domu zaglądać radość, niczym dzikie zwierzę, najpierw nieśmiało, bo przecież nie było jej tutaj przez wiele lat, a potem coraz odważniej aż w końcu zadomowiła się na dobre i uwiła sobie gniazdko w kuchni.
Był kwiecień, a jego mama rozkwitła równo z wiosną. Zaczęła się malować, bo wreszcie nikt jej nie mówił, że jak się świnia upudruje, to jej ryj nie zniknie.
Piotr upił łyk kawy i przymknął oczy. Czarna i gorzka. Jak jego sumienie.
Dziewięć godzin, zanim on wróci. Czuła się nieraz, jakby była osobną planetą z własnymi wschodami i zachodami słońca, kompletnie niezależnymi od tego, co się dzieje za oknem ich mieszkania. Dzień nastawał, gdy on szedł do pracy, a noc wracała razem z nim. Ciemna, zimna i brutalna. Śmierdziała wódą i tanimi papierosami.
Tego, czego potrzebowała, akurat nie było na stanie. Może kiedyś powstaną sprzedawcy marzeń, świętego spokoju, czyściciele pamięci, twórcy nowych rozdziałów w życiu i opiekunowie ludzkiej godności. Na dziś ich nie było, więc sznur był wszystkim, czego potrzebowała.
- Ojciec miał w zwyczaju dzień przed Wigilią jeździć do lasu po choinkę - wtrącił Piotr. - Wieczorem wsiadł w samochód, wyjechał z domu i nigdy więcej go nie zobaczyliśmy. Ślad po nim zaginął.
Jak widać, postęp nauki, który jasno wskazywał, że alkohol jest niczym innym jak twardym narkotykiem, który działa dokładnie na te same rejony mózgu co heroina czy kokaina, nie zmieniał wymówek alkoholików.
Wyznania pijaków nie robiły na niej wrażenia. Od pierwszego kieliszka wódki to ona przemawia zamiast człowieka, a jest najlepszym kłamcą na świecie. Ma w tym wprawę od tysięcy lat.
Piotr zmarszczył brwi, drgnęła mu powieka. Znała ten grymas. Jako matka czytała z jego twarzy niczym z otwartej książki. Gdy był małym chłopcem, dokładnie tak się marszczył, gdy ktoś go zdenerwował, i w swoim malutkim serduszku planował dziecięcą zemstę. Tylko że dziś był już dorosły i duży.
Ustalenie tego, co się z nim działo podczas tych wymazanych z pamięci dwudziestu pięciu lat, może okazać się kluczowe...
- Alkohol to trucizna - wyjaśnił Krasicki. - Według najnowszych badań jest nawet bardziej toksyczny niż pierwiastki radioaktywne. Co dziesięć sekund na świecie ktoś umiera wskutek spożycia alkoholu. Wszelkie te bajania naszych babć i starego pokolenia, że lampka koniaku dziennie dobrze robi na zdrowie, to brednie. Każda, nawet najmniejsza ilość alkoholu szkodzi, i to poważnie.
-Jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije - odparł.
Kropką nad i owej wykrzyczanej pijackim głosem wypowiedzi było jedno uderzenie w twarz. Zapamiętała je bardzo dobrze, bo to był pierwszy raz, gdy Rysiek podniósł na nią rękę.
I w sumie to już od dawna nawet jej to nie ruszało. A może jednak ruszało, ale nie od razu, po prostu te wszystkie przytyki, obelgi i jad sączący się z ust tego starego pijaka odkładały się gdzieś w tyle głowy, aż ostatecznie zaprowadziły ją przed ladę sklepu, w którym kupiła dziesięć metrów liny. Tak, żeby nie brakło. To było jak z otyłością. Nawet jeśli jednego wieczora zjesz pięć pączków i tabliczkę czekolady, to nic się nie stanie, ale po kilku latach takiej diety nagle zauważysz, że cieżko ci wstać z łóżka, bo twoje ciało występuje już poza wszelkimi dopuszczalnymi kategoriami wagowymi.