cytaty z książki "Dlaczego Marks miał rację?"
katalog cytatów
Marksiści niczego nie pragną bardziej niż tego, by przestać być marksistami. Pod tym względem bycie marksistą w niczym nie przypomina życia miliardera czy buddysty. Bliżej mu do zawodu lekarza. Medycy to perwersyjne, utrudniające sobie życie istoty: sami pozbawiają się pracy, lecząc pacjentów, którzy przestają ich w rezultacie potrzebować. Na podobnej zasadzie polityczni radykałowie mają doprowadzić do sytuacji, gdy ze względu na osiągnięte cele nie będą już więcej potrzebni. Wtedy będą mogli spokojnie się wycofać, wrzucić do kominka plakaty z Guevara, sięgnąć po odłożoną dawno wiolonczelę i porozmawiać o czymś bardziej zajmującym niż azjatycki sposób produkcji. Jeśli za dwadzieścia lat po świecie wciąż będą chodzić marksiści lub feministki, jest to marna perspektywa. Marksizm powinien być projektem wyłącznie tymczasowym, co oznacza, że każdy, kto angażuje w niego całą tożsamość, nie zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. To, że istnieje życie po marksizmie, wynika z samej jego istoty.
[…] dopóki istnieje kapitalizm, przy życiu musi również pozostać marksizm. Jedynie wysyłając na emeryturę swojego przeciwnika, marksizm może przejść w stan spoczynku. Tymczasem współczesny kapitalizm wyraźnie nie stracił nic ze swej wcześniejszej żywiołowości.
Autentyczna równość nie oznacza traktowania wszystkich jednakowo, lecz taką samą troskę o rózne potrzeby każdego z nas. Właśnie takiego społeczeństwa życzył sobie Marks. Nie wszystkie ludzkie potrzeby można ze sobą porównać. Nie da się do każdej z nich przyłożyć tej samej miary. Marks chciał wszystkim ludziom przyznać równe prawo do samorealizacji i aktywnego udziału w kształtowaniu życia społecznego W ten sposób znikłyby bariery nierówności. Każdy człowiek otrzymałby szansę niepowtarzalnego, indywidualnego rozkwitu w maksymalnym stopniu. Zdaniem Marksa równość istnieje na potrzeby róznicy. W socjalizmie nie chodzi na pewno o jednakowe kombinezony dla wszystkich. To konsumencki kapitalizm wciska swoich obywateli w uniformy znane jako buty sportowe i dresy.
Nowoczesność rzeczywiście cierpi na złośliwą odmianę utopizmu. Nie jest nią jednak marksizm. Bardziej pasuje do tej roli szalony pomysł, według którego jednolity globalny system zwany wolnym rynkiem da się narzucić różnorodnym kulturom i gospodarkom, usuwając za jednym zamachem wszystkie ich dolegliwości. Zwolennicy tej totalitarnej fantazji nie mają blizn na twarzy i nie przemawiają złowieszczo-łagodnym głosem, ukrywając się w podziemnych bunkrach, wzorem czarnych charakterów z filmów o Jamesie Bondzie. Widuje się ich w restauracjach w centrum Waszyngtonu i na przechadzkach po posiadłości w hrabstwie Sussex.
Istnieje także sporo instytucji, które sprawiają wrażenie wchodzących jednocześnie w skład bazy i nadbudowy. Kościoły odnowy ewangelicznej w Stanach Zjednoczonych są fabrykami ideologii, ale i niesłychanie lukratywnymi biznesami. To samo można powiedzieć o przemyśle wydawniczym, medialnym i filmowym. Niektóre amerykańskie uniwersytety stanowią potężne przedsięwzięcia finansowe, będąc zarazem fabrykami wiedzy.