cytaty z książek autora "Flor M. Salvador"
Wszyscy skończymy tak samo, na bulwarze niespełnionych marzeń.
– Musisz odnaleźć swoją drogę do naprawdę dobrej muzyki.
– Jesteś bezczelny. Krytykowanie gustów innych ludzi tylko dlatego, że różnią się od twojego, świadczy o złym wychowaniu, wiesz o tym? – zapytałam, ale zignorował mnie, odwracając wzrok w inną stronę.
Mój ojciec zostawił nas, gdy skończyłam dwa lata, dokładnie w dniu moich urodzin. Tragiczna historia, przez którą mogłabym płakać nocami w poduszkę. Chociaż zawsze się zastanawiałam, jak by to było mieć ojca, nie czułam z tego powodu aż takiego smutku. Miałam przecież obok kobietę, która poradziła sobie z tym wszystkim, zadbała o siebie i o mnie, nigdy mnie nie opuściła i zawsze była blisko, gdy tego potrzebowałam.
– Nie możesz po prostu pojawić się w czyimś życiu, sprawić, że cię pokocha, a następnie odejść – powiedział. – Tak się nie robi, Weigel. Zwłaszcza gdy wraz z tobą w żałosnym życiu tej osoby pojawia się nadzieja.
– Wstajesz z zamkniętymi oczami, co? – mruknął, wciąż się śmiejąc.
– Wczesne pobudki nie są moją mocną stroną! – krzyknęłam, stukając stopą w metalową barierkę.
– Zauważyłem.
– Myślałem, że choć trochę rozumiesz, ale się myliłem. Tylko nie próbuj mi pomóc, nie możesz tego zrobić.
Po tych słowach odwrócił się i odszedł, zostawiając mnie samą
wraz z moją godnością. Jednak tym razem nie ruszyłam za nim.
– Co się stało?
– Zapomniałem o czymś – powiedział cicho, zaciskając usta w cienką linię i wpatrując się w swoje stopy.
– O czym? – zapytałam zdziwiona, robiąc krok w jego stronę.
Luke uniósł głowę, a nasze oczy się spotkały. Przez chwilę milczał, po czym oblizał wargi.
– Jak to jest być szczęśliwym.
Jednak w tym samym, ostatnim roku szkoły poznałam Luke’a Howlan da Murphy’ego i moje spojrzenie na życie całkiem się zmieniło.
Klasyczny banał, który nie jest aż tak banalny.
Słyszeliście kiedykolwiek o prawie Murphy’ego? Ono bez wątpienia istnieje.
– Luke… – wyszeptałam łamiącym się głosem.
– Ciii… Jestem tutaj, zawsze będę cię chronić przed upadkiem – szepnął, całując mnie w głowę.
– Chcę stąd iść, nie chcę tu być – powiedziałam.
Wydaje się, że kiedy człowiek umiera, staje się kimś powszechnie kochanym i podziwianym. Wszyscy przychodzą na pogrzeb – nawet ci, z którymi nie miał od dawna kontaktu – przynoszą kwiaty i mówią miłe słowa… Nikt nie pamięta jego wad, lecz jedynie zalety.
W końcu nie byłam magnesem, tylko amuletem… Amuletem przynoszącym pecha. O ile takie w ogóle istnieją.
Potrafił być taki… a mimo to byłam przy nim, bo…
Przywiązałam się do niego.
Jak to możliwe?
Jednak miał rację. Nie mogłam tak po prostu pojawić się w jego życiu i próbować zmienić jego podejścia do wszystkiego. Nie wiedziałam o nim zbyt wiele i z bólem musiałam to zaakceptować. Nie miałam prawa do tego, by próbować wyeliminować jego problemy w ten sposób.
Nawet najbardziej złamana osoba może zbudować zamek z marzeń, które narodziły się w dzieciństwie, ale umarły w wieku nastoletnim.
Najpierw trzeba pokochać samego siebie, aby móc dać z siebie innym to, co najlepsze.
Jeśli coś cię uszczęśliwia i prowadzi do twojego dobra, sięgnij po to.
Jesteś najjaśniejszą gwiazdą mojego Bożego Narodzenia, która prowadzi mnie ze ścieżki pełnej ciemności.
Może po prostu musisz odważyć się rozwinąć skrzydła po raz pierwszy. Czym byłoby życie bez ludzi, którzy mają odwagę odkrywać nieznane? Nie znalibyśmy odpowiedzi na wiele pytań”.