Zawłaszczamy coraz większą część świata. Rozmowa z Jagną Kaczanowską

LubimyCzytać
03.11.2020

„To nasz wspólny świat” mówi Jagna Kaczanowska w rozmowie, która odbyła się z okazji premiery książki „I przemówiły ludzkim głosem” oraz zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Autorka rozmawia z nami o wielkiej miłości do zwierząt, które potrafią nauczyć nas więcej, niż potrafimy przyznać.

Zawłaszczamy coraz większą część świata. Rozmowa z Jagną Kaczanowską

i przemówiły ludzkim głosem[Opis wydawcy] Zbliża się Boże Narodzenie, czas radości, miłości i rodziny. Niestety, nie dla wszystkich. W rodzinie po przejściach pojawia się karp na wigilię. Czy trafi na stół, czy uda się go ocalić? Małemu śmiertelnie choremu dziecku umiera świnka morska. Czy rodzicom uda się mistyfikacja z podmianą zwierzątka? W życiu dwóch kobiet – młodej i starej namieszają w Wigilię dwa koty, a właściciel sklepu zoologicznego dostanie pod opiekę osła z żywej stajenki.

Reklama

Aleksandra Lawerowicz: Ma pani trzy psy, trzy koty i konia – to imponująca liczba, która świadczy o wielkiej miłości do zwierząt. Czy „I przemówiły ludzkim głosem” to powieść dla nich?

Jagna Kaczanowska: To niestety nieaktualne dane… Mam teraz dwa psy, kota i konia. Pod koniec zeszłego roku straciłam kilka zwierząt. Jedna z suk, Lara, odeszła na początku marca – niestety na boreliozę. To pierwszy z moich psów, któremu się to zdarzyło, bo zawsze dbam o zabezpieczenie. Ten rok jednak obfitował w kleszcze. Myślę, że książka jest w tym sensie dla moich zwierząt, że wieloletnie obcowanie z nimi – a zawsze miałam w domu dużo zwierząt – skłoniło mnie do pewnych refleksji. Nauczyłam się patrzeć na świat z ich perspektywy. Wiem, kiedy kot, koń czy pies są zadowolone i spokojne, widzę, że coś im doskwiera, mają zły dzień. Pomyślałam, że fajnie byłoby napisać książkę, w której to zwierzęcy bohaterowie uczą czegoś bardzo ważnego bohaterów ludzkich.

„Nie do wiary, że to wszystko się stało naprawdę! Co ona tu robiła, przed tym biednym domeczkiem dwa dni przed Bożym Narodzeniem? Zapragnęła wrócić do środka, do tego wnętrza chłodnego, jeśli chodzi o temperaturę, za to napełniającego serce przedziwnym ciepłem. To była zasługa gospodyni? Kota?”

– fragment książki „I przemówiły ludzkim głosem” Jagny Kaczanowskiej

Ale to także książka o ludziach. Niektórzy są samotni, inni zagubieni, jeszcze inni zmagają się z trudnymi relacjami z najbliższymi – a jednak dla wszystkich jest nadzieja. Jak powstały historie pani bohaterów? Która była pierwsza?

Reklama

Niektóre z historii są inspirowane autentycznymi postaciami – na przykład opowieść o Jarku, samotnym geju, który wsiąka w środowisko obserwatorów ptaków i robi wśród swoich znajomych z tego kręgu coming out. Przekonuje się, że może być akceptowany, że to nie jest żaden problem. Ale pierwszą napisałam historię Beaty i pani Emilii. W historii Beaty zawarłam wiele wątków znanych mi z opowieści kobiet, które poroniły. Ten temat zawsze był mi bliski. Natomiast panią Emilię naprawdę kiedyś spotkałam – wiele lat temu, gdy byłam w liceum, przymierzałam się, by zdawać na Akademię Sztuk Pięknych. Zaczęłam pozować na wydziale malarstwa, trochę, żeby dorobić, a trochę, żeby wejść w atmosferę ASP, poznać ludzi. Razem ze mną na tych samych zajęciach pozowała starsza pani – miała na imię Róża. Była lekarką, całe życie przepracowała w ZSRR, a potem, po pierestrojce, okazało się, że nie ma kto płacić jej emerytury. Najciekawsze historie pisze samo życie…

W swoich opowiadaniach porusza pani tematy, o których w kontekście zwierząt mówi się niestety rzadko. Łatwiej stanąć na przykład w obronie psów lub kotów – ale w obronie pająków, osiołków, a nawet dzików już znacznie trudniej. A jednak pani w nowej książce nie pomija dzikich lub nawet egzotycznych dla nas zwierząt.

Muszę się przyznać, że nie lubię pająków. Wielokrotnie się zastanawiałam nad swoją niechęcią do tych pożytecznych przecież zwierząt. Myślę, że uczy się nas, że pewne zwierzęta są „be” i „fuj”, głównie te, z których nie mamy pożytku. Na przykład pszczoły są fajne, bo zapylają i robią miód, który my zjadamy. A osy już fajne nie są, trzeba je zabijać i niszczyć ich gniazda. Sama kiedyś bezmyślnie tak robiłam. Dopiero potem dowiedziałam się, że osy są szalenie pożyteczne: to drapieżniki, które ogałacają ogród z gąsienic, mszyc. Niosą je do swojego gniazda, karmią nimi larwy. A larwy w podzięce wydzielają dla dorosłych os słodkie kropelki. Osy są od nich uzależnione. Jeśli zniszczymy gniazdo, szukają tej słodyczy gdzie indziej, np. w naszych szklankach z sokiem. Gdy przyjrzymy się światu fauny i flory, zobaczymy, że nie ma tam zbędnych istot. Są tylko takie, o których mało wiemy, których nie rozumiemy. Zawłaszczamy coraz większą część świata. Gdzie mają się podziać dziki? One naprawdę wolałyby się trzymać od naszych domów z daleka, ale już nie mogą. Łatwo jest o współczucie dla puchatego kotka, trudniej – pająka. Chociaż też jest puchaty!

Jagna Kaczanowska

Bohaterem jednej z historii jest także świąteczny karp, z którym bohaterka się właściwie zaprzyjaźnia. To zupełnie nowe spojrzenie na nieudomowione zwierzę. Czytamy: „Zaskoczyło ją to, że karp wydał jej się ładny. Wcześniej, w siatce, trochę ją brzydził: był zimny i śliski, sinocynobrowy. Teraz lśnił pod powierzchnią wody, jakby jego łuski wykonano z mosiądzu”.

Reklama

To też prawdziwa historia. Wiele lat temu pracowałam w stacji TVN i tam obejrzałam reportaż o rodzinie, która udomowiła świątecznego karpia. Kupili go na wigilijny stół, potem pływał u nich w wannie. Dzieci jako pierwsze zobaczyły w nim żywą istotę, która czuje, ma swoje zwyczaje, uczy się. Wtedy już nie mogli go zjeść. Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś. Nie jemy tego, co oswoiliśmy. Ostatecznie karp wylądował w stawie. Może żyje do dziś – karpie są długowieczne! Sprzedawanie ich żywych przed świętami to okrucieństwo. Na szczęście coraz więcej dużych sklepów wycofuje się z tego.

„Prawie dotarła do skraju osiedla, gdy spojrzała w ciemność. I wtedy je zobaczyła. Dziki stały w mrocznej, mroźnej mgle na skraju trawnika. W długiej linii. Wyraźnie widziała parę unoszącą się z ich nozdrzy. Maja stanęła, przestraszona. Ona stała i one tkwiły nieruchomo na skraju nocy, tam, gdzie nie sięgało światło osiedlowych latarni. Wtedy zrozumiała. Bały się jej! Zrobiło jej się smutno, żal, poczuła przypływ czułości dla tych wielkich zwierząt zmuszonych ukrywać się przed ludźmi. Nawet w taki dzień”.

– fragment książki „I przemówiły ludzkim głosem” Jagny Kaczanowskiej

Która z postaci jest pani najbliższa?

To trudne! Wszystkie mają coś ze mnie. Ja też czasem czuję się samotna, jak Jarek. Ja też czasem mam wrażenie, że umknęło mi coś ważnego w życiu, bo skupiłam się za bardzo na pracy i gromadzeniu dóbr – jak Maja. Ja też czasem czuję się brzydka i do bani, jak Eliza. Albo smutna, jak Jowita. Albo zdradzona i oszukana przez najbliższych, jak Mikołaj. Oni wszyscy rozwiązują swoje problemy, często dlatego, że przyjmują inną perspektywę. Dzięki zwierzętom. Na mnie też miały one taki wpływ. Psy, koty, koń nauczyły mnie wielu rzeczy. Dzięki nim stałam się mądrzejsza i lepsza, mam nadzieję!

Czym jest dla pani świąteczny czas?

Przystankiem w biegu. Momentem, w którym mogę się wyprzytulać z bliskimi – w tym roku pewnie będzie to mniejsza liczba osób. Mówię tu i o ludziach, i o zwierzętach. To też osoby!

„Po chwili była już pewna, że tak będzie lepiej dla wszystkich, łącznie z karpiem. Najważniejsze, żeby się go pozbyć, inaczej zwariuje. Ma za wiele na głowie, żeby jeszcze dźwigać karpia i nędzę całego rybiego świata. Poza tym czy karp czuje? Pewnie nie. Nie wygląda na bardzo rozwiniętego. To nie jest takie zwierzę jak pies czy koń. Nie jest taki jak człowiek. To ona przypisała mu ludzkie cechy, bo jest w rozpaczy po śmierci męża i mąci jej się w głowie”.

– fragment książki „I przemówiły ludzkim głosem” Jagny Kaczanowskiej

Czego życzy pani czytelnikom w te święta?

Dużo, dużo nadziei. Nie traćmy jej. A gdy upadamy na duchu, warto zaopiekować się kimś, kto jest słabszy. To naprawdę pomaga odzyskać pion, wiarę w sens świata. Można adoptować psa. Choćby wirtualnie. Albo rysia! Ja, oprócz psów i kotów, mam też adoptowanego rysia z fundacji WWF. Myślę, że warto zrobić sobie taki prezent na święta i wirtualnie otoczyć troską jakieś zwierzę. To nasz wspólny świat. Jeśli wierzymy w Boże Narodzenie i stajenkę, nie możemy zapominać, że były w niej też zwierzęta. Już teraz życzę spokojnych i pełnych miłości świąt!

jagna kaczanowska
Jagna Kaczanowska – psycholog i dziennikarka miesięcznika „Twój Styl”. Mieszka z rodziną pod Warszawą. Miłośniczka zwierząt. W czasie wolnym uwielbia czytać i zajmować się ogrodem, w którym hoduje historyczne odmiany róż i kilkadziesiąt odmian peonii. Wspólnie z Justyną Bednarek napisała trzy tomy uwielbianej przez czytelników serii „Ogród Zuzanny” oraz powieści „Okruchy dobra”, „Galopem po szczęście” i „Gorsza siostra”, które ukazały się nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Książka jest już do kupienia w księgarniach online.

Zapraszamy do lektury fragmentu książki „I przemówiły ludzkim głosem”

I przemówiły ludzkim głosem

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2838
4
03.11.2020 13:02

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd