„Zabójstwo musi mieć swoje przyczyny” – wywiad z Hanną Greń, autorką „Piątego przykazania”

Marcin Waincetel
13.10.2020

Zło ulega nie tyle zbanalizowaniu, lecz nobilitacji – mówi nam Hanna Greń, autorka „Piątego przykazania”, trzeciej części bestsellerowego cyklu o Dionizie Remańskiej. Autorka kryminałów opowiada nam o tym, w jaki sposób pracuje nad swoimi książkami, skąd czerpie inspiracje, aby opracowywać swoje literackie fabuły, a także wyjaśnia skąd, według niej, w ludziach bierze się pragnienie przekraczania granic prawa. Hanna Greń wyjaśnia nam również, czym są emocjonalne blizny, czy prowokowanie zawsze bywa równoznaczne z uwrażliwianiem, a kryminały mogą być zwierciadłem naszej rzeczywistości. Zaintrygowani? Zapraszamy do lektury.

„Zabójstwo musi mieć swoje przyczyny” – wywiad z Hanną Greń, autorką „Piątego przykazania”

[Opis wydawcy] Po uzyskaniu licencji detektywa Dioniza Remańska kupuje dom w Strzygomiu. Przyjmuje kilka prostych zleceń i powoli rozkręca firmę. Pewnego dnia w agencji pojawia się Maria Pisarek. Zrozpaczona kobieta twierdzi, że jej syn, Paweł, który zdaniem policji zaginął, został tak naprawdę zamordowany. Podejrzewa prawie wszystkich mieszkańców miejscowości Osiny, którzy rzekomo szykanowali jej dziecko, a w końcu doprowadzili do śmierci chłopaka. Z czasem wychodzi na jaw, że Paweł Pisarek, młody i zdolny informatyk, szantażował wiele osób, jednak z powodu braku dowodów śledztwo zostaje zawieszone. Równolegle prowadzona jest sprawa bestialsko skatowanego proboszcza. Czy zniknięcie Pawła może mieć coś wspólnego z morderstwem proboszcza, w którego komputerze chłopak znalazł dowody na to, że ksiądz wykorzystywał seksualnie nieletnich? Dioniza wie, że poszukiwanie mordercy przyniesie więcej pytań niż odpowiedzi.

Marcin Waincetel: Żyjemy w doprawdy ciekawych czasach, które w przepowiedni przeklinali starożytni Chińczycy. W jaki sposób Hanna Greń odnajduje się w sytuacji światowej pandemii? Czy z tej sytuacji – dla pisarzy i pisarek – wynika więcej korzyści, czy jednak zagrożeń i negatywów?

Hanna Greń: Pandemia w zasadzie nie wywarła na mnie żadnego wpływu, nawet w czasie sławetnego „zostań w domu”. Przedtem też siedziałam w domu, bo raczej trudno pisać w trakcie chodzenia po mieście. Nie lubię chodzić na zakupy, więc przed pandemią także ograniczałam tę czynność do niezbędnego minimum. Jedynym negatywnym aspektem było odwołanie spotkań autorskich, na które tak się cieszyłam. Uwielbiam spotkania z czytelnikami, więc to akurat było bardzo przykre.

Reklama

Artyści słowa pracują w samotności, wyciszeniu, choć niekoniecznie w ciszy. Czy w czasie pracy twórczej trzyma się pani konkretnych rytuałów? Zasad, dzięki którym może przystąpić pani do kreślenia zbrodni, a następnie inicjowania kryminalnych fabuł?

Podczas pracy twórczej nie stosuję żadnych rytuałów, nie potrzebuję też żadnych specjalnych warunków. Po prostu siadam do komputera i piszę. Mogę przy tym rozmawiać, kiedyś nawet pisałam w trakcie gry w karty. Ponieważ drzwi do mojego „warsztatu” są stale otwarte, bym mogła na bieżąco zadawać mężowi pytania, siłą rzeczy słyszę ścieżkę dźwiękową oglądanego przez męża filmu, ale to również mi nie przeszkadza. Te dźwięki, nieraz bardzo głośne, płyną gdzieś poza mną i nie przywiązuję do nich wagi. Jednakże najlepiej pisze mi się w nocy. To właśnie wtedy rodzą się najlepsze pomysły, zwłaszcza te zbrodnicze.

Dioniza Remańska to postać naznaczona emocjonalną blizną. W „Wiosce kłamców” dowiadujemy się, że kobieta po odejściu z policji postanowiła odszukać zabójcę swojego ojca, aby dojść do prawdy i uporać się z demonami przeszłości. Skąd pomysł na takie umotywowanie działań bohaterki? Zastanawiam się, czy w prywatnym życiu mogłaby się pani zaprzyjaźnić z Remańską?

Pewnego dnia podczas pracy nad całkiem innym projektem zobaczyłam w wyobraźni scenę zatrzymania przez policję dwóch mężczyzn podejrzewanych o zabójstwo. Ten obraz kompletnie nie współgrał z tworzonym właśnie tekstem, chciałam więc wyrzucić ją z głowy, ale tkwiła tam uparcie i nie pozwoliła się usunąć. Zapisałam ją do późniejszego wykorzystania, niestety wyobraźnia wbrew mojej woli zaczęła kreować całą fabułę i musiałam się poddać. Myślę, że mogłabym przegadać z Remańską niejedną noc, pijąc przy tym niezliczone kubasy kawy. Tak, to mogłaby być piękna przyjaźń, choć z pewnością często doprowadzałaby mnie do szału niecierpliwością i uporem.

„Więzy krwi” to z kolei historia zapisana w Świercznicy, gdzie znalezione zostaje ciało Wioletty Kamińskiej. Dziewczyna została zgwałcona i uduszona, a pomimo śladów biologicznych pozyskanych z jej ciała nie zdołano ustalić sprawcy. I znów problem wiąże się z zaufaniem, przekraczaniem granic, podejmowaniem niełatwych – moralnie, obyczajowo – tematów. Lubi pani prowokować? A może bardziej uwrażliwiać na to, co trudne?

Chyba bardziej to ostatnie. Pragnę zwrócić uwagę na problemy, o których wiele ludzi woli nie myśleć. Jestem wyjątkowo uczulona na bardzo popularną w naszym społeczeństwie zasadę, że pewne sprawy lepiej zamieść pod dywan, bo „co ludzie powiedzą”. W ślad za tym idzie przeświadczenie, że jeśli o problemie nie będzie się mówić i myśleć, on w cudowny sposób zniknie. To w imię tych kretyńskich zasad żona chroni męża-oprawcę czy pedofila, matka syna-bandytę czy złodzieja. Wolą milczeć, bo uważają, że wyznanie prawdy naraziłoby je na wstyd. Tylko że to nie byłby ich wstyd, bo nie one biją, gwałcą i kradną. Może dzięki moim książkom ta prosta prawda dotrze choć do jednej osoby?

greń

„Piąte przykazanie”, a więc trzeci już tom z cyklu o Remańskiej, to – jak mogłoby się wydawać – częściowa stabilizacja w życiu bohaterki. Po uzyskaniu licencji detektywa Dioniza Remańska kupuje dom w Strzygomiu. Przyjmuje kilka prostych zleceń i powoli rozkręca firmę. Jednak to iluzja. Ewangeliczny tytuł odnosi się jednak do grzechów z przeszłości. Bo pisze pani między innymi o delikatnym, ale głośnym temacie wykorzystywania nieletnich przez księży. Co skłoniło panią do tego, aby nawiązać do tak niełatwego tematu?

Logicznego uzasadnienia brak. Jak zwykle pomysł pojawił się znienacka w formie sceny, w której w ciemnościach słychać dość jednoznaczne odgłosy. Grzechem byłoby jej nie wykorzystać. Ponieważ jednak moja wiedza na temat pedofilii w kościele jest zbyt nikła, poświęciłam temu tematowi tylko jeden wątek dotyczący jednego konkretnego duchownego. Bo chociaż uważam to zjawisko za wyjątkowo podłe i obrzydliwe, daleka jestem od twierdzenia, że każdy ksiądz to pedofil. Jestem wrogiem stosowania odpowiedzialności zbiorowej w każdej dziedzinie.

Zbrodnie zapisane w gazetach, o których mówi się w radiu, które są zarejestrowane w programach telewizyjnych, jak i widoczne w nagłówkach internetowych serwisów, są powszechne. Czy nie uważa pani, że zło uległo dziś zbanalizowaniu? Czy według pani istnieje gen, który odpowiada za ludzkie zło?

Reklama

Uważam, że zło nie tylko uległo zbanalizowaniu, ale wręcz zostało nobilitowane. Odnoszę wrażenie, że dla wielu ludzi zbrodnia oznacza tylko to, że czytając o niej, odczuwają ekscytację. Niezdrowy dreszczyk emocji, nieumiejętnie skrywany pod pełnymi potępienia komentarzami, w których życzą sprawcy takiego losu, że inwencji mógłby im pozazdrościć niejeden sadystyczny morderca. Nie wiem, czy za tkwiące w ludziach zło odpowiada jakiś gen. Może brak lub nadmiar jakiegoś hormonu? Faktem jednak jest, że niektórzy rodzą się z jakąś skazą. Bo jak inaczej wytłumaczyć skłonność kilkuletniego dziecka do zadawania innym bólu i wyraz jakiejś takiej dzikiej satysfakcji na jego buzi, gdy zamiar się powiódł? Znałam kiedyś takiego chłopca, na pozór grzecznego i miłego, prawdziwego aniołka. A gdy nikt nie patrzył, robił innym dzieciom krzywdę, po czym wypierał się tego z miną skrzywdzonej niewinności. Był jednak niedoświadczonym graczem i zdradzały go oczy, tak pełne zła, że do dzisiaj je pamiętam.

Pasjonuje się pani kryminalistyką, natomiast pani mąż – emerytowany policjant – jest pierwszym recenzentem pani książek. Czy to surowy krytyk? A może raczej empatyczny partner podsuwający tropy? I skąd pasja do tego, aby odtwarzać świat zbrodni? Przecież z wykształcenia jest pani ekonomistką.

Wysoko cenię sobie opinie męża dlatego, że jest wyjątkowo surowym krytykiem. Ocenia nie tylko fragmenty dotyczące działań policji, lecz również całokształt. Wyłapuje niekonsekwencje i niejasności, wykreśla dłużyzny oraz fragmenty niewnoszące niczego do fabuły. Nie ogranicza się jednak wyłącznie do krytyki, lecz często podpowiada rozwiązania, których mogłabym użyć zamiast tych zakwestionowanych. Świat zbrodni zawsze mnie fascynował, ale nie tyle interesowało mnie samo zabójstwo, co jego przyczyny. Gdy czytam kryminał, bardziej skupiam się na pytaniu „dlaczego” niż „kto”. Dlatego w moich książkach najwięcej miejsca poświęcam sferze obyczajowej, najczęściej bowiem właśnie tam ukryte są powody, dla których sprawca zdecydował się wkroczyć na ścieżkę zbrodni. Ekonomia nie koliduje z tymi zainteresowaniami, rzekłabym nawet, że w jakimś stopniu z nimi konweniuje. W księgowości wszystko musi się zgadzać (sławetne: „bilans musi wyjść na zero”), stąd częste szukanie błędów w zapisach, a to bardzo przypomina śledztwo.

W swoich kryminałach obrazuje pani małomiasteczkowy świat – gdzie każdy może być przyjacielem, ale każdy też może stanowić zagrożenie. Gdzie szczególnie liczy się zaufanie, a kłamstwo może inicjować zbrodnie. Urodziła się pani w Wiśle, natomiast obecnie mieszka pani w Bielsku-Białej. Zastanawiam się, czy autor specjalizujący się w literackich zbrodniach musi być – według pani – nie tyle dobrym obserwatorem, co wytrawnym podglądaczem? Ludzkich zachowań, słów, gestów, czynów… również tych symbolicznych, skrywanych.

Nigdy nie mieszkałam w wielkiej aglomeracji, dlatego akcję moich powieści umiejscawiam w małych miejscowościach, najczęściej doskonale mi znanych. Wyjątkiem jest tutaj cykl o Dionizie Remańskiej, gdzie na potrzeby „Wioski kłamców” stworzyłam nieistniejącą w realnym świecie wioskę Strzygom i otoczyłam ją innymi wymyślonymi miejscowościami. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że napiszę kolejną część. Skoro powiedziało się „A”… W ten sposób powstało ciągle rozrastające się uniwersum. Natomiast zachowania powieściowych postaci są wynikiem obserwacji. Tak, jestem podglądaczem i złodziejem. Bezwstydnie kradnę cudze reakcje, gesty czy słowa i obdarzam nimi książkowych bohaterów. Myślę, że robi tak większość pisarzy. W końcu pula ludzkich zachowań nie jest nieograniczona, trudno więc w tej dziedzinie o oryginalność.

greń piąte przykazanie

Wcześniej porozmawialiśmy o rytuałach, o tym, że pisarz to indywidualista, ale przecież swoim talentem dzieli się pani również w antologiach, jak choćby „Awersie”. Według zapowiedzi to brawurowa wyprawa w głąb bezlitosnej miejskiej dżungli. O czym jest tekst pani autorstwa? I co może pani powiedzieć o idei, pomyśle przewodnim na książkę?

Reklama

Pomysł na wykorzystanie któregoś z bohaterów cyklu o Dionizie Remańskiej pojawił się właściwie w chwili, gdy podczas rozmowy z redaktorem prowadzącym padła propozycja napisania opowiadania do „Awersu”. Pierwotnie miała to być sama Diona, ale gdy zasiadłam do pisania, zobaczyłam w głowie całą tę historie, w której jednak zabrakło Remańskiej, pojawił się za to podinspektor Robert Gredtke. W cyklu gra rolę dość marginalną i czytelnik niewiele dowiaduje się o jego przeszłości. Dzięki opowiadaniu „Czarne niebo” będzie mógł poznać go bliżej. „Czarne niebo” jest w zasadzie opowiadaniem o miłości. Miłości do żony i córki. I w imię tej miłości Gredtke decyduje się na przekroczenie cienkiej niebieskiej linii odgradzającej postępowanie dopuszczone prawem od działań daleko poza to prawo wykraczające. Wybierając tę tematykę chciałam zwrócić uwagę na fakt, że życie nie jest zero-jedynkowe, a policjant nie jest maszyną stworzoną do pilnowania porządku. Tak jak każdy z nas ma uczucia i nie zawsze potrafi je w sobie stłumić, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś wyrządza krzywdę jego bliskim. Gredtke uzmysławia sobie, że ma środki i okazję, by się zemścić, i podejmuje decyzję. Jaką, tego nie zdradzę. Ale ważne jest co innego. Postawmy się na jego miejscu. Czy potrafilibyśmy zwalczyć pokusę? Długo zastanawiałam się, jak ja bym w tej sytuacji postąpiła i muszę przyznać, że nadal nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie.

Jakim czytelnikiem jest Hanna Greń? Czego szuka pani w literaturze? Jakich wartości – zarówno jako odbiorca, ale również pisarka. To też pytanie o to, w jaki sposób właściwie mogłaby pani zdefiniować literaturę kryminalną jako samodzielny gatunek.

Czytam książki z różnych gatunków, ale zostańmy może przy kryminałach, które stanowią jakieś 70% mojej lektury. Jestem czytelnikiem dość wymagającym, dlatego niełatwo mnie „kupić”. Na pewno nie wystarczy do tego blurb sygnowany znanym nazwiskiem czy reklamowanie książki jako bestselleru. Dla mnie dobry kryminał nie oznacza morza przelanej krwi, rozwłóczonych po okolicy flaków i plątających się pod nogami fragmentów ciała. Tym bardziej że w większości przypadków takie opisy są całkowicie zbędne i nie wnoszą nic do fabuły. Uważam, że dobra książka powinna nieść w sobie jakieś przesłanie, a fakt, że jest kryminałem, wcale tego nie wyklucza. Niestety wielu autorów o tym zapomina i ogranicza się do epatowania czytelnika okrucieństwem, które właściwie bierze się znikąd, gdyż autor nie zadał sobie trudu stworzenia psychologicznego portretu mordercy. Dla mnie powieść kryminalna to (w wielkim skrócie) obyczajówka, w której jednym z głównych bohaterów jest zabójca. Zabójstwo z premedytacją lub zabójstwo w afekcie musi mieć swoje przyczyny, a te zawsze tkwią w sferze obyczajowej, dlatego tak ważne jest pokazanie jej czytelnikowi.

hanna greń

Fot. otwierająca: Ogniskova

Zapraszamy do lektury fragmentu książki „Piąte przykaznie” Hanny Greń:

Piąte przykazanie

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers. Title: Piąte przykazanie, Author: Lubimyczytać.pl, Name: Piąte przykazanie, Length: 23 pages, Page: 1, Published: 2020-10-13

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
404
115
17.10.2020 17:23

Nie podoba mi się opis najnowszej książki Piąte przykazanie. Moim zdaniem za dużo zdradza fabuły.


179
111
19.10.2020 15:15

Też tak uważam. Niestety nie miałam na to wpływu.


4050
3810
13.10.2020 12:47

Super ,wywiad.Kupię książkę.Nie uważam się za katolika.Ale nie każdy ksiądz to pedofil.


179
111
14.10.2020 01:05

Też złoszczą mnie uogólnienia, co zaznaczyłam w wywiadzie. W każdej zbiorowością są i dobrzy i źli. Pozdrawiam.


4050
3810
14.10.2020 06:40

Ja też pozdrawiam


2801
4
12.10.2020 15:37

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd