„Wiedźmin”. Relacja z polskiej premiery

Bartek Czartoryski
19.12.2019

Odkąd gruchnął news, że Netflix faktycznie robi serial z książek Andrzeja Sapkowskiego, nie ma zmiłuj. Atmosferę podgrzewa się, nie tyle obracając delikatnie pokrętło, ile na lewo i prawo buchając miotaczami ognia. Dość powiedzieć, że — o ile, rzecz jasna, uznamy to za jakikolwiek papierek lakmusowy, ale znaczna część moich znajomych to jednak tak zwana branża — na mej tablicy na Facebooku od tygodni rządzi nie nowy odcinek „Gwiezdnych wojen”, lecz Geralt.

„Wiedźmin”. Relacja z polskiej premiery

I dobrze, bo obojętne, co wygadują sceptycy, to nie są małe miki. Nieważne, czy traktujemy „Wiedźmina” jako naszą dumę narodową, czy raczej mamy tę ogólnopolską podnietę za rekompensację głęboko zakorzenionego kompleksu, czy znamy gry na pamięć, czy to może saga Sapkowskiego była dla nas lekturą formacyjną, czy po prostu lubimy fantastykę i to niekoniecznie pisaną prozą, to jednak jest to wydarzenie bezprecedensowe. Wydaje mi się, że nie trzeba nawet tłumaczyć, dlaczego, chyba że ktoś przypomina sobie podobny casus. Ja nie.

Bo przecież Warszawa była dla ekipy odpowiedzialnej za serial kolejnym przystankiem po światowej, londyńskiej premierze. Nie przyjechali tutaj aktorzy z trzeciego planu, ale sama wiedźmińska śmietanka. A to fajny ukłon ze strony Netflixa, bo przecież marketingowo zabieg ten można porównać – mniej lub bardziej sprawiedliwie, jestem krytykiem, a nie specem od promocji i reklamy – do przekonywania przekonanych; przecież i tak plany na 20 grudnia już dawno mieliśmy ustalone. I nie chodzi bynajmniej o ugniatanie ciasta na pierogi. Na premierę nie było łatwo się dostać, dla prasy przeznaczono jedynie garść wejściówek, reszta gości musiała swoje wywalczyć, na szczęście konkursami obrodziło. I, oczywiście, trzeba też było swoje odstać chwilkę przed halą na służewieckim torze. Szczęśliwie warszawska zima była dla nas łaskawa.

Reklama

Imprezy z taką pompą są u nas rzadkie, i choć część gości — czytaj: ja — narzekała na brak napojów alkoholowych, to na chętnych czekały stylowe gary pełne zupy grzybowej, którą można było zagryźć pajdą chleba, oraz rozmaite eliksiry wiedźmińskie, a na krzesełkach (wyjątkowo niewygodnych) czekała torba popcornu i butla przeźroczystego płynu, który, ku rozczarowaniu tej samej części gości, okazał się czystą wodą. Ponadto czas na oczekiwanie na fotkę z kikimorą umilali minstrele. Kto pamięta kultowy już żart z „Kajka i Kokosza” o okrętowym trubadurze, ten załapie, o co chodzi. Zanim rozpoczął się seans, dało się, i to tak realnie, bez przepychania się łokciami i kombinowania, dorwać część serialowej ekipy, która przyszła na ściankę na sesję i setki. Bez cienia gwiazdorzenia (rym zamierzony) Henry Cavill dał autograf chyba każdemu oczekującemu nań fanowi, zamienił słowo, strzelił zdjęcie. Zresztą, jak przekonałem się już po raz kolejny, facet faktycznie gra Geralta sercem, sam o rolę zabiegał i jest to dla niego projekt tak samo istotny, jak dla tych, którzy się na sadze Sapkowskiego wychowali.

I nie jest to z mojej strony żadne tam gadanie na potrzeby tekstu, niektórych rzeczy nie da się markować (chyba że Cavill jest lepszym aktorem, niż się powszechnie uważa). Przed samym seansem on, aktorki grające Yennefer i Ciri, showrunnerka Lauren Schmidt Hissrich oraz Tomasz Bagiński porozmawiali chwilę na temat serialu, odpowiadając na te same pytania, które słyszeli już zapewne po sto razy. Szczęśliwie zabawniejszy niż prowadzący był automatyczny translator wypisujący niekiedy na ekranie kompletne głupoty. Zanim pokazano trzy odcinki (kolejny fajny prezent, bo londyńczycy dostali tylko jeden), wyświetlono jeszcze krótki materiał o kulisach serialu, żeby podgrzać i tak już rozgrzaną atmosferę, a potem ruszono z kopyta. Ba, pomiędzy kolejnymi odcinkami usunięto nawet listy płac, co by zaserwować nierozrzedzony niczym materiał.

Odpuszczę sobie fabularne spoilery, o co zresztą prosiła ze sceny Lauren, poza tym zakładam, że kto czyta te słowa, lekturę wiedźmińskich opowiadań Sapkowskiego ma dawno za sobą. I tak już za niecałe dwadzieścia cztery godziny będziecie mogli obejrzeć sami to, co pokazano kilkuset osobom wczoraj, dlatego skupię się na rzeczach ogólnych, acz istotnych. Niemałe emocje budziły decyzje castingowe. I choć nadal, od Comic-Conu w San Diego, gdzie zaprezentowano kilka scen, mam wątpliwości co do obsadzenia głównych postaci kobiecych, tak Geralt jest niemalże idealny. Niemalże, bo Cavill chyba aż nadto usiłuje ukryć emocje i momentami gra z aż nazbyt demonstrowaną obojętnością, ale nadrabia w scenach dynamicznych. Wygląda jak wiedźmin, rusza się jak wiedźmin i walczy jak wiedźmin – będą państwo zadowoleni. Choreografia walk, często przedstawionych w dłuższych ujęciach, nieposzatkowanych teledyskowym montażem, gdzie możemy prześledzić padające ciosy, jest doskonała; ogląda się je z brzeżka fotela.

Reklama

Powiem tylko, że pierwszy odcinek otwiera pojedynek Geralta z kikimorą i mimo że spodziewam się narzekań na CGI (czyli komputerowe efekty specjalne), to móc zobaczyć tak znakomicie zrealizowany kawałek obrazowej przecież prozy Sapkowskiego, jest przeżyciem dla czytelnika/czytelniczki niezwykłym. Zachowano też ducha opowieści, moralne dylematy, ambiwalentne charaktery, będący wyróżnikiem sagi relatywizm, oraz pytania o miejsce bohaterów w przedstawionym świecie. Dodajmy, przedstawionym z pomyślunkiem i, co mogę stwierdzić po szybkich popremierowych konsultacjach, łatwym do odczytania także przez tych, którzy lekturę mają dopiero przed sobą. Nie obyło się, oczywiście, bez uproszczeń – jest tu trochę klasycznej gadaniny rodem z generatora kwestii dialogowych do seriali fantastycznych i niekiedy postaci mówią aż za dużo, tłumacząc akcję, ale nie psuje to odbioru całości. Późniejsze odcinki przyniosą retrospektywy i różne plany czasowe, narracja się nieco pokomplikuje, ale podobne zabiegi to chyba konieczność, żeby nie wytrącić z rytmu osób nieznających tych wszystkich opowiadań.

Słowem, bez paniki. Kto zasiądzie jutro przed ekranem, nie powinien być zawiedziony, choć zdaję sobie sprawę z ryzykowności tego sądu, bo polscy fani z przyczyn oczywistych będą zapewne ostrzejsi niż reszta świata. Drugi sezon został już przyklepany, czyli Netflix musiał uwierzyć w ten projekt, a to dobrze, bo gwarantuje to większe pieniądze i, co za tym idzie, rozmach. Czyli Geralt i inni zostaną z nami na dłużej. Oby na tych parę lat koniecznych do zekranizowania calutkiej sagi.

Fotografia otwierająca: Adam Jankowski/REPORTER, 18.12.2019, Warszawa, uroczysta premiera serialu Wiedźmin

Reklama

komentarze [13]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

40
0
19.12.2019 11:29

Zapraszam do dyskusji.


558
25
19.12.2019 12:43

zazdroszczę ;)


247
0
19.12.2019 13:04

ehh przez te wszystkie internetowe jęczydusze wciąż nie mogę uwierzyć, że wyjdzie z tego coś dobrego. Też mam wątpliwości co do castingu... eh ta Yen... no ale po tym tekście jestem zaśliniony po pas! Dziękuję!


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

563
0
19.12.2019 11:49

"część gości — czytaj: ja — narzekała na brak napoi alkoholowych"

Do tej pory myślałem, że nie ma futbolu bez alkoholu, okazuje się jednak, że Wiedźmina też. ;)


679
0
19.12.2019 14:49

"Oby na tych parę lat koniecznych do zekranizowania calutkiej sagi."

Mam nadzieję, że po zekranizowaniu sagi zabiorą się za ekranizację gier i przedłużą hype na Geralta :)


634
587
19.12.2019 18:40

"to nie są małe miki" - co to są miki?


563
0
19.12.2019 19:50

Na przykładzie fragmentu dialogu z najlepszego polskiego filmu wszechczasów:

"Wanda: Janek, co to wszystko znaczy?On jeszcze tu jest?, obiecałeś mi przecież.
Janek: Kochanie, to, że on jeszcze tu jest, to, to jest właściwie drobiazg.
Dąbczak: Tak jest, to jest jeszcze małe miki, aha Dulka bardzo ważna sprawa.Jak by coś, to, to wszystko to jest posag Lusi."


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

1322
39
19.12.2019 22:19

Eh, nie wiem jak ja wytrzymam w pracy do 16:00... I jeszcze trzeba do domu wrócić. Ale jest bardzo prawdopodobne, że będzie to pierwszy serial, który obejrzę w jeden dzień. Bo sen jest dla słabych :)


1745
77
20.12.2019 12:44

a ja mam dziś i jutro zawalone spotkaniami około-wigilijnymi i muszę wytrzymać do niedzieli! nie wiem, jak to zrobię. Lubie moich znajomych, ale... po co ja się umawiałam z nimi?! ;)


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

70
28
23.12.2019 12:01

Obejrzę serial, chociaż generalnie seriale mnie odstręczają, jak dobre by nie były ("Gra o tron" bardzo mi się podobała, a i tak obejrzałem tylko pierwszy sezon). Przeraża mnie ilość czasu jaką trzeba nieraz poświęcić na ogarnięcie całości w przypadku gdy mamy do czynienia z serialami po kilkanaście odcinków na sezon. Tu jest tylko 8, powinienem podołać.

Książki czytałem...

więcej

720
585
24.12.2019 14:38

Zbyt mało słowiańskie. Zbyt dużo czarnych i beży. Chyba nie taka była wizja pana Sapkowskiego. Oczywiście jeśli chodzi o efekty to bije na głowę polską wersję ale to raczej nie dziwne bo dzieli je już kilkadziesiąt lat i pewnie spory budżet ale klimat zerowy wręcz. Mam wrażenie że poprawność polityczna doprowadzi do tego że niedługo w filmie o białych niedźwiedziach połowa...

więcej

674
265
30.12.2019 13:42

Obejrzałam dwa odcinki. Średnio mi się podoba to, jak jest zrobiony.
Jedyny plus to muzyka.
Ponieważ jestem cierpliwa to zapewne obejrzę całość. Może coś się zmieni w moim postrzeganiu. Zobaczymy


164
43
31.12.2019 12:17

Słaby ten serial. Zarzucano polskiej produkcji smoka jak z taniej gry, a tu cóż.. Efekty też nie powalają, a gra aktorska słabiutka. W ogóle brakuje tzw. "klimatu". Moim zdaniem Netflix to po prostu kolejna wytwórnia produktów przemysłowych. Zainwestować jak najmniej, a zarobić jak najwięcej - to motto przewodnie produkcji Netflixa. Chyba nie będę tego oglądał...


zgłoś błąd