Jakie książki przeczytać przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych?

Maciej Dobosiewicz
22.11.2019

Mało co tak elektryzowało Polaków, jak obietnica zniesienia wiz. Pytanie, co teraz będzie tematem przewodnim stosunków polsko-amerykańskich, skoro obywatele naszego kraju wiz już nie potrzebują, a pierwszy bezwizowy pionier w błysku fleszy już się w Ameryce zameldował. Jedno jest pewne – wielu Polaków od czasów Kościuszki i Pułaskiego, bohaterów wojny o niepodległość, marzy o wyjeździe do USA. Czy jednak je znają? Podpowiadamy, które książki przybliżą nam Amerykę i pomogą przygotować się do podróży po Stanach Zjednoczonych.

Jakie książki przeczytać przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych?
Reklama

Zacznijmy od naszych rodzimych pisarzy podróżników. Nie wszyscy pamiętają, ale miał swoje „Listy z podróży do Ameryki” Henryk Sienkiewicz, w których dał popis doskonałego zmysłu obserwacji oraz poczucia humoru. I szkoda, że w szkołach katowano uczniów raczej „Latarnikiem” niż „Listami…”. Co prawda Sienkiewiczowskiej Ameryki już nie ma, ale ta opisana przez Melchiora Wańkowicza wciąż jeszcze ma się dobrze. Wańkowicz to wielki, choć trochę zapomniany pisarz. Słynie z monumentalnego dzieła „Monte Cassino”, ale już wcześniej był znanym reportażystą. Jego książkę „Na tropach Smętka” doceniła hitlerowska machina propagandowa, która zleciła nawet tłumaczenie tego reportażu o polskości na Mazurach – aby się jej dobrze przyjrzeć i umieć lepiej zwalczać, oczywiście. Osobliwe, acz z pewnością szczere to uznanie. Ważne, że Wańkowicz ze swoim szlacheckim animuszem i wirtuozerią słowa w ogóle się nie zestarzał. Warto więc sięgnąć po jego zapiski z podróży po Ameryce, które zawarł w trylogii „W ślady Kolumba”. Trzeba przyznać, że pomysł, by kupić używane auto i przejechać nim od jednego oceanu do drugiego, brzmi niezwykle kusząco dla każdego podróżnika. Zapewniam, że czytelnik będzie się dobrze bawił, śledząc, co z tego wynikło.

Podobny pomysł, bo także książkę jako trasę samochodową, miał Wojciech Orliński. Ten dziennikarz „Gazety Wyborczej” i autor biografii Stanisława Lema opisał fascynującą podróż drogą, która już formalnie nie istnieje. Jako to? Oddajmy głos autorowi:

Route 66 nie istnieje. Przepraszam, że się powtarzam, ale w odróżnieniu od mojej poprzedniej książki, „Ameryka nie istnieje”, nie chodzi tu o metaforę, aluzję do Baudrillarda ani w ogóle o żadną wielką filozofię. Chodzi o banalny prawno-geograficzny fakt: amerykański odpowiednik polskiej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Federal Highway Administration, zdjął ją z mapy sieci drogowej w roku 1985, kiedy ukończono budowę autostrad.

Czy można napisać ciekawą książkę o czymś, czego nie ma? Orliński w „Route 66 nie istnieje” udowadnia, że jak najbardziej. Bo wciąż można tą nieistniejącą drogą, albo jej fragmentami, puścić się w fascynującą podróż. Orliński z właściwym sobie humorem i konkretnością opisuje, który odcinek legendarnej Route 66 wybrać, a który można śmiało odpuścić, jak wypożyczyć auto, czym kierować się, rezerwując motel. Lektura jego książki to podróż w konkretnej przestrzeni, ale też w czasie, w głąb historii oraz popkultury, która sobie Route 66 upodobała. Spotkamy tu osadników, szalonych milionerów, Indian, Ala Capone, Bonnie i Clyde'a, a nawet bohaterów „Breaking Bad” czy filmu „Auta” (skierowanego nie tylko do dzieci). Bo Route 66 to USA w pigułce. Łatwa ta pigułka do przełknięcia, smaczna, a przy tym mocna i treściwa. Gdyby autora tego tekstu było na taką wyprawę stać, to wybrałby się w objazd po Ameryce z dziełkiem Orlińskiego na przednim siedzeniu. Tylko podczas takiej podróży trzeba uważać, bo jak ostrzega autor:

W amerykańskim prawie zawsze istniało dziwne dla Polaka przestępstwo – włóczęgostwo. W Europie bezdomnego traktujemy jak człowieka, któremu należy się od społeczeństwa pomoc – w Ameryce w wielu stanach brak dachu nad głową jest występkiem. Dopiero w 1972 roku Sąd Najwyższy uznał część tych przepisów za niezgodne z konstytucją. W wielkich miastach ich egzekwowanie jest w praktyce niemożliwe, nadal jednak z małego miasteczka gdzieś w Oklahomie szeryf może wygnać delikwenta tylko za to, że nie wygląda na podróżnego, który śpi w motelu.

Pod włóczęgostwo po Ameryce z pewnością „podciągałby się” Marek Wałkuski. Wielu czytelników kojarzy go jako korespondenta radiowej Trójki, autora ciekawych relacji i błyskotliwych przekomarzanek z prowadzącymi audycje. Jak wielu wysłanników medialnych, dany mu czas w USA postanowił wykorzystać, aby równolegle z pracą dziennikarza newsowego zbierać materiały do czegoś, co pozostanie na dłużej.Tak powstało „Wałkowanie Ameryki. Solidna to pozycja, podzielona na krótkie, zgrabne kawałeczki, każdy nadający się do przeczytania w radio. Można się z niej dowiedzieć, jak wygląda i co lubi współczesny Amerykanin, poznać poziom jego wiedzy o świecie, zwyczaje i śmiesznostki. W przystępny i pogodny oraz pozbawiony skrajności sposób Wałkuski przybliża problemy współczesnej nam Ameryki. Każdy odwiedzający ten kraj powinien jego książkę potraktować jako pozycję obowiązkową.

Gdy przybliżymy sobie USA widziane z punktu widzenia Polaka, możemy zabrać się za smakowanie owoców amerykańskich pisarzy, a jest tych ważnych, ciekawych i wartych przeczytania mnóstwo. Wymieńmy tylko tych, moim zdaniem, najważniejszych.

Philip Roth, jeden z tych wielkich pisarzy, którzy nie doczekali Nobla, choć im się należał, miał wiele ciekawego do opowiedzenia o Ameryce i jej życiu seksualnym. „Kompleksem Portnoya” wszedł do kanonu literatury niczym amerykański desant, czyli z hukiem, trzaskiem i odwagą. Uczynić kompulsywną masturbację głównym tematem książki, w dodatku (jak wszystkie dzieła Rotha) mogącej uchodzić za częściowo autobiograficzną, to także dzisiaj brzmi jak brawurowy wyczyn. Później Roth wydawał książki z godną podziwu regularnością, stając się wielkim kronikarzem zmieniającej się Ameryki i jej obyczajowości. To, co w dziele „Konające zwierzę” pisarz uczynił z banalnym, zdawałoby się, tematem – dużo starszy wykładowca i młoda, wyzwolona, atrakcyjna studentka – zasługuje na najwyższy zachwyt czytelnika.

Jonathanem Franzenem podobno zaczytywał się Obama. Pisarz nosi miano amerykańskiego Tołstoja. I słusznie, bo książki, które pisze, to nie tylko dzieła objętościowo godne rosyjskiego mistrza – Franzen jak nikt inny ze współczesnych pisarzy buduje wspaniałą panoramę amerykańskiego społeczeństwa, z jego problemami i wadami oraz wyzwaniami, przed którymi stoi. Jego rozległe, pełne pisarskiego rozmachu książki noszą zazwyczaj jednowyrazowe tytuły. I tak na przykład „Korekty” to historia rodziny, w której jedni nie umieją się zestarzeć, a inni nie potrafią dorosnąć. To niezwykłe studium demencji wywołanej chorobą neurologiczną z jednej strony, i depresji, która rodzi się w człowieku, któremu pozornie do szczęścia nic nie brakuje, z drugiej. Pomieszanie dramatu z groteską, jakie nam serwuje Franzen, można porównać tylko z innym wielkim rosyjskim pisarzem – Czechowem. Równie poruszająca, co „Korekty”, jest „Wolność” i „Bez skazy”. W „Wolności” Franzen wspaniale odmalował życie na przedmieściach, gdzie pod warstwą lukru i uprzejmej przyjazności, której symbolem jest ciasto dla nowo przybyłych sąsiadów, kryje się wiele brzydkich spraw, i gdzie rządzi zasada: „Nie waż się być innym od nas”. Wierzę głęboko, że gdyby doszło do ekranizacji tej powieści, przebiłaby ona popularnością „Gotowe na wszystko”. Na marginesie warto odnotować, że gdy Franzen umieszcza swoich bohaterów poza granicami USA, opisując na przykład historię charyzmatycznego Wolfa w NRD tuż przed upadkiem berlińskiego muru, to na obcym mu przecież terenie porusza się z równą lekkością i wirtuozerią, co gdy opisuje nowojorskie towarzystwo.

Reklama

Po Ameryce złej, brudnej, pełnej lęków, faszerującej się narkotykami oraz antydepresantami, niczym Dante po piekle oprowadzi nas David Foster Wallace, autor „Krótkich wywiadów z paskudnymi ludźmi”. Zgodnie z obietnicą opowie nam o ludziach paskudnych, ale przede wszystkim nieszczęśliwych, smutnych, pogrążonych w lęku. Szkoda, że Wallace tak szybko postanowił się odmeldować z tego świata, bo jego reportaż z podróży luksusowym statkiem na Karaiby ze zbioru „Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię” to wspaniałe studium rozpasania zachodniej cywilizacji. Opis rejsu, o którym wielu może tylko pomarzyć, przedstawia jako tortury nudy i przewidywalności. Niespotykane podejście, prawda? Wallace nie lubił chodzić utartymi ścieżkami. Niełatwo się za nim podąża. Czasem ciężko przebić się przez jego obsesyjną szczegółowość, skrupulatność graniczącą z szaleństwem, a w jego żonglowaniu formą, gdzie nawet przypisy nie są zwykłymi przypisami, tylko kolejnymi zagmatwanymi historiami, można się pogubić. Jednak warto czytać jego książki, bo to właśnie on opisał szaleństwo amerykańskiego konsumpcjonizmu i wynikające z niego konsekwencje.

Są tacy, którzy twierdzą, że Ameryka już upada, jest cieniem dawnej siebie, a niedługo nie będzie znaczyć nic. Jednak patrząc na to, jakich prezentuje twórców i co oni mają do powiedzenia swoim czytelnikom, można tu przywołać słowa jednego z jej kulturalnych ojców założycieli, Marka Twaina, który miał stwierdzić, że doniesienia o jego śmierci są mocno przesadzone. 

 

Maciej Dobosiewicz – copywriter, pisarz, redaktor. Pisze opowiadania i ciut dłuższe formy. Za kryminał „Komisarz Zagrobny i powódź" otrzymał Medal Młodej Sztuki w 2015 roku. Czasem prowadzi ćwiczenia na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Reklama

komentarze [16]

Sortuj:
313
308
30.11.2019 20:01

O dwuletnim pobycie w USA sam mogę Wam opowiedzieć:
https://www.wattpad.com/story/193681080-made-in-usa

Cykl felietonów i różnych przemyśleń pisanych przed laty na gorąco w USA.
A jeśli chodzi o książki bez wątpienia warto sięgnąć po powieść Aż po horyzont:

Amy i Roger dostają od życia drugą szansę. Ruszając w podróż nie zdają...

więcej

1256
24
27.11.2019 21:31

Kiedyś, przed wizytą u rodziny w USA przeczytałam bardzo przyjemną książkę http://lubimyczytac.pl/ksiazka/49444/delicje-ciotki-dee. Reportaż z kilkuletniego pobytu Polki w USA.


220
31
27.11.2019 11:25

Wszystkie pozycje traktują szeroko rozumianym tle społeczno historycznym. Myślę, że mało który turysta, który jedzie do USA, ma na celu odkrywanie jakie naprawdę jest życie na przedmieściach wielkich miast. Tymczasem Stany Zjednoczone oferują mnóstwo pięknych przyrodniczych miejsc, jak Wielki Kanion, Yosemite, Yellowstone - by wspomnieć o tych najsłynniejszych. Dlatego ja...

więcej

1679
187
25.11.2019 16:47

To ja polecę... nie do Stanów, ale książkę Howarda Zinna - genialnego akademika, wspaniałego pisarza i historyka
 Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś
powiedzialabym tak.... nie...

więcej

246
196
25.11.2019 21:41

https://histmag.org/howard-zinn-ludowa-historia-stanow-zjednoczonych-od-1492-do-dzis-recenzja-13718


21
15
25.11.2019 16:00

A ja tak trochę przekornie polecę zupełny staroć  Zwiedzajcie Amerykę Zwiedzajcie Amerykę

Jest w niej mnóstwo zabawnych, krótkich opowieści, które mają zachęcić turystów nie tylko do zwiedzania tego rozległego i fascynującego kraju, ale poznania mentalności i zwyczajów ludzi, którzy go...

więcej

625
208
25.11.2019 13:34

Następna na mojej liście do przeczytania o USA jest Obcy we wlasnym kraju. Gniew i zal amerykanskiej prawicy


190
43
287
108
23.11.2019 17:07

Proponuję "Made in USA" Guy'a Sormana i "Podróże z Charleyem" Johna Steinbecka. Pierwsza napisana przez Francuza, druga przez rodowitego Amerykanina. Obie dobrze przybliżają rzeczywistość Ameryki.  Made in USA Made in USA  Podróże z Charleyem. W poszukiwaniu Ameryki Podróże z...

więcej

311
103
23.11.2019 15:52

Charlie LeDuff - "Shitshow". Świetna książka prezentująca USA bez makijażu.


436
134
23.11.2019 13:37

Ja poleciłabym książkę  Asfaltowy saloon Asfaltowy saloon
Podróż po Stanach w realu i podróż w czasie. Świetna książka.


zgłoś błąd