„Temat praw kobiet jest dla mnie ważny” – rozmowa z Agnieszką Olejnik, autorką „Wyboru Charlotty”

LubimyCzytać
25.02.2021

„Wybór Charlotty” to osadzona w XIX-wiecznych realiach powieść obyczajowa, której bohaterka – tytułowa Charlotta - jest silną i niezależną kobietą. Agnieszka Olejnik, autorka książki, opowiada jak ważny był dla niej ten wątek feministyczny, co myśli o porównaniach do Jane Austen, a także zdradza swój stosunek do mediów społecznościowych.

„Temat praw kobiet jest dla mnie ważny” – rozmowa z Agnieszką Olejnik, autorką „Wyboru Charlotty”

Wybór Charlotty[OPIS WYDAWCY] Charlotta Rilley – panna niebrzydka i niegłupia, lecz pozbawiona posagu – skazana jest na mieszkanie kątem u krewnych albo… zamążpójście. I nie ma większych szans, by było to małżeństwo z miłości. Dziewczyna nie zamierza czekać, aż ktoś inny podejmie za nią życiową decyzję. Niepokorna i odważna postanawia wziąć los w swoje ręce. Skoro już musi wyjść za mąż z rozsądku, chce przynajmniej sama wybrać męża. Nie przewidziała jednak, że na przekór wszystkiemu sprawy skomplikuje… miłość.

Reklama



„Wybór Charlotty” nie jest jedynie romansem z nutką erotyzmu. To powieść o świecie, który przeminął, a który wciąż darzymy sentymentem.

Anna Makieła-Zoń: Nasza rozmowa zbiega się z premierą Pani kolejnej książki, ale – trochę paradoksalnie – jest to jednocześnie debiut. Mam tu na myśli fakt, że „Wybór Charlotty” to pierwsza Pani książka wydana pod sztandarem Wydawnictwa Książnica. Jak to jest debiutować po wielu latach pisania?

Agnieszka Olejnik: Czuję się tak samo podekscytowana, jak wtedy, gdy światło dzienne miała ujrzeć moja pierwsza książka. Bardzo cenię Książnicę, a fakt, że „Wybór Charlotty” będzie stał na półkach u wydawcy obok powieści Philippy Gregory, jest dla mnie ogromną nobilitacją.

Długo zastanawiałam się, czy zadać to pytanie, ale zaryzykuję – lubi Pani porównania?

Nie przepadam za nimi, bo zwykle okazują się nietrafione. Jeden z moich lekkich kryminałów porównano kiedyś do książek Chmielewskiej – tyle że ona słynęła z humoru, a ja absolutnie nie próbowałam w tamtej książce nikogo rozbawić!

Doskonale wiedziała, że miłość w końcu minie, umrze jak niepodlewana roślina, a przynajmniej przywiędnie i straci żywotność. Nie mogła się doczekać owej chwili.

– Agnieszka Olejnik „Wybór Charlotty”

W mediach społecznościowych pojawiły się porównania „Wyboru Charlotty” do książek Jane Austen, co uważam za ogromny komplement. Uważam, że jest to powieść lekka, ale jednocześnie mądra. Taki mariaż nie zawsze się udaje, a Pani wszystko tutaj perfekcyjnie pożeniła (śmiech). To trudna sztuka?

Reklama

Ja także uważam porównanie mojej książki do powieści Jane Austen za komplement. Oczywiście nie starałam się naśladować Jane, jej styl jest nie do podrobienia, więc sądzę, że w owych porównaniach chodzi raczej o klimat XIX-wiecznej Anglii, tło obyczajowe, może także o typ bohaterki: ciekawej świata, odważnej w walce o prawo, by o sobie decydować.

 

Wróćmy do książki. Pod powłoką opowieści o perypetiach młodej dziewczyny kryje się znacznie więcej. Przyznam, że zachwycałam się kontekstem feministycznym, głównie dlatego, że jest on bardzo subtelny, a jednocześnie przyjemnie wybrzmiewa co jakiś czas. Czy chciała coś Pani przez to przekazać?

 

Nie jestem wojującą feministką, ale oczywiście temat naszych praw jest dla mnie ważny, jak chyba dla każdej myślącej kobiety. Przygotowując się do pisania powieści, odkryłam, że w czasach mojej Charlotty kobieta w wielu sprawach nie miała niemal nic do powiedzenia. Nie mogła na przykład zażądać rozwodu, nawet jeśli była krzywdzona – mógł to zrobić jedynie niezadowolony mąż. Mógł też odebrać żonie dziecko. Kobiety miały bardzo ograniczone możliwości zarobkowania i prowadzenia samodzielnego życia, były właściwie zdane na mężczyzn. Dlatego moja bohaterka postanawia, że skoro już musi wyjść za mąż, chce to zrobić na własnych warunkach.

Rozpłakała się niespodziewanie dla samej siebie, nie mając pojęcia, skąd właściwie te łzy i czy jest to płacz dobry, czy raczej zły. Jedyne, czego była pewna, to to, że z każdą chwilą ów szloch oczyszczał ją z żalu za utraconą miłością i złudzeniami, które zostały podeptane w tak okrutny sposób. Ciężar, który zalegał w jej sercu, stawał się coraz lżejszy i choć nie znikł zupełnie, to przecież łatwiej jej było teraz oddychać.

– Agnieszka Olejnik „Wybór Charlotty”

To chyba pierwsza Pani powieść w stylu XIX-wiecznych powieści angielskich. Ma Pani jakąś swoją ulubioną książkę, której akcja dzieje się w tamtych czasach?

Lubię wszystkie książki Jane Austen, przede wszystkim za błyskotliwość dialogów i subtelną ironię. Moją ulubioną jest „Duma i uprzedzenie”, którą zresztą zaczytuje też sama Charlotta, tyle że wówczas jeszcze powieść ta znana była pod tytułem „Pierwsze wrażenia”.

Wierzy Pani, że można zakochać się w człowieku, który początkowo budzi naszą niechęć?

Wierzę, że z miłością jest dziwnie: ona wymyka się wszelkim logicznym wyjaśnieniom. Można pokochać kogoś brzydkiego – kogoś zupełnie nieprzystającego do naszego wyobrażenia o urodzie. Można – niestety – kochać kogoś, kto nas krzywdzi. Kogoś, kto nas drażni i irytuje. Kogoś bardzo do nas podobnego albo będącego wręcz naszym przeciwieństwem. Nie ma reguły.

Reklama

Jeśli o mnie chodzi, to nie mogłabym zakochać się tylko w człowieku głupim lub złym. W dowcipnym, inteligentnym brzydalu – jak najbardziej!

Pani bohaterka dorasta we wspaniałym domu – pełnym miłości i książek. A w jakim domu dorastała autorka, która tak pięknie opowiada o wspaniałym miejscu na ziemi?

Mój dom w niczym nie przypominał tego, który odmalowałam na kartach powieści. Dorastałam w siermiężnych czasach PRL-u, w bloku. Jedyne, co się zgadza, to książki. Bardzo się je w moim domu rodzinnym szanowało. Oboje z bratem dużo czytaliśmy, nasze regały wypełnione były po brzegi ulubionymi opowieściami – zresztą do dziś mam rozpadające się ze starości egzemplarze Muminków, Panów Samochodzików i zaczytaną prawie na śmierć książeczkę „Bromba i inni”.

Kreśli Pani piękne obrazy. Czytając książkę, wyobrażałam sobie, jak biegam boso po polach i spoglądam na horyzont. Mam wrażenie, że tak sielsko potrafią pisać tylko ci, którzy mają bliski kontakt z naturą. Mylę się?

Nie myli się Pani, że bliski kontakt z naturą bardzo pomaga w odmalowywaniu takich opisów (choć zapewne bujna wyobraźnia też by wystarczyła). Rzeczywiście żyję w pewnym stopniu tak jak Charlotta – z miłością uprawiam swój ogród kwiatowy, bardzo lubię długie spacery, przy czym wybieram zawsze miejsca odludne; biorę psa i idę przed siebie, po prostu chłonąc przestrzeń. Kocham las, pola, morze i góry, w mieście się duszę.

Agnieszka Olejnik

Przenosi nas Pani do XIX-wiecznej Anglii. W jednym z wywiadów przeczytałam, że lubi Pani podróżować. W którą stronę najchętniej by Pani podążyła?

Zadawanie takich pytań nie jest dobrym pomysłem, bo gdy już zacznę wymieniać, to mogę skończyć za jakieś dwie godziny! Znacznie łatwiej byłoby powiedzieć, dokąd mnie nie ciągnie – bo ciągnie mnie prawie wszędzie! Nie odczuwam potrzeby zobaczenia wielkich miast, zupełnie nie interesują mnie jakieś Nowe Jorki czy Rio de Janeiro, popularne kurorty i plaże. Natomiast Islandia, parki narodowe USA, Kanada, Alaska, Kostaryka, Meksyk, Wietnam… No dobrze, już przestaję.

Jest Pani bardzo aktywna na Facebooku. Jakie jest Pani podejście do mediów społecznościowych?

Lubię kontakt z czytelnikami, taki prawdziwy – ich reakcje na wiadomość, że piszę nową książkę, ich sugestie przy wybieraniu imion dla bohaterów. To są drobiazgi, które pozwalają mi czuć, że ktoś na moje powieści czeka i reaguje, że całe moje pisanie jest rodzajem dialogu. Natomiast nie jestem dobra w autopromocji. Na koncie instagramowym na przykład mam więcej zdjęć kwiatów i pszczół niż moich książek. Jestem pod tym względem trochę staroświecka, krępuje mnie zachwalanie własnych powieści. Ale oczywiście wiem, że w dzisiejszych czasach to konieczność, więc staram się, naprawdę.

* Anna Makieła-Zoń jest autorką bloga „Spadło mi z regała”

Agnieszka Olejnik: Pisarka, nauczycielka, szczęśliwa żona, mama trzech synów, pełna miłości do natury ogrodniczka. Niespokojna dusza zakochana w podróżach dalekich i bliskich, a zwłaszcza w górskich wędrówkach. Autorka ponad 20 książek, wśród których są powieści obyczajowe, kryminały i komedie romantyczne. Pisze także dla dzieci i młodzieży. Wybór Charlotty to jej pierwszy – ale na pewno nie ostatni – flirt z XIX-wieczną Anglią.

Książka „Wybór Charlotty” jest już dostępna w sprzedaży.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
119
4
25.02.2021 12:34

Dlaczego XIX wiecznych powieści nie można umieścić u nas? Ja wiem, że podróże są teraz w modzie, że co druga moja koleżanka ma "Bloga podróżniczego", ale tak chciałabym przeczytać ciekawą książkę w naszych realiach. Tym bardziej, że naprawdę nie mamy się czego wstydzić - a już historii najmniej, bo mamy bardzo ciekawą.


1013
57
25.02.2021 13:35

O, dokładnie! Ja bym bardzo chętnie przeczytała tego typu powieść, ale w polskich realiach. Wiem, że pewnie coś tam się znajdzie, ale romans historyczny w XIX wieku zazwyczaj oznacza Anglię (najwyraźniej nawet, jeśli autorką jest Polka). Tak nas Jane Austen zepsuła ;)


6614
615
25.02.2021 13:42

A książki Aleksandry Maludy?


119
4
24.03.2021 12:02

A sprawdzę :)


3014
4
25.02.2021 10:07

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd