„Telefonistka” to historia mojej babki. Grethen Berg opowiada o debiutanckiej książce

Ewa Cieślik
18.06.2020

Choć fabułę swego debiutu oparła na rodzinnej historii, snuta przez Gretchen Berg opowieść jest uniwersalna. Praca tytułowej bohaterki pozwala jej podsłuchiwać rozmowy telefoniczne. Tak trudno oprzeć się możliwości poznania najświeższych plotek i pilnie strzeżonych sekretów! Berg z humorem portretuje czas lat 50. i panie domu z amerykańskiego małego miasteczka, jednocześnie ukazując także problemy, z którymi musiały wówczas mierzyć się kobiety. O procesie powstawania książki opowiedziała lubimyczytać.pl w serii Q&A.

„Telefonistka” to historia mojej babki. Grethen Berg opowiada o debiutanckiej książce

[Opis wydawcy] W małym mieście każdy wtyka nos w nie swoje sprawy…

Nie ma osoby, która lepiej znałaby mieszkańców Wooster niż telefonistka Vivian Dalton. Przynajmniej sama tak twierdzi. I mówi, że to dzięki intuicji, choć jej nastoletnia córka Charlotte nazywa rzecz po imieniu: chodzi o podsłuchiwanie.

Vivian i inne operatorki zatrudnione w centrali Ohio Bell łączą rozmowy telefoniczne, splatając ludzkie losy. Nie wolno im podsłuchiwać, ale niezbyt przejmują się tym zakazem. Co więcej, każda z nich ma własne zdanie na większość zasłyszanych tematów – szczególnie Vivian. Wie na przykład, że Maxine, niewdzięczna córka pani Butler, wciąż nie podziękowała mamie za narzutę, i że Ginny Frazier po raz kolejny odrzuciła zaproszenie Clyde’a Walsha na randkę. Vivian jednak czeka na coś więcej: marzy, by podsłuchać jakąś skandalizującą plotkę. Ekscytującą, niezwykłą, niecodzienną.

W końcu pewnej grudniowej nocy do uszu Vivian, wsłuchującej się w rozmowę tej snobki Betty Miller z osobą, której głosu nie potrafi rozpoznać, dociera coś szokującego. Jeśli to, czego właśnie się dowiedziała, jest prawdą, jej dotąd poukładane życie legnie w gruzach. Dozna upokorzenia i stanie się pośmiewiskiem całego miasta. Na wskroś przejęta i zaniepokojona, Vivian postanawia za wszelką cenę dotrzeć do źródła zasłyszanej plotki – sprawdzić je, zweryfikować, przejrzeć na wylot. Poznać całą prawdę. Niezależnie, jak bardzo może być bolesna. Zapomina jednak, że w każdym małym mieście – takim jak Wooster – jedna tajemnica zwykle prowadzi do kolejnej…

„Telefonistka” to angażująca, wielowymiarowa i napisana z pasją powieść o kobietach, ich rodzinach, sekretach, plotkach, urazach i konfliktach na tle klasowym; wspaniale oddaje pełną rozmaitych napięć i emocji codzienność miasteczek Ameryki lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Ewa Cieślik: Fabuła powieści „Telefonistka” jest oparta o pani rodzinną historię. Czy mogłaby nam pani zdradzić o niej coś więcej?

Gretchen Berg: Moja babcia pracowała jako telefonistka i wiem, że zawsze podsłuchiwała rozmowy, które przełączała. Zainspirowałam się pomysłem na to, co by było, gdyby w takiej sytuacji usłyszeć coś osobistego, coś o nas samych – a dodam, że właśnie to zdarzyło się mojej babci…

Reklama

Akcja „Telefonistki” toczy się w 1952 roku, a główna bohaterka, Vivian, pracuje w przedsiębiorstwie telefonicznym Bella wykonując pracę, która dziś już nie ma racji bytu. Jak przebiegał proces researchu do tej książki? Czytając ją ma się bowiem wrażenie, że przenosimy się do lat 50. Wspomniane są nawet takie detale, jak konkretny odcień szminki.

Bardzo dziękuję! Zanim zaczęłam pisać, czytałam sporo gazet i magazynów z tamtego okresu. Obejrzałam także mnóstwo filmów wyprodukowanych między 1925 a 1950 rokiem. Oczywiście dokonywałam też researchu przez internet. Szukałam miedzy innymi przepisów na popularne koktajle i potrawy obiadowe, sprawdzałam, jakie noszono wtedy ubrania, w jaki sposób dbano o włosy oraz jakie obowiązywały trendy w makijażu – stąd wspomniany odcień szminki „Fire & Ice”.

Podczas czytania „Telefonistki” czytelnikom mogą przyjść do głowy skojarzenia z serialem „Mad Men”, który kilka lat temu również świetnie portretował lata 50. Czy ta produkcja – a może jakieś inne? – były dla pani inspiracją?

Nie, nie za bardzo. Trzymałam się wydarzeń, które faktycznie były udziałem mojej babki właśnie wtedy, w czasach, gdy pracowała jako telefonistka. Zależało mi, aby opisać właśnie tamten czas i dokonałam dogłębnego researchu, aby odmalować go tak dokładnie, jak tylko potrafię.

Babka Vivian mawiała „uważaj, czego sobie życzysz” – co później okazało się brzemienne w skutki dla głównej bohaterki. Czy my, jak czytelnicy, również powinniśmy czuć się ostrzeżeni?

Oczywiście, zawsze! Czasem wydaje nam się, że czegoś bardzo pragniemy, ale umyka nam spojrzenie z szerszej perspektywy.

Autorka Gretchen Berg w studio zdjęciowym

Podsłuchiwanie, plotki i sekrety – telefonistki miały niezwykle emocjonującą pracę, bo tak łatwo było im niby przypadkiem zasłyszeć czyjąś rozmowę. Pani książka skłania do zadania sobie pytania „co sama zrobiłabym w takiej sytuacji?”, więc muszę spytać – czy pani wykazałaby się wystarczającą siłą woli, by nie podsłuchiwać przychodzących rozmów?

Nie nazwałabym mojej woli silną, ale naprawdę bardzo nie chciałabym naruszyć czyjejś prywatności. Dlatego myślę, że nie słuchałabym przychodzących rozmów. Ale, powiedziawszy to, wiem jednocześnie, że ekstremalna nuda może prowadzić do erozji tego typu skrupułów.

Wydarzenia opisywane w książce są ze sobą połączone, ale o tym czytelnik dowiaduje się stopniowo. Czy pisząc, opierała się pani na szczegółowym planie?

Nie za bardzo, choć jestem bardzo zorganizowana i lubię pracować według planu. W tym przypadku jednak coraz bardziej interesujące pomysły na fabułę przychodziły do mnie, gdy wcale nie myślałam o książce czy pisaniu. Wraz z kolejnymi postaciami oraz wątkami, które wprowadzałam do fabuły, musiałam też dokonywać zmian w poszczególnych wcześniejszych scenach czy rozdziałach. Przypominało mi to układanie puzzli i dobieranie poszczególnych elementów tak, by razem tworzyły piękną całość.

Reklama

Ważną rolę w pani książce odgrywają bohaterowie. Poznajemy Vivian, jej córkę Charlotte, siostrę Verę, oraz znajomą, Betty Miller – będącą w małym miasteczku Wooster niezwykle ważną personą.

Tak – ważne dla mnie było przedstawienie ich emocji i myśli. Pomaga to lepiej zrozumieć ich motywacje i podejmowane decyzje.

A czy uważa pani, że ważne jest opowiadanie historii właśnie z kobiecego punktu widzenia? Pani książka jest utrzymana w lekkim tonie, ale jednocześnie stawia ważne pytania o rolę edukacji, kwestię posiadania pieniędzy (szczególnie przez kobiety), a także o potrzebę utrzymywania pozorów życia idealnej rodziny.

Tak, myślę, że ważne jest opowiadanie kobiecych historii i jeśli moja książka skłoni kogoś do refleksji, będę się z tego bardzo cieszyć!

Whoopi Goldberg wskazała „Telefonistkę” jako swoją ulubioną lekturę na czas kwarantanny. A jakie byłyby pani rekomendacje książek dla polskich czytelników?

Cóż, okres kwarantanny może być naprawdę trudny, dlatego myślę, że w tym czasie najlepiej sięgnąć po powieści, które skłonią nas do śmiechu. Niezawodne są w tym „Dziennik Bridget Jones” autorstwa Helen Fielding, „Bossypants” Tiny Fey, „Dziewięcioro nieznajomych” Liane Moriarty oraz każda książka, która wyszła spod pióra Davida Sedarisa – moje ulubione to „Naked” oraz „Zjem to, co ma na sobie”. Muszę przyznać, że nie jestem pewna czy wszystkie wymienione przeze mnie publikacje zostały wydane w przekładzie na język polski… ale na pewno powinny!

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
185
13
18.06.2020 13:24

Zapraszam do dyskusji.


411
137
19.06.2020 10:20

Gretchen przez "ch" :)


230
73
19.06.2020 11:11

Bardzo chciałabym przeczytać tą książkę. Zobaczyłam ja po raz pierwszy u Lady Margot i od razu pomyślałam sobie - chcę ją mieć :)


zgłoś błąd