„Szukam postaci, za którą chcę podążać” – wywiad z Sebastianem De Castellem, autorem „Tronu Tyrana”

Marcin Waincetel
10.09.2020

Sebastian De Castell to prawdziwy specjalista od literatury płaszcza i szpady, który w niezwykły sposób przedefiniował formułę opowieści rozrywkowej. Pisząc o władzy, lojalności, przywiązaniu do ideału prawdy czy sprawiedliwości, stara się tłumaczyć, że nie każdy bohater jest krystalicznie czysty, a nie każdy złoczyńca to bezwzględny antagonista. Premiera „Tronu Tyrana”, najnowsza część cyklu fantasy opowiadającego o stowarzyszeniu Wielkich Płaszczy, stała się dla nas okazją, aby porozmawiać z twórcą, który wyjaśnia nam, czym jest moralna niejednoznaczność, dlaczego Martin Freeman odnalazłby się w roli Falcio val Monda, a także jakich wartości poszukuje w swoim artystycznym życiu.

„Szukam postaci, za którą chcę podążać” – wywiad z Sebastianem De Castellem, autorem „Tronu Tyrana”

[opis wydawcy]

Czwarty tom wyjątkowej serii fantasy spod znaku płaszcza i szpady. Po latach zmagań i poświęceń Falcio val Mond, Pierwszy Kantor Wielkich Płaszczy, jest bliski realizacji marzenia swojego zmarłego króla i obsadzenia na tronie jego córki Aline, by raz na zawsze przywrócić praworządność w Tristii. Jednak, jak to w przypadku Wielkich Płaszczy bywa, sprawy się komplikują. W sąsiednim kraju enigmatyczny nowy przywódca Avares jednoczy barbarzyńskie armie, od dawna nękające granice Tristii. Co gorsza, ponoć ma nowego sojusznika: Trin, która dwukrotnie próbowała zabić Aline, by zdobyć tron Tristii dla siebie. Mając za sobą armie Avaresa, dowodzone przez żądnego krwi wojownika, Trin będzie nie do powstrzymania.

Marcin Waincetel: Archeolog, muzyk, mediator, projektant interakcji, choreograf walk, nauczyciel, pisarz… prawdziwy człowiek doby renesansu! Kim właściwie jest Sebastien de Castell?

Sebastien de CastellW głębi duszy jestem podróżnikiem. Lubię odwiedzać nowe miejsca, ale także poznawać różne zawody i tematy. Dlatego wykonywałem w życiu tak wiele różnych profesji, a teraz piszę powieści: pisanie pozwala mi odkrywać nowe pomysły i badać nowe tematy, które mnie interesują.

„Hrabia Monte Christo”, „Zorro”, „Trzej muszkieterowie” - w Twojej twórczości można znaleźć ślady prawdziwej klasyki. Zastanawiam się jednak, jaki impuls pchnął Cię do pisania?

Reklama

Mój impuls bierze się głównie z określonego pytania, konkretnego tematu, a następnie chęci znalezienia na nie odpowiedzi. Na przykład gdy mówimy o „Ostrzu zdrajcy” (pierwszej książce z serii Wielkie Płaszcze), chciałem zadać pytanie, co powinien zrobić ktoś, kto zdradził wszystkie wartości, w które wierzył dotychczas. Czy będziemy się trzymać dawnych wartości, wiedząc, że prawdopodobnie nie zadziałają? A może pójdziemy na swoisty kompromis w kwestii ideałów i upodobnimy się do otaczającego nas świata? Istnieją zresztą całkiem zbliżone pytania tematyczne, które kierują każdą z pozostałych książek z tej serii. Na przykład ostatnia książka, czyli „Tron Tyrana”, dotyczy konfliktu między sprawiedliwością a prawem. Sprawiedliwość jest pojęciem subiektywnym, prawo ma być natomiast obiektywne. Chciałem, żeby Falcio musiał bezpośrednio mierzyć się z tym napięciem i dylematem, co zresztą czyni, gdy znajduje brakujące Płaszcze i widzi, czym się stali.

Bezkrólewie, zdrady, sprzedawanie własnych ideałów, mierzenie się z wyzwaniami… no właśnie – wyzwania. Zdaje się, że bardzo lubisz wystawiać swoich bohaterów na próby. A czy jest ktoś, komu mógłbyś zaufać, gdy mówimy o twoich literackich dzieciach?

Tak naprawdę zawsze zaczynam od umieszczenia moich bohaterów w sytuacji pozornie niemożliwej do rozwiązania – takiej, z której ja sam nie wiedziałbym, jak się wydostać. W tym momencie dochodzi właśnie do swoistego ożywienia postaci: chodzi o sposób, w jaki próbują rozwiązywać problemy. Jeśli chodzi o zaufanie do postaci, cóż, nigdy nie ufam im całkowicie. Nawet Falcio mówi nam rzeczy, które nie są prawdą, ponieważ jego wspomnienia są niepełne, a czasami dodatkowo ukrywa myśli przed samym sobą. Valiana prawdopodobnie byłaby wspaniałym przyjacielem. Kest jest niesamowicie lojalny, ale zmęczyłbym się tym, że cały czas wytyka mi wszystkie moje wady!

Reklama

W Twoim cyklu podkreślasz moralną niejednoznaczność – tak świata, jak i bohaterów, ale zdajesz się pisać również o ideałach, w które wierzymy jako społeczeństwo. Czy kryje się za tym jakaś filozofia?

Tak naprawdę moje książki w mniejszym stopniu mówią o dwuznacznościach moralnych, a bardziej o idei, że to, co cenimy jako społeczeństwo – to, co mówimy, że jest „dobre” w porównaniu z tym, co jest potencjalnie „złe”, jest często formą propagandy. Spójrzmy na to w ten sposób. Rycerze w naszej historii byli dość okropni - zabijali, kradli i palili całe miasta, aby dostać to, czego chcieli. Ale podoba nam się idea rycerzy, dlatego w dużej mierze przeredagowaliśmy historię rycerstwa z wojskowej, niemal najemnej klasy niższej szlachty, do tego rodzaju romantycznego ideału. W przypadku Wielkich Płaszczów chciałem pokazać, jak niektórzy z tych, których nazywamy bohaterami, są w rzeczywistości okropni, a czasami ci, których uznaliśmy za złoczyńców lub zdrajców, mogą nosić w sobie wielkie męstwo.

Wielkie Płaszcze są niemal legendarnymi postaciami, w które wierzą coraz to nowe pokolenia. Falcio, główny bohater Twojego cyklu, po raz pierwszy usłyszał o nich, gdy był małym chłopcem. Co sprawia, że wierzymy w mity?

Pierwotny pomysł opracowałem na bazie XII-wiecznego zarządzenia tzw. wędrownych sędziów. Byli to sędziowie, którzy mieli rozpatrywać sprawy w miastach i wioskach, które były zbyt małe, aby posiadać własne sądownictwo. Oczywiście chciałem, aby moi sędziowie musieli toczyć pojedynki, więc zrobiłem to tak, że musieli sami egzekwować stanowione przez siebie wyroki. Jeśli chodzi o ich legendarność, to myślę, że bardziej reprezentują oni nasze aspiracje – marzenia i dążenia – do znalezienia idei sprawiedliwości na świecie, niż to, aby oddawać jakąś historyczną prawdę. Posłużmy się przykładem Robin Hooda, który tak naprawdę nie reprezentuje buntu przeciwko szlachcie – reprezentuje bunt przeciwko skorumpowanemu szlachcicowi w postaci króla Jana. Nigdy nie kwestionuje samego systemu monarchii. W przypadku Wielkich Płaszczy Falcio tak naprawdę chce po prostu znaleźć dobrego króla lub królową, aby zasiąść na tronie. Powoli jednak zdaje sobie sprawę, że sam system jest częścią korupcji, z którą walczy.

W „Krwi świętego” sportretowałeś nie tylko kwestię społecznych zasad i lojalności, ale również religii. W jaki sposób duchowość łączy się z życiem bohaterów?

Bogowie i święci w świecie Tristii są bardziej przejawami wiary, co oznacza, że przybierają kształt, jaki nadają im wyznawcy. Innymi słowy można powiedzieć, że „otrzymujemy bogów, na których zasługujemy”. Chciałem, aby Falcio i Wielkie Płaszcze musieli pogodzić się z ideą, że nie możemy polegać na sprawiedliwości - sprawiedliwość jest czymś, co istoty ludzkie muszą same zdefiniować i walczyć o spełnienie jej ideału.

Na kartach „Tronu Tyrana” opisujesz temat dziedziczenia władzy, odpowiedzialności, więzy krwi… czy jesteś zdania, że władza jest czymś, co powinno przechodzić z pokolenia na pokolenie, niezależnie od innych czynników?

Nie, myślę, że tak naprawdę to jest po prostu część tego, czego Falcio i kraj, w którym mieszka, muszą się nauczyć podczas całego cyklu: mianowicie tego, że rody – związane ze sobą więzami krwi – to straszny sposób na stworzenie władcy legitymacji. Falcio nie widzi nic poza swoją miłością i podziwem dla króla Paelisa - wciąż chce, aby Aline reprezentowała wszystko, czym był dla niego Paelis. Ale postacie z „Tronu Tyrana” są w dużej mierze wytworem ich środowiska i wychowania, a nie ich krwi. Nawet Trin, która często bywa zła, ogromnie cierpiała, ponieważ jej wychowanie sprawiło, że jest kimś, kto robi wszystko, aby spełnić swoje własne poczucie sprawiedliwości. Mimo wszystko wciąż jest zdolna do miłości i poświęcenia.

Zagrożenie zewnętrzne czy wewnętrzne. Wojska nieprzyjaciela czy osobiste demony? Oto dylematy, z którymi muszą mierzyć się bohaterowie na kartach „Tronu Tyrana”. Które zagrożenie jest według Ciebie trudniejsze do pokonania?

Myślę, że wróg zewnętrzny staje się przejawem naszej wewnętrznej niepewności. Tristianie czują się słabi i skorumpowani, więc postrzegają Avareans jako tych brutalnych wojowników kierujących się jedynie pragnieniem honoru i chwały. Myślę, że często tak jest w naszym własnym świecie, w którym rzutujemy na naszych wrogów wszystkie nasze lęki i niepewność.

Miliony czytelników na całym świecie pokochały twoją opowieść. W tym polscy czytelnicy. Zastanawiam się, co jest dla Ciebie największą satysfakcją, a co największym wyzwaniem podczas samego aktu tworzenia.

Reklama

Największym wyzwaniem jest po prostu napisanie jak najlepszej książki. Dążenie do własnego ideału. Czasami mam szczęście i scena przychodzi mi naturalnie. Innym razem muszę to ciągle przepisywać. Pamiętam, jak pewnego razu byłem w RPA z żoną. Była na konferencji, a ja pracowałem nad „Krwią świętego”. W tej książce jest kilka scen przejściowych, w których nic się nie dzieje poza tym, że zabierają Valianę (która jest w żelaznej masce) do innego pokoju. Przepisałem tę scenę bodajże siedem razy, starając się zrobić to dobrze. O to właśnie chodzi w pisaniu powieści: nigdy nie wiesz, co będzie łatwe, a co trudne, tylko czy wydaje się to uczciwe i znaczące dla ciebie jako twórcy. To tak naprawdę mój jedyny specjalny rytuał: pytam, czy ta scena jest dla mnie prawdziwa, czy czuję, że tak musi być. Jeśli tak, to cieszę się. Jeśli nie… Piszę tak długo, aż tak się stanie.

Gdybyś mógł wcielić się w reżysera lub scenarzystę, który pracuje nad adaptacją swojego cyklu… jakiej zasady trzymałbyś się przy procesie adaptacji? Czy mógłbyś się podzielić swoimi castingowymi typami?

Muszę przyznać, że to jedno z częściej zadawanych mi pytań (w tym równieżvprzez producentów filmowych). Uważam, że casting aktorów na podstawie samej fizyczności, określonych cech wyglądu, nie jest tym, co tworzy świetną historię. Na przykład myślę, że Martin Freeman, który grał Bilbo w „Hobbicie” i Watsona w serialu „Sherlock”, mógłby się przeobrazić we wspaniałego Falcio. W mojej głowie nie wygląda jak Falcio, ale myślę, że jest wspaniałym aktorem, który uczyniłby tę rolę swoją własną, wnosząc do niej zarówno humor, jak i dawkę patosu. Jeśli chodzi o to, co jest dla mnie ważne w procesie adaptacji, to tylko podstawowy idealizm i odpowiednia dramaturgia historii przenoszonej na ekran. Byłoby dobrze, gdyby wszystkie postacie zostały całkowicie przerobione w jakikolwiek sposób, który pozwoliłby reżyserowi na przeniesienie na ekran zawadiackiej radości, akcji, ale również tragedii wpisanej w opowieść. Dlatego też nie sądzę, żebym sam chciał napisać scenariusz - byłbym zbyt przywiązany do tego, co jest w książkach, a myślę, że musisz pozwolić sobie na swobodę tworzenia czegoś nowego, żeby zadziałało to na wielkim ekranie.

Stworzyłeś wysokiej próby cykl rozrywkowy, w którym umiejętnie opisujesz jednak to, czym jest honor, powinność wobec bliskich. Zastanawiam się, jakich wartości szukasz w literaturze – zarówno jako czytelnik, jak i twórca.

Jak większość czytelników, najpierw szukam postaci, za którymi chcę podążać. Nie muszą być doskonałe (lub niedoskonałe, jeśli o to chodzi), ale muszą być dla mnie interesujące. Potem szukam fabuł, w których dzieją się nieoczekiwane rzeczy. Nie mogę znieść książki, w której, jeśli dojdę do określonego momentu, mogę przewidzieć, co prawdopodobnie się wydarzy. Dzisiaj często uzależniamy się od tych samych emocji, dawkowanych w tych samych, określonych momentach, przez co książki stają powtarzalne. Lubię być zaskakiwany.

Na stronie wydawcy dostępny jest za darmo pierwsza część cyklu „Wielkie Płaszcze”.

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
50
44
11.09.2020 01:44

... przeredagowaliśmy historię rycerstwa z wojskowej, niemal najemnej klasy niższej szlachty??? Jasne, to byli bandyci. Szczególnie Zawisza Czarny


350
3
09.09.2020 14:25

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd