Seks & sens. Rozmowa z Aleksandrą Gumowską, autorką reportażu o intymności w metropoliach

Grzegorz Przepiórka
06.08.2020

Jak sądzicie, czy Fileas Fogg i Audy mieliby dziś większą niż 100 lat temu szansę, by spotkać się i wejść w związek? Śladami bohatera słynnej podróżniczej powieści wyrusza reporterka Aleksandra Gumowska. Odwiedza kilka pulsujących energią metropolii, by przybliżyć kalejdoskop ludzkiej intymności... bez zaglądania do sypialni. „Seks w wielkich miastach” to lektura nie tylko na lato – rozpala umysł i serce. Nam pozostaje wykrzesać iskrę pod zmysły. Z autorką rozmawia Grzegorz Przepiórka.

Seks & sens. Rozmowa z Aleksandrą Gumowską, autorką reportażu o intymności w metropoliach

[Opis wydawcy] Jedenaście metropolii pulsujących pożądaniem. Sensualny, intymny i poruszający reportaż o naszej seksualności.

Aleksandra Gumowska rusza w fascynującą podróż tropem Julesa Verne’a i jego bohatera Phileasa Fogga z książki W 80 dni dookoła świata. Przemierza cały glob i odwiedza 11 wielkich miast – m. in. Paryż, Kair, Kalkutę, Tokio, San Francisco – aby sprawdzić, jak na sprawy seksu, orgazmu, partnerstwa i aranżowanych małżeństw patrzy się w różnych kulturach.

Czy internet zastąpił romantyzm?
Czy poligamia jest lepsza niż monogamia?
Dlaczego niektórzy potrzebują orgii, aby doznać erotycznego spełnienia?
Czy rodzić dzieci, biorąc udział w wyścigu szczurów?

Autorka spotyka ludzi w różnym wieku i z odmiennymi doświadczeniami, których łączy jedno: życie w wielkim mieście dającym anonimowość i pozorną swobodę. Z jej opowieści wyłania się intrygujący, a niekiedy zasmucający obraz intymnego życia ludzi z różnych zakątków świata, pełen ścierających się kultur, zróżnicowanych preferencji, skrajnych doświadczeń i przebiegających w różnych miejscach granic obyczajowych i mentalnych.

Grzegorz Przepiórka: Nie przypadkiem w podróży towarzyszy ci duch Fileasa Fogga, nie tylko podróżnika, ale i samotnika. Pomimo rosnącej liczby ludności (obecnie ok. 7,7 mld), człowiek samotnieje. Dlaczego? Jakie są główne powody tego, że wizja z powieści Houellebecqa pt. „Możliwość wyspy” staje się coraz bardziej realna?

Aleksandra Gumowska: Temu właśnie przyglądam się na 383 stronach mojej książki. Nie ma tu jednej słusznej odpowiedzi ani odpowiedzi, która będzie pasowała do Ciebie, mnie i mieszkanki Nowego Jorku. Reportaż daje tę przewagę nad statystykami, że możemy pochylić się nad indywidualnymi przypadkami i porównać je z ogółem społeczeństwa. A najogólniej rzecz ujmując, świat stał się dużo bardziej skomplikowany niż kiedykolwiek wcześniej. Nigdy wcześniej w historii ludzkości człowiek nie miał tak olbrzymiego i szybkiego dostępu do informacji. Nie pędził tak, a wygląda na to, że nadal dopiero się rozpędza. W pędzie, poza próbą złapania oddechu, trudno skupić się na kimś.

Reklama

Intymność wielkich miast – to brzmi jak oksymoron. Mam wrażenie, że żadne z miast, które odwiedziłaś nie sprzyja odnajdywaniu sensu w seksie, budowaniu relacji. Nie ma ideałów wśród mega miast. Które z nich wybrałabyś dla siebie jako mniejsze zło? Analogicznie do renesansowego Zamościa, jakie cechy musiałoby mieć dzisiaj idealne seksualnie miasto?

Przede wszystkim nie szukałabym ideałów. Świat nie składa się z ideałów, nigdy nie był idealny i nigdy nie będzie. Na to, jaki jest, każda i każdy z nas ma swój nanowpływ, a jednocześnie nie ma żadnego wpływu. To, w jaki sposób żyjemy, uprawiamy seks, z kim się łączymy w pary, trójkąty i wielokąty, jest wypadkową tak wielu czynników, środowiskowych, biologicznych, kulturowych, finansowych, politycznych itd., że nie chcę tu nikogo zanudzać. Jednocześnie według mnie, żadne z tych miast nie jest mniejszym złem. To pulsujące, każde swoją energią, organizmy miejskie, do których trzeba najpierw zdobyć klucz, nauczyć się kodów, a potem stosować wytrychy, wyłamywać drzwi albo wejść oknem, jeśli taka jest potrzeba. Szukać swojego miejsca. Paryżanie, według statystyk, są najbardziej spośród mieszkańców wielkich miast zadowoleni ze swojego życia seksualnego. Mieszkańcy Hongkongu uważają, że ich miasto nie sprzyja intymności. Ale kiedy będąc w podróży dookoła świata, przymarudziłam na blogu, że Hongkong mnie nie zachwyca, wiadra oburzenia się na mnie wylały – przecież to takie piękne miasto! W książce nie szukam miasta do seksu dla siebie, ale obserwuję, jak żyje się w tych miastach. Pokazuję perspektywę mieszkańców.

Słowo seks w Polsce pojawiło się dopiero po II wojnie światowej. Jak oceniasz intymność polskich miast?

Jestem pewnie ostatnią osobą do oceniania czyjejkolwiek intymności. Z seksem jest jak z kawą czy z winem, najlepsze jest to, które nam smakuje.

W „Uczcie” Platona Arystofanes snuje opowieść o pierwotnym złożeniu człowieka z połówek, ich rozdzieleniu i powstaniu w ten sposób miłości jako przyciągania się tych połówek, tymczasem Diana z Nowego Jorku, bohaterka twojej książki, mówi: „Każdy z nas stanowi całość”, a na pytanie, czy z kimś jest, odpowiada: „Znasz mnie, lubię mężczyzn. Jestem i nie jestem”. W związku z tym, pytam się: jak zdefiniować dzisiaj miłość? Może ona nie istnieje? A my tylko maskujemy miłość własną, zgodnie z przykazaniem kochaj siebie samego jak bliźniego swego...

Och, miłość własna ma się nadzwyczaj dobrze, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jeśli jednak zajrzeć głębiej pod powierzchnię, jest pewnie jednym z paliw głębokiej frustracji i niespełnienia. Bo jak tu kochać siebie samego, jeśli bliźni na TikToku wygląda jak żywcem wyjęty z kolorowego magazynu? Ileż możliwości porównań do swojej szafy, swojego ciała, które w lustrze widać bez Photoshopa. Czy miłość poza miłością własną istnieje? Z pewnością – miłość to te momenty, które w relacji przenoszą nas do innego wymiaru, jak dobra muzyka, przy której świat wokół może nie istnieć. To stan jedności historii, tu i teraz i przyszłości. To stan fizjologiczno-metafizycznej chwilowej lub trwającej lata równowagi osiągany dzięki innemu człowiekowi lub innym ludziom. Ale pewnie każdy z moich bohaterów miłość zdefiniowałby nieco inaczej. Diana z mojej książki doskonale potrafi wchodzić w te stany, utrzymywać je i przerywać, kiedy równowaga zaczyna się zaburzać.

„Wszystkie dobre związki są oparte na sprawnej komunikacji. Ludzie, którzy nie potrafią być ze sobą prawdziwi, nie przetrwają razem” – mówi jeden z bohaterów. Kolejny paradoks, bo przecież mamy niespotykane wcześniej narzędzia służące komunikowaniu, tymczasem te, jak nigdy dotąd, czynią nas nieprawdziwymi, pozwalają na kreowanie wizerunku. Jak zatem osiągnąć sprawną komunikację i autentyzm w relacji? Pisać tradycyjne listy, jak doktor Ng z Hongkongu, kolejny bohater książki?

Nad relacjami, jeśli chcemy, by przetrwały lata, trzeba pracować. Trzeba mieć dla siebie czas, nauczyć się komunikować swoje potrzeby i odpowiadać na czyjeś. To prawda, że mamy niespotykane wcześniej możliwości komunikowania się, ale też nigdy wcześniej człowiek nie był bombardowany taką ilością bodźców, informacji, wiadomości. Mózg zwyczajnie przestaje sobie radzić z ich przetwarzaniem. Z narzędzi trzeba umieć korzystać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Jeśli skaleczysz się siekierą, następnym razem zapytaj leśnika albo obejrzyj filmik na YouTube, jak fachowo rąbać drewno. Jeśli nie umiesz rozmawiać ze swoją partnerką, poszukajcie rad specjalistów od komunikacji, psychologów, terapeutów, poczytajcie poradniki o tym, jak komunikować się w związku. Pisanie listów było dobre na czasy, w których doktor Ng je pisał. Realizowanie recept z przeszłości nie zadziała na przyszłość, zbyt wiele się zmieniło. Na nasze czasy trzeba szukać recept tu i teraz.

A jak zapatrujesz się na nie nowe, acz rewolucyjne w naszych czasach koncepcje rekonstrukcji moralności seksualnej doktora Ng? Czy mogłyby one stanowić rozwiązanie, czy raczej doprowadziłyby do jeszcze większego rozkładu relacji?

Myślę, że Doktor Seks, jak mówią na niego w Hongkongu, nie zgodziłby się, że to rozwiązanie rewolucyjne. Już w latach 70. zaczął mówić, że różne systemy małżeńskie i tworzenia związków funkcjonowały i funkcjonują na świecie od początków ludzkości; chrześcijaństwo, które zdobyło świat, ugruntowało jeden z nich: małżeństwo kobiety i mężczyzny. To nigdy nie był, nie jest i nie będzie jedyny sposób, w jaki ludzie ze sobą żyją. Ludzie żyją w związkach heteronormatywych, homoseksualnych, w trójkątach i wielokątach. Czy to jest szokujące? Taka jest rzeczywistość. Czy rewolucyjny jest pomysł, by stan faktyczny móc prawnie zatwierdzić? By jedna kobieta mogła poślubić dwóch mężczyzn albo jeden mężczyzna trzy kobiety i mężczyznę?

W jednym z rozdziałów feministki z Nowego Jorku podważają zastaną rzeczywistość, pytając m.in. o likwidację instytucji małżeństwa. Co przemawia za, a co przeciw formalizowaniu związku w płynnych czasach?

Reklama

Żadne „feministki z Nowego Jorku”! W tym rozdziale piszę o stowarzyszeniu, którego członkami byli nieuleczalni single heteroseksualni, wyznawcy poliamorii, pary heteronormatywne z niskimi dochodami, które po ślubie straciłyby prawo do zasiłków, feministki (też!), chrześcijanie – w proteście przeciwko możliwości rozwodu („Co Bóg złączył…”), a założycielami była para gejów. Ruch ten nie tyle był przeciwko instytucji małżeństwa, ile przeciwko temu, jaką wagę nadaje państwo jednemu rodzajowi związków i które ma nadzwyczajne przywileje w stosunku do innych typów związków. W czasach, kiedy działali, dofinansowanie na dziecko w Stanach mogły dostać tylko małżeństwa. Babci i dziadkowi wychowującym wnuczki dofinansowanie nie przysługiwało. Czy to fair? Kto na tym tracił? Dzieci wychowywane w rodzinach, w których nie ma mamy i taty, a które już wtedy w Stanach stanowiły większość.

„Jedną z rzeczy, których dowiadujesz się w wieku średnim jest fakt, że życie to nie film” – pisze Candace Bushnell w książce „Seks w wielkim mieście i co dalej?”. Zmierzamy raczej w przeciwnym kierunku. Jak widzisz seksualną przyszłość świata?

Nie jestem wróżką, nie mam szklanej kuli. W ostatnim rozdziale opisałam jedną z wersji seksualnej przyszłości. Opartej na danych, statystykach, analizie zaawansowania technicznego. Możliwej. Pewnie nie jedynej. Zdigitalizowanej.

Po pierwszym „londyńskim” rozdziale bardziej pruderyjni czytelnicy mogą mieć poczucie aberracji. Prawdziwy jednak szok, już pewnie bez względu na pruderię, czeka nas dopiero w ostatnim rozdziale o digiseksualistach. Wyruszyłaś w podróż w poszukiwaniu sensu. Czy taki kierunek ma sens? Jakie zagrożenia czy wyzwania, jak zwał tak zwał, niesie zdigitalizowanie intymności?

Nie obawiałabym się tu o pruderyjność czytelników. Już w tytule pada słowo „seks”, więc trudno oczekiwać, żeby seksu w książce nie było. Poza tym, w obecnych czasach pornografia, dostęp do pornografii, seks w kulturze popularnej są tak powszechne, że wszelkie oburzenia mogłyby być raczej przejawem hipokryzji niż pruderii. Podobnie z digitalizowaniem intymności. Ten proces już się zaczął, kształtuje się na naszych oczach. Jaki przyjmie ostateczny kształt? Czy taki, jak opisałam? Pytanie czy będziemy potrafili korzystać z technologii, z digitalizacji, wydaje mi się pytaniem typu, czy potrafimy korzystać z alkoholu. Jedni tak, a inni nie.

Co można zrobić? Jak sprawić, by współczesny Fileas Fogg i Audy mogli się odnaleźć? Może trzeba zacząć od języka, który poprzez swoje nacechowanie potrafi kształtować perspektywę? Może zamiast stosunkowo zimnego „uprawiać seks”, warto zacząć mówić, na wzór Michaliny Wisłockiej czy Owidiusza, o „sztuce kochania”? Gdyby tylko można było mówić, mam na myśli brak edukacji w szkołach...

Nie ma nic złego w „uprawianiu seksu”, a jeśli ktoś woli „sztukę kochania” – bardzo proszę. W części seks jest potrzebą fizjologiczną, w części emocjonalną. Doktor Seks z Hongkongu zaleca np. regularne treningi seksu – wiadomo, powiada, jak coś trenujesz, zgłębiasz tajniki, doskonalisz się. Absolutnie zgadzam się, że edukacja seksualna, dostosowana do wieku, przekazywana przez seksuologów i seksuolożki, edukatorki i edukatorów seksualnych powinna być nieodzownym elementem edukacji. Nie ma nic gorszego niż tworzenie niepotrzebnych tabu, przekazywanie nieprawdziwych informacji na lekcjach religii czy zaspokajanie ciekawości na przypadkowo wygooglanych filmikach pornograficznych. Edukacja seksualna uświadamia, że seks nie musi oznaczać powiększonych piersi i gigantycznych penisów, że istnieje zły dotyk, co to jest molestowanie, że seks nie może być wymuszony, że można stawiać swoje granice.

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
1000
64
11.08.2020 16:17

Bardzo udany wywiad! Jak najbardziej zachęca, aby sięgnąć po książkę, co z pewnością przy najbliższej okazji uczynię.


4004
3764
06.08.2020 22:25

Można obejrzeć i porno umieć piękny sex.Niektorzy potrafią.


4004
3764
06.08.2020 17:02

Ja kocham takie wywiady.Poziom styl,kultura.I pomyślałem,o pewniej uroczej 42 latce.


98
37
06.08.2020 12:41

Pisanie o pięknym seksie będącym wisienka na torcie prawdziwej miłości w czasach, kiedy pornografia ryje umysły ludziom jest trudne, ale dlatego bardzo cenne i potrzebne. Nie znam książki Aleksandry Gumowskiej „Seks w wielkich miastach”, ale postaram się o niej pamiętać zimą.


437
146
06.08.2020 11:30

Wow! Wreszcie bardzo interesująca rozmowa na wysokim poziomie intelektualnym i kulturowym. Zawsze byłam ciekawa świata, a najbardziej jego różnorodności. Jako obrzydliwy mieszczuch jestem szczególnie zainteresowana innymi mieszczuchami. Koncepcję podążania za bohaterem "80 dni dookoła świata" uważam za bardzo udaną. Element samotności w tłumie to chyba najbardziej palący...

więcej

206
0
03.08.2020 12:09

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd