Lepiej czytać kiepskie książki czy umówić się z dziewczyną? Druga część wywiadu z Eduardem Mendozą

Tomasz Pindel
18.09.2016

A w nim m.in. o tym, że w Internecie nic nie ginie (i co np. nie zaginęło) oraz o tym, co warto przeczytać. Tomasz Pindel rozmawia z Eduardem Mendozą przez skype’a. Przedstawiamy drugą część wywiadu.

Tomasz Pindel: Parę miesięcy temu wywołał pan skandal swoim komentarzem, że nie martwi pana fakt, iż ludzie nie czytają, bo większość książek i tak niewiele jest warta… Czy to była prowokacja czy diagnoza stanu rzeczy?

Eduardo Mendoza: Ani to, ani to – to był przekłamany zapis tego, co tam powiedziałem. Byłem na kongresie języka hiszpańskiego w Portoryko, uczestniczyły w nim wszystkie kraje języka hiszpańskiego, których jest dwadzieścia dwa. Byli tam ludzie z całego świata, z Ameryki Łacińskiej, z Filipin, Gwinei Równikowej – i wszyscy narzekali, że ludzie przestają czytać. Przygotowałem sobie inne wystąpienie, o „Don Kichocie”, ale kiedy przyszła moja kolej odłożyłem je i powiedziałem, że to wszystko, co tu opowiadamy, jest bez sensu. Już sam fakt, że się spotykamy w Portoryko i popijamy sobie znakomite daiquiri, to dowód, że język, pisanie i książka mają się całkiem dobrze. Ludzie czytają, a kto nie chce – niech nie czyta. Natomiast nie powinno się nikogo do czytania zmuszać – i ten kawałek zacytował dziennikarz – bo uważam, że czytanie bzdur to strata czasu. Lepiej pouprawiać jakiś sport, spotkać się z przyjaciółmi czy umówić z dziewczyną niż siedzieć w domu i czytać kiepską książkę.

Nie jest możliwe, żeby nagle wszyscy młodzi ludzie zabrali się za czytanie dobrej literatury, musielibyśmy zastosować tortury. Niech każdy robi, co chce, ale nie wydaje mi się, żeby sytuacja książki naprawdę była taka zła.

Książka nie jest dobra tylko dlatego, że jest książką, a większość tego, co się wydaje, to po prostu śmieci, o czym uczestnicy kongresu doskonale wiedzą. Nie jest możliwe, żeby nagle wszyscy młodzi ludzie zabrali się za czytanie dobrej literatury, musielibyśmy zastosować tortury. Niech każdy robi, co chce, ale nie wydaje mi się, żeby sytuacja książki naprawdę była taka zła: wydaje się miliony egzemplarzy, wydawcy zarabiają dużo pieniędzy, Amazon to imperium powstałe na bazie sprzedaży książek – dlaczego mielibyśmy ciągle narzekać i biadolić? Jedyne, co z tego wyłapał dziennikarz, bo uznał za interesujące, to stwierdzenie, że wydawane dziś książki to śmieci. Co zresztą jest prawdą, ale powiedziałem to w dużo szerszym kontekście. Takie rzeczy ciągle mnie spotykają, bo za dużo gadam.

Na tym samym kongresie wypowiedział się pan też krytycznie o warsztatach creative writing

Tak, dowodząc, że zainteresowanie literaturą wciąż się utrzymuje, przytoczyłem przykład warsztatów literackich. Uważam, że to dobry pomysł, w paru brałem udziałem, rozmawiałem z uczestnikami. Ale jednocześnie widzę, że dokładają one swoją cegiełkę do wypaczania obrazu literatury. Na takie warsztaty uczęszcza sporo starszych osób, które zostały same, nie mają nic lepszego do roboty, bo nie mają pracy, są na emeryturze, więc zapisują się na takie zajęcia, żeby coś zrobić – równie dobrze mogłyby to być warsztaty ogrodnicze. I bardzo dobrze. Chcą opisać swoje życie – i to też bardzo dobrze. Tyle tylko, że nie należy mylić tego z literaturą, tak jak nie powinno się mylić prowadzenia ogródka z rolnictwem. Takie warsztaty są jak kluby czytelnicze. Nie wiem, czy istnieją w Polsce…

tak, jest ich całkiem sporo…

…w Hiszpanii mamy ich pełno: uczestnicy się spotykają, są to przeważnie same kobiety, zdarza się czasem jakiś biedny pojedynczy pan, którego się tam ściąga, żeby wykazać się otwartością umysłu, czytają książkę, rozmawiają o niej, czasami zapraszają autora – to są bardzo wspaniali i sympatyczni ludzie. Tylko to wszystko stanowi niekonieczny dodatek do literatury i książek. Niezależnie od troski o poziom czytelnictwa czy ratowania papierowej książki, nie zapominajmy, że literatura to coś naprawdę ważnego, i nieważne, czy czyta ją wielu czy niewielu. Ważne jest to, jak ją napisano, jej jakość, klasycy, teksty szczerze i rzeczywiście potrzebne – a wszystko inne, ta użytkowa część literatury, jest pożyteczna, przydaje się do organizowania kongresów i podróżowania, ja sobie na przykład poleciałem do Portoryko, na plażę poszedłem, bawiłem się doskonale, spotkałem starych przyjaciół i poznałem ciekawych ludzi, ale to nie jest literatura. Literatura to coś, co wymaga dużo pracy, dużo wysiłku, a efektem tej pracy jest książka. Książka jest ważna, jeśli jest dobrze napisana i nie powinniśmy skupiać się na tym, co dookoła.

I coś takiego chciałem powiedzieć. Ale istnieje bardzo niekorzystne zjawisko zwane dziennikarzem, tacy dziennikarze zawsze wyłapują pojedyncze elementy. Kiedyś na przykład na pewnym kursie przez cztery dni pod rząd, rano i wieczorem, rozmawiałem z niewielką grupą słuchaczy o powieści, jej formach i historii. I w pewnym momencie rzuciłem, że Kafka był wielkim pisarzem, ale słabym powieściopisarzem, bo nie umiał zakończyć swoich powieści, wszystkie są właściwie pozbawione finału. Kafka zawsze świetnie zaczyna, ale nie wie, co dalej. Zresztą jego początki są tak dobre, że w sumie nawet nie trzeba dalej czytać. I coś takiego powiedziałem. Ktoś z sali zabrał głos i stwierdził, że się nie zgadza, na co ja odpowiedziałem, że ja zawsze powtarzam, że Kafka to najważniejszy pisarz XX wieku, ale w technicznym znaczeniu tego słowa był słabym twórcą powieści. I teraz za każdym razem, jak udzielam wywiadu, dziennikarze pytają: „Powiedział pan, że Kafka był złym pisarzem”, a ja się muszę tłumaczyć. W zeszłym roku dostałem nagrodę literacką imienia Kafki, poleciałem na wręczenie do Pragi, na sali zebrali się notable i pierwsze, co usłyszałem, to „Kiedyś powiedział pan, że Kafka był złym pisarzem…”. Na co musiałem odpowiedzieć, że bardzo proszę, jak już dają mi nagrodę imienia Kafki, to niech mi nie każą kolejny raz tłumaczyć, co miałem na myśli.

Mówisz coś takiego i to już będzie krążyć zawsze. Kiedyś mówiłeś coś i szybko o tym zapominano, a teraz, w epoce Internetu, to wraca i wraca… I tak coś, co dwadzieścia pięć lat temu powiedziałem po pijanemu w towarzystwie kilku przyjaciół będzie wracać, jakbym to powiedział wczoraj. To jakiś koszmar.

Do końca świata tak będzie wyskakiwać…

No, trzeba strasznie uważać, co się mówi. Kiedyś na przykład napisałem coś dla gazety, której, jak sądziłem, nikt nie będzie czytać, bo to prowincjonalny tytuł i niewielu ma czytelników. Ale ktoś to przeczytał, wrzucił na Twittera, zaczyna to krążyć i potem o tym tekściku napisanym dla prowincjonalnego dziennika mówi mi znajomy z Argentyny, że właśnie czytał. „Przecież ty nawet nie wiesz, że taka prowincja istnieje!”. „No tak, ale dotarłem do tego przez YouTube czy coś podobnego…”.

Porozmawiajmy teraz pozytywnie o literaturze. Czy wśród autorów czy książek wydanych ostatnio coś Pana szczególnie zachwyciło?

Jedną z większych radości życiowych jest odkrycie książki nie tylko po prostu dobrej, bo takie zawsze się znajdą, tylko pokazującej jakieś nowe sposoby opowiadania, co dowodzi, że powieść się zmienia i rozwija.

Zawsze zdarzają się niespodzianki i jedną z większych radości życiowych jest odkrycie książki nie tylko po prostu dobrej, bo takie zawsze się znajdą, tylko pokazującej jakieś nowe sposoby opowiadania, co dowodzi, że powieść się zmienia i rozwija. Mam konkretnie na myśli pewnego pisarza z Sarajewa, który mieszka w Stanach Zjednoczonych – był tam akurat, kiedy wybuchła wojna, i już został na stałe. Nazywa się Aleksandar Hemon. Pisze częściowo po serbsku, częściowo po angielsku, a jego historie nie są podobne do niczego innego. To prawdziwe dziecko naszych czasów, dziecko wojny na Bałkanach, która rzuciła go do Stanów. Należy do pokolenia, które nie ma już ojczyzny, albo cały świat jest ich ojczyzną: z takiego czy innego powodu zostają bez swojego kraju i po prostu zamieszkują w innym. Myślę, że to jest nowe pokolenie, które nie ma już takich korzeni jak to kiedyś bywało. Po pierwsze dlatego, że teraz możesz zamieszkać gdzie chcesz, i mieć łączność z całym światem, a zarazem nie mieć pojęcia, co się dzieje na ulicy obok. Kiedy się jedzie transportem publicznym, wszyscy mają te swoje iphone’y i być może właśnie łączą z zupełnie innym krajem. Istnieje też tendencja przeciwna, reakcja nacjonalistyczna, konserwatywna, tradycjonalistyczna, w wielu krajach to widać – jak choćby Brexit w Wielkiej Brytanii, która chce się oddzielić od Europy, bo boi się utraty tożsamości. W trakcie kampanii powtarzano nawet, że Europa chce zakazać piętrowych autobusów w Anglii, co oczywiście jest bzdurą, bo w Europie nikogo nie obchodzi, ile pięter mają brytyjskie autobusy. W tej pierwszej postawie ludzie zachowują szczególne uczucie do swojego kraju i swojej części świata, gdzie spędzili dzieciństwo, i tyle. Mam dwoje dzieci, jedno mieszka w Nowym Jorku, drugie w Australii, i dobrze im tam, tam mają swoje życie i jeśli urodzą im się dzieci, będą Amerykanami i Australijczykami, a może przeniosą się do Japonii. Świat bardzo się zmienia i współczesna literatura to pokazuje – dostrzegam to u tego pisarza, ale jest ich więcej.

Ostatnie pytanie – bo w świetle tego, co powiedział Pan o dziennikarzach, boję się, że będę musiał robić jakieś skróty: wspominał Pan o pisanej aktualnie powieści-testamencie. Może Pan uchylić rąbka tajemnicy, czy wszystko objęte jest sekretem…?

Nie jestem pewien, czy zdążę skończyć tę powieść, więc nie mam oporów, żeby już o niej mówić. Kiedyś tego nie robiłem, nie chciałem opowiadać o pisanych książkach, w obawie, że to może coś popsuć. Było w tym coś z liturgii i przesądu.

Chcę napisać powieść rozgrywającą się nie tyle w ciągu mojego życia, ile pokazującą czasy, jakie przyszło mi przeżyć, żeby opowiedzieć nie to, co się działo, tylko jak my to widzieliśmy. Bo jeśli my tego nie opiszemy, to nikt inny za nas tego nie zrobi. Przyszło nam żyć w czasach historycznych, mniej lub bardziej ważnych, widzieliśmy wiele zmian w polityce, obyczajowości czy technologii. Nie chodzi o to, by opowiadać właśnie o tym, bo to wszyscy wiedzą, tylko o tym, jak my to przeżywaliśmy w danej chwili. To właśnie chcę pokazać. Tak jak kiedyś postanowiłem napisać historię Barcelony, ale nie tak, jak się wydarzyła, tylko jak ją sobie wyobrażano – to było Miasto cudów: tak ludzie wyobrażają sobie rozwój swojego miasta. To ma być w zasadzie to samo: jak przeżywamy dany czas. Nad tym teraz właśnie pracuję. Czasami, bo czasami nie: oglądam sobie mecze i w sumie tak mi jest przyjemniej.

Czasem trzeba odpocząć…

Pisanie coraz więcej mnie kosztuje, napisałem już sporo książek, więc jeśli tę skończę – dobrze, a jak nie – też się nic nie stanie. Wcześniej miałem poczucie, że muszę za wszelką cenę dokończyć książkę i zawsze, kiedy się zmuszałem, wychodziły z tego najsłabsze książki, które nikomu się nie podobały. Ta też nikomu się nie spodoba, ale nie obchodzi mnie to – ja mam ochotę ją napisać.

Mam wielką nadzieję, że jednak będziemy mogli przeczytać tę powieść. Nie wiem czy szybko…

…szybko na pewno nie…

w każdym razie kiedyś!

I tym pełnym wiary i nadziei wątkiem skończyliśmy rozmowę z Eduardo Mendozą. Więcej pytań będzie można zadać mu podczas najbliższej wizyty w Polsce – między 3 a 7 października.

Rozmowy na własne uszy można będzie wysłuchać w RMF Classic.

Zapraszamy też na spotkanie autorskie z Eduardem Mendozą w Warszawie.

[BUYBOX]311509[/BUYBOX]

 

Reklama

komentarze [11]

Sortuj:
61
37
27.09.2016 17:51

Fajnie napisał o tych torturach w przymuszaniu do dobrych lektur:-). Ja miałam to w szkole i nie czytałam tego czego nie chciałam, sprytnie oszukiwałam domyślając się z poszlak bryków o czym była powieść i nauczyłam się pomysłowości. Moja książka, ta w głowie była ciekawsza niż te obowiązkowe tortury:-).
Szalenie mądry pisarz i miło się z nim obcuje- czytelniczo:-).


527
408
20.09.2016 16:11

Pytania były zadane przemyślane. Dobrane idealnie. Jeśli jest się przygotowanym z tematyki, która nas interesuje to nie można wykluczyć, że dana odpowiedź będzie idealna. Jesteśmy tylko ludźmi. Odpowiadamy zgodnie z naszym sumieniem. Dziennikarze też są pisarzami i dla nich nie jest łatwe, aby ując coś co mogło by sprawić, aby stało się magiczną odchłanią od codzienności.


36
27
18.09.2016 10:11

Ja źle odbieram ten wywiad. Jakaś - uzasadniona? - duma z niego bije. Weźmy fragment: " Na takie warsztaty uczęszcza sporo starszych osób, które zostały same, nie mają nic lepszego do roboty, bo nie mają pracy, są na emeryturze, więc zapisują się na takie zajęcia, żeby coś zrobić – równie dobrze mogłyby to być warsztaty ogrodnicze. I bardzo dobrze. Chcą opisać swoje życie –...

więcej

700
264
18.09.2016 11:48

Pozwolę sobie stanąć w jego obronie. Zakładam, że się z takimi osobami, również w kołach pisarskich, zetknął, stąd owszem generalizacja, ale może nie bezpodstawna. Poza tym gdzie tu poniżenie, gdzie pycha? Zwyczajny opis zjawiska, które zaobserwował i tak jak powiedział, nie ma w tym nic złego. To nie jest zjawisko negatywne i nikogo nie potępia. Czy nie jest to prawda, że...

więcej

467
14
18.09.2016 15:15

Ja również nie widzę tu żadnej pychy, a jedynie stwierdzone fakty, które z resztą ładnie wymieniłeś.
Och, naturalnie, że w tej grupie może znaleźć się jednostka, która napisze arcydzieło. Jedna osoba. Ze wszystkich takich grup na całym świecie. Raz na 30 lat. Osoba, która i tak prawdopodobnie była już wybitna. Prawdopodobieństwo wystąpienia takiego wybitnego artysty jest...

więcej

50
44
18.09.2016 15:36

Moim zdaniem nie ma mowy o żadnej pysze. Przecież z takich literacko-warsztatowych spotkań rzadko (jeśli w ogóle), rodzi się dobra literatura. Panie chcą porozmawiać o książkach, trochę popisać, autor tego nie krytykuje. Chyba ktoś tu jest przewrażliwiony.


36
27
18.09.2016 23:58

@panna_lovegood

Ja rozumiem, że literatura powstaje w wyniku działalności osób, które
- są młode
- są w związkach
- mają pracę
- mają coś lepszego do roboty aniżeli pisać książki

Bo to jest antyteza motywacji i sytuacji przytaczanych przez p. Eduardo.

Każda ocena sztuki jest SUBIEKTYWNA. I taka pozostanie. Stąd ferowanie ocen negatywnych powinno się odbywać z...

więcej

700
264
21.09.2016 19:21

Też lubię dyskutować, przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam, ale serwis mnie nie powiadomił o nowym komentarzu :)

Myślę, że pan nadmiernie generalizuje, ponieważ Mendoza nie powiedział nigdzie, że osoby starsze, nie pracujące itd. nie mogą tworzyć literatury. I młodzi i starsi mogą dokładać tę "cegiełkę do wypaczania obrazu literatury". On po prostu zetknął się częściej...

więcej

36
27
22.09.2016 19:42

I na tym, póki co, naszą dyskusję zakończymy :)
Bo faktycznie rzadki.

Jakby Pani zechciała spojrzeć to polecam. Jak nie, to też ok. Niby 950 pobrań, ale to wciąż underground :)
http://camino.zbyszeks.pl/droga/


50
44
18.09.2016 10:06

Wywiad z mądrym człowiekiem zawsze czyta się z przyjemnością.


105
12
16.09.2016 13:43

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd