Rozrywka i lustro – wywiad z Juanem Francisco Ferrándizem

LubimyCzytać
29.01.2020

Tak widzi rolę powieści historycznej jej wytrawny mistrz, Juan Francisco Ferrándiz. Adwokat z wykształcenia, z zawodu dyrektor programu radiowego poświęconego historii, wraz z Ildefonso Falconesem i Chufo Llorénsem okrzyknięty został czołowym pisarzem powieści historycznych w Hiszpanii. Jego książki zyskują przychylność czytelników dzięki szerokiemu kontekstowi, intrygującym fabułom i bohaterom z krwi i kości. W Polsce właśnie ukazuje się licząca 750 stron „Ziemia przeklęta”, barwna epopeja o Barcelonie w IX wieku.

Rozrywka i lustro – wywiad z Juanem Francisco Ferrándizem

[Opis wydawcy] Epicka, owiana aurą legendy, wielowątkowa opowieść o narodzinach wielkiej Barcelony i ludziach, którzy gotowi byli oddać dusze w walce o jej wolność i dobrobyt.

861 rok. Z woli króla Franków Karola Łysego do Barcelony przybywa nowy biskup, Frodoi. Młody i ambitny kapłan ma zakończyć budowę katedry i podźwignąć miasto z upadku. Barcelona liczy zaledwie tysiąc pięćset dusz. Najazdy Saracenów i zbójeckich hord doszczętnie ją zrujnowały, okoliczne pola leżą odłogiem, pozbawione opieki Kościoła pospólstwo wróciło do pradawnych obrzędów.

Przybywający z garstką osadników biskup rozbudza nadzieje. Sprzyja mu sama Goda, darzona powszechnym szacunkiem, szlachetnie urodzona dama wywodząca się z antycznego rodu i nazywana „duszą Barcelony”. Tak piękna, że można przy niej zapomnieć o każdym złożonym ślubie.

Czy wplątany nieopatrznie w bezwzględną grę o władzę Frodoi wypełni swoją misję? Przemieni na powrót tę ziemię przeklętą w krainę mlekiem i miodem płynącą? Wyrwie mieszkańców ze szponów rozpaczy? Kto zasiądzie na pustym barcelońskim tronie? Jednym z kandydatów jest groźny i bezwzględny uzurpator, Drogo de Borr. Wspomagany siłą zbrojnych i afrykańską magią bękart już raz sięgnął po to, co do niego nie należało.

W tej walce pełnej intryg, spisków, podstępów i zdrad liczyć się będzie nie tylko potęga miecza, ale też męstwo, zwykły spryt i nadnaturalne moce. Rycerz bez ziemi, zaradna karczmarka i ostatnia uczennica bestiariusza zakręcą kołem historii… „Ziemia przeklęta” to ponad 750 stron trzymających w napięciu przygód napędzanych przez odwieczne ludzkie namiętności – żądzę posiadania, pragnienie zemsty, ambicję i miłość.

Marta Bartosik*: Historia to nauczycielka życia?

Juan Francisco Ferrándiz: Bez wątpienia. W przeszłości zdarzyło się już wszystko. Najgorsze, co teraz może się stać, to zapomnienie o tym. Wielkie cywilizacje upadały z powodu korupcji, interesów grup uprzywilejowanych, a nawet na skutek zmian klimatycznych, których w porę nie dostrzeżono. Teraz mamy coś, czego nie miał nikt do tej pory – w miarę całościową wizję historii świata, ale mimo to nie potrafimy zapobiec katastrofie. Tak naprawdę jesteśmy biednymi jaskiniowcami, więźniami własnych lęków, sługami instynktu samozachowawczego i poczucia wyższości. Wiedza historyczna to antidotum na tę truciznę, jaką nosimy w sobie od zarania dziejów. Musicie się uczyć, krzyczą do nas nasi przodkowie zza grobów.

Reklama

MB: A mimo to nadal jesteśmy świadkami, uczestnikami albo ofiarami tak strasznych wydarzeń, jak np. ataki terrorystyczne na ulicy La Rambla w Barcelonie i w Cambrils. Pan wtedy pracował nad „Ziemią przeklętą”.

JFF: Zamachy oglądałem w telewizji, z laptopem na kolanach, robiąc poprawki w ukończonym już tekście. Poczułem się bezradny. Wszystko się powtarzało. W wiekach IX i X Barcelona przeżyła wiele krwawych zamachów i rozlewów krwi. Były okresy dobrych relacji z emiratem Kordoby, pakty o pokoju i współpracy gospodarczej, ale kiedy do władzy dochodziły ugrupowania radykalne, wybuchały zamieszki. Dobrym przykładem atak Almanzora w 985 roku. Kronikarze napisali, że był to „Dzień, w którym Barcelona umarła…”. W IX wieku La Rambla była jedynie wąwozem przy murach miasta. To tam w odległych czasach ginęli ludzie. W XXI wieku niewinna krew polała się w tym miejscu po raz kolejny. To przygnębiające. Doszło do tego nie za sprawą religii, ale jak zawsze przez fanatyzm i szaleństwo.

MB: Dlaczego Marchia Hiszpańska w IX wieku okazała się tak atrakcyjnym tematem dla autora powieści historycznej?

JFF: Była to „ziemia przeklęta”, miejsce graniczne, zapomniane i niestabilne. Ci, którzy się tam udawali, pomimo niebezpieczeństw szukali jakichś szans dla siebie. Byli gotowi walczyć o życie własne i swoich ludzi z pasją i oddaniem, bo każdy dzień mógł być ich ostatnim. Już samo to inspiruje do napisania powieści. Ale jest też coś, co czyniło z Barcelony miejsce szczególne. Miasto razem z terenami nad rzeką Llobregat, która stanowiła naturalną granicę Imperium Karolińskiego, było nazywane „La Marca Hispánica”. W 801 roku podbił je syn Karola Wielkiego, ale mocne państwo arabskie próbowało je odbić. Co jakieś siedem, osiem lat Marchia Hiszpańska zmagała się z atakami z południa. Obszar był zniszczony i niezamieszkany. Pobliskie miasta Egara i Ausa (obecnie Terrassa i Vic) zostały zniszczone. Jedynie Barcelona stawiała opór. Trwała głównie za sprawą potężnych murów obronnych z czasów rzymskich. Liczyła wówczas niespełna 1500 mieszkańców. W 861 roku, kiedy ich desperacja sięgnęła zenitu, przybył biskup Frodoí i wszystko się zmieniło. To fakt historyczny. Jestem przekonany, że za tą postacią kryje się niezwykła biografia. Cała ta historia była nieznana szerszej publiczności. Kiedy ją odkryłem, zupełnie straciłem dla niej głowę. To był punkt wyjścia dla tej epickiej opowieści, pełnej przygód, tajemnic i ambicji.

Książka Ziemia Przeklęta na tle swetra i świec

MB: Jak długo trwała praca nad książką?

JFF: Zebranie dokumentacji i napisanie powieści zabrało mi prawie dwa lata. Dokumenty były dostępne, chociaż nie jest to epoka często omawiana w literaturze. W połowie XX wieku kataloński historyk Ramón de Abadal zajmował się najstarszymi, średniowiecznymi dokumentami dotyczącymi Barcelony i innymi archiwalnymi materiałami. Jego uczniowie specjalizowali się w temacie Marchii Hiszpańskiej w czasach Karolingów i to właśnie ich badania okazały się dla mnie nieocenione.

Na terenie Marchii wydarzyło się coś wyjątkowego w skali całej Europy. Już w IX wieku istniał tu zwyczaj spisywania umów handlowych związanych z zakupem ziemi, darowiznami itd. To bardzo ułatwiło poznanie epoki. Sięgałem też do badań francuskich oraz włoskich, które dotyczyły dziejów państwa Karolingów. W ten sposób odkryłem, że współczesna skomplikowana mapa Europy Zachodniej ma swoje początki w tamtej epoce. Najbardziej jednak emocjonujące dla pisarza jest uzupełnianie luk, których historykom nie udało się wypełnić. Oczywiście nie można zapominać, że czyni się to w obrębie fikcji literackiej. Moje książki nie są więc podręcznikami do nauki historii. Chcę, żeby czytelnik przeżywał emocje moich bohaterów, żył ich życiem. Ale jednocześnie, szanując czytelnika, pragnę być, jak tylko to możliwe, dokładny i wierny w przedstawianiu faktów historycznych.

MB: A gdyby tak Netflix zrobił serial na podstawie tej powieści?

JFF: Bardzo bym się ucieszył. Zresztą sam lubię seriale. Byłoby emocjonujące zobaczyć na ekranie historie i postaci, które tak długo żyły w mojej głowie. Myślę, że zarówno czas, jak i miejsce mogłyby zainteresować miłośników seriali przygodowych. Fabuła mojej powieści pozwala na wprowadzenie nowych wątków, jak również dodanie zupełnie nowych bohaterów. Oby więc zdarzył się taki cud!

MB: Seriale historyczne są obecnie bardzo popularne. Dlaczego?

JFF: Moim zdaniem nie jest to zasługa żadnej konkretnej powieści. Sądzę, że to zupełnie inne czynniki powodują, iż ten a nie inny temat budzi zainteresowanie w danej chwili. Oto moja teoria: w 2008 roku zaczął się kryzys ekonomiczny; upadały firmy, wiele rodzin pogrążyło się w beznadziei, także w Hiszpanii. Wtedy modny stał się motyw zombie. Seriale, filmy oraz książki o tej tematyce biły rekordy oglądalności i czytelnictwa. Minęło kilka lat i okazało się, że kryzys jest skutkiem korupcji i defraudacji. Popularna stała się wtedy tematyka sensacyjna, policyjna, śledcza, korupcyjna i narkotykowa. Wszystko, co brudne i podejrzane. Ci, którzy woleli o wszystkim zapomnieć, wybierali powieść erotyzującą, która również przeżywała w tym czasie eksplozję popularności. Później nastąpił względny spokój, a teraz z kolei mamy poważne problemy w związku ze zmianami klimatycznymi, pojawiają się zbrojne konflikty, które powodują migracje itd. Wydaje się, że nie da się tych problemów rozwiązać i być może to właśnie skłania nas do poszukiwania wydarzeń historycznych i bohaterów, którym w czasie niepowodzeń udało się zmienić świat na lepszy. Oczywiście to tylko moja własna opinia, ale zadaję sobie pytanie, czy fikcja literacka nie jest odbiciem naszych podświadomych lęków i zbiorowych pragnień. Jednym z luster, w którym chcemy się przejrzeć. Co będzie dalej? Znaleźć odpowiedź na to pytanie oznaczałoby dla wydawców i pisarzy znalezienie Graala.

MB: Jaką rolę pełni dziś powieść historyczna?

JFF: Ma dostarczać rozrywki. Nic więcej. Ale dodatkową korzyścią, jaką otrzymujemy jako jej czytelnicy, jest możliwość odbycia podróży w przeszłość. Czytając, czujemy zapach zbroi, uliczny kurz, poznajemy przesądy, oglądamy frustrację sługi pod jarzmem kapryśnego szlachcica. Powieść historyczna niesie ze sobą dodatkowy wysiłek dla czytelnika, który musi uruchomić wyobraźnię i przywołać archetypowe obrazy danej epoki. Jeśli pisarz dysponuje odpowiednią siłą ewokacji, dostarczy czytelnikowi niespotykanych wrażeń i sprawi, że ten gatunek stanie się jego ulubionym. Jeśli autorowi nie uda się stworzyć takiego klimatu, powstanie książka nudna i ciężka w odbiorze.

Czytając powieść historyczną, uczymy się historii, to oczywiste. Jednak jeśli chcemy, żeby książka nas wciągnęła, najważniejszym czynnikiem okazuje się sama akcja i dar opowiadania. Dla mnie to właśnie jest najważniejsze.

Reklama

MB: Główną bohaterką „Ziemi przeklętej” jest sama Barcelona. To nie tylko wielkie miasto o wspaniałej historii, ale i wielki literacki temat, wyzwanie dla pisarza. Spotkałam się z opinią, że ta powieść pokazuje korzenie katalońskiej dumy i potrzeby niezależności. Zgodziłby się pan z tym zdaniem?

JFF: Pochodzę z Walencji, regionu na południe od Katalonii, który był podbity przez Arabów, a w XIII wieku ponownie zaludniony przez chrześcijan katalońskich i aragońskich. My także mówimy po katalońsku. I dzięki temu mogę dotrzeć do wielu cennych informacji historycznych, niedostępnych w innych językach. Dobrze też znam Katalończyków. Często bywałem w Katalonii, zarówno przed, jak i po napisaniu powieści.

Jest coś, z czym trudno dyskutować, a mianowicie silna świadomość państwowa, jaką ma część ludności katalońskiej. Widzimy to już w IX wieku. Po podbiciu przez państwo Franków rdzenni mieszkańcy, plemię Gotów, zostali oddzieleni od reszty ludności gockiej z innych terenów. Granica utrudniała komunikację, a odległy od dworu francuskiego teren był ignorowany. To tłumaczy liczbę rebelii i konfliktów, do których wówczas dochodziło. Tak funkcjonowała Marchia Hiszpańska, która potem stała się Katalonią. Istniała w izolacji, w efekcie narodziły się tu inna kultura, odrębny język (kataloński) i bardzo silna świadomość wspólnoty.

Ale świadomość narodowa to jedna rzecz, a druga – niezależność polityczna. W IX wieku tutejsza ludność walczyła o przetrwanie. Ta walka zmusiła ich do nabycia świadomości grupowej, społecznej. W XXI wieku politycy nie walczą, żeby przetrwać, w zasadzie nigdy nie zrezygnują z wysokich uposażeń. Dziś dużo się mówi, ale nie wiadomo, jakie interesy reprezentują ci, a jakie tamci. W wiadomościach zobaczycie manifestacje i flagi. Mało się jednak mówi o bólu, zerwanych przyjaźniach, skłóconych sąsiadach i podzielonych rodzinach. O tym opowiedzą wam ze łzami w oczach zwykli Katalończycy, a żaden polityk nie weźmie za to odpowiedzialności.

„Ziemia przeklęta” nie opowiada się za żadną opcją polityczną. Nie przenosi dzisiejszych problemów do przeszłości, ale tak, zgadzam się z tym, że może służyć do udzielenia odpowiedzi na pytanie, jak zrodziła się świadomość ludu innego niż Hiszpanie i Francuzi.

* Marta Bartosik – absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Autorka książki „Bruno Schulz jako krytyk” (Universitas, 2000). Pracuje w Wydawnictwie Literackim.

„Ziemia przeklęta” Juana Francisco Ferrándiza ukazuje się nakładem Wydawnictwa Literackiego w przekładzie Ewa Morycińskiej-Dzius. Książkę możecie kupić tutaj.

Fotografia otwierająca: Juan Francisco Ferrándiz/© Silvia Bot.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2507
4
29.01.2020 10:21

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd