Nie radzimy sobie z nieprzewidywalnością świata – wywiad z Jarosławem Kamińskim

LubimyCzytać
03.12.2019

Franz Kafka to przewodnik dla tych, którzy szperają w sferze nieoczywistości – mówi Jarosław Kamiński, autor głośnej „Tylko Loli”. Właśnie ukazała się jego najnowsza powieść „Psy pożrą ciało Jezebel”, której cichym patronem jest słynny pisarz z Pragi.

[Opis wydawcy] Powieść autora książki „Tylko Lola” – uznanej przez tygodnik „Polityka” za najlepszą polską powieść roku 2017 – oraz świetnie przyjętej „Rozwiązłej”. Sylwia Aran pracuje za granicą. Nieobecna w ostatnich miesiącach życia córki, ma ogromne poczucie winy po samobójstwie piętnastoletniej Mili. W półlegalnym portalu internetowym prowadzi profil, na którym umieszcza filmy opowiadające o swojej traumie. Jej zapiski z niekończącej się żałoby przyciągają sporą publiczność. Wśród obserwujących niegdyś profil Mili jest tajemnicza YZBL2. Sylwia pozwala jej prowadzić się na drugą stronę ekranu smartfona, do piekła świata wirtualnego. Dla najbliższych to objaw szaleństwa, dla matki ofiary – jedyna szansa, żeby zrozumieć, dlaczego jej córka odebrała sobie życie.

Bartek Zdunek*: W powieści „Psy pożrą ciało Jezebel”, poruszając temat internetu, nie traktuje go pan jako zjawiska technologicznego, socjologicznego czy kulturowego. Zwraca się pan wprost w kierunku świadomości. Skąd pomysł na taką „wewnętrzną” perspektywę?

Jarosław Kamiński: Nie interesują mnie nowinki technologiczne ani nawet futurologiczne proroctwa. To domena eseistów, filozofów, ewentualnie pisarzy science fiction. Mnie fascynuje coś innego. To, co technologie robią z człowiekiem, jego psychiką, emocjami. Podróż, w jaką się udajemy z Sylwią, bohaterką powieści „Psy pożrą ciało Jezebel”, prowadzi do najgłębszych zakamarków jej, mówiąc staroświecko, duszy. Tak się składa, że to miejsce, które najmocniej rezonuje ze światem wirtualnym.

Można według pana powiedzieć, że internet nie tyle jest powietrzem, którym oddychamy, ale że to my już jesteśmy internetem?

Pewnie wiele czytelniczek i czytelników uzna takie określenie za metaforę albo powieściową przesadę. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy. Centrum naszego życia emocjonalnego przeniosło się do internetu, rozmywają się granice między realem a wirtualem, prawdą a fantazją, naszym ja a czymś większym, co nas pochłania.

Celowo zadaję pytanie o „byciu internetem”, zdając sobie sprawę z dziwności tego sformułowania, bo na podobnej dziwności zbudowana jest pana książka. Chciał pan wciągnąć czytelnika w grę, w której wszystko wydaje mu się dziwne, nierealne?

Powieść ma wytrącić kogoś, kto po nią sięgnie, ze swoistego czytelniczego letargu, w którym wszystko toczy się zgodnie z fabularnymi kliszami albo formatami. Tylko w ten sposób można zadać niewygodne pytania. A pytania te będą jeszcze bardziej uwierać, jeśli pozwoli się doświadczyć czytelniczkom tego, co stało się udziałem Sylwii. Wędrówki w wirtualnym labiryncie. Bez pewności, czy jeszcze jest się w realu, nawet jeśli to psychika pokiereszowanej życiem Sylwii, czy już w wirtualu.

Czy jesteśmy, podobnie jak Sylwia, główna bohaterka pana powieści, już jedną nogą po „drugiej stronie”?

Oczywiście. Przerzuciliśmy w wirtual nie tylko terabity danych o sobie. Tam lokujemy swoje nadzieje, oczekiwania, plany. Emocje. Środek człowieczeństwa przesunął się naprawdę „na drugą stronę”.

Myśli pan, że będziemy się kiedyś wszyscy leczyć z mediów społecznościowych? Są one zagrożeniem tylko dla naszego zdrowia psychicznego, czy szerzej, dla całego porządku społecznego?

Reklama

Już teraz pojawił się trend wśród użytkowników internetu, aby wycofać się z mediów społecznościowych. Może coś stracą: poczucie bycia na czasie, nieustanną stymulację, że trzeba gdzieś być, na coś reagować, nieustannie pozostawiać po sobie ślad… ale ile zyskają! Daleki jestem od krytykowania mediów społecznościowych albo ostrzegania przed nimi. Chodziło o diagnozę naszego uwikłania w nie i dotarcie do najdalszych konsekwencji życia w wirtualu. Każdy indywidualnie musi zrobić rachunek zysków i strat i zdecydować, co z tym fantem począć. Nic nie sugerując, przypomnę jednak maksymę starożytnych mędrców: „Żyj w ukryciu”. Nabiera dziś niesamowitej mocy.

Innym motywem pana książki jest historia żałoby. Jednak mam wrażenie, że zamiast na egzystencjalnym jej wymiarze, skupia się pan na obsesji. Poszukiwania odpowiedzi o przyczynę samobójstwa córki prowadzą Sylwię na granicę obłędu.

Tak rozumiem żałobę… Jeden z wymiarów egzystencjalnych tej traumy to właśnie obsesja. Nieustannie zadawanie sobie pytań: dlaczego?, co zrobiłam nie tak?, czego nie dostrzegłam?, czy mogłam zapobiec tragedii? Bez końca bada się wspomnienia, stare notatki, zdjęcia… próbując ustalić fakty, wyważyć winę. Ale nie tylko. Żałoba to również depresja. W powieści pokazuję ją jako tkwienie poza czasem, poza sobą prawdziwą. Sylwia stara się również walczyć o siebie. Stąd jej nagrania wrzucane do sieci, emocjonalne, bezkompromisowe. Emocjonalny rollercoaster doprowadza ją do wyczerpania. Do kresu. Równie silnie jak dotarcia do jakiejś niepodważalnej prawdy o śmierci córki rodzi się więc pragnienie zapomnienia, wyjścia poza ten stan. Jak widać, doświadczenie egzystencjalne jest złożone. A emocje skrajne, bo też sytuacja Sylwii jest skrajna.

Współczesna obsesja wiedzy (wiedzy pozornej, bo na wszystkie pytania odpowiedź podsuwa nam Google) jest nieumiejętnością radzenia sobie z emocjami? A może ta obsesja wiedzy to intuicyjny sposób radzenia sobie z emocjonalnym rozhuśtaniem towarzyszącym codziennemu funkcjonowaniu w sieci?

Buduje się w nas poczucie, że wszystko da się zrozumieć, uzyskać wiedzę na każdy temat. Przysłowiowe stało się „samodiagnozowanie” z pomocą doktora Google’a. Kim zresztą Google nie jest: rabinem, księdzem, lekarzem, fizykiem, krytykiem literackim i komentatorem sportowym. Zwalanie na niego tylu funkcji spowodowane jest nie tylko wiarą w jego wszechwiedzę, ale i brakiem naszej zgody na to, że nie wszystkie pytania znajdą odpowiedź, nie wszystko da się przewidzieć, umieścić w racjonalnym planie. Nie ma „przedustanowionej harmonii”, którą trzeba tylko odkryć, żeby żyć w błogim poczuciu, że wszystko jest pod kontrolą. Jest przypadek, nasza wiedza składa się z fragmentów, nasze życie nawet dla nas samych będzie zawierać sporo „białych plam”, wydarzeń, których nie potrafimy wyjaśnić, nie wiemy, dlaczego tak, a nie inaczej postąpiliśmy. Nie radzimy więc sobie nie tylko z emocjami, które nas zaskakują. Nie radzimy sobie z nieprzewidywalnością świata i samych siebie.

„Psy pożrą ciało Jezebel” to również rekonstrukcja dalekiej od doskonałości relacji matki z córką. Kolejne pokolenia są dziś od siebie oddalone bardziej niż kiedykolwiek wcześniej?

Przede wszystkim są inaczej oddalone. Ekran telefonu albo komputera, na którym wyświetla się twarz kogoś kochanego, daje poczucie bliskości. A to pozór. Nauczyliśmy się symulować bliskość, otwartość, szczerość. Zaczyna się od pozowanych zdjęć, wrzucanych na fejsbuka, potem są filmiki jak z Big Brothera, a w końcu jakoby szczere relacje na odległość z ukochanymi osobami. Nie zawsze da się odróżnić szczerość od reżyserowanego spektaklu, ba, myślę że my sami już się w tym gubimy. Podziwiamy samych siebie, jak to cudnie wypadamy w mediach społecznościowych, a nasze prawdziwe życie odlatuje w siną dal, jak balon, który zerwał się ze sznurka.

W pewnym momencie pana książka skręca w stronę opowieści o wzajemnym poniżaniu i agresji, pod której wpływem są nastolatkowie. Tak zwany bullying to zjawisko, z którym każdy z nas miał w mniejszym lub większym stopniu do czynienia. Czy coś sprawia, że w dobie powszechnego usieciowienia jest on groźniejszy niż kiedyś?

To nie tyle książka skręca w stronę bullyingu, co udręczona wyobraźnia Sylwii. Czy to faktyczne wyjaśnienie tego, co stało się z jej córką? Nie ma wcale pewności.

Wracając do bullyingu… We współczesnej wersji jest groźniejszy niż kiedyś. Kiedyś mogło w nim brać udział kilku złośliwych kolegów albo koleżanek ze szkoły lub podwórka. To oczywiście znaczący, ale jednak tylko fragment świata nastolatka. Teraz może wziąć w nim udział cały świat wirtualny. Obraźliwe treści mogą pojawić się na dowolnych platformach, na dowolnych stronach internetowych, wrzucane przez ludzi, których się nawet nie widziało na oczy, a którzy pochodzą z innego miasta, czasem nawet kraju… Nie da się nad tym zapanować. To naprawdę psy spuszczone z łańcucha, gotowe pożreć swoją ofiarę.

Po raz kolejny pisze pan powieść z perspektywy kobiet. Czy to jest dla pana po prostu bardziej interesujące, czy może próbuje pan nieco rozbić wciąż dominującą w polskiej literaturze męską narrację?

Reklama

I jedno, i drugie. Wciąż niewiele jest ciekawych postaci kobiecych, które opowiadane są inaczej niż na sposób powieści obyczajowej albo kryminału. Jest tu więc wiele miejsca do eksploracji pisarskich. W przypadku powieści „Jezebel” dochodzi coś jeszcze. Bohaterka robi karierę za granicą. Inaczej postrzegamy takie kobiety, z konieczności oderwane od rodziny. Mężczyzn się usprawiedliwia prawie z automatu, jako „żywicieli rodziny”. Kobiety przeciwnie, obciąża dodatkową winą. Nawet jeśli zrobiły wszystko dla dziecka.

Wydaje się, że cichym patronem pańskiej najnowszej powieści jest Franz Kafka, zresztą wprost wspomniany jako jeden z ulubionych pisarzy nastoletniej Mili. W którym momencie podąża pan literacko za Kafką?

Aluzje do powieści Kafki budują postać nastoletniej córki głównej bohaterki. Dowodzą jej dojrzałości i intelektualnej ciekawości… Ale Franz Kafka to również przewodnik dla tych, którzy szperają w sferze nieoczywistości, próbują zajrzeć za horyzont współczesności i nazwać bezkształtną jeszcze przyszłość. To inspiracja, którą Kafka daje każdemu pisarzowi i pisarce.

*Bartek Zdunek – publikował w gazecie i w internecie. W 2018 roku wydał tomik wierszy „Lato w parku”.

Fotografia otwierająca: Jakub Celej

Reklama

komentarze [8]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2465
4
03.12.2019 14:40

Zapraszamy do dyskusji.


1936
1216
04.12.2019 07:08

Nie wiem jak ta książka, ale zawarte w tym wywiadzie ostrzeżenie przed wirtualnością jest słuszne.Zatracamy się w mediach społecznościowych. Ja na przykład zaczęłam od likwidacji facebooka.


269
59
04.12.2019 10:59

Same media społecznościowe nie są złe, to tylko narzędzie, które można używać w różny sposób. Problem jest wtedy gdy zaczynamy się od nich uzależniać. A tak zdarza się często szczególnie jeśli chodzi o młodych ludzi.
A książkę będę chciała przeczytać.


1936
1216
05.12.2019 07:39

Ja z książką jestem ostrożna, bo takie książki nawiązujące do wybitnej prozy są ryzykowne.


269
59
05.12.2019 07:53

A mnie zaciekawił opis książki i mam ochotę ją przeczytać. A ryzyko nie jest takie duże. To nie bomba i zawsze mogę rzucić ją w kąt jak mi coś nie będzie pasować 😊


1936
1216
05.12.2019 08:05

Jak okaże się ciekawa, to i ja sięgnę. ;)
Tylko ten czas, a tyle książek. Życie natomiast krótkie i przemija jak tkackie czółenko. Vanitas vanitatae et omnia vanita (chyba tak to leciało).


269
59
05.12.2019 08:09

A oprócz czytania chce się jeszcze robić tyle rzeczy.


3714
3476
05.12.2019 18:32

Co lubię oprócz czytania ?
Rower,jazda z grupą na rowerze.Takze film,muzyka.Zajecia ruchowe.Gra w tenisa stołowego,gra w Boccia Z tego mam medale, dyplomy.Rozmowy z przyjaciółmi.Kocham też basen, siedzenia w jacuzzi.
Lubię też plastykę,ale najbardziej.To kocham gotowanie, zajęcia t kuchni.To moje ulubione.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd